Post… i czujesz, że żyjesz!

Post uczy walki i daje wolność od płaskiego wymiaru ludzkiego życia, poszerza przestrzeń naszego serca dla Boga, służy radości i pełni życia.

ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >

Jezus w czasie swojego ziemskiego życia ściągał na siebie tyleż krytyki co ludzkiego podziwu i uwielbienia. Nazywano go przyjacielem celników i jawnogrzesznic, bo nie unikał ich towarzystwa, zasiadając z nimi do stołu i będąc gościem na ich ucztach (Mt 11,19; Łk 7,34). To sprawiło, że przylgnęła także do niego etykieta żarłoka i opoja. Na kartach Ewangelii nasz Pan rzeczywiście prezentuje się jako nauczyciel, który kocha życie i cieszy się nim. Nie ucieka od uczt i od ludzkiego towarzystwa. Jego duchowość to droga afirmacji życia i płynącej zeń radości.

Skąd więc w chrześcijaństwie wzięły się praktyki ascetyczne bardziej charakterystyczne dla judaizmu I w. niż dla uczniów Mistrza z Nazaretu?

Czy przez post i umartwienie rzeczywiście naśladujemy Jezusa?

Czy nie tracimy w ten sposób tak charakterystycznej dla jego Ewangelii radości życia?

Post i radość życia w Jezusie

Pewnego razu do Pana przyszli uczniowie Jana i zapytali Go: „Dlaczego uczniowie my i faryzeusze dużo pościmy, a Twoi uczniowie nie poszczą?” (Mt 9,14). Jezus odpowiedział wówczas pytaniem: „Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki Pan Młody jest z nimi?”. W tym krótkim dialogu, jaki rozegrał się wówczas, Jezus stwierdza kilka bardzo ważnych i bardzo ciekawych prawd. Po pierwsze, nie przekreśla ascetycznej drogi postu i umartwienia praktykowanej przez faryzeuszy i uczniów Jana. Droga ta, zakorzeniona w Starym Testamencie i tradycjach judaizmu, była formą pokuty i przygotowywania się na przyjście Mesjasza. To droga uniżenia, związana ze świadomością ludzkiego grzechu i chęcią zadośćuczynienia za niego.

Post… i czujesz, że żyjesz!

Jezus, uznając wagę tej duchowej tradycji, pokazuje jednak, że nie jest ona jedyną formą wyrażania swojej wiary. Obok niej stawia drogę radości z życia, w które wraz z całym bogactwem swojej miłości wkroczył przecież Bóg. Jezus nie waha się porównać siebie samego do Pana Młodego, tego, który przyszedł, aby poślubić i przyciągnąć do siebie każdego i każdą z nas. Jego uczty, do których zasiadał z grzesznikami, nazywa się także ucztami eschatologicznymi, ponieważ jak przez otwarte drzwi widać w nich zapowiedź nieba.

Niebo w Nowym Testamencie to uczta, czas wesela, zaślubiny i radość z bliskości Pana, którą przeżywać możemy już dziś. Życie ludzkie to przecież świętowanie Bożej miłości i obecności, której kiedyś doświadczymy w stopniu przekraczającym naszą wyobraźnię. Gdzie więc w tak pojętym życiu jest miejsce na post i umartwienie?

Post – poważne traktowanie grzechu

Mogłoby się wydawać, że post i radość życia to sprzeczności nie do pogodzenia. Tak nie jest. Pan kontynuując swój dialog z faryzeuszami stwierdza: „Przyjdzie jednak czas, kiedy zabiorą im Pana Młodego, a wówczas będą pościć” (Mt 9,15). Jezus jest realistą. Życie ludzkie to nie ciągłe pasmo radości i bliskości naszego Boga. Zdarzy się, że nasze szczęście zostanie wstrząśnięte w posadach. Zdarzy się, że przez swój grzech i przez zło innych stracimy oparcie w bliskich i w naszym Panu. Uderzą w nas problemy, które będą nam się wydawać nie do rozwiązania. Wówczas także przychodzi czas na post.

Tu Jezus podąża za tradycją religijną Izraela, który uciekał się do postu podczas najdramatyczniejszych prób swojej narodowej historii. Kiedy wielki Dawid przez grzech z Batszebą i zgładzenie Uriasza miał stracić syna, upada na twarz i pości (2 Sm 12,16). Kiedy Bóg przez proroków zapowiada karę za grzechy, ostatnią deską ratunku jest post (Jl 3,5).

Post… i czujesz, że żyjesz!

Izajasz tłumaczy, że post to nie głowa zwieszona jak sitowie i wór jako posłanie, lecz rozerwanie kajdan zła, dzielenia chleba z potrzebującymi i troska o braci (Iz 58,5-7). Post to potężne narzędzie nawrócenia odwracające od człowieka niszczycielską moc grzechu.

W późniejszych czasach post będzie także przez Żydów praktykowany we wspomnienie tragicznych wydarzeń narodowych jak oblężenie Jerozolimy i zniszczenie świątyni. Post to zatem przejaw poważnego podejścia do ludzkiego grzechu. Pomaga neutralizować jego skutki i ostrzega przed przyszłymi upadkami i niewiernością.

Post uczy walki i daje wolność

Jezus łącząc ze sobą drogę postu i wyrzeczenia oraz drogę radości życia stwierdza także wyraźnie, że stanowią one spójną całość. Kto chce żyć tylko radością Ewangelii, pomijając ofiarę, ascezę i wyrzeczenie, szybko przekona się, że to droga donikąd.

Chrześcijańskie życie na serio wymaga walki, a ta wymaga postu.

Sam Jezus od postu na pustyni rozpoczyna swoją publiczną działalność (Mt 4,2; Łk 4,2). Jeśli Syn Boży, który jest bez grzechu, potrzebuje postu, o ileż bardziej potrzebujemy go my, grzesznicy? Czterdzieści dni spędzone przez Jezusa w umartwieniu i modlitwie na pustyni pomagają mu później wygrać w konfrontacji z pokusami Szatana. Post to fizyczno-duchowy trening, bez którego trudno toczyć zwycięską walkę ze Złym. Uczniom, którzy stają bezradni przed demonem, którego nie potrafią wypędzić z opętanego chłopca, Pan wytłumaczy, że niektóre duchy można wypędzać tylko modlitwą i postem (Mk 9,29).

Post… i czujesz, że żyjesz!

Post uczy walki i daje wolność od płaskiego, jedynie doczesnego wymiaru ludzkiego życia. Przede wszystkim jednak post poszerza przestrzeń naszego serca dla Boga, służy radości i pełni życia. Dlatego właśnie Jezus, w scenie od której zaczęliśmy, zestawia ze sobą poszczących uczniów Jana i swoich uczniów. Celem postu i umartwienia jest pokonanie tego, co oddala nas od Jezusa. Celem chrześcijańskiego życia jest nie post i umartwienie, ale przeżywanie radości bycia z Panem. Jezus konsekwentnie nauczał, że nawet najświętsze prawa Boże, takie jak szabat, są dla człowieka, nie człowiek dla szabatu (Mk 2,27; Mt 12,1-13). Nasze praktyki duchowe mają służyć naszemu szczęściu i budować autentyczną, przepełnioną radością relację z Bogiem oraz braćmi i siostrami. Post nie może czynić życia nieznośnym pasmem umartwień. Post ma sprawić, że złapiesz nowy duchowy oddech, poczujesz, że żyjesz.

Happy Lent

Dobrze przeżywany post może być ogromną szansą na poprawienie jakości mojego życia. To po pierwsze realistyczne spojrzenie na siebie samego: jestem grzesznikiem potrzebującym nawrócenia. Post jest jak czyszczenie twardego dysku, żeby poprawić parametry pracy mojego życiowego softu. Po drugie, post zwiększa siłę rażenia mojej modlitwy. Są jakieś sprawy, słabości, grzechy, z którymi zmagam się już od dawna? Sprawdźmy, jak będą się rozwiązywały, kiedy dołączymy do naszej modlitwy post i wyrzeczenie. Po trzecie wreszcie, postu nie praktykuje się tylko dla wyrobienia sobie silnej woli. To nie ćwiczenie w samodoskonaleniu, rodzaj siłowni, po której wyskoczy mi duchowy kaloryfer. Post poszerza moje serce, tak, aby było zdolne przyjąć więcej łaski Pana… So, Happy Lent, people :).

ks. Marcin Kowalski

ks. Marcin Kowalski

Doktor nauk biblijnych, wykładowca KUL oraz WSD w Kielcach. Sekretarz czasopism biblijnych The Biblical Annals oraz Verbum Vitae. Uczestnik programów radiowych i telewizyjnych popularyzujących Biblię: W Namiocie Słowa, Szukając Słowa Bożego, Telewizyjny Uniwersytet Biblijny (Radio Maryja i Telewizja Trwam). Moderator Dzieła Biblijnego Diecezji Kieleckiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >

Od suchego chleba po surowe mięso

W średniowiecznych kronikach zachowało się specjalnie zamówienie produktów spożywczych złożone przez francuskiego króla Ludwika XI. Król chciał sprawić radość przebywającemu na jego dworze pustelnikowi, eremicie kalabryjskiemu, św. Franciszkowi z Paoli. Mnich przemocą ściągnięty na dwór miał modlić się o zdrowie króla. Przestrzegał tam reguł ascetycznego życia: nie jadł mięsa ani ryb, żywił się jedynie korzonkami. To dlatego król Ludwik XI sprowadził specjały dostosowane do jego postu: słodkie pomarańcze, cytryny, gałkę muszkatołową i pasternak.

Urszula
Wrońska
zobacz artykuly tego autora >

Już w Biblii można znaleźć liczne opisy postów. Niektórzy odmawiali sobie wybranych pokarmów; stosowali post jakościowy, jak przekazuje to Księga Daniela. Inni nie jedli przez trzy dni, by wyprosić u Boga jakieś łaski, przykładem są posty ogłaszane przez starotestamentowych proroków. Zdarzało się, że ktoś podejmował post w pojedynkę oraz że obowiązywały one cały lud. Do takiego sposobu modlitwy zachęcała królowa Estera, która chciała wyprosić u Boga powodzenie misji uratowania Izraelitów, z którą to miała udać się do swego męża, króla Aswerusa. Poprosiła ona wszystkich Hebrajczyków, by nic nie jedli przez trzy dni i trzy noce. Sama także się do tego zastosowała, założyła wór pokutny, ściągnęła z głowy wszystkie ozdoby, rozpuściła włosy i posypała głowę popiołem i śmieciami. Płacząc, żarliwie prosiła Boga o zmiłowanie.

W obydwu przypadkach post miał charakter nie tylko osobisty, ale i wspólnotowy. W Starym Testamencie czas ten ogłaszano całej wspólnocie dźwiękiem rogu. Co ważne, podkreślano, że pościć mają wszyscy, zarówno ludzie, jak i zwierzęta.

Od suchego chleba po surowe mięso

środa, piątek, sobota

Praktyka okresowego wstrzymywania się od pokarmów przeniknęła również do chrześcijaństwa. W starożytnym dokumencie pierwszych chrześcijan z I w., zwanym Didache, odnajdujemy wzmiankę o zwyczaju poszczenia w środy i piątki. Było to przeniesienie na grunt chrześcijański żydowskiej tradycji poszczenia w poniedziałki i czwartki (por. Łk 18, 12). Zwyczaj ten nabrał w Kościele pierwotnym nowej symboliki. Poszczono, by upamiętnić mękę Jezusa Chrystusa, by przez umartwienia włączyć się w Jego cierpienia. W środę na pamiątkę zdrady Judasza i aresztowania Jezusa, a w piątek – Jego śmierci. Wiele źródeł historycznych potwierdza, że surowy post w te dni był przestrzegany zarówno przez kapłanów, jak i przez świeckich. Poszczono w te dni tygodnia przez cały rok, z wyjątkiem świat i okresów świątecznych (np. okres Wielkanocny, Zesłanie Ducha Świętego, Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny). Pierwsi chrześcijanie jedli wtedy tylko jeden posiłek, tak jak robili to żydzi, z tą różnicą, że żydzi jedli po zachodzie słońca, a chrześcijanie po tzw. dziewiątej godzinie dnia (po Nonie, godzinie śmierci Jezusa), czyli około godz. 15. Dzięki temu można było ominąć dwa posiłki i jeść dopiero ten popołudniowy, który zazwyczaj spożywało się wspólnie. Poszczący mógł więc zachować swe wyrzeczenie w tajemnicy.

W Kościele wschodnim do dziś zachowuje się tę tradycję. Prawosławni jedzą w te dni tylko jeden posiłek, po godz. 15. Odmawiają sobie wtedy mięsa, jajek, ryb, mleka i jego przetworów, oliwy, nie piją też wina. Natomiast w Kościele zachodnim około XI w. zanikł zwyczaj poszczenia w środy. Jego miejsce zajął praktykowany już około I-II w. post sobotni, ustanowiony na znak złożenia ciała Pana Jezusa w grobie. Poszczenie w ten dzień stało się jedną z przyczyn niezgody między Kościołem zachodnim a wschodnim, który uważa, że sobota jest dniem półświątecznym, w tym dniu Bóg ukończył bowiem dzieło stwarzania świata. Kościół wschodni zabronił kategorycznie swoim wyznawcom poszczenia w sobotę. Św. Augustyn, który sprzeciwiał się temu rozdwojeniu, opowiadał, że biskup Mediolanu, gdy przebywa w Rzymie, pości w sobotę razem z innymi, kiedy jednak wraca do siebie, nie pości, bo taki właśnie zwyczaj panuje w jego mieście.

coraz radykalniej

Źródła potwierdzają, że od pierwszych wieków chrześcijaństwa szczególnie obchodzono Wielki Post. Najprawdopodobniej na początku trwał on przez dni Świętego Triduum, później rozciągnął się na Wielki Tydzień, a już pod koniec III w. poszczono przez czterdzieści dni. W dokumencie zredagowanym w IV w., zatytułowanym Constitutiones apostolorum, zachowały się instrukcje na Wielki Tydzień: „W dniach Wielkanocy (czyli w Świętym Tygodniu) pośćcie, począwszy od poniedziałku aż do piątku i soboty – przez sześć dni – jedząc tylko chleb, sól, jarzyny i popijając wodę; powstrzymajcie się natomiast od wina i mięsa. Są to bowiem dni żałoby, nie święta. Natomiast w Wielki Piątek i w Wielką Sobotę zachowajcie post ścisły – ci z was, którym wystarczy na to sił – nie tykając niczego aż do północy [Niedzieli Paschalnej]”.

Natomiast post czterdziestodniowy polegał zazwyczaj na ograniczeniu się tylko do jednego posiłku w ciągu dnia, po Nonie lub po Nieszporach. Z jadłospisu wykluczano wtedy mięso, mleko, nabiał, jaja, ryby i oliwę. W Kościele zachodnim taki rodzaj postu po pewnym czasie zanikł, lecz obowiązuje do dziś w obrządku prawosławnym.

Okres Wielkiego Postu porównywany był do trzech biblijnych czterdziestodniowych postów: postu Mojżesza, który przygotowywał się do przyjęcia tablic dekalogu na górze Synaj, postu proroka Eliasza przed wejściem na górę Horeb oraz postu Jezusa na pustyni, gdzie był On kuszony przez szatana.

Od suchego chleba po surowe mięso

Na odmawianie sobie jedzenia przed Wielką Niedzielą mógł mieć wpływ jeszcze jeden starochrześcijański zwyczaj. Chodzi o dwudniowy post przed przyjęciem chrztu. W pierwotnym Kościele chrztów udzielano zwykle w czasie czuwania w Wielką Sobotę, stąd post przed przyjęciem chrztu, do którego zapraszani byli wszyscy wierni, nie tylko katechumen, połączył się z postem przed Wielkanocą. Chrzest nie był jedynym uprzywilejowanym w ten sposób sakramentem. Znane są zalecenia dla duchownych, żeby pościli przed każdym z sakramentów, którego mają udzielać. Już od pierwszych wieków rozpowszechniona była też tradycja postu eucharystycznego, potwierdzają to liczne dokumenty z III i IV w.

każdy powód jest dobry

Przez kolejne wieki chrześcijaństwa odmawianie sobie pokarmu było traktowane jako dobry sposób duchowego przygotowania się do ważnych świąt. Dlatego też w dawnym Kościele istniało wiele odmian postu przed ważniejszymi świętami. U licznych autorów z I w. znaleźć można opisy postu adwentowego. Miał on trwać czterdzieści dni przed Bożym Narodzeniem. Zalecenie to było nawet zatwierdzone na synodzie w Mâcon w 581 r. Post ten obowiązywał w poniedziałki, środy i piątki. O zaleceniu szybko jednak zapomniano.

Podobnie stało się z tradycją postu w wigilię czy przed wszystkimi większymi świętami kościelnymi, m.in. Wniebowzięciem Najświętszej Maryi Panny.

W dokumentach z V w. znajdziemy także świadectwa istnienia postu po Zesłaniu Ducha Świętego. W ten sposób chciano przygotować się do bardzo ważnego święta apostołów Piotra i Pawła. Miał on trwać kilka dni, tydzień albo jeszcze dłużej, w zależności od tradycji danej wspólnoty. Chciano w ten sposób wrócić do dyscypliny chrześcijańskiego życia przerwanej przez okres Wielkanocny, w którym w ogóle nie poszczono.

Zupełnie zapomnianą dziś tradycją są obchody Suchych Dni i Dni Krzyżowych. Suche Dni był to post zalecany przez Ojców Kościoła zainspirowany starotestamentowym postem czwartego, siódmego i dziesiątego miesiąca roku. Ojcowie zalecali post na początku każdego kwartału, by poświęcić daną porę roku Bogu. Nazwa tego postu pochodzi od staropolskiego określenia postu, czyli suszenia. Suche dni obejmowały środę, piątek i sobotę początkowego tygodnia każdego kwartału.

Natomiast post Dni Krzyżowych był to post trzydniowy, podczas którego przygotowywano się do święta Wniebowstąpienia. Odmawiano sobie wówczas jedzenia, ale też gorliwiej uczestniczono we wspólnych modlitwach i procesjach błagalnych.

Od suchego chleba po surowe mięso

styl życia

Post trwający dłuższy czas był podejmowany przez pierwszych mnichów i pustelników chrześcijańskich. Znane są np. opisy rytmu dnia św. Antoniego, który od chwili rozpoczęcia ascezy aż do śmierci spożywał tylko jeden posiłek dziennie. Jadł go dopiero po zachodzie słońca, a składały się na niego chleb, sól i woda. Co więcej, czasem odmawiał sobie również tego posiłku i nie jadł nic przez dwa, a nawet cztery dni.

Dieta św. Antoniego nie będzie szokować, gdy porównamy ją z praktyką ascetów z Jerozolimy, zwanych tygodniowcami. Przez cały Wielki Post jedli oni tylko dwa posiłki w ciągu tygodnia. Jeden po Mszy św. sobotniej, a drugi w niedzielę po południu. Spożywali wtedy kleik mączny i pili wodę. Praktyki te opisuje średniowieczna podróżniczka z IV w., Egeria, która podkreśla, że „tygodniowcy” byli ważną w Jerozolimie grupą, bo ze względu na nich przesunięto godzinę odprawiania Mszy św. w sobotę, tak by mogli oni wcześniej zjeść pierwszy po całotygodniowym poście posiłek.

W książce Historia mnichów w Egipcie z IV w. znajdujemy informację, że mnisi, umartwiając się, odmawiali sobie wszelkich pieczonych potraw (poza chlebem), jeżeli więc jedli mięso, to tylko na surowo. Natomiast u Jana Kasjana czytamy o metodzie wypracowanej wśród anachoretów. Przeznaczali oni na codzienne pożywienie funt suchego chleba (320 gr), który rozdzielano na posiłki poranny i wieczorny.

Wydaje się jednak, że nie wszyscy duchowni przestrzegali tak surowych zasad postu. Znana jest np. opowieść o mnichach, którzy zastosowali się do zasady niejedzenia w czasie Wielkiego Postu mięsa, z zakazu tego wyłączyli jednak dziczyznę. Pozyskiwali ją zaś w domowych warunkach: przed ubojem wypuszczali swoje świnie na wolność i uznawali, że stały się one dziczyzną.

Od suchego chleba po surowe mięso

dla pokoju

Mówi się, że dziś post odszedł już w zapomnienie. Wydaje się jednak, że zwyczaj ten jest mocno utrwalony w naszej świadomości. Jeszcze kilka wieków temu, gdy pojawiały się wielkie zagrożenia, głowy państw zalecały wszystkim obywatelom, by pościli w intencji kraju. W Anglii zarządzano taką modlitwę w czasie wojen napoleońskich i w czasie II wojny światowej, w Stanach Zjednoczonych Lincoln poprosił o nią Amerykanów w czasie wojny secesyjnej.

Współcześnie o znaczeniu postu wielu milionom ludzi przypominała Matka Teresa z Kalkuty. Post odkrywają też na nowo uczestnicy ruchów charyzmatycznych, przekonani o jego znaczeniu dla rozwoju życia duchowego. Do swoistej mody na post przyczynia się też zainteresowanie chrześcijan obrządku zachodniego praktykami Kościoła wschodu, który do dziś zachował tradycję chrześcijańskich postów.


LIST. Miesięcznik Katolicki.

Numer specjalny 2012 „Jedzenie zapomniana modlitwa”.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Urszula Wrońska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Urszula
Wrońska
zobacz artykuly tego autora >