STYL ŻYCIA

95-letnia Emma Morosini pielgrzymuje pieszo z Włoch do Częstochowy

Licząca 95 lat Emma Morosini idzie w indywidualnej pielgrzymce liczącej 1 000 kilometrów ze swego rodzinnego miasta Castiglione della Stiviere nad jeziorem Garda na Jasną Górę do Częstochowy.

Polub nas na Facebooku!

95-letnia Emma Morosini pielgrzymuje pieszo z Włoch do Częstochowy
Licząca 95 lat Emma Morosini idzie w indywidualnej pielgrzymce liczącej 1 000 kilometrów ze swego rodzinnego miasta Castiglione della Stiviere nad jeziorem Garda na Jasną Górę do Częstochowy.

Była pielęgniarka powiedziała włoskiej gazecie „La Stampa” z 1 sierpnia, że w ten sposób realizuje swoje ślubowanie, które złożyła przed 28 laty w związku z poważną operacją. Poza tym wierzy, że „trzeba zawsze dziękować Matce Bożej”.

Na razie Emma Morosini przeszła już ok. 250 kilometrów i jest nieopodal Pordenone. Na noclegi zatrzymuje się w domach parafialnych albo w pensjonatach. „Idę przed siebie dokąd się nie zmęczę, patrzę i podziwiam. A nocleg zawsze gdzieś znajdę”- powiedziała 95-latka. W swoim wyposażeniu ma ciepłą kamizelkę, różaniec i wózek na zakupy. Idzie nie spiesząc się. „Przecież jestem sama, nikt na mnie nie czeka” – stwierdziła z uśmiechem.

 

fot. Facebok / giovanidipadova

 

Nie jest to pierwsza pielgrzymka pani Morosini do sanktuarium. Wcześniej odwiedziła m.in. Santiago, Jerozolimę, Lourdes, Fatimę, Aparecida w Brazylii i argentyńskie sanktuarium maryjne Lujan. W swoich pielgrzymkach przeszła ogółem 30 000 kilometrów. „Będę chodziła, dokąd będą mnie niosły nogi” – stwierdziła w rozmowie ze „Stampą”.

 

KAI

 

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Świat zza krat

Jak wygląda codzienność za klauzurą? Czy zakonnice nieustannie się modlą? Kto może zostać mniszką klauzurową? Odsłaniamy sekrety klasztorów kontemplacyjnych!

Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Świat zza krat
Jak wygląda codzienność za klauzurą? Czy zakonnice nieustannie się modlą? Kto może zostać mniszką klauzurową? Odsłaniamy sekrety klasztorów kontemplacyjnych!

Jest ich w Polsce ponad 1300. Żyją w prawie 90 klasztorach rozsianych w całym kraju. Wśród nich s. Judyta i s. Maria Mira, które zgodziły się opowiedzieć o swoim ukrytym życiu.

Siostra Judyta jest klaryską kapucynką z Krakowa. W ich klasztorze żyje 10 sióstr, to stosunkowo młoda wspólnota. Siostra Maria Mira należy do zgromadzenia Sióstr Służebnic Ducha Świętego od Wieczystej Adoracji – ich jedyny polski klasztor znajduje się w Nysie. Wspólnotę tworzy międzynarodowe grono 12 sióstr, są wśród nich Polki, Słowaczki, Niemka i Filipinka. Obie siostry klauzurę przekroczyły 13 lat temu, są już po ślubach wieczystych. Na co dzień żyją w zamknięciu – klasztor opuszczają tylko idąc do lekarza czy urzędu.

 

Początki

– Skończyłam studia – pracę socjalną, pracowałam w świetlicy środowiskowej – mówi s. Judyta. Otaczali mnie ludzie, a jednak coraz mocniej marzyłam o życiu za klauzurą. Zgromadzenie znalazłam… w Internecie. Przez rok przyjeżdżałam do klasztoru raz w miesiącu, żeby poznać wspólnotę i rozeznać, czy to moja droga. Kiedy wstąpiłam do klasztoru, miałam 24 lata.

Droga siostry Marii Miry była podobna – także skończyła studia, w jej przypadku – polonistykę. – Pan Bóg pukał do mnie przez lektury – wspomina siostra. – Na III roku miałam poważny egzamin z historii filozofii, ale akurat w moje ręce wpadły „Emancypantki” Prusa, tam główna bohaterka wstępuje do klasztoru szarytek. Miałam się uczyć na egzamin, ale nie umiałam oderwać się od książki. Rosło we mnie pragnienie życia zakonnego. Któregoś dnia przeglądałam leksykon zakonów, otwarłam na chybił – trafił i zobaczyłam siostry w różowych habitach. „Kto to wymyślił”, pomyślałam i zamknęłam książkę. Ale te różowe habity wracały… Teraz sama chodzę w różu – śmieje się.

Dla rodzin obu dziewcząt ich decyzja była trudna do przyjęcia. Bali się rozstania, tęsknoty. Dopiero po czasie, widząc szczęście na twarzach swoich córek, rodzice ostatecznie pogodzili się z ich wyborem.

 

Codzienność

Rytm życia za klasztornym murem wyznacza modlitwa. Na pozór wszędzie jednakowa – oparta na liturgii godzin, Eucharystii i adoracji Najświętszego Sakramentu. Poszczególne zgromadzenia różnią się jednak nieco jej formą i intencjami, które zanoszą do Nieba. Klaryski kapucynki dużo czasu spędzają na modlitwie indywidualnej – razem recytują tylko brewiarz i uczestniczą w Eucharystii. Dwie godziny spędzają na medytacji, oprócz tego co godzinę zmieniają się na adoracji. Modlitwą ogarniają szczególnie braci kapucynów, ale modlą się także w intencji… środków społecznego przekazu, polecając Bogu zarówno użytkowników, jak i pracowników mediów. Inne zadanie mają „różowe” siostry – ich założyciel, św. Arnold Janssen chciał, aby siostry wspierały modlitwą misjonarzy i misjonarki z założonych przez niego wcześniej zgromadzeń ojców werbistów i sióstr służebnic Ducha Świętego. Modlitwą ogarniają więc przede wszystkim sprawy misji, prosząc o światło Ducha Świętego zarówno dla misjonarzy, jak i ludzi, do których idą oni z Ewangelią. Oprócz częstej modlitwy w ciągu dnia, trwają też na adoracji przez pięć nocy w tygodniu.

 

 

Wszystkie siostry oprócz spraw wynikających z ich charyzmatu omadlają też intencje przesyłane przez ludzi z całego świata.

– Różne zgromadzenia są jak kwiaty, każdy jest piękny, ale wszystkie razem tworzą cudowny bukiet dla Pana Boga – tłumaczy s. Maria Mira. A s. Judyta dodaje – Jesteśmy po to, żeby się modlić w intencjach przychodzących od ludzi, ale i za tych, którzy nie wiedzą, że się za nich modlimy. Jesteśmy trochę jak biblijna Maria, która zmarnowała flakonik olejku żeby namaścić stopy Pana. Nasze życie może wydawać się takim marnowaniem. A przecież nie musimy ciągle być w akcji, ważne jest też bezinteresowne trwanie przy Bogu.

I choć nie pełnią posługi, nie są odcięte od świata. – Dokumenty kościelne mówią, że jesteśmy sercem kościoła i świata – przypomina s. Judyta. – Znamy codzienne problemy od środka, bo ludzie zwracają się do nas z prośbą o modlitwę, zwierzają się z trosk. Przez pewien czas byłam w klasztorze odpowiedzialna za czytanie intencji. Wtedy zrozumiałam, że świat znany z mediów i ten poznawany z intencji to dwie różne rzeczywistości. Młodych pokazuje się jako szczęśliwych, robiących karierę, a my wiemy, ile tak naprawdę jest w nich bólu, cierpienia, samotności…

O tym, że modlitwa sióstr przynosi konkretne owoce świadczą listy, przychodzące na adres klasztorów. Znajdują się w nich podziękowania, zdjęcia szczęśliwych małżonków czy dzieci, urodzonych dzięki wstawiennictwu sióstr. – Panu Bogu najwyraźniej miła jest nasza modlitwa i chętnie daje to, o co prosimy – wyjaśnia s. Judyta.

 

 

Nie tylko modlitwa

Oprócz modlitwy, siostry zajmują się zwykłymi, domowymi zajęciami – pranie, sprzątanie, gotowanie. Sporo czasu i sił pochłania praca w ogrodzie, ale dzięki niej siostry mogą cieszyć się domowymi przetworami. Kapucynki część dnia spędzają w pracowni hafciarskiej – w ich dłoniach powstaje bielizna kielichowa czy szaty liturgiczne. Praca, podobnie jak większość posiłków, odbywa się w milczeniu, siostry wymieniają między sobą jedynie niezbędne informacje. Wszystko po to, aby trwać przy Panu przez cały czas, nie tylko w kaplicy. Wyjątkiem od reguły milczenia jest czas rekreacji – codzienna chwila, kiedy siostry mogą porozmawiać, pobyć razem, zająć się czymś, co sprawia im przyjemność. W ten sposób budują się między nimi prawdziwie siostrzane relacje. Siostry służebnice nie oglądają telewizji – wyjątkiem jest 10 filmów w ciągu roku, które siostry mogą obejrzeć w czasie rekreacji czy błogosławieństwo „Urbi et orbi” w czasie świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy, nie korzystają też prywatnie z Internetu. Kapucynkom też zdarza się zobaczyć wspólnie ciekawy film, mogą także usiąść przy wspólnym komputerze, żeby dowiedzieć się, co dzieje się na świecie.

Czy w zakonie klauzurowym można być szczęśliwym? Siostry nie mają co do tego wątpliwości. – Kiedy wstępowałam do klasztoru cieszyłam się, ale jednocześnie myślałam, że coś tracę, że dużo z siebie ofiaruję – opowiada s. Judyta. – Bliscy uważali, że marnuję sobie życie. Okazało się, że w klasztorze odkryłam nowe pasje – nauczyłam się języka włoskiego, zajmuję się tłumaczeniami tekstów o naszych klariańskich świętych. Naprawdę to lubię! Jestem szczęśliwa i spełniona, nie wyobrażam sobie innego życia!

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Agnieszka Huf

Agnieszka Huf

Z urodzenia (i przekonania!) – Ślązaczka. Z zawodu – psycholog. Z pasji – bibliofil, człowiekolub, autostopowiczka. A to wszystko traci na znaczeniu wobec najważniejszego: z woli Ojca – dziecko Boże. Uczestniczka Akademii Dziennikarstwa 2017/18.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >