video-jav.net

Przepis na sukces

Kiedyś zastanawiałem się kogo jest więcej: ludzi, którzy nie lubią się modlić, czy tych, którzy nie lubią pracować. Dzisiaj sądzę, że proporcje są dość wyrównane.

Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jednak w życiu jednych i drugich brakuje pewnego elementu, który sprawia, że całość jest niekompletna.

Módl się i pracuj

Na próżno szukać tego zdania w Regule św. Benedykta, choć zazwyczaj właśnie z benedyktynami i tym świętym jest ono kojarzone. To hasło tak się spopularyzowało, że jest już odbierane jako banał, slogan niż coś, co wyraża oryginalną opinię. A jednak! Ta maksyma, jak sądzę, jest nie tyle radą, co raczej lapidarnym sformułowaniem poglądu na to, jaki człowiek jest naprawdę.

Logika, która rządzi benedyktyńską  Regułą, jest równie prosta, co żelazna: nie da się żyć ani bez modlitwy, ani bez pracy. Próbować można, ale eksperyment taki zakończy się fiaskiem.

Przepis na sukces

Jednym z największych odkryć Benedykta jest konsekwentne ukazywanie codzienności, w której to, co najświętsze, przenika się bez zgrozy i spokojnie z tym, co najbardziej powszednie. Święty Benedykt pisze na przykład, że szafarz (czyli klasztorny ekonom) powinien troszczyć się o mienie klasztoru. Określając jednak jego stosunek do przedmiotów, które są własnością wspólnoty, stwierdza:

Wszelkie przedmioty i w ogóle wszystko, co stanowi własność klasztoru, powinien szafarz traktować tak, jak gdyby to były naczynia święte z ołtarza. (Reguła, rozdz. 31, w. 10)

To zdanie jest wyrazem szacunku do dnia codziennego i pracy w nim wykonywanej; i jedno, i drugie, to dary Boże.

Jak dojść do takiego myślenia? Odpowiedź jest prosta:

Trzeba często znajdować czas na modlitwę! Tak radzi św. Benedykt. Ważnym wątkiem Reguły jest nacisk na świadomość o nieustannej obecności Boga i wspólnoty.

Naszą odpowiedzią ma być modlitwa i praca, czyli zawsze miłość i szacunek wobec Boga i wobec współbrata. Skoro Bóg jest przy mnie zawsze, to zatem również zawsze, nawet na krótko, mogę Mu poświęcić swoją uwagę.

Modlitwa, tak jak miłość, nigdy nie jest sprawą „odfajkowaną”. Ciągle się do niej wraca, ma w sobie coś z głodu, którego nasycić się nie da.

Z drugiej strony ludzie, z którymi żyję mają prawo oczekiwać mojej troski i mojej pracy, które ułatwią im po prostu życie. Bo tak, jak ja korzystam z ich pracy, tak i ja dzielę się z nimi moim czasem oraz tym, co potrafię robić. Jak od modlitwy nic mnie nie zwolni, tak i dzielenia się z innymi moimi umiejętnościami, moim wysiłkiem i czasem, czyli po prostu życia z innymi wyrzec się nie mogę.

I modlitwa, i praca, wymagają czasu, zaangażowania. Naiwnością byłoby oczekiwać, że osiągniemy efekt bez wysiłku: praca nie uda się bez poświęceń i zarwanych nocy. Podobnie sprawa ma się z modlitwą: jest ona dana tylko temu, kto się modli non stop. 

Cenimy ludzi, którzy w pracy wykazują pewną inwencję. „Z nimi można współpracować! Myślą kilka kroków naprzód!”.

Przepis na sukces

Człowiek, który kocha swoją pracę widzi jakie konsekwencje przyjęty przez niego styl działania niesie dla współpracowników, rodziny, otoczenia, jaki wpływ ma na jego życie. Czy nie podobnie powinno być z modlitwą?

Rzeka, kiedy nie może przebić się przez jakąś przeszkodę, szuka innej drogi. Jeśli nasze dotychczasowe sposoby na modlitwę czy pracę wyczerpały się, może warto spróbować poszukać innych dróg.

To znowu trochę tak, jak z miłością: jeśli kochasz, zawsze znajdziesz sposób, aby wyrazić miłość. Inwencja w pracy i modlitwie może też wyrazić się w przebijaniu się przez skały blokujące nasz kontakt z Bogiem czy najbliższymi. Kiedy mamy terminowe zadanie, stajemy na głowie, żeby zdążyć na czas. Z modlitwą jest podobnie: mamy ten czas ziemski, który jest dany na naukę języka Bożego, żebyśmy w niebie z Bogiem i innymi mogli się dogadać…

W benedyktyńskiej Regule modlitwa i praca nieustannie się przeplatają. Połączenie obu tych żywiołów jest cechą ludzi, którzy odkryli w sobie wielki skarb wolności i nie pozwolili, aby coś w tym życiu ich zhołdowało. Modlitwa i praca: to sztuka, której uczymy się całe życie.

Przepis na sukces

Bracia, którzy pracują bardzo daleko i nie mogą przyjść do oratorium we właściwej godzinie odprawią Oficjum Boże w miejscu pracy, zginając kolana przed Panem, pełni bojaźni. Podobnie wysłani w podróż: niech ustalone godziny modlitwy nie mijają im nie zauważone, lecz niechaj sami je odprawiają w miarę swych możliwości i nie zaniedbują obowiązków swojej służby.(Reguła, rozdz. 50)

Czy można jakoś inaczej wyrazić to, co mamy na myśli, gdy mówimy „Módl się i pracuj”? Tak. Módl się i pracuj znaczy: żyj w pełni.

Módl się i pracuj: zobacz, że właśnie w świecie, w którym żyjesz, z ludźmi, z którymi współpracujesz, z rodziną, o którą się troszczysz, możesz żyć dobrze. Módl się i pracuj: Bóg jest blisko ciebie; znajdziesz Go nie gdzie indziej, jak tylko w twoim szarym codziennym dniu.

Szymon Hiżycki OSB

Szymon Hiżycki OSB

Benedyktyn, najmłodszy opat w powojennej historii Tyńca, doktor teologii, specjalista z zakresu starożytnego monastycyzmu. Miłośnik literatury klasycznej i Ojców Kościoła.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

Święty Franciszek z Asyżu. Patron zaangażowania

Święty Franciszek jest idealnym wzorem na dzisiejsze czasy: pokazuje, że w życiu należy stawiać sobie wysoko poprzeczki, z odwagą podejmować nieszablonowe decyzje, i z zaangażowaniem dążyć do wyznaczonego celu.

Magdalena
Wyżga
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ubogi, dobroduszny zakonnik, wrażliwy na piękno przyrody, w otoczeniu zwierząt, twórca szopki bożonarodzeniowej… to pierwsze skojarzenia z postacią świętego Franciszka z Asyżu.

Dosyć ckliwe, wywołujące pobłażliwy uśmiech na twarzy, można nawet powiedzieć – dziecinne.

Gdybyśmy zatrzymali się tylko na takim opisie Franciszka, szybko moglibyśmy wstawić go w ramkę i postawić na półkę, jak lukrowany obrazek, i przypominać sobie o nim tylko wtedy, kiedy trzeba zetrzeć grubą warstwę kurzu.

Dobry start

Franciszek urodził się w 1182 roku w Asyżu. Tak naprawdę miał na imię Jan (zapisane w akcie chrztu), ale ojciec zaczął wołać na niego niespotykanym wówczas imieniem „Francesco” – niektórzy egzegeci łączą to określenie z Francją, z której pochodziła jego matka Joanna.

Ojciec, Piotr Bernardone, był handlarzem tkanin, podróżującym po całej Europie. Bardzo często zabierał syna na służbowe wyjazdy, aby mógł zobaczyć inne kraje, ale też zapoznać się z jego zawodem. Być może oczekiwał, że przejmie po nim rodzinne interesy.

Franciszek od najmłodszych lat jeździł więc po świecie, zdobywał nowe doświadczenia, poznawał nowe miejsca. Podróże kształciły go bardziej niż szkoła – katolickie szkolnictwo było w tamtym czasie na niskim poziomie i Franciszek zdobył jedynie elementarne wykształcenie.

Języka francuskiego i prowansalskiego nauczyła go matka.

Rodzice Franciszka byli bardzo bogaci i nie szczędzili pieniędzy na potrzeby swojego syna. A on chętnie korzystał z ich szczodrobliwości… organizując często uczty i zabawy dla swoich przyjaciół.

Uwielbiał przebywać z rówieśnikami, być duszą towarzystwa. Był bardzo otwarty, miał łatwość nawiązywania kontaktów, a poza tym talent muzyczny i literacki – pięknie śpiewał i układał wiersze, czym wprawiał w zachwyt młode dziewczyny.

Święty Franciszek z Asyżu. Patron zaangażowania

Rycerskie ideały

Jak każdy młody chłopak w tamtym czasie, Franciszek był zafascynowany obyczajami rycerskimi. Przygotowywał się do udziału w krucjacie – której celem było uwolnienie Jerozolimy z rąk muzułmanów – aby zdobyć rycerski pas.

Angażował się w sytuację społeczno-polityczną Asyżu, która była dosyć napięta z powodu konfliktu między arystokratami, kontrolującymi władze miejskie, a członkami klas przedsiębiorców i kupców, którzy mieli ambicje współudziału w rządzeniu miastem.

Walcząc wraz z wojskami asyskimi przeciwko sąsiedniej Perugii dostał się do niewoli, skąd został wykupiony najprawdopodobniej przez rodziców.

Udział w zbrojnych walkach hartował charakter Franciszka, dodawał mu męstwa i odwagi. Dążenie do zdobycia chwały rycerskiej przerwała mu jednak choroba, która okazała się punktem zwrotnym w jego życiu.

Cnota ubóstwa

Franciszek od najmłodszych lat był wrażliwy na wezwania wiary, udał się nawet na pielgrzymkę do Rzymu, aby pomodlić się w miejscu męczeństwa pierwszych chrześcijan.

Odznaczał się również troską wobec żebraków, których wspomagał hojnie jałmużną, chociaż nędza, cierpienie i śmierć napawały go zawsze ogromnym obrzydzeniem.

Podczas choroby, na którą zapadł w czasie jednej z rycerskich wypraw, w jego życiu miało miejsce niezwykłe wydarzenie: w kościele św. Damiana zaraz poza murami Asyżu objawił mu się Chrystus ukrzyżowany, który wezwał go do odbudowy Kościoła.

Franciszek z dnia na dzień porzucił swoje zamożne młodzieńcze życie, oddał się służbie ubogim i chorym, i rozpoczął odbudowywanie zniszczonych kościołów.

Nagła zmiana  nie spodobała się ojcu Franciszka, który groźbą wydziedziczenia próbował zmusić syna do porzucenia nowego stylu życia.

Franciszek był jednak pewien, że droga którą obrał jest właściwa i na znak ostatecznego zerwania z bogactwem, na oczach zebranego tłumu oddał swoje ubranie ojcu.

Nagiego Franciszka okrył swoim płaszczem biskup Gwidon, dając tym samym do zrozumienia, że bierze go pod swoją opiekę.

Święty Franciszek z Asyżu. Patron zaangażowania

Legenda o św. Franciszku: Św. Franciszek karmi ptaki

Wspólnota

Franciszek rozpoczął pracę wśród ubogich i trędowatych. Zamieszkał najpierw w lasach na Monte Subasio, a później w dolinie, niedaleko kaplicy Matki Boskiej Anielskiej zwanej „Porcjonkulą”.

Podczas długich modlitw zrozumiał, że jego powołaniem jest czynienie dobra wszędzie tam, gdzie to tylko jest możliwe. Dlatego wrócił do Asyżu i zaczął głosić Ewangelię, nawołując do życia w ubóstwie i oddania się na służbę potrzebującym.

Bardzo szybko zaczęli dołączać do niego dawni towarzysze zabaw, zawiązując w ten sposób pierwsze fraternitas – zgromadzenia osób świeckich, oddanych życiu wspólnotowemu i wzajemnej miłości.

Zostało ono uznane i uprawomocnione w 1210 roku przez papieża Innocentego III. Dwa lata później powstał również żeński odłam, który zapoczątkowała Klara Offreduco. Kobiety jednak przyjęły formę życia kontemplacyjnego, aby przez swoją modlitwę wspierać działalność braci.

Franciszek zaś pielgrzymował po całej Europie i Ziemi Świętej, niosąc pomoc ubogim, zakładając wspólnoty braci i sióstr, ale również prowadząc działalność misyjną wśród muzułmanów.

Długie podróże nadwyrężyły jego zdrowie, pobyt w Egipcie zakończył się dla niego prawie całkowitą utratą wzorku.

Reguła zakonna

Franciszek od samego początku nawrócenia miał jasno sprecyzowaną drogę – chciał swoim życiem naśladować Chrystusa. I tak też widział swoje zgromadzenie, pisząc dla niego dość surową regułę.

Dla niego życie w ubóstwie oznaczało nie tylko wyzbycie się własności, ale również władzy i wiedzy, które były postrzegane jako formy wyższości i bogactwa.

Dlatego też bardzo oburzył się na swoich braci z Bolonii, którzy zamiast mieszkać w prowizorycznych schronieniach zakładali zwykłe domy i angażowali się w studia uniwersyteckie.

Wielu braci dążyło do złagodzenia reguły zakonnej i mieli również za sobą poparcie dostojników Kościelnych, m.in. kard. Ugolina z Ostii, który był zaniepokojony innowacyjnym charakterem nowego zakonu, zupełnie niepodobnego do tradycji monastycznej.

Franciszek był zaniepokojony, że jego droga pójścia za Chrystusem jest zagrożona.

Na kapitule namiotów w 1221 roku w Zesłanie Ducha Świętego w obecności 5 tysięcy braci z całą energią bronił swojej idei chrześcijańskiej, różnej od tej głoszonej przez inne zakony. Zdawał sobie jednak sprawę, że Kościół będzie dążył do tego, by reguła zakonu franciszkańskiego była dostosowana do potrzeby chwili, z których pierwszą było umocnienie dyscypliny kościelnej, walka z herezją i konieczność pokierowania nowym zjawiskiem społeczno-kulturowym, jakim były studia uniwersyteckie.

Widząc, że jego zasada życia „nagim za Chrystusem” była w niebezpieczeństwie, ale bezgranicznym posłuszeństwie papieżowi Honoriuszowi III napisał z jego pomocą nową regułę dla zakonu, która została zatwierdzona w 1223 roku. Sam jednak zrezygnował z czynnego przewodzenia zakonem.

Święty Franciszek z Asyżu. Patron zaangażowania

Testament

Franciszek przeniósł się do małej umbryjskiej wioski Greccio, gdzie w okresie bożonarodzeniowym zbudował pierwszą szopkę. Przebywając w klasztorze św. Damiana, w czasie kolejnej długiej choroby napisał „Pieśń Stworzenia” – najwybitniejsze dzieło poetyckie w historii języka włoskiego, w którym wychwalał Boga za cuda jakie stworzył.

We wrześniu 1224 roku usunął się na skałę La Vernę w paśmie apenińskim, gdzie odprawił długi post poświęcony Archaniołowi Michałowi, a w dniu Podwyższenia Krzyża Świętego otrzymał stygmaty.

W kwietniu 1226 roku przeniósł się do Cortony, gdzie napisał „Testament”, a później wrócił do ukochanego Asyżu i zatrzymał się w Porcjonkuli, gdzie zmarł 3 października o zachodzie słońca żegnany śpiewem słowika.

Niemal natychmiast został ogłoszony świętym, jego kanonizacja odbyła się w roku 1228.

Kwiatki świętego Franciszka

Nie sposób jednak pisać o świętym Franciszku, nie wspominając o jego niezwykłej wrażliwości na piękno przyrody i drugiego człowieka. O tej jego postawie najlepiej opowiadają „Kwiatki świętego Franciszka”:

Jak św. Franciszek oswoił dzikie turkawki

Pewien młodzieniec nachwytał raz wiele turkawek. Kiedy niósł je na sprzedaż, spotkał go św. Franciszek, który miał zawsze litość szczególną dla stworzeń łagodnych i który patrząc okiem miłosiernym na turkawki rzekł do młodzieńca: „O dobry młodzieńcze, proszę cię, daj mi je, aby ptaki tak łagodne, które pismo przyrównywa duszom czystym, pokornym i wiernym, nie dostały się w ręce okrutników, którzy je zabiją”. Ów, natchniony od Boga, natychmiast dał wszystkie św. Franciszkowi; ten zasię przygarnąwszy je do łona jął słodko do nich przemawiać: „O siostrzyczki moje, turkawki proste, niewinne i czyste, czemu się chwytać dajecie? Ocalę was od śmierci i zbuduję wam gniazda, byście płodziły się i rozmnażały wedle przykazań Stwórcy naszego”. I poszedł św. Franciszek, i pobudował im gniazda. One zaś korzystając z nich jęły płodzić i nieść się w obliczu braci. I tak się obłaskawiły i oswoiły ze św. Franciszkiem i innymi braćmi, jak gdyby to były kury zawsze przez nich żywione. I nie odlatywały nigdy, póki im św. Franciszek błogosławieństwem odlecieć nie pozwolił.

A młodzieńcowi, który mu je darował, rzekł św. Franciszek: „Synu mój, będziesz jeszcze bratem w tym Zakonie i służyć będziesz wdzięcznie Jezusowi Chrystusowi”.

I tak się stało, bowiem młodzian ów został bratem i żył w Zakonie w świętości wielkiej.

Jak św. Franciszek wyzwolił brata, który przez grzech był w mocy czarta

Kiedy św. Franciszek modlił się raz w klasztorze Porcjunkuli, widział w objawieniu Boskim cały klasztor otoczony i oblężony przez czarty, niby przez wojsko wielkie. Atoli żaden z nich nie mógł dostać się do wnętrza klasztoru, jako że bracia byli takiej świętości, iż czarty nie miały wejść do kogo.

Jednak podczas tego jeden z braci pokłócił się z drugim i przemyśliwał w sercu swoim, jak by go oskarżyć i zemścić się na nim. Przeto, kiedy tę złą myśl żywił, diabeł, mając wnijście otwarte, wszedł do klasztoru i usiadł bratu owemu na karku.

Skoro pasterz litosny i troskliwy, który czuwał zawsze nad trzodą swoją, ujrzał, że wilk wszedł, by pożreć owieczki jego, polecił zaraz owego brata przywołać do siebie i rozkazał mu odkryć natychmiast jad nienawiści, którą powziął przeciw bliźniemu i która wydała go w ręce nieprzyjaciela. Tedy ów przestraszony, że święty ojciec przejrzał go, odkrył przed nim jad wszelki i urazę i wyznał winę swoją. I prosił pokornie o pokutę i miłosierdzie. Kiedy odpuszczony był mu grzech i zadana pokuta, czart odbiegł go natychmiast w obliczu św. Franciszka.

A brat ocalony z rąk bestii okrutnej, dzięki świętego ojca dobroci, dziękował Bogu i wróciwszy poprawiony i pouczony do trzody pasterza świętego, żył potem w świętości wielkiej.

Modlitwa św. Franciszka

O Panie, uczyń z nas narzędzia Twojego Pokoju Abyśmy siali miłość, tam gdzie panuje nienawiść Wybaczenie, tam gdzie panuje krzywda Jedność, tam gdzie panuje zwątpienie Nadzieję, tam gdzie panuje rozpacz Światło, tam gdzie panuje mrok Radość, tam gdzie panuje smutek. Spraw abyśmy mogli Nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać Nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć Nie tyle szukać miłości co kochać Albowiem dając, otrzymujemy Wybaczając, zyskujemy przebaczenie A umierając rodzimy się do wiecznego życia.


Więcej o świętych poczytaj w kategorii “Święci”.


Magdalena Wyżga

Zobacz inne artykuły tego autora >
Magdalena
Wyżga
zobacz artykuly tego autora >