video-jav.net

Dwie strony życia: Do licha z planami

Wielkopostne rozważania ojca Krzysztofa Pałysa, dominikanina.

Krzysztof Pałys OP
Krzysztof
Pałys OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!


Opisane historie są prawdziwe – dotyczą osób, które ojciec Krzysztof Pałys spotkał w trakcie pracy duszpasterskiej


– Czy ojciec w duszpasterskiej pracy dużo odnosi sukcesów? Jak często zdarzają się niepowodzenia? – usłyszałem kiedyś.

No tak, policzyć efekty swojej pracy, być dumnym z sukcesów. Tylko jakie kryteria przyjąć?

Dwie strony życia: Do licha z planami

Przygotowywałem grupę młodych sportowców do sakramentu bierzmowania. Było ich ponad dwudziestu. Zrobiłem to na ich wyraźne życzenie, dodając sobie tylko pracy, ponieważ musiałem tworzyć nową grupę. Wszyscy regularnie chodzili na zajęcia, uczestniczyli w dyskusjach. Wydaje się, że nawet polubiliśmy się wzajemnie. Po bierzmowaniu padały deklaracje: „Nie powielimy stereotypu. Dla nas to nie jest sakrament pożegnania z kościołem”. Po roku zmienili szkołę. Dowiedziałem się, że z religii wypisali się niemal wszyscy. Wcale nie dlatego, że im się nie podoba. Twierdzą, że biorą udział w sportowych zawodach i nie mają już na nic więcej sił i czasu.

To jednak sukces, że przyjęli sakrament czy może jednak porażka, że potem odeszli?

Pamiętam też dwie osoby. Siedziały z założonymi rękami, w buntowniczej postawie. Na każde moje słowo, było kilka kontrargumentów. Regularnie wracałem z poczuciem przegranej, wydawało mi się, że mnie nie znoszą. Po trzech latach spotkałem jedną z nich na ulicy. Serdecznie się przywitała, byłem zadziwiony – obecnie związana jest z duszpasterstwem młodzieży. Drugą osobę niespodziewanie spotkałem w Kościele. Choć podobno miała już nigdy tam nie przyjść…

Spotkanie na temat wolontariatu misyjnego w naszym klasztorze. Prowadzi je dziewczyna z Argentyny wraz z Polką. Znam ich wspólnotę, mieszkają w kilkunastu krajach na świecie, dzielą życie wraz z ludźmi, których przygniata samotność i materialna nędza.

Spodziewaliśmy się większego zainteresowania. Jednak na prezentację przychodzi zaledwie garstka.

Po kilku miesiącach otrzymuję maila:

Drogi Ojcze Krzysztofie. Tydzień temu rozpoczęliśmy weekendy (in)formacyjne dla wszystkich zainteresowanych wolontariatem w Domach Serca i z Łodzi przyjechały dwie osoby! Ale też, po styczniowym spotkaniu kilka osób napisało do nas, że chcieliby wspierać duchowo i finansowo wolontariuszy (…)

W niektórych miastach przychodziły tłumy, ale do wyjazdu czy wsparcia nie zgłaszał się nikt.

Dwie strony życia: Do licha z planami

Podobnych historii, mógłbym przytoczyć kilkadziesiąt, zarówno swoich jak i znajomych księży. Coś wydawało się sukcesem, a później okazywało się bezowocne. I na odwrót.

Do rozmyślania:

Kiedy Dawid chciał policzyć lud Izraela niespodziewanie złapał się na grzechu pychy. Chciał postawić się w miejscu Boga, zapominając że ludzie nie są jego własnością. Zaraz potem przyszła zaraza.

Zarówno powodzenie, jak i porażka należą do Pana. My tylko siejemy, ale Ktoś inny daje wzrost.

Przekonuję się o tym wielokrotnie. To co utrudnia mi życie codzienne, ułatwia życie duchowe. Jeśli nie napotyka się żadnych przeciwności łatwo staję się pysznym: ucieka osobista modlitwa i zamiast na Bogu koncentruję się na sobie.

Dla ducha lepsza jest pewna jałowość, niewystarczalność, a nawet poczucie, że człowiek się cofa.

Dzięki temu można nareszcie utracić kontrolę, pozbywając się tego diabelskiego przekonania, że wszystko zależy ode mnie, od moich planów i decyzji.

Krzysztof Pałys OP

Krzysztof Pałys OP

Dominikanin, pasjonat odnajdywania Pana Boga w ludziach, duszpasterz powołań dominikańskich. Nudny, tuzinkowy, powtarzalny. Nie potrafi grać na gitarze, śpiewać, ani być w centrum uwagi. Nie jest szalony, oryginalny, odjazdowy, błyskotliwy czy odjechany. Od czasu wstąpienia do zakonu dominikanów nic lepszego go w życiu nie spotkało. Fascynuje go tradycja monastyczna, dominikański charyzmat oraz wędrowne i żebracze kaznodziejstwo. Przejechał autostopem ponad 25 tys. kilometrów odwiedzając siedemnaście krajów. Lubi deszcz, swoich braci, suszone figi oraz paragwajską yerba mate. Myśli porządkuje w klasztornej kaplicy. Autor jednej książki z obrazkami. Od czasu wstąpienia do zakonu dominikanów nic lepszego go w życiu nie spotkało. Fascynuje go tradycja monastyczna, dominikański charyzmat oraz wędrowne i żebracze kaznodziejstwo. Przejechał autostopem ponad 25 tys. kilometrów odwiedzając siedemnaście krajów. Lubi deszcz, swoich braci, suszone figi oraz paragwajską yerba mate. Myśli porządkuje w klasztornej kaplicy. Autor jednej książki z obrazkami.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Krzysztof Pałys OP
Krzysztof
Pałys OP
zobacz artykuly tego autora >

Naród wybrany. Bracia, ojcowie, kuzyni

Współczesny judaizm zbudowano na pozostałościach po ówczesnym. Można powiedzieć, że mamy wspólnego „dziadka” – Stare Przymierze, jednak rodziców już mamy innych. Chrześcijanie – Chrystusa, a Żydzi tych, którzy Zbawiciela odrzucili.

Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!


Zobacz program obchodów XVIII Dnia Judaizmu w Kościele Katolickim


Naród wybrany. Bracia, ojcowie, kuzyni

Jan Paweł II w czasie spotkania w synagodze Eliahu Toaff w Rzymie w 1986 r. / © David Rubinger/CORBIS

Bracia

Bez wątpienia pierwsza wizyta Jana Pawła II w rzymskiej synagodze, 13 kwietnia 1986 roku, stała się wydarzeniem historycznym. Sam fakt, że pierwszy papież od czasów św. Piotra przekroczył bramy żydowskiej bożnicy (w dodatku wymienił z rabinem pocałunek pokoju), nie oddaje jeszcze wagi tamtego wydarzenia. To wtedy padły słowa, które, podobnie jak deklaracja ostatniego soboru „Nostra aetate”, zatrzęsły relacjami katolicko-żydowskimi, wprowadzając w nie pewną nową jakość. W swoim przemówieniu polski papież powiedział:

Jesteście naszymi szczególnie umiłowanymi braćmi i w pewnym sensie, jeśli można tak powiedzieć, naszymi starszymi braćmi.

Po tych słowach posypała się lawina komentarzy, teologowie i filozofowie szukali źródeł papieskiego sformułowania, uzasadniając je na sposoby, które pewnie Janowi Pawłowi II się wtedy nie śniły.

Określenie Żydów „starszymi braćmi”, papież zaczerpnął bowiem najprawdopodobniej od Adama Mickiewicza

Określenie Żydów „starszymi braćmi”, papież zaczerpnął bowiem najprawdopodobniej od Adama Mickiewicza, którym bardzo się inspirował jako fascynat literatury i poeta, ale również w swoim papieskim nauczaniu [1].

Kilka lat temu w Polsce miała miejsce ciekawa debata związana z tym papieskim sformułowaniem. Ks. prof. Waldemar Chrostowski, który jako zaangażowany w dialog chrześcijańsko-żydowski początkowo należał do uzasadniających teologicznie papieskie słowa, zaczął się od nich dystansować. Jego głównym oponentem był wówczas red. Zbigniew Nosowski, wskazując w swojej polemice, że już nawet bp. Bernardowi Fellayowi z integrystycznego Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X przechodzi przez usta wyrażenie „starsi bracia”, a nawet potrafi je teologicznie uzasadnić…

Ojcowie

Dla niektórych  Żydów określenie „starszy brat w wierze” było ważne, sami nazywali też chrześcijan „młodszymi braćmi” (jak np. Naczelny Rabin Polski Michael Schudrich), jednak byli i tacy, którzy odebrali je nawet jako prowokujące antysemityzm. Doszukiwali się tu skojarzeń z biblijnymi braćmi Kainem i Ablem czy Ezawem i Jakubem. Mając to na uwadze, Benedykt XVI nazwał Żydów „ojcami w wierze”.

Żydzi z punktu widzenia religioznawcy mają braterskie więzy raczej z muzułmanami niż z chrześcijanami

Określenie „ojcowie” budzi jednak kontrowersje wśród chrześcijan – o ile bez wątpienia ojcami dla chrześcijańskiej wiary są Abraham, Izaak, Jakub i Żydzi wielbiący jedynego Boga przed przyjściem Chrystusa, to wyznawców współczesnego judaizmu ciężko tak nazywać. Podobnie zresztą jest z „braćmi”. Żydzi z punktu widzenia religioznawcy mają braterskie więzy raczej z muzułmanami niż z chrześcijanami. Co więcej, sami przyznają, że nie wierzą w tego samego Boga, co chrześcijanie.

Judaizm a Kościół – kuzyni

Katechizm Kościoła Katolickiego (762-763) uczy:

Przygotowanie pośrednie do zgromadzenia Ludu Bożego zapoczątkowuje powołanie Abrahama, któremu Bóg obiecuje, że stanie się ojcem wielkiego narodu. Przygotowanie bezpośrednie następuje wraz z wybraniem Izraela jako ludu Bożego. Przez wybranie Izrael ma być znakiem przyszłego zjednoczenia wszystkich narodów. Jednak już prorocy oskarżają Izraela, że zerwał przymierze i że zachował się jak nierządnica (Por. Oz 1; Iz 1, 2-4; Jr 2 i in). Zapowiadają oni nowe i wieczne Przymierze (Por. Jr 31, 31-34; Iz 55, 3). "Chrystus ustanowił to Nowe Przymierze" (LG 9). (…) "Pan Jezus bowiem zapoczątkował Kościół swój, głosząc radosną nowinę, a mianowicie nadejście Królestwa Bożego obiecanego od wieków w Piśmie" (LG 5). Aby wypełnić wolę Ojca, Chrystus zapoczątkował Królestwo niebieskie na ziemi. Kościół jest "Królestwem Chrystusa obecnym już w tajemnicy" (LG 3)”.

Jezus jest Mesjaszem zapowiadanym przez proroków. On dokonał dzieła zbawienia i dał początek Kościołowi. Odtąd to chrześcijanie są, „wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym”, „Ludem Bożym” (1 P 2, 9-10). Swoisty zaczyn w tej wspólnocie stanowiła „Reszta Izraela” – ta zapowiedziana przez proroka (Mi 4, 6-7; por. Rz 11,5) mniejszość Żydów, która rozpoznała i przyjęła Mesjasza. Stare Prawo zostało wypełnione i zrealizowane w Chrystusie, który przyniósł Nowe Przymierze w swojej krwi. Przymierze to jest uniwersalne – dla każdego, kto zechce odpowiedzieć wiarą na miłość Chrystusa. Nie ma już Żyda, obrzezania, barbarzyńcy czy Greka (Kol 3, 11). Stare prawa żydowskie obiektywnie straciły rację bytu, judaizm starotestamentalny przestał istnieć. Przypieczętowaniem tego faktu było zburzenie świątyni jerozolimskiej, zlikwidowanie żydowskiego kapłaństwa i państwa.

Naród wybrany. Bracia, ojcowie, kuzyni

W tej nowej sytuacji oraz w opozycji do chrześcijan, Żydzi, którzy nie przyjęli Chrystusa, zorganizowali nowy system religijny, bazujący na starych prawach. Nowa żydowska religia od początku była opozycyjna wobec chrześcijaństwa. Przejawem tego było między innymi odrzucenie Septuaginty, dlatego katolicki kanon Starego Testamentu jest bogatszy o kilka ksiąg od Biblii żydowskiej.

Poza tym sam fakt, że Żydzi dzielą z nami 39 ksiąg Starego Testamentu, i tak dużo w nasze postrzeganie Objawienia nie wnosi – mamy radykalnie różną metodologię czytania tych świętych Ksiąg: Żydzi mają swoje tradycje i szkoły, a my mamy Chrystusa [2]. Szczerze napisał o tym rabin Alon Goshen-Gittstein, doktor Hebrew University of Jerusalem:

„Nie jest łatwo odwzajemnić poczucie szczególnej więzi z chrześcijaństwem. Tym, co łączy Żydów i chrześcijan, jest przypuszczalnie wspólny korpus Pism. Jednakże jest to rozumienie chrześcijańskie. Dla Żyda, który nie rozpoznaje ważności chrześcijańskiego testamentu, współdzielenie Świętych Ksiąg nie rodzi żadnej szczególnej relacji. Może nawet oznaczać jeszcze większe potencjalne niebezpieczeństwo. (…) Od stron żydowskiej chrześcijaństwo zostaje zdefiniowane jako awoda zara. Dosłownie oznacza to 'obcy kult', tj. kult oddawany obcym bogom, a zatem – idolatria” [3].

Jeśli potrzebne jest określenie z rodzinnymi konotacjami, mające jakoś oddawać relacje między współczesnymi Żydami a chrześcijanami, moim zdaniem o wiele bardziej adekwatne niż „starsi bracia” czy „ojcowie” byłoby „kuzyni” – i to „młodsi kuzyni”. Mamy wspólny korzeń – naturalnie z niego wyrasta chrześcijaństwo, judaizm z czasów Apostołów, jeszcze sprzed zburzenia świątyni, był nazwany „odciętymi gałęziami” (Rz 11, 17). Współczesny judaizm zbudowano na pozostałościach po ówczesnym. Można powiedzieć, że mamy wspólnego „dziadka” – Stare Przymierze, jednak rodziców już mamy innych. Chrześcijanie – Chrystusa, a Żydzi tych, którzy Zbawiciela odrzucili.

Ewangelizować Żydów?

W terminologii relacji chrześcijańsko-żydowskich panuje duży zamęt. Jan Paweł II we wspomnianym przemówieniu z 1986 roku stwierdził, że judaizm jest dla chrześcijan „rzeczywistością wewnętrzną” (zostali nazwani „starszymi braćmi”, więc można by rzec – „rzeczywistością rodzinną”). Podkreślenie bliskości judaizmu dostrzec też można w przyporządkowaniu Papieskiej Komisji do Spraw Stosunków Religijnych z Judaizmem – Papieskiej Radzie do Spraw Popierania Jedności Chrześcijan… Jednocześnie jednak ten sam Jan Paweł II umieszcza relacje z Żydami w ramach dialogu międzyreligijnego, podobnie jak ojcowie ostatniego soboru w deklaracji „Nostra aetate”.

Naród wybrany. Bracia, ojcowie, kuzyni

Ten terminologiczny zamęt wiąże się niestety z błędnymi praktycznymi wnioskami, jakie chcą wyciągać z niektórych wieloznacznych sformułowań pewni teologowie. Chodzi tu przede wszystkim o to, czy należy ewangelizować Żydów – skoro są dla nas „rzeczywistością wewnętrzną”? Żydzi sami zauważają, że od czasów ostatniego soboru Kościół praktycznie zrezygnował z misji wśród nich i sądzą, że wynika to z jakiejś nowej doktryny [4].

To jest jednak poważne nieporozumienie. Papież Jan Paweł II w encyklice „Redemptoris missio” wyraźnie stwierdza, że „dialog międzyreligijny należy do misji ewangelizacyjnej Kościoła”. Podobnie w dokumencie „Dialog i misje” stwierdza Papieska Rada dla Dialogu między Religiami: „Dialog i głoszenie, chociaż nie na tym samym poziomie, są elementami autentycznymi misji ewangelizacyjnej Kościoła”.

Zaprzestanie ewangelizacji wobec kogokolwiek, stanowiłoby odrzucenie polecenia Chrystusa, rezygnację z naśladowania Go, zignorowanie przykładu Apostołów i praktyki, która z Kościołem jest nierozerwalna. Jak pisze ks. prof. Łukasz Kamykowski, „nie można zamknąć przed nimi drogi do Obietnicy, która była od początku 'dla nich i dla ich dzieci' (por. Dz 2, 39)” [5].

Wyraźnie zaznaczają to również ostatni papieże. Tak pisał swego czasu kard. Ratzinger: „Czy (…) misja chrześcijańska powinna zostać zakończona i zastąpiona dialogiem, w którym nie chodzi o prawdę, lecz o to, byśmy wzajemnie czynili z nas lepszych chrześcijan, Żydów, muzułmanów, hinduistów bądź buddystów? Moja odpowiedź brzmi: nie” [6].

Chrześcijanie są „mesjanistami”, którzy „starają się przyspieszyć przyjście dnia Bożego” (2P 3, 12). Z eschatologią wiąże się zbawienie całego Izraela: „zatwardziałość dotknęła tylko część Izraela,  aż do czasu, gdy wejdzie pełnia pogan. I tak cały Izrael będzie zbawiony…” (Rz 11, 25-27). Nie możemy więc pozwolić, by jakiekolwiek teologiczne refleksje czy „dialogiczne” układy gasiły naturalny, chrześcijański zapał ewangelizacyjny.

Miejmy zawsze w pamięci słowa św. Pawła: Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii! (1Kor 9, 16).


Dawid Gospodarek – sekretarz redakcji miesięcznika „List” i redaktor „Biblia krok po kroku”.


[1]    Więcej: Pressje, teka „Powrót mesjanizmu” http://pressje.pl/teki/powrot-mesjanizmu.

[2]    Oczywiście, jak pisał Benedykt XVI, żydowskie refleksje nad Biblią mogą być bardzo przydatne również dla chrześcijan.

[3]    Alon Goshen-Gottstein, Od historycznej przeszłości do teologicznej przyszłości, w: Teofil 1 (29) 2011, s. 74, 83.

[4]    Yossi Klein Halevi, Wsłuchując się razem w szmer łagodnego powiewu, w: Teofil 1 (29) 2011, s. 53.

[5]    Łukasz Kamykowski, Cały Izrael, Kraków 2003, s. 140.

[6]    Joseph Ratzinger, Wielość religii i jedno Przymierze, Poznań 2004, s. 115.

Dawid Gospodarek

Dawid Gospodarek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >