Nasze projekty

Nie bój się prosić o pomoc. O grupach wsparcia dla rodziców

W zamkniętych domach często dzieje się wiele złego, ale my niestety ciągle próbujemy udowadniać, że poradzimy sobie z tym sami, co tylko potęguje problemy - mówi Maria Turek, terapeutka, trenerka grup wsparcia i jedna z założycielek Ośrodka Psychoterapii i Wsparcia dla rodzin Plaster Miodu, prowadząca grupy dla rodziców.

Reklama

Zanim wybuchła epidemia koronawirusa prowadziłaś w Warszawie warsztaty i grupy wsparcia dla rodziców. Czy to jest nadal możliwe?

Tak, teraz spotykamy się online. Raz w tygodniu łączymy się przez platformę Zoom i na dwie godziny wyłączamy z naszych zwykłych zajęć w domu, aby się spotkać w tej nowej formie. Przyznam, że miałam sporo wątpliwości, jak to będzie funkcjonować, przecież spotkanie twarzą w twarz to jednak inna jakość, ale okazuje się, że działa to zaskakująco dobrze. Bardzo często jest tak, że przy pierwszym pytaniu “Jak się masz, jak minął tydzień?” jest już się gotowość do dzielenia się i tym co dobre i tym, co trudne, czasem pojawia się płacz, napięcia z tygodnia puszczają, a po tych dwóch godzinach rozmowy, wymiany doświadczeń, słuchania innych – wychodzimy silniejsze, spokojniejsze. Uczestniczki mówią o wdzięczności, o uldze, o tym, że odczuwają jakby jakiś ciężar spadł im z ramion…

Reklama
Reklama

No właśnie, powiedz więcej: jak mamy, które spotykasz radzą sobie z tym obecnym zamknięciem? Bycie z rodziną w domu non stop stwarza dodatkowe problemy?

Przede wszystkim trudnością jest to, że w zasadzie straciłyśmy przestrzeń dla siebie, którą wcześniej miałyśmy. Wiele matek zostało ograniczonych do jednej jedynej roli domowego „ogarniacza” wszystkiego. Przed epidemią miałyśmy oprócz domu jeszcze inne zajęcia, inne role, w których mogłyśmy funkcjonować, teraz to zniknęło. Nie mówię nawet o jakimś wielkim “samorealizowaniu”, ale o takich zwykłych rzeczach, które w codzienności pozwalają kobietom “odetchnąć”: krótkie zakupy, fryzjer, kosmetyczka, spotkanie z koleżanką, zajęcia z Zumby, książka w autobusie. Teraz to wszystko zniknęło zupełnie, powodując, że z problemami dnia codziennego zostajemy bez żadnego “wentyla bezpieczeństwa”, bez choćby krótkich chwil samotności. Wiadomo przecież, że jako matki najczęściej swoje własne potrzeby zaspokajamy na samym końcu albo wcale. Gdy jeszcze dodatkowo teraz jednocześnie i pracujemy z domu i pilnujemy szkoły dzieci, uczących się zdalnie – obciążenie jest naprawdę duże. Nie mówię zresztą tylko o kobietach, ale w zasadzie o wszystkich domownikach, bo u wszystkich poziom stresu może być wyższy, gdyż wszystkim odpadły te aktywności, chwile dla siebie, które mieli. To powoduje, że frustracja wzrasta i w niektórych domach może być naprawdę nieciekawie. 

Reklama
Reklama

Dostajecie takie sygnały?

Tak, potwierdzają to zarówno uczestniczki grupy, mówią o tym, że szybciej wybuchają, że mają mniej spokoju, cierpliwości, zdarzają się nawet agresywne reakcje wobec domowników. Jedna z terapeutek z naszego Ośrodka pracuje również na Niebieskiej Linii i wiem, że rzeczywiście zgłoszeń o przemocy domowej teraz jest dużo więcej. W zamkniętych domach czasem dzieje się wiele złego.

Reklama

Z czego dokładniej to może wynikać?

Z tego, o czym mówiłam przed chwilą: braku pewnych wentyli bezpieczeństwa, które pozwalają nam rozładować jakieś napięcia, stres czy po prostu odpocząć. Ale też z tego, że ludzie nie umieją nazywać czy uświadamiać sobie swoich emocji, a gdy sobie z nimi nie radzą – nie próbują szukać pomocy na zewnątrz. Wtedy zaś mogą uruchomić się pewne niebezpieczne mechanizmy: część osób odreagowuje na innych, na przykład przemocą, agresją słowną czy fizyczną, a część – na samych sobie, co może prowadzić do trudnych stanów, nawet do depresji. Niestety w naszym społeczeństwie pokutuje ciągle takie przekonanie, że własnym zdrowiem psychicznym najlepiej zajmiemy się sami, że nie powinno się prosić tu nikogo o pomoc. Tak ma też wielu rodziców, którzy – nawet gdy im ciężko – ze wszystkim starają się radzić sobie sami. Wstydzą się mówić o swoim zmęczeniu, o tym, że nie są idealnymi rodzicami, że czasem sobie nie radzą. Nawet gdy widzą, że im się nie udaje, że nie dają już rady, jest im trudno o tym rozmawiać, sięgać po pomoc. Popularne jest wciąż chwalenie się swoimi dziećmi i tym, jak dobrze je wychowujemy, a nie bycie autentycznym i otwartym na wsparcie od innych.  Tymczasem kryzysy są normalnym elementem życia i jeśli sobie z nimi nie radzimy, to nie wstyd zwrócić się do kogoś po pomoc. Zresztą lepiej zrobić to na początkowym etapie, na przykład zgłaszając się do grupy wsparcia dla rodziców, gdzie otrzymujemy wzmocnienie w naszej rodzicielskiej roli, niż potem gasić jakieś “pożary” za pomocą terapii. To trochę jak w tym haśle „Zapobiegać zamiast leczyć”.

Jak działają takie grupy, na przykład ta, którą teraz prowadzisz?

Nazywa się ona “Matczyna reanimacja” i są w niej głównie mamy dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, czyli te, które mają jeszcze inne wyzwania związane z wychowaniem. Jesteśmy grupą zamkniętą, to znaczy w trakcie trwania danego cyklu spotkań nikt nowy do nas nie dołącza. Dzięki temu mamy poczucie bezpieczeństwa i klimat wzajemnego zaufania. Gdy są kolejne zgłoszenia chętnych mam – uruchamiamy kolejne grupy. Spotykamy się raz w tygodniu na dwie godziny, w trakcie których opowiadamy o naszych trudnościach minionego tygodnia, dzielimy się radościami, sukcesami. Nie mamy jakiegoś narzuconego tematu przewodniego, rozmawiamy o tym, czym aktualnie żyjemy. Temat wyłania się z naszych przeżyć, potrzeb, wydarzeń ostatniego czasu. Nie udzielamy sobie jednak rad ani nie oceniamy. Raczej: wymieniamy się doświadczeniami, dzielimy tym, co nam pomaga, co się u nas sprawdziło.

Na przykład?

Na przykład jeśli jakaś mama ma problem choćby z tym obecnym zamknięciem, z brakiem chwili wytchnienia czy czasu dla siebie, inne dzielą się jak sobie z tym radzą, mówią po prostu co im pomaga, co działa. U jednej mamy będzie to na przykład kąpiel, spacer czy ćwiczenia gimnastyczne, u innej – modlitwa, posłuchanie jakiejś konferencji przez Internet, lektura Pisma Świętego. Czasem powstaje nawet taka lista sposobów, strategii. Właśnie to jest niesamowite w tych naszych spotkaniach, że wytwarza się coś w rodzaju takiej wspólnoty doświadczeń, wzajemnego wzbogacenia. 

Trochę tak jak przy spotkaniu przyjaciółek…

To podobieństwo może być mylące, ponieważ w sumie na początku jesteśmy dla siebie obcymi osobami, co daje możliwość pewnej szczerości, otwartości. Między znajomymi czy koleżankami bardzo często uruchamiają się mechanizmy rywalizacji, udowadniania innym czegoś, lęk przed oceną, w związku z tym – zakładamy pewne “maski”, udajemy siłę czy samowystarczalność. Tutaj tego nie ma, tu nie musimy udawać, możemy spokojniej przyznać się do porażek czy błędów. Jednocześnie między uczestniczkami budują się prawdziwe relacje, może nawet czasem przyjaźnie, to przestrzeń na nawiązanie dobrych kontaktów.

Modlitwa nastolatków

Powiedziałaś, że rozmawiacie też o sprawach duchowych

Tak, to nie jest dla nas temat tabu. W naszym Ośrodku Plaster Miodu, w ramach którego działają prowadzone przeze mnie grupy wsparcia, otwarcie mówimy, że wartości chrześcijańskie są dla nas ważne. Przyjmujemy człowieka w całym jego bogactwie, również z tą sferą duchową. Nie wymagamy oczywiście wiary od osób, które do nas przychodzą, ale bardzo często przychodzą do nas ci, którzy wiarą żyją, angażują się w życie Kościoła. Świadomość, że dla nas to jest normalny element życia może pomóc w skorzystaniu z naszej pomocy.  

No właśnie, wydaje się, że ciągle wiele osób wierzących boi się psychologów

Zgadza się. Części wierzących wydaje się, że sama modlitwa załatwi wszystkie problemy – także te z traumami, relacjami, kryzysami w rodzinie. Inni z kolei boją się skorzystać z pomocy psychologa, bo boją się zdewaluowania przez niego swojej wiary, wyznawanych wartości. Tymczasem dbanie o własne zdrowie psychiczne jest elementem dbania o swoje zdrowie w ogóle. Gdy boli nas gardło raczej nie uważamy, że wystarczy się porządnie pomodlić, a przestanie, jak mówił ksiądz Kaczkowski. Wiemy, że to byłoby trochę wystawianie Pana Boga na próbę. Raczej idziemy więc do lekarza, bierzemy przepisane leki. Podobnie z tą dziedziną. Jeśli mamy problem, nie radzimy sobie – trzeba o to zadbać, poszukać kompetentnej pomocy. Pan Bóg przecież także tym może się posłużyć, aby nas uleczyć.

Powiedziałaś, że Wasza grupa dla mam już jest zamknięta. Gdzie jeszcze można szukać nowych?

Właśnie uruchamiamy kolejne, do których – z racji funkcjonowania przez Internet – mogą dołączać praktycznie ludzie z całej Polski albo i świata. Będą to grupy dla mam oraz dla rodziców, również ojców. Prowadzić je będą terapeuci i trenerzy przygotowani do pracy z grupami, a jednocześnie rodzice znający temat od podszewki. Zbieramy obecnie dwie takie grupy Matczyna Reanimacja i Rodzicielskie BHP szczegóły na naszej stronie internetowej.

 

Rozmawiała Anna Druś

 

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę