Uwolnić Czarną Madonnę!

Prowincjał na hamaku, Szustak na boso, przeor za obiektywem – XXIII Piesza Pielgrzymka Dominikańska dotarła na Jasną Górę w iście hipisowskich nastrojach.

Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >
poprzednie
następne

„Kiedyś pielgrzymowałem na Jasną Górę z grupą hipisów i gdy dotarliśmy wreszcie pod klasztor paulinów, zamiast pieśni i wzruszających przemówień, pielgrzymi rozwinęli transparent z napisem UWOLNIĆ CZARNĄ MADONNĘ” – wspominał podczas uroczystej mszy na zakończenie XXIII Pieszej Pielgrzymki Dominikańskiej o. Maciej Chanaka OP. I rzeczywiście – coś w tym jest. Spośród miliona emocji, które rodzą się w sercach pątników po wielu dniach wędrówki na Jasną Górę to właśnie hasła wolnościowe i poczucie tryumfu wysuwają się na plan pierwszy.

poprzednie
następne

Chodźcie, a zobaczycie

Tylko w Ewangelii Mateusza znajdziemy blisko sto słów, które motywują do wyruszenia w trasę: „wstań”, „pójdź”, „przyjdź”, „chodźcie”, „idźcie”. Dlatego ojcowie dominikanie towarzyszący pątnikom nieustannie podkreślali, że pielgrzymka nie kończy się wraz z dotarciem pod cudowny obraz MB Częstochowskiej, ale że jest to raczej jazda próbna przed prawdziwą drogą życia, test, który weryfikuje nasze prawdziwe motywacje i pragnienia, a wreszcie sposób, by na nowo odkryć Tego, który był, który jest i który przychodzi. Takie też było tegoroczne hasło Pielgrzymki Dominikańskiej: „Chodźcie, a zobaczycie”.

Na trasę dominikańskiej pielgrzymki wyruszyli też śmiałkowie ze Stacji 7: wraz z grupą uwielbienia i ewangelizacji Janki oraz w grupie pokutnej o. Adama Szustaka OP, która tradycyjnie już do Częstochowy dotarła boso.


Wesprzyj nas
Dorota Paciorek

Dorota Paciorek

Wymienianie ksiąg Starego Testamentu idzie jej zdecydowanie słabiej niż recytacja odcieni Pantone. Ale ma hopla na punkcie Jezusa z Nazaretu i uważa, że chrześcijaństwo to najradośniejsza religia na świecie (choć złośliwi wliczają ten entuzjazm w profity neofity). Od niedawna zajmuje się designem chrześcijańskim i wciąż wierzy, że sztuka użytkowa w Kościele nie musi ograniczać się do plastikowych Maryjek z odkręcaną główką na wodę święconą. Lubi malować ikony i robić memy na Facebook’u. Nie lubi gdy muchy zjadają jej pigment z ikon i gdy nieznajomi użytkownicy kradną obrazki z fejsa zamiast je udostępniać.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

Bóg. Honor. Przestworza.

Co ksiądz ma do roboty wśród pilotów? Dlaczego wojsko potrzebuje Boga?

Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >

O miłości do lotnictwa, patriotyzmie, strachu leczonym modlitwą… Z ks. podpułkownikiem Krzysztofem Majsterkiem, kapelanem jednej z najnowocześniejszych polskich jednostek wojskowych, 32. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Łasku, rozmawia Sławomir Dynek.

Kapelan to przywódca duchowy. Nie może siedzieć n tyłach ani zdezerterować - mówi ks. ppk Krzysztof Majsterek.<br />
Fot. Sławomir Dynek CogitoMedia

Co Ksiądz tu robi, wśród pilotów i samolotów F-16? Lubi Ksiądz moc silników, huk…?

Uwielbiam samoloty. Naprawdę. Ten huk, o którym Pan wspomniał i całą tę dyscyplinę. W wojskach lotniczych musi być samodyscyplina, wszystko musi być precyzyjne, dokładne, wyliczone…

Lubi Ksiądz latać?

Uwielbiam, ale niestety latam tylko pasażerskimi samolotami. Z wojskowych – kiedyś leciałem szkolną Iskrą, leciałem też Herkulesem, no i śmigłowcami. W kabinie F 16 tylko siedziałem. Ale znakomite wrażenie. Jeśli ktoś będzie miał okazję, to gorąco polecam. Bardzo lubię nawet patrzeć na samoloty. Gdy słyszę huk silników startujących albo lądujących maszyn – to dla mnie jak balsam na serce. A już jak widzę nasze F16 w powietrzu, to… No i oczywiście stawiam sobie wtedy pytanie, który to z moich czcigodnych przyjaciół siedzi za sterami i wykonuje powietrzne ewolucje.

Teraz jest Ksiądz w jednej z najnowocześniejszych, najważniejszych jednostek wojskowych w Polsce. W Łasku, wśród myśliwców F16. Jako kapelan, musi sobie Ksiądz zdawać sprawę, że żołnierze są tutaj żeby się stale szkolić, podnosić swoje umiejętności i być gotowymi do walki. Być może zostawić rodziny na dłużej, być może zginąć…

Tak…

Co Ksiądz robi żeby znaleźć z nimi wspólny mianownik?

Przede wszystkim trzeba z nimi być. Najczęściej dzień rozpoczynamy odprawą z dowództwem. Jeżeli mam coś do zakomunikowania, to to przekazuję i ten komunikat rozchodzi się na poszczególne, niższe szczeble.

Uczestniczy Ksiądz w odprawach?

Nie na wszystkich jestem, ale staram się bywać, bo dowiaduję się, co dzieje się danego dnia i jakie są loty. Nawet ja czasem otrzymuję zadania, na przykład przygotowanie liturgii zbliżającego się święta patriotycznego czy święta bazy. I wtedy wiadomo że jestem w to czynnie zaangażowany.

Dostaje Ksiądz rozkaz?

Nie, nie. Rozkazów tutaj nie ma, jest bardzo dobra atmosfera. To raczej na zasadzie polecenia służbowego – mam wykonać i zameldować o wykonaniu zadania. Czasami meldunkiem jest sama realizacja Mszy Świętej. Po odprawie staram się bywać w różnych miejscach, żeby być razem z żołnierzami: czy to z technikami przygotowującymi samolot do startu, czy robiącymi przegląd samolotu po lotach. Albo na izbie chorych, albo ze strażakami i chemikami. Są też spotkania w większych grupach i wtedy mamy zajęcia np. z etyki normatywnej. Ale rozmawiamy tam nie tylko o etyce, także o trudnej sytuacji geopolitycznej, o lotnictwie. Chociaż oczywiście wszystko schodzi na tematy religijne, bo ja jestem tutaj od wiary, nadziei i miłości…

 I gdzie tutaj jest Bóg? Dla pilotów między ich maszynami, między ziemią a niebem? Gdzie oni widzą Pana Boga?

Oni zawsze mówią trochę żartem, że są bliżej Pana Boga dzięki wysokim pułapom w czasie lotów. Powiem szczerze, że nie spotkałem jeszcze pilota, który by powiedział, że nie odnosił się przed startem do Pana Boga, czy to poprzez znak krzyża czy krótką modlitwę… No wiadomo przecież, samolot to tylko maszyna, dochodzą różne warunki atmosferyczne – pilot nie wie, co może go spotkać. Przed startem jest prośba o błogosławieństwo. No i zawsze modlimy się – w naszej wojskowej parafii wprowadziliśmy nowennę do Matki Bożej Nieustającej Pomocy – w każdą środę o 17.30 modlimy się o pomyślne loty, starty i  lądowania dla naszych pilotów.

Proszą o błogosławieństwo?

Zawsze! Zawsze, zawsze… Kiedy się spotkamy prywatnie, czy podczas wizyt duszpasterskich, czy w kancelarii parafialnej. Zawsze ta prośba jest ponawiana. Nawet jak wylatywali na szkolenia specjalistyczne do USA na F16, to niektórzy piloci po Mszy przychodzili do zakrystii z całą rodziną, klękali, prosili o błogosławieństwo na czas lotu i pobytu w Stanach.

To fajne co ksiądz mówi. Ale człowiek, który siada za sterami supernowoczesnego myśliwca, jakim jest F16, może poczuć się “bogiem”, kimś ponad normalnym życiem materialnym i duchowym. Nie ma czegoś takiego? Te samoloty to moc i potęga…

Tak bywa. Ale ci piloci, którzy zasiadają za sterami F16, mówię na przykładzie jednostki w Łasku, wszyscy korzystają z życia sakramentalnego. Więc mają odniesienie do Pana Boga. Mają świadomość, że wszystko jest w rękach Stwórcy. Że jest jeszcze Ktoś nad nimi. Zresztą na ten temat rozmawiamy podczas typowych spotkań z pilotami. A gdy oni słyszą o różnych tragediach związanych z lotnictwem cywilnym odnoszą to również i do siebie.

Bóg. Honor. Przestworza.

Każdy samolot ma biało-czerwoną szachownicę, na lotnisku na każdym kroku jest odniesienie do polskości…

Tak…

Nikt się tego nie wstydzi? To jest to bardzo wyraźne i mocne. I jeszcze Wiara…

Kiedy odbywają się pierwsze komunie święte, kiedy ojcami są lotnicy, (od red. – lotnicy to piloci i personel naziemny), wszyscy przychodzą na Mszę Świętą w mundurach. Nie ma komunii bez munduru. Sakrament małżeństwa też w mundurze – z racji dumy, że on jest żołnierzem, szanuje i ceni ten mundur. No i jest dla niego honorem brać ślub w mundurze lotniczym.

No co ksiądz… Naprawdę istnieje coś takiego jak Bóg, Honor, Ojczyzna…?

Tak! Tak! Dbamy, by te słowa nie pozostały tylko napisem na sztandarach. Często odnosimy się do tego właśnie hasła – żeby nie stało się sloganem.

15 sierpnia to potrójne święto: Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny, rocznica Cudu Nad Wisłą i Święto Wojska Polskiego. Rok 1920, kapelan, ks. Ignacy Skorupka, poległy pod Ossowem w bitwie z Sowietami. To nie jest tak, że jak Ksiądz zostaje kapelanem to tylko na dobre czasy.

W pełni zrozumiałem rolę kapelana, który ma być z wojskiem na dobre i na złe, kiedy udałem się na misję pokojową do Libanu, na pogranicze izraelsko – libańskie. Były momenty, gdy trwał ostrzał przeciwnych sił – z jednej strony strzelał Hezbollach, a z drugiej Izrael. My znajdowaliśmy się pomiędzy nimi, na linii przelatujących rakiet. Wtedy zrozumiałem swoją rolę – że ja, w razie zagrożenia, nigdzie więcej nie mogę uciekać tylko do tego samego schronu, gdzie są żołnierze. Co więcej – nie mogę siedzieć i trząść się, tylko muszę podbudowywać ich moralnie, że wszystko będzie dobrze, że w nasz schron nie uderzy pocisk. Zrozumiałem, że kapelan jest ostatnim, który może utracić nadzieję.

Czy ksiądz Skorupka jest tylko symbolem, czy…

Jest wzorem! Ksiądz Skorupka dla każdego kapelana jest wzorem bohaterstwa i podtrzymywania na duchu. Zawsze dużo zależało od kapelanów – jeżeli żołnierze widzieli, że kapelan idzie do przodu, to oni mieli nie iść…? Kapelan to przywódca duchowy.

Boi się Ksiądz o swoich kolegów pilotów?

Jesteśmy “rodziną”, przyjaciółmi na dobre i na złe. Wsiadający za stery samolotu pilot nie wie, czy szczęśliwie wyląduje, a na ziemi zostawia żonę, dzieci… Rozmawiamy o tym. Żeby to nie był temat tabu. Lepiej się z tym tematem oswoić. “Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia” jak mówił święty Paweł. Dlatego ja im ciągle to przypominam. Kiedy odbywają się loty często jestem na wieży przy pasie startowym. Wtedy wyciągam dłoń i znakiem krzyża błogosławię ich loty. Nie wstydzę się i nie boję, ponieważ jesteśmy “rodziną”.

I nie jest Ksiądz “dziwadłem”…?

Nie. Dlatego, że potrafię z nimi normalnie usiąść i rozmawiać, czasem i ochrzanię jak trzeba… (uśmiech)

Chodzi mi o te opinie, które czasami się pojawiają, że kapelan wojskowy jest już niepotrzebny, że to już się “przejadło”, że piloci, którzy latają takimi nowoczesnymi samolotami, obędą się bez księdza…

Tak mówią ludzie, którzy nic nie rozumieją. Ten kto widzi w telewizji tylko samolot – nowoczesny, kosztujący miliony dolarów, nie zdaje sobie sprawy z tego, że za sterami tej maszyny siada “struktura psycho-duchowa”. Wierzący, praktykujący człowiek. I on wie, że każdy sprzęt albo człowiek może zawieść. I wtedy może pomóc tylko Stwórca.

Gdyby doszło do wojny… Ksiądz wie, że nie może dać tyłów?

Wkładając mundur, skladałem przysięgę.

To jest jak zespawanie. To nie żarty.

Dokładnie. Mundur i koloratka oznaczają, że muszę być wśród żołnierzy, a nawet, jeśli trzeba – zagrzewać do walki w obronie Ojczyzny. Natomiast nie mogę siedzieć na tyłach, ani tym bardziej zdezerterować! Broń Boże… Ani sumienie oficerskie ani sumienie kapłańskie na to nie pozwoli.

Wytrzymał Ksiądz strach siedząc pod ostrzałem, w Libanie? Każdy przecież się boi.

Na strach nie ma mocnych. Kiedy siedzi się pośrodku, gdy bombardują z jednej i drugiej strony, zostaje tylko Bóg. Wtedy nikt się nie waha poprosić o modlitwę. Gdy w schronie robiłem znak krzyża – a siedzieli ze mną wierzący, jedni bardziej, inni mniej – ludzie odrzucali swoje uprzedzenia do wiary i rozpoczynaliśmy modlitwę. Podczas każdej niedzielnej Mszy Świętej wszystkie ławki i krzesła były zajęte. Byli młodzi i starsi żołnierze. Byłem kapelanem w szpitalu polowym. Kiedyś został przywieziony żołnierz z raną tak ogromną, że widziałem jeszcze bijące serce. Pochodził z Fidżi. Obrażenia były zbyt rozległe i nie udało się go uratować. Ale ja nie pytałem wtedy, jakiego jest wyznania. Namaściłem, zrobiłem znak krzyża i rozgrzeszyłem, kiedy jeszcze żył.

Nie zastanawia się Ksiądz po co te wojny, cierpienia i śmierć? Pyta Ksiądz?

Pan Bóg obdarzył człowieka rozumem i wolną wolą. Prawdopodobnie chce powiedzieć: Człowieku dokąd zmierzasz? Opanuj się i powróć do tych wartości, które Ci przygotowałem. POKÓJ ZOSTAWIAM WAM, POKÓJ MÓJ WAM DAJĘ – powiedział Chrystus.


Rozmawiał Sławomir Dynek

Foto Sławomir Dynek / CogitoMedia


Wesprzyj nas

Sławomir Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >