Nie bój się prosić o pomoc. O grupach wsparcia dla rodziców

W zamkniętych domach często dzieje się wiele złego, ale my niestety ciągle próbujemy udowadniać, że poradzimy sobie z tym sami, co tylko potęguje problemy - mówi Maria Turek, terapeutka, trenerka grup wsparcia i jedna z założycielek Ośrodka Psychoterapii i Wsparcia dla rodzin Plaster Miodu, prowadząca grupy dla rodziców.

Maria Turek
Maria
Turek
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Nie bój się prosić o pomoc. O grupach wsparcia dla rodziców
W zamkniętych domach często dzieje się wiele złego, ale my niestety ciągle próbujemy udowadniać, że poradzimy sobie z tym sami, co tylko potęguje problemy - mówi Maria Turek, terapeutka, trenerka grup wsparcia i jedna z założycielek Ośrodka Psychoterapii i Wsparcia dla rodzin Plaster Miodu, prowadząca grupy dla rodziców.

Zanim wybuchła epidemia koronawirusa prowadziłaś w Warszawie warsztaty i grupy wsparcia dla rodziców. Czy to jest nadal możliwe?

Tak, teraz spotykamy się online. Raz w tygodniu łączymy się przez platformę Zoom i na dwie godziny wyłączamy z naszych zwykłych zajęć w domu, aby się spotkać w tej nowej formie. Przyznam, że miałam sporo wątpliwości, jak to będzie funkcjonować, przecież spotkanie twarzą w twarz to jednak inna jakość, ale okazuje się, że działa to zaskakująco dobrze. Bardzo często jest tak, że przy pierwszym pytaniu “Jak się masz, jak minął tydzień?” jest już się gotowość do dzielenia się i tym co dobre i tym, co trudne, czasem pojawia się płacz, napięcia z tygodnia puszczają, a po tych dwóch godzinach rozmowy, wymiany doświadczeń, słuchania innych – wychodzimy silniejsze, spokojniejsze. Uczestniczki mówią o wdzięczności, o uldze, o tym, że odczuwają jakby jakiś ciężar spadł im z ramion…

 

No właśnie, powiedz więcej: jak mamy, które spotykasz radzą sobie z tym obecnym zamknięciem? Bycie z rodziną w domu non stop stwarza dodatkowe problemy?

Przede wszystkim trudnością jest to, że w zasadzie straciłyśmy przestrzeń dla siebie, którą wcześniej miałyśmy. Wiele matek zostało ograniczonych do jednej jedynej roli domowego „ogarniacza” wszystkiego. Przed epidemią miałyśmy oprócz domu jeszcze inne zajęcia, inne role, w których mogłyśmy funkcjonować, teraz to zniknęło. Nie mówię nawet o jakimś wielkim “samorealizowaniu”, ale o takich zwykłych rzeczach, które w codzienności pozwalają kobietom “odetchnąć”: krótkie zakupy, fryzjer, kosmetyczka, spotkanie z koleżanką, zajęcia z Zumby, książka w autobusie. Teraz to wszystko zniknęło zupełnie, powodując, że z problemami dnia codziennego zostajemy bez żadnego “wentyla bezpieczeństwa”, bez choćby krótkich chwil samotności. Wiadomo przecież, że jako matki najczęściej swoje własne potrzeby zaspokajamy na samym końcu albo wcale. Gdy jeszcze dodatkowo teraz jednocześnie i pracujemy z domu i pilnujemy szkoły dzieci, uczących się zdalnie – obciążenie jest naprawdę duże. Nie mówię zresztą tylko o kobietach, ale w zasadzie o wszystkich domownikach, bo u wszystkich poziom stresu może być wyższy, gdyż wszystkim odpadły te aktywności, chwile dla siebie, które mieli. To powoduje, że frustracja wzrasta i w niektórych domach może być naprawdę nieciekawie. 

 

Dostajecie takie sygnały?

Tak, potwierdzają to zarówno uczestniczki grupy, mówią o tym, że szybciej wybuchają, że mają mniej spokoju, cierpliwości, zdarzają się nawet agresywne reakcje wobec domowników. Jedna z terapeutek z naszego Ośrodka pracuje również na Niebieskiej Linii i wiem, że rzeczywiście zgłoszeń o przemocy domowej teraz jest dużo więcej. W zamkniętych domach czasem dzieje się wiele złego.

 

 

Z czego dokładniej to może wynikać?

Z tego, o czym mówiłam przed chwilą: braku pewnych wentyli bezpieczeństwa, które pozwalają nam rozładować jakieś napięcia, stres czy po prostu odpocząć. Ale też z tego, że ludzie nie umieją nazywać czy uświadamiać sobie swoich emocji, a gdy sobie z nimi nie radzą – nie próbują szukać pomocy na zewnątrz. Wtedy zaś mogą uruchomić się pewne niebezpieczne mechanizmy: część osób odreagowuje na innych, na przykład przemocą, agresją słowną czy fizyczną, a część – na samych sobie, co może prowadzić do trudnych stanów, nawet do depresji. Niestety w naszym społeczeństwie pokutuje ciągle takie przekonanie, że własnym zdrowiem psychicznym najlepiej zajmiemy się sami, że nie powinno się prosić tu nikogo o pomoc. Tak ma też wielu rodziców, którzy – nawet gdy im ciężko – ze wszystkim starają się radzić sobie sami. Wstydzą się mówić o swoim zmęczeniu, o tym, że nie są idealnymi rodzicami, że czasem sobie nie radzą. Nawet gdy widzą, że im się nie udaje, że nie dają już rady, jest im trudno o tym rozmawiać, sięgać po pomoc. Popularne jest wciąż chwalenie się swoimi dziećmi i tym, jak dobrze je wychowujemy, a nie bycie autentycznym i otwartym na wsparcie od innych.  Tymczasem kryzysy są normalnym elementem życia i jeśli sobie z nimi nie radzimy, to nie wstyd zwrócić się do kogoś po pomoc. Zresztą lepiej zrobić to na początkowym etapie, na przykład zgłaszając się do grupy wsparcia dla rodziców, gdzie otrzymujemy wzmocnienie w naszej rodzicielskiej roli, niż potem gasić jakieś “pożary” za pomocą terapii. To trochę jak w tym haśle „Zapobiegać zamiast leczyć”.

 

Jak działają takie grupy, na przykład ta, którą teraz prowadzisz?

Nazywa się ona “Matczyna reanimacja” i są w niej głównie mamy dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, czyli te, które mają jeszcze inne wyzwania związane z wychowaniem. Jesteśmy grupą zamkniętą, to znaczy w trakcie trwania danego cyklu spotkań nikt nowy do nas nie dołącza. Dzięki temu mamy poczucie bezpieczeństwa i klimat wzajemnego zaufania. Gdy są kolejne zgłoszenia chętnych mam – uruchamiamy kolejne grupy. Spotykamy się raz w tygodniu na dwie godziny, w trakcie których opowiadamy o naszych trudnościach minionego tygodnia, dzielimy się radościami, sukcesami. Nie mamy jakiegoś narzuconego tematu przewodniego, rozmawiamy o tym, czym aktualnie żyjemy. Temat wyłania się z naszych przeżyć, potrzeb, wydarzeń ostatniego czasu. Nie udzielamy sobie jednak rad ani nie oceniamy. Raczej: wymieniamy się doświadczeniami, dzielimy tym, co nam pomaga, co się u nas sprawdziło.

 

Na przykład?

Na przykład jeśli jakaś mama ma problem choćby z tym obecnym zamknięciem, z brakiem chwili wytchnienia czy czasu dla siebie, inne dzielą się jak sobie z tym radzą, mówią po prostu co im pomaga, co działa. U jednej mamy będzie to na przykład kąpiel, spacer czy ćwiczenia gimnastyczne, u innej – modlitwa, posłuchanie jakiejś konferencji przez Internet, lektura Pisma Świętego. Czasem powstaje nawet taka lista sposobów, strategii. Właśnie to jest niesamowite w tych naszych spotkaniach, że wytwarza się coś w rodzaju takiej wspólnoty doświadczeń, wzajemnego wzbogacenia. 

 

Trochę tak jak przy spotkaniu przyjaciółek…

To podobieństwo może być mylące, ponieważ w sumie na początku jesteśmy dla siebie obcymi osobami, co daje możliwość pewnej szczerości, otwartości. Między znajomymi czy koleżankami bardzo często uruchamiają się mechanizmy rywalizacji, udowadniania innym czegoś, lęk przed oceną, w związku z tym – zakładamy pewne “maski”, udajemy siłę czy samowystarczalność. Tutaj tego nie ma, tu nie musimy udawać, możemy spokojniej przyznać się do porażek czy błędów. Jednocześnie między uczestniczkami budują się prawdziwe relacje, może nawet czasem przyjaźnie, to przestrzeń na nawiązanie dobrych kontaktów.

 

Modlitwa nastolatków

 

Powiedziałaś, że rozmawiacie też o sprawach duchowych

Tak, to nie jest dla nas temat tabu. W naszym Ośrodku Plaster Miodu, w ramach którego działają prowadzone przeze mnie grupy wsparcia, otwarcie mówimy, że wartości chrześcijańskie są dla nas ważne. Przyjmujemy człowieka w całym jego bogactwie, również z tą sferą duchową. Nie wymagamy oczywiście wiary od osób, które do nas przychodzą, ale bardzo często przychodzą do nas ci, którzy wiarą żyją, angażują się w życie Kościoła. Świadomość, że dla nas to jest normalny element życia może pomóc w skorzystaniu z naszej pomocy.  

 

No właśnie, wydaje się, że ciągle wiele osób wierzących boi się psychologów

Zgadza się. Części wierzących wydaje się, że sama modlitwa załatwi wszystkie problemy – także te z traumami, relacjami, kryzysami w rodzinie. Inni z kolei boją się skorzystać z pomocy psychologa, bo boją się zdewaluowania przez niego swojej wiary, wyznawanych wartości. Tymczasem dbanie o własne zdrowie psychiczne jest elementem dbania o swoje zdrowie w ogóle. Gdy boli nas gardło raczej nie uważamy, że wystarczy się porządnie pomodlić, a przestanie, jak mówił ksiądz Kaczkowski. Wiemy, że to byłoby trochę wystawianie Pana Boga na próbę. Raczej idziemy więc do lekarza, bierzemy przepisane leki. Podobnie z tą dziedziną. Jeśli mamy problem, nie radzimy sobie – trzeba o to zadbać, poszukać kompetentnej pomocy. Pan Bóg przecież także tym może się posłużyć, aby nas uleczyć.

 

Powiedziałaś, że Wasza grupa dla mam już jest zamknięta. Gdzie jeszcze można szukać nowych?

Właśnie uruchamiamy kolejne, do których – z racji funkcjonowania przez Internet – mogą dołączać praktycznie ludzie z całej Polski albo i świata. Będą to grupy dla mam oraz dla rodziców, również ojców. Prowadzić je będą terapeuci i trenerzy przygotowani do pracy z grupami, a jednocześnie rodzice znający temat od podszewki. Zbieramy obecnie dwie takie grupy Matczyna Reanimacja i Rodzicielskie BHP szczegóły na naszej stronie internetowej.

 

Rozmawiała Anna Druś

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Maria Turek

Maria Turek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maria Turek
Maria
Turek
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >
ROZMOWY

Święci z Bochni

Po tym jak 15 pracowników i 26 podopiecznych Domu Pomocy Społecznej w Bochni zakaziło się koronawirusem, z pospieszyły siostry Dominikanki z trzech klasztorów w Polsce. W DPS w Bochni przebywa 89 osób w podeszłym wieku i 37 osób z chorobami psychicznymi.  Z Siostrą Juliettą Homą OP, jedną z pracujących tam dominikanek, rozmawia Paweł Kęska

Paweł
Kęska
zobacz artykuly tego autora >
Siostra Julietta
Homa OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Święci z Bochni
Po tym jak 15 pracowników i 26 podopiecznych Domu Pomocy Społecznej w Bochni zakaziło się koronawirusem, z pospieszyły siostry Dominikanki z trzech klasztorów w Polsce. W DPS w Bochni przebywa 89 osób w podeszłym wieku i 37 osób z chorobami psychicznymi.  Z Siostrą Juliettą Homą OP, jedną z pracujących tam dominikanek, rozmawia Paweł Kęska

Kim była Julia Rodzińska?

Błogosławiona Julia Rodzińska – to była jedna z nas, dominikanka, która zginęła w obozie koncentracyjnym w Stutthof bo opiekowała się chorymi na tyfus. Poszła do tych, do których już nikt nie chciał iść w miejscu naznaczonym śmiercią. Wiedziała że każdy człowiek do końca zasługuje na godność…

 

Na zdjęciach widać, że pracujecie w bardzo szczelnych, foliowych kombinezonach… to musi być trudne…

Ta cała otoczka związana z barierą bezpieczeństwa jest bardzo trudna i męcząca. Mamy na sobie dwa kombinezony, ochraniacze na buty, maski, przyłbice, rękawice, których nie można ani na chwilę zdjąć. I tak przez osiem godzin.

 

A co robicie przez tych osiem godzin?

No co robimy? Sprzątamy, karmimy, przewijamy, podajemy leki, zwyczajne, zwyczajne obowiązki. Odkażamy te miejsca, które są narażone na dotyk, poręcze, wózki którymi się poruszają, ich pokoje, klamki. Ścieramy to wszystko kilka razy dziennie. Nie każdy z naszych podopiecznych jest w stanie założyć rękawiczki ponieważ ich ciała są czasem zniekształcone ale dbamy o to na ile tylko możemy. Podopieczni mówią na nas „kosmitki”. Stroje pozbawiają nas indywidualnych cech a oni pamiętają, że ta siostra to Joachima tamta to Kinga. My ich pytamy – ale po czym wy nas poznajecie? a oni mówią – po oczach. Przyjęli nas z ogromnym spokojem, bez lęku.

 

Proszę, niech Siostra opowie o waszych podopiecznych.

Oj to można by mówić. To ludzie, którzy wiele przeszli w życiu. Na pierwszą myśl przychodzi mi Marlenka. Młoda, uśmiechnięta, piękna dziewczyna. Za pięknymi, czarnymi oczami widać smutek, rozczarowanie. Marlenka jest w DPS z powodu przedawkowania narkotyków, po którym doszło do trwałego uszkodzenia mózgu. Tęskni za rodziną, tęskni za miłością, tęskni za bliskością drugiego człowieka. Ma świadomość tego co straciła, że raczej nie będzie jej dane wrócić do normalnego życia. Drugą osobą, która przychodzi mi na myśl jest Piotr, który w wieku 13 lat przeżył poważny wypadek kiedy jechał rowerem i to doprowadziło do trwałych uszkodzeń. Piotrek jest też bardzo radosnym człowiekiem, powtarza, że Pan Bóg widocznie chciał żeby tak wyglądało jego życie. Ten czas w DPS w Bochni jest zaplanowany przez Pana Boga bo ja nie zawsze umiem powiedzieć, że „Bóg tak chciał”.

 

 

W jaki sposób Pan Bóg podarował Siostrze ten czas?

To był Wielki Piątek, przygotowywałam dekoracje świąteczne w kaplicy zakonnej w Białej Niżnej. Przyszła siostra przełożona i mówi – usiądź sobie. Wiedziałam że to coś poważnego. Zapytała czy jestem w stanie pojechać do DPSu w Bochni bo część personelu jest zakażona a część wyczerpana i jest bardzo trudna sytuacja. Nie było czasu, żeby się zastanawiać. Oprócz mnie pojechały jeszcze dwie siostry. Zostawiłam dekoracje, pakowałam się ale nie wiedziałam na jak długo jedziemy… do dziś tego nie wiem. W samochodzie rozmawiałyśmy o tym że to będą trudne święta bo nie będzie mszy świętej i Eucharystii i to było takie smutne…

 

Ale jest z wami ksiądz…

No właśnie, Pan Bóg nam to wynagrodził. W sobotę wieczorem przyjechał do nas ksiądz Piotr, który słysząc o całej sytuacji przyjechał tu pracować. Na stałe posługuje w Kazachstanie a teraz nie może wrócić. No i mamy codziennie Eucharystię. Mówię o tym że wzruszeniem, to jest dla nas bardzo, bardzo ważne.

 

Świętość… Jak się zmieniło siostry życie duchowe, modlitwa, odkąd Siostra jest w Bochni?

Zmieniło się… powiem że na co dzień bardzo trudno zobaczyć Pana Boga w drugim człowieku. Natomiast DPS Bochnia jest takim miejscem gdzie Pan Jezus przechadza się pomiędzy ludźmi. Oni mówią o wiele piękniej i prawdziwiej o Panu Bogu niż my na katechezie. Potrafią okazywać wdzięczność za najmniejszą rzecz, którą robimy dla nich. My czasami zmagamy się o jakieś kolejne stopnie życia duchowego a tu wystarczy prostota, serdeczność, obecność. I W tym miejscu zobaczyłam Pana Boga kochającego, czułego, który przez moje ręce może przewinąć, nakarmić, obdarować uśmiechem. Bóg nie wymaga od nas jakichś nadzwyczajnych czynów ale oczekuje żeby w każdym drobnym geście, który jesteśmy w stanie ofiarować była miłość. Tu jest bardzo żywe światło miłości.

 

Miłość jest teraz bardzo potrzebna, szczególnie w Bochni…

Nigdy nie byłam w miejscu gdzie jest, powiem tak po ludzku, tyle nieszczęścia i cierpienia. To co najbardziej mnie uderzyło to samotność tych ludzi. Nawet najwspanialszy personel, najcudowniejsze opiekunki, najlepsze siostry, ktokolwiek by się tam zjawił, niestety nie jest w stanie zapewnić im domu rodzinnego. To wyrwanie z domu, czasami oczywiście dla ich dobra, zawsze wpływa na poczucie samotności. Brakuje im gestów ciepła, miłości, często chcą się przytulić, chcą, żeby ich potrzymać za rękę, zwyczajnie z nimi pobyć, usiąść na łóżku. Tego potrzebuje każdy człowiek i bardzo mnie to uderzyło i zrobiło mi się szkoda. Staramy się im to dawać, ale to nie zostanie dane na tyle, żeby mogli poczuć się szczęśliwi, bezpieczni, kochani, żeby to zobaczyć w ich oczach.

 

Brak obecności, ciepła, miłości… to plaga dzisiejszych czasów i to nie z powodu wirusa…

Tak. Coraz trudniej nam znaleźć czas dla drugiego człowieka coraz trudniej nam się jest spotkać, straciliśmy normalność relacji z drugim człowiekiem. Dar czasu, obecności jest niesamowicie ważny. Będąc tu przez te kilka słyszę jak jesteśmy postrzegane i zaniepokoiło mnie to bo podjęcie pomocy drugiemu człowiekowi powinno być czymś naturalnym. Żyjemy w dziwnych czasach gdzie normalne zachowanie takie jak pomoc, nawet z narażeniem zdrowia czy życia, zaczyna być gloryfikowane. To już jest bardzo niebezpieczne, że odruchy, które każdy człowiek powinien mieć, wydają się nadzwyczajne.

 

Więc nie jesteście bohaterami?

Nie czuję się absolutnie osobą, która zasługuje na jakieś słowa uznania. Nie dokonuję jakichś bohaterskich czynów. To jest konsekwencja pierwszego wyboru kiedy odpowiedziałam Bogu „tak”, bo chciałam poświęcić życie dla niego i dla ludzi i teraz właśnie z tymi ludźmi się spotykam. I jestem pewna, że z perspektywy czasu, to my o wiele więcej zyskamy niż oni bo śmiem twierdzić że oni już są świętymi a ja jestem jeszcze w drodze.

 

Myślę, że przez tą sytuację jak przez szczelinę prześwieca normalność. Świat przed pandemią stał na głowie a nagle ludzka godność, relacje międzyludzkie okazują się ważniejsze niż może nam się wydawało. Dostrzegamy nagle Domy Pomocy Społecznej, które od dawna potrzebowały uwagi i troski…

Dokładnie. Nasz świat, nasze życie, stoją często do góry nogami. Sytuacja związana z wirusem zweryfikowała nam hierarchię wartości. Możemy mieć wszystko, pieniądze, dobre samochody, dobrą pracę, prestiż, stanowiska – ale jeżeli zabraknie zdrowia i poczucia bezpieczeństwa to wszystko przestaje mieć znaczenie.

 

Co więc się liczy?

W życiu liczy się to co zrobimy do drugiego człowieka. A DPSy to miejsca gdzie przebywają ludzie o których powinniśmy się troszczyć nie tylko teraz kiedy jest tak ciężko i kiedy są narażeni na utratę życia. Ci ludzie nas potrzebują bez zbędnych filozofii i potrzebują nas zdrowych, nas szczęśliwych. W marcu zakończyłyśmy rok Siostry Julii Rodzińskiej, jego hasłem były słowa „Dar przywraca nadzieję”. Tu w DPS Bochni dar przywraca nadzieję… I nie tylko tu, dar drugiej osoby, dar miłości, obecności, czasu przywraca nadzieję.

 

Dziękuję za to, że Siostra mimo tylu obowiązków poświęciła czas na tą rozmowę.

Dziękuję i dziękuję wszystkim za troskę, wsparcie i modlitwę…

 

Rozmawiał Paweł Kęska

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Paweł Kęska

Zobacz inne artykuły tego autora >

Siostra Julietta Homa OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Paweł
Kęska
zobacz artykuly tego autora >
Siostra Julietta
Homa OP
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap