Fot. Rae Angela/Unsplash

Poronienie – temat tabu w rodzinach? “Kobiety potrzebują podobnych historii, wsparcia”

Czy poronienie to temat “tabu” w rodzinach? “Kobiety potrzebują podobnych historii, wsparcia” - mówi Anna Zając, która straciła dziecko na początku ciąży. W rozmowie z Joanną Całko dzieli się swoim doświadczeniem radząc jak rozmawiać o poronieniu i jak wspierać rodziców po stracie dziecka.

Reklama

Joanna Całko: Lubisz pisać, z wykształcenia jesteś architektem, a obecnie tworzysz filmy. Życie zawodowe łączysz z byciem żoną i mamą dwójki córeczek w wieku 6 i 11 lat. Co dla Ciebie oznacza bycie mamą?

Anna Zając: Myślałam, że będzie dużo łatwiej, nie sądziłam, że to takie trudne (śmiech). Ten pierwszy czas niemowlęctwa naszych dzieci był dla mnie i męża ciężki. Dopiero teraz, kiedy moje córki są starsze, czuję radość z macierzyństwa. Cieszy mnie, że mam dobry kontakt z nimi, tworzymy zgrany team i cieszymy się życiem wspólnie. Teraz czuję, jak jestem z nimi zżyta. Bardziej niż przez ten pierwszy, stresujący dla nas okres ich życia. To był czas przetrwania dla mnie, a teraz jest czas, kiedy cieszę się tym macierzyństwem. Jako mama pielęgnuję też naszą „inność” jako rodziny, ale też odrębność każdej z córek. One często pytają, którą kocham bardziej. Odpowiadam im, że kocham je z taką samą mocą, ale za inne rzeczy. Choć kocham je bezwzględnie za wszystko, ale każda ma w sobie coś wyjątkowego i to staram się uwypuklić. Nasza rodzina to różne kawałki puzzli, które tworzą spójną całość.

Ta trudność na pierwszym etapie bycia mamą była spowodowana utratą Waszego pierwszego dziecka? 

To było moje pierwsze podejście do macierzyństwa. Nieudane. Falstart. Dwa lata po ślubie zaszłam w ciążę. To była planowana ciąża. Uznaliśmy, że nadszedł czas na powiększenie rodziny.

Jak zareagowałaś, kiedy dowiedziałaś się, że jesteś w pierwszej ciąży?

Bardzo się ucieszyłam. Z racji tego, że piszę, to od razu założyłam pamiętnik Tomaszkowi, bo tak go nazwałam można powiedzieć – „roboczo”.  Powstała między nami więź. Czułam ją wyraźnie. Dlatego, jak ten płomyczek zgasł niedługo potem, było mi trudniej, bo czułam się związana z Tomaszkiem od początku. Nadałam mu imię i tym samym zaczęła się tworzyć nasza historia…

Reklama
Reklama

Miałaś przeczucie, że to będzie chłopczyk?

Nie miałam żadnego przeczucia. Mąż zawsze chciał mieć syna Tomka, więc to imię nadałam dla męża, bo chciałam nazwać to nasze dziecko.

Powiedziałaś mężowi od razu jak dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży?

Nie od razu. Liczyłam się z tym, że może nie wyjść… po pozytywnym wyniku testu ciążowego chciałam upewnić się u lekarza i poczekać z dobrą nowiną. Chciałam zaplanować przyniesienie tej wiadomości, zrobić to uroczyście i oficjalnie. Najpierw zostałam z moją osobistą radością.

Ile trwała ta radość?

Dwa tygodnie. W drugim miesiącu ciąży coś zaczęło być nie tak. To był czerwiec i było bardzo gorąco. Byłam wtedy w pracy i poczułam ogromny ból brzucha. Nie chciałam go do siebie dopuścić. Do końca żyłam nadzieją, że to tylko chwilowe i zaraz przejdzie i będzie dobrze. Jednak ból narastał, a ja siedziałam w pracy, bo było mi wstyd o tym powiedzieć. Zaczęłam krwawić. Kiedy po pracy wróciłam do domu przyniosłam dwie nowiny, a w zasadzie jedną, która była i dobra i zła. Mąż dowiedział się o ciąży i o prawdopodobnej jej stracie.

Reklama
Reklama

Udaliście się do lekarza?

Pojechaliśmy do szpitala na SOR. Lekarz zrobił badania i potwierdził poronienie. Pocieszał nas, że to się zdarza, że może to pogoda… zbyt gorąco. Poradził, żebyśmy odczekali około trzy miesiące i spróbowali znowu. Przyjęliśmy to ze smutkiem, ale też postawa lekarza i łagodne potraktowanie nas sprawiło, że zachowaliśmy spokój w tej całej sytuacji.

Jednak ogrom przeżyć na pewno wywołuje lawinę emocji…

To było dla mnie dziwne. Jesteśmy z mężem jak takie naczynia połączone. Widziałam, że mąż to bardzo przeżywa, więc ja przyjęłam na siebie rolę bycia tą silniejszą. Jako matka bardzo to przeżywałam, ale starałam się ukryć ten ból po to, żeby jemu pomóc przez to przejść. To był ogromny smutek. Miałam też poczucie, że jesteśmy z tym sami. Nikt o stracie dziecka nie rozmawiał. Nie znaliśmy nikogo, kto miał podobne przeżycia. Widzę to jako temat tabu. Uciekamy od trudnych historii i zostajemy z nimi sami. A o swojej historii mogę powiedzieć, że jest dość powszechna.

Pamiętam twoje zdziwienie, jak zaprosiłam cię do opowiedzenia o twoich przeżyciach…

W pierwszym odruchu pomyślałam, że przecież nie było aż takiego dramatu jaki przeżywają matki w późniejszym czasie ciąży lub po jej rozwiązaniu. Potem jednak stwierdziłam, że nawet taki przypadek jak mój – wczesnego poronienia też jest dużym przeżyciem i na pewno każda z nas ma prawo do własnego bólu. Tu nie możemy dzielić na bardziej i mniej cierpiących. W tym miejscu spotykają się matki, które straciły dziecko lub szansę na nie.

Reklama

ZOBACZ: Jak wspierać rodziców po stracie dziecka?

Wrócę jeszcze do samego poronienia. Co działo się w trakcie i po nim?

Pamiętam, że jak już wróciłam do domu z krwawieniem to weszłam pod prysznic. Zanim włączyłam wodę stróżki gęstej, ciemnej krwi spływały mi po nogach. Do dziś, jak krople wody płyną mi po udach, nawet na basenie, od razu biegnę po ręcznik, bo wspomnienia szybko odżywają, choć są już tak odległe, jakby zamknięte w małym pudełku, przewiązane kokardką i odłożone na dno szafy. Po poronieniu nie bardzo miałam czas na przepracowanie mojej straty. 

Zwłaszcza, że to nie tylko strata tego konkretnego dziecka, które miało już imię, ale też lęk o przyszłość – czy mogę mieć dzieci? Czy ze mną wszystko w porządku? I z tym lękiem trzeba się zmierzyć…

Zmierzyć z niepewnością. Ten brak wiedzy jest najgorszy, czekanie co będzie, czy się ułoży. Jak już znamy wroga to wiemy z czym walczymy, a jak nie znamy, to oczekiwanie bywa nie do zniesienia. W takich chwilach naprawdę potrzeba oparcia. Jak podczas bitwy, kiedy Mojżesz trzymał uniesione ręce w górze i wtedy Izraelici wygrywali z Amalekitami. Tylko, żeby je trzymać potrzebował z dwóch stron towarzyszy, którzy podpierali mu te ręce. Czasami może nie dać się pomóc konkretnie, ale sama obecność, dobre słowo, modlitwa działa wiele.

Dość szybko udało się zajść w kolejną ciążę.

Tak, po kilku miesiącach byłam w drugiej ciąży. To ukoiło moje trudne emocje. Po poronieniu był strach, czy uda się zajść w ciążę, czy ona się utrzyma, brak poczucia stabilności, niepewność. Pojawiały się pytania, czy coś może ze mną jest nie tak.

Mieliście okazję z mężem pożegnać się z Tomaszkiem?

Przeżyliśmy to zupełnie inaczej. Mąż ma w sercu jakąś zadrę i nie lubi tego tematu poruszać, upamiętniać. Ja pogodziłam się z tą stratą. Pomogło mi to, że mamy dwie wspaniałe córki. Często myślę o tym dzieciątku moim ciepło. Myślę, że tu łatwiej jest wierzącym osobom, bo mam przekonanie, że ta Duszyczka wróciła do swojego Stwórcy i tam jest jej najlepiej. Tę krótką chwilę, jak Tomaszek był w moim brzuchu traktuję jako dobre wspomnienie.

Czy twoje córki wiedzą o Tomaszku?

Wiedzą, jest w naszych wspomnieniach. Rozmawiając o nim wspólnie z córkami zastanawiamy się gdzie teraz jest i jak Tam, w Niebie może być.

A reszta rodziny? Mieliście okazję porozmawiać z nimi o waszych przeżyciach?

Najbliżsi, nasi rodzice, rodzeństwo, przyjaciele wiedzieli o stracie dziecka. Chciałam się podzielić tym bólem z najbliższymi. Niektórzy po prostu nas wysłuchali i podzielili nasz smutek. I to było najcenniejsze, bo jak człowiek jest w rozsypce, to żadne rady nie pomagają. Były tez osoby bliskie, które bagatelizowały problem, mówiły, że to nic takiego, że to nie był jeszcze człowiek. Tylko dla nas był. I to już był członek naszej rodziny. Takie umniejszanie naszego bólu – delikatnie mówiąc – nie pomagało nam. Były też osoby, które wysłuchały naszej historii, jako newsa, ciekawostkę i szybko przechodzili do innych tematów codziennych. Także spotkałam się z różnymi reakcjami. Wydaje mi się, że w takiej sytuacji najlepiej jest kogoś po prostu wysłuchać. 

Jakie były najgorsze „wspierające” słowa, które usłyszałaś jako mama po stracie dziecka?

“Będzie dobrze”. Nie wiesz czy będzie dobrze. Bliższe prawdy byłoby powiedzenie: mam nadzieję, że będzie dobrze. Najgorszy tekst, który słyszałam, to też, żebym się douczyła biologii, bo to nie był jeszcze człowiek. Tylko dla nas to był człowiek, nasze dziecko. Tak to duchowo postrzegamy. W takich sytuacjach nie ma się co mądrzyć. Może lepiej nic nie mówić, ale wesprzeć kogoś konkretną propozycja pomocy np. zrobieniem zakupów, ugotowaniem obiadu, załatwieniem czegoś, pojechaniem do apteki itp. Nawet nie ogólnym pytanie: jak ci mogę pomóc? Tylko konkretną propozycja.

Ja spotkałam się z argumentami po stracie naszego Frania w trzynastym tygodniu ciąży: “wszystkim się to przydarza” albo “będziecie mieć kolejne dziecko”. Osobiście nie znam tych „wszystkich”, ale tych co znam, to im się to nie przydarzyło…

Tak, to jest to umniejszanie: przesadzasz, wielu ludziom się to zdarza. Natomiast w tym wszystkim jest konkretny człowiek, byłam ja i mąż ze swoją tragedią, gdzie nie wiedzieliśmy jak przez to przejść. Myślę, że w dobrej wierze ludzie próbują umniejszyć czyjś ból i cierpienie. Lepiej tego nie robić i po prostu wysłuchać i spróbować zrozumieć.

Co jest najtrudniejsze w stracie dziecka? Czy ta niepewność i lęk? Czy jednak jest coś jeszcze?

To, że zaczęłam sobie już wyobrażać przyszłość. Już byłam w pełni mamą, od początku. Zaraz jak pojawiły się dwie kreski założyłam pamiętnik. Dwóm kolejnym córkom tak samo. W wyobraźni to dziecko już było, żyło, rozwijało się. I to pożegnanie z tym dzieckiem, rozczarowanie, że to wyobrażenie nie spełni się. Zrobiłam mieszkanko w sercu dla Tomaszka i pozostałam z pytaniem, co by było gdyby on żył. Bez odpowiedzi.

Od tamtego czasu mija już 12 lat. Czy widzisz jakieś owoce tej tragicznej sytuacji?

Miałam taki moment, że bardzo chciałam pomóc mamom w takiej sytuacji. Wesprzeć je. Myślałam o pisaniu o tym temacie, tak jak ty teraz, bo tak mało się o tym mówi. Zgromadziłam dużo informacji na temat tego gdzie można uzyskać pomoc po stracie dziecka, na jaką stronę czy forum wejść, żeby poznać osoby w podobnej sytuacji. Wiedziałam, że jest to ważny temat i że kobiety potrzebują podobnych historii, wsparcia. W końcu nie weszłam w ten temat, gdyż mąż, który bardzo przeżywał tę sytuację odradził mi i chciałam to uszanować. Wiem też, że zaangażowanie w taką działalność mogło mnie emocjonalnie przerosnąć. Mam taką pigułkę w zanadrzu z informacjami. Natomiast wciąż brakuje świadectw, historii konkretnych kobiet, z którymi można poczuć wspólnotę doświadczeń.

CZYTAJ: Godnie przyjąć i pożegnać dziecko. Fundacja Tęczowy Kocyk

Myślę, że rodzina mogłaby być miejscem, gdzie takie doświadczenia i historie są przechowywane. Jednak tak nie jest. Te historie „uciekają” i poszukujemy ich na zewnątrz. W mojej rodzinie mam przykład babci, która dopiero jak straciliśmy trójkę dzieci, powiedziała mi, że oprócz mojej mamy i jej brata była w trzeciej ciąży i poroniła. Nikt o tym nie wiedział. Ona była z tym sama. Dla mnie to był szok, że jest jakieś – jak wspomniałaś na początku – tabu, bariera i wstyd przed przyznaniem się do takiego przeżycia. A może poczucie winy?

Mam takie spostrzeżenie, że teraz jakoś żyje się trochę osobno, nie dzielimy się z najbliższą rodziną przeżyciami. W tamtej sytuacji, jak straciliśmy Tomaszka nie obwiniałam innych, Boga, okoliczności. Wiem, że takie szukanie winnego potrafi zjeść człowieka. Nic nie daje, a wypala.

Co w takim razie mogłabyś powiedzieć mamom, które znalazły się lub obecnie znajdują w podobnej jak ty sytuacji?

Żeby nie umniejszały, żeby nie myślały, że nic się nie stało, bo stało się. Mają prawo i powinny przeżyć po swojemu emocje. W sposób, który dla nich jest najlepszy. Że nie są same, że mogą szukać wsparcia wśród innych mam, które przeżyły coś podobnego. I w końcu, że jeśli ktoś z otoczenia unika tematu śmierci ich dziecka, to nie jest jego zła wola. Czasami po prostu nie wie co powiedzieć. Nie warto czuć do takich osób żalu. W końcu chciałabym im powiedzieć, żeby patrzyły z nadzieją w przyszłość i zadbały o siebie, ale też nie dały się pochłonąć nadmiernie negatywnym emocjom czy użalaniu się nad sobą, które nic nie wnosi.


Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę