video-jav.net

Każdy ma własny Tabor

Jesteśmy świadkami, jak Pan Jezus zabiera ze sobą Piotra, Jakuba i Jana, i prowadzi na wysoką górę, po to żeby być z nimi na osobności. Ciekawe, dlaczego tylko trójkę zabrał z sobą, a nie wszystkich, i dlaczego akurat tych trzech, a nie innych?

ks. Piotr
Brząkalik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

„Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: “Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: “To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!” Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: “Wstańcie, nie lękajcie się!” Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: “Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie” (Mt 17,1-9).

Jesteśmy świadkami, jak Pan Jezus zabiera ze sobą Piotra, Jakuba i Jana, i prowadzi na wysoką górę, po to żeby być z nimi na osobności. Ciekawe, dlaczego tylko trójkę zabrał z sobą, a nie wszystkich, i dlaczego akurat tych trzech, a nie innych?

To, czego byli tam świadkami, zwykliśmy potocznie nazywać przemienieniem Pana Jezusa, bo też to na ich oczach twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło.

Zejdźmy na chwilę z wysokiej góry Tabor, świadka Jezusowego przemienienia, majestatycznie wznoszącej się nad rozpostartą u jej stóp malowniczą równiną Ezdrelonu, na poziom jej podgórza, świadka życiowej codzienności. Coś musi być na rzeczy, coś pożytecznie potrzebnego, nawet niezbędnego skoro logika liturgii tuż po stanowczym ostrzeżeniu przed uczynkowością na pokaz i po wystawieniu Pana Jezusa na kuszenie, co nie tylko jest świadectwem solidarności w doświadczeniu pokusy, ale co chyba ważniejsze, oznaką, przypomnieniem o powszechności bycia kuszonym, pokazuje nam Jezusa o twarzy jak słońce i odzieniu, jak światło – a przecież ewangelię o Przemienieniu słyszymy nie tylko 6 sierpnia, ale i w Wielkim Poście.

To wdrapywanie się na górę musiało kosztować przepocenie, suchość w ustach, spieczenie warg, poodzierane stopy, przyśpieszony oddech. Ale Ci, którzy doświadczyli przemienienia Pana Jezusa, zupełnie zapomnieli o wysiłku wspinaczki i sami przeżyli przemianę, którą wyraźnie słychać w tym Piotrowym: Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty. 

Powściągliwość w upublicznianiu uczynków pobożnych i nie pobożnych dla bycia widzianym i zauważonym; odpór dawany pokusie sytego zaspakajania potrzeb żołądkowych i poza żołądkowych, jakby tylko tym żył człowiek; pohamowywanie pokusy demonstracyjnego wykorzystywania własnych możliwości, znajomości, koneksji i różnych szczebli władzy; zdystansowanie do pieniądza, majątku, bogactwa, kasy i przepychu są jak wspinanie się na szczyt osobistej góry przemienienia.

Tu łatwo się zniechęcić monotonią codziennej powtarzalności tej wspinaczki, co też pewnie raz po raz podcina nam skrzydła.

Wchodząc, co dnia na tę własną, osobistą górę przemienienia, każdorazowo będziemy się przemieniali, i nasze twarze będą jaśniały, a nasze życie będzie bielsze i czystsze. A wtedy ci, którzy zobaczą i doświadczą naszej przemiany, powiedzą prawie jak Piotr dobrze, że jesteśmy z Tobą. A może, i jak ci trzej, będą chcieli zbudować z nami zamieszkanie we wspólnocie przeżywania życia?

Ewangelia o Przemienieniu to doprawdy dobra po temu okazja, nie ma lepszej w roku, by rozpocząć, jeśli jeszcze tego nie zrobiliśmy, wędrówkę na górę własnego przemienienia, żeby twarz była jasna i pogodna, a życie bielsze i czystsze.

Każdy z nas ma własną górę Tabor, za to Przewodnika mamy jednego, i tylko On zapewnia nam jasne twarze i czyste życie. Na co więc jeszcze czekamy?


Góra Tabor – miejsce Przemienienia

To jedno z najchętniej odwiedzanych przez pielgrzymów miejsc w Izraelu. Największe tłumy ściągają na nią 6 sierpnia, czyli w święto Przemienienia Pańskiego.


ks. Piotr Brząkalik

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Piotr
Brząkalik
zobacz artykuly tego autora >

Pokusy, czyli skuteczny PR zła

Komentarz do niedzielnej Ewangelii (Mt 4,1-11) autorstwa ks. Piotra Brząkalika.

ks. Piotr
Brząkalik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

„Wtedy Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł w końcu głód. Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: "Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem". Lecz On mu odparł: "Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych". Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i rzekł Mu: "Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień". Odrzekł mu Jezus: "Ale jest napisane także: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego". Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: "Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon". Na to odrzekł mu Jezus: "Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz". Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu” (Mt 4,1-11).

W pierwszą niedzielę Wielkiego Postu, w pierwszym zdaniu Ewangelii słyszymy o Panu Jezusie kuszonym, poddanym pokusom.

To wystawienie Pana Jezusa na pokusy jest chyba najlepszym dowodem na Jego pełne, gruntowne człowieczeństwo, na Jego bliskość z nami, swoistą solidarność poprzez wspólnotę doświadczenia pokusy, kuszenia.

Doświadczenie pokus i kuszenia jest jedną z naszych codzienności. Jesteśmy przecież wystawiani na ten rodzaj oddziaływania – jak mówi definicja kuszenia – które ma skłonić nas do zrobienia czegoś złego, zazwyczaj w znaczeniu moralnym lub negatywnych konsekwencji. Nawet jeśli poddajemy się kuszeniu, pokusie, to ulegając jej nie wybieramy przecież zła, jako zła. Zwykle wybieramy zło, jako dobro.

To jest najgłębsza istota pokusy, kuszenia. Pokazać, zareklamować zło, jako dobro.

I temu pokazywaniu zła, niebezpieczeństwa, jako dobra, poddany był i Pan Jezus na pustyni Judzkiej. Czy jest coś złego w zaspokajaniu swego głodu? Z pewnością nie, ale już potraktowanie pełnego żołądka, jako pępka życia i działania, zapomniawszy, że nie samym chlebem żyje człowiek, z pewnością tak. Czy jest coś złego w posiadaniu możliwości, talentów i władzy? Z pewnością nie, ale już w używaniu ich dla demonstracji, że jestem ponad prawem, że wszystko mogę i nic mnie nie ogranicza, z pewnością tak. Czy jest coś złego w posiadaniu majątku i bogactwa? Z pewnością nie, ale już w uczynieniu z nich bożka dla siebie i w podporządkowaniu mu zasad swojego życia, z pewnością tak.

Jeśliby znaleźć wspólny mianownik tych pokus, to jest nim demonstracja siebie, autoprezentacja własnej siły, niezależności, bycia ponad…

Może też dlatego, zanim posypano nasze głowy popiołem, usłyszeliśmy: strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.

To stanowcze ostrzeżenie odnosi się wprawdzie do uczynków pobożnych, ale warto odnieść je, przełożyć w ogóle na naszą życiową uczynkowość, tym bardziej, że cechą, nawet wymogiem dzisiejszych czasów jest bycie widzianym, zobaczonym. Dziś ważnym jest, żeby pokazać siebie, być i działać na pokaz, czasem za cenę rezygnacji z dyskrecji, prywatności, nawet intymności.

A konsekwencją poddawania się pokusie życia, działania i pobożności na pokaz jest wprawdzie wartość pokazania siebie, choć zwykle na krócej niż byśmy chcieli. W oczach Pana Boga, w perspektywie nieba jednak nie ma to żadnej wartości: nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego.

Pytanie tylko, na którym byciu zauważonym mi bardziej zależy – tym tutejszym, choć krótkotrwałym, czy tym Ojca (…), który jest w ukryciu, z wiarą, że Ojciec (…), który widzi w ukryciu, odda tobie.

Wielki Post jest chyba najlepszą sposobnością, by dać sobie otworzyć oczy na siebie samego, a szczególniej na swoją dzisiejszą uległość pokusie życiowych uczynków i pobożności na pokaz, żeby mnie widzieli, żebym był zobaczony.

ks. Piotr Brząkalik

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Piotr
Brząkalik
zobacz artykuly tego autora >