video-jav.net
ROZMOWY

Czy wierzący powinni bać się opętania?

Kim są egzorcyści? Czym są same egzorcyzmy? Skąd egzorcysta wie, że ma do czynienia z opętaniem, a nie z chorobą? Czy wierzący powinni bać się opętania? Z księdzem Andrzejem Grefkowiczem, egzorcystą archidiecezji warszawskiej rozmawia Anna Wojtas

Polub nas na Facebooku!

Anna Wojtas (KAI): Czy egzorcyści to kościelni „supermeni”?

Ks. Andrzej Grefkowicz: Egzorcysta to rzadko spotykany ksiądz więc pewnie już samo to robi wrażenie, ale z takim określeniem, że jest to supermen nie spotkałem się. Ja nie jestem kimś, kto bierze za rogi diabła, z nim się mocuje i go wyrzuca.

Nie jestem kimś, kto bierze za rogi diabła, z nim się mocuje i go wyrzuca

 

Kim więc są egzorcyści? Na czym polega ich posługa?

Są bardzo zwyczajnymi ludźmi, którzy poprzez swojego biskupa dostali misję od Kościoła do podejmowania egzorcyzmów. Jak czytamy w Rytuale, powinni odznaczać się pobożnością, wiedzą, roztropnością i nieskazitelnością życia. Posługa egzorcysty jest uzależniona od pobożności i zaangażowania kapłana, który ją pełni. To inaczej niż w przypadku sakramentów, które są skuteczne niezależnie od tego czy szafarz jest pobożny czy nie.

Moja posługa towarzyszy człowiekowi, który decyduje się na drogę nawrócenia: odcięcia się od zła i jakiegokolwiek związania ze złym duchem i szuka innego rozwiązania: ratunku i oparcia w Jezusie Chrystusie. To jest posługa towarzyszenia poprzez modlitwę a także poprzez formułę egzorcyzmów. „Sukces” ma miejsce wtedy, kiedy osoba dręczona, bo nie tylko opętana, rzeczywiście decyduje się zmienić kierunek swego życia. Bywa, że ta decyzja jest jednoznaczna i wtedy posługa z mojej strony jest krótka, a czasem decyzja dojrzewa powoli i wtedy posługa egzorcysty trwa dłużej, nawet latami. Takie przypadki też mamy.

 

Czym są same egzorcyzmy?

Egzorcyzm jest pewnego rodzaju „liturgią Kościoła”. Została ona w 1999 r. opracowana przez watykańską Kongregację ds. Kultu i Dyscypliny Sakramentów w specjalnej księdze – Rytuale. Rytuał to zestaw różnych modlitw i tekstów biblijnych, zawiera także samą formułę egzorcyzmu. W ścisłym znaczeniu jest on modlitwą skierowaną do Boga z prośbą o uwolnienie od złego ducha oraz w drugiej części – formułą imperatywną, w której egzorcysta w imieniu Jezusa Chrystusa zwraca się do złego ducha i nakazuje mu odstąpienie od nękanego człowieka.

 

shutterstock_113514811

 

Czy egzorcyści są w związku z tym narażeni na jakieś niebezpieczeństwa?

Zły duch pewnie miałby na to ochotę, tylko że, takie mam wrażenie, jesteśmy chronieni modlitwą Kościoła, samym działaniem Jezusa Chrystusa, że rzeczywiście nic nam się nie dzieje. Przynajmniej jeśli chodzi o sytuację polską, to nie znam takiego przypadku, żeby ktoś został jakoś specjalnie poszkodowany. Czasem jakieś małe dolegliwości mają miejsce, ale na drodze życia chrześcijańskiego jest czymś normalnym, że różnego rodzaju przeciwności czy cierpienia są codziennością.

 

Czy egzorcyści doświadczają jakichś „branżowych” pokus, typowych tylko dla nich?

Powiedziałbym, że kuszenia mają miejsce, ale w tym wypadku bardziej sprawdzałaby się zasada św. Ignacego, że kuszenia, czy ataku złego ducha należy spodziewać się tam, gdzie ktoś jest najsłabszy. Zły duch będzie szukać miejsca najsłabszego i atakować ten słaby punkt. W zależności od tego kto i z jakimi słabościami się zmaga, tam musi się liczyć z kuszeniami.

Zły duch będzie szukać miejsca najsłabszego i atakować ten słaby punkt. W zależności od tego kto i z jakimi słabościami się zmaga, tam musi się liczyć z kuszeniami.

 

Egzorcyści korzystają więc z reguł rozeznawania, znanych w tradycji Kościoła?

To jest bezwzględnie konieczne. Żeby podejmować tego rodzaju rozeznanie, korzystamy zwłaszcza z reguł św. Ignacego, ale nie tylko, bo starożytne doświadczenie Kościoła pierwszych wieków jest też bardzo ważne. Korzystamy z doświadczenia ojców pustyni i świętych; tego, w jaki sposób oni zmagali się ze złym duchem. Zebrane w ciągu wieków doświadczenia Kościoła są bardzo cenne.

 

A skąd egzorcysta wie, że ma do czynienia z opętaniem, a nie z chorobą, której objawy mogą być podobne do opętania?

To jest złożony problem. Owszem, są takie objawy, które ewidentnie są znakami opętania. Jeżeli np. człowiek, który nie uczył się i nie zna żadnego języka obcego nagle zaczyna rozumieć co się do niego mówi w nieznanym dla niego języku lub kiedy sam zaczyna nim mówić. Jeżeli zaczyna sygnalizować wiedzę o sprawach, które normalnie dla człowieka są zakryte tzn. w zwyczajny sposób nie mógłby tego wiedzieć bo np. przebywa w jednym miejscu a dokładnie wie, co się w tym czasie dzieje zupełnie gdzie indziej, jakby tam był, a to się potem potwierdza, wówczas znaczy to, że mamy do czynienia z jakimiś umiejętnościami ponadludzkimi, duchowymi. A rozróżnić między Bożym duchem a złym duchem to już nie jest trudno.

Gorzej w przypadkach, gdzie te objawy są zbliżone do chorobowych jak np. długotrwałe depresje lub gdy ktoś mówi, że słyszy głosy – wówczas są to trudniejsze kwestie do rozstrzygnięcia. Potrzebny jest wywiad z taką osobą i tu już wchodzi w grę rozeznanie duchowe. Jeżeli w wywiadzie wyjdzie, że w życiu tego człowieka miały miejsce jakieś praktyki okultyzmu to należy spodziewać się, że przynajmniej w jakimś stopniu będziemy mieli tutaj do czynienia z działaniem złego ducha. Tam, gdzie od strony funkcjonowania człowieka praktyk okultyzmu nie widać, wtedy raczej trzeba by się spodziewać czegoś innego, raczej choroby.

Z kolei jeśli psychiatrzy podejmują pomoc i widzą, że jest ona nieskuteczna a człowiek funkcjonuje niby jako psychicznie chory a jednak jego objawy chorobowe są nietypowe, to moim zdaniem wymagałoby to wtedy przynajmniej konsultacji z egzorcystą.

Z kolei jeśli psychiatrzy podejmują pomoc i widzą, że jest ona nieskuteczna a człowiek funkcjonuje niby jako psychicznie chory a jednak jego objawy chorobowe są nietypowe, to moim zdaniem wymagałoby to wtedy przynajmniej konsultacji z egzorcystą.

 

rozaniec

 

W 1992 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wpisała trans i opętanie jako odrębną kategorię psychopatologiczną do międzynarodowej klasyfikacji zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania ( ICD-10). Co Ksiądz na to?

Zawsze tam, gdzie ktoś przekracza przestrzeń, w której jest kompetentny i jeżeli zaczyna orzekać o przestrzeni, która już wybiega poza dziedzinę, którą się zajmuje, naraża się na różnego rodzaju błędy a może nawet śmieszność. Robi przy tym krzywdę drugiemu człowiekowi. Gdybym ja, spotykając się z człowiekiem miał wrażenie, że dostrzegam u niego objawy, które będą wskazywały na uzależnienie od złego ducha a stwierdzałbym autorytatywnie, że on nie jest chory psychicznie, że nie są mu potrzebne lekarstwa czy terapia – to wykraczam poza swoje kompetencje. Tak, jak ja nie mogę powiedzieć, że ktoś nie jest chory, czy nie jest zdrowy psychicznie, bo to należy do kompetencji lekarza, tak lekarz psychiatra nie może powiedzieć: „ten człowiek nie jest opętany”.

 

Nawet jeśli znajdzie w klasyfikacji chorób i problemów zdrowotnych opętanie jako jednostkę chorobową F44.3 i jej kryteria diagnostyczne?

To jest w ogóle dziwne i śmieszne, że ktoś na takie orzeczenia się sili.

 

A z perspektywy teologicznej, czy egzorcystom jest potrzebna demonologia? Kiedyś teologia – angelologia zajmowała się aniołami, a czy teraz potrzebna jest specjalizacja o demonach?

Ks. Aleksander Posacki, który czasem określa się jako demonolog jest dla nas egzorcystów nie do przecenienia właśnie przez swoją refleksję teologiczną nad różnymi współczesnymi przejawami okultyzmu. Jego refleksja jest prowadzona na pograniczu między tymi nowymi nurtami psychologii i medycyny, które wykraczają poza granice swojej dziedziny i zaczynają wchodzić w okultyzm. To trudne zadanie, ale spojrzenie filozoficzne jest pewnego rodzaju pomostem między rzeczywistością wiary a rzeczywistością poznawczą nauki i daje możliwość interpretowania i określania granic.

Doświadczenie religioznawcze uczy też, że im bardziej człowiek zatraca wiarę w jedynego Boga, tym bardziej rozwija się religijność niższego rzędu, poniekąd związana z „patologią religijną”, wtedy wyraźnie nasila się zainteresowanie magią czy ezoteryzmem.

 

Czy wierni mają czego się bać?

Co jako egzorcysta radziłby Ksiądz ludziom wierzącym? Mają się czego bać?

– Powinni starać się być wierni Panu Jezusowi, czytać Ewangelię i spać spokojnie.


rozmawiała Anna Wojtas / Warszawa

ROZMOWY

Kocham to, co robię!

Ks. Rafał Arciszewski – koordynator przygotowań Światowych Dni Młodzieży z ramienia diecezji białostockiej opowiada o reakcji na otrzymaną nominację, problemach z jakimi się spotkał, białostockiej młodzieży i przygotowaniach do najważniejszej imprezy 2016 roku.

Polub nas na Facebooku!

Minęły dwa lata odkąd ksiądz został mianowany duszpasterzem młodzieży naszej archidiecezji. Jak ksiądz wspomina ten czas nominacji?

Sama nominacja była zaskoczeniem, wielką niewiadomą, z wielu różnych przyczyn. Przede wszystkim z tego, że był pewien lęk jak to robić, ponieważ w diecezji nie było jako takich struktur duszpasterstwa młodzieży. W dodatku niewiele osób jeździło na Światowe Dni Młodzieży, były to pojedyncze osoby, które były w Rio, jeden autokar był w Madrycie. Były to bardziej eventowe wydarzenia, niż trwałe przygotowania.

 

Jakie pierwsze problemy napotkał ksiądz po objęciu tej funkcji?

Stawały przede mną zadania, które trzeba było ogarnąć i przygotować. Mam tutaj na myśli Peregrynację Symboli ŚDM, Dni w Diecezjach, stworzenie wolontariatu. Tak naprawdę na samym początku nie miałem nikogo do pomocy, gdyż, jak wspominałem, nie było żadnych struktur duszpasterstwa młodzieży w naszej diecezji. Z czasem trzeba było zacząć myśleć jak to robić i Pan Bóg zaczął pokazywać główne punkty zaczepienia. Zacząłem rozmawiać z ludźmi których znałem, z młodzieżą i zaczęło się to kręcić. Zrobiliśmy pierwsze spotkania, na których było kilkanaście osób i później w miarę kolejnych spotkań grono zaczęło się powiększać.

 

Jaki był odzew młodzieży?

Ja tutaj zobaczyłbym u siebie dwie drogi. Pierwsza to duszpasterstwo młodzieży, a taką niezwykłą pomocą do rozwinięcia tego była decyzja papieża Franciszka o organizacji Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Był to najlepszy impuls dla mnie i wszystkich w diecezji, aby duszpasterstwo młodzieży tworzyć. Odzew młodych po tym, jak zaczęliśmy myśleć bardzo racjonalnie o ŚDM, okazał się dosyć spory. Chociaż jeszcze wtedy wydawało się, że jest bardzo daleko do ŚDM, to już pierwsze osoby zaczęły się tym tematem interesować. To były wakacje 2013 roku, czyli zaraz po Rio i ten okres od września do kwietnia był czasem kształtowania się we mnie wizji wolontariatu i przygotowań ŚDM. Wtedy zacząłem myśleć, jak to podzielić, aby miało to ręce i nogi.

 

Decyzja papieża Franciszka o organizacji ŚDM w Polsce była radosną chwilą dla wszystkich Polaków. Jak to wielkie wyzwanie wpłynęło na księdza i całą archidiecezję?

Jest to czas niezwykłej łaski i cudów, które Pan Bóg zdziałał i działa nadal w duszpasterstwie młodzieży oraz w przygotowaniach. Ten czas jest szczególny również dla mnie, bo dzień w dzień przybliżam się do swojej misji kapłańskiej. Te dwa lata to czas życia z młodzieżą i tego, że jestem blisko nich już po tylu miesiącach. Po kolejnym roku, kiedy jest już spora grupa młodzieży, którą dobrze znam, dzielimy się ze sobą nie tylko tym co robimy, ale całym swoim życiem. To pokazuje, że wszystko, co robimy w wolontariacie, w przygotowaniach do ŚDM, to wzmacnia nas jako całą grupę, wspólnotę i przede wszystkim mnie. Z tego czasu sam osobiście bardzo dużo korzystam i kocham to, co robię. Czuję, że Pan Bóg obdarzył mnie wieloma łaskami, których na początku nie czułem się godny i wiedziałem, że bez Niego sobie nie poradzę. Były momenty, kiedy z wieloma rzeczami stawałem z rozłożonymi rękoma, bo nie wiedziałem co i w jakim kierunku zrobić, ale w tej chwili wiele rzeczy jest już za mną i widzę, że Pan Bóg uzdalnia do rzeczy, do których powołuje.

 

Pierwszym sprawdzianem dla wolontariatu były Diecezjalne Dni Młodzieży w 2014 roku. Jak ksiądz wspomina tamten czas?

To były dni młodzieży, które zrobiliśmy w cyklu trzydniowym, w tym okresie przed Niedzielą Palmową, kiedy w piątek mamy drogę krzyżową, w sobotę dzień konferencyjno-formacyjny i w niedzielę dzień koncertowy. Było to pierwsze takie wydarzenie, później powtórzyliśmy je jeszcze w 2015 roku. Ciągle mamy trudności pod względem ilości młodych ludzi uczestniczących w tym wydarzeniu, ale wydaje mi się, że samo nasze przygotowanie jest motywacją dla nas wszystkich, aby w tym uczestniczyć i wspólnie przeżywać. Z dzisiejszej perspektywy wiem, że zawsze mogłoby być lepiej, aczkolwiek jak na tamten czas, strukturę, ilość wolontariuszy, zaangażowanie i doświadczenie jakie mieliśmy, było to bardzo dobre spotkanie. W tym roku bogaci o doświadczenia z poprzedniego roku zorganizowaliśmy te dni w sposób bardziej przemyślany, pewne rzeczy wiedzieliśmy jak zrobić. Z doświadczeniem przychodzi też pewna łatwość organizowania większych wydarzeń.

 

Wakacje 2015 roku to peregrynacja symboli ŚDM, do tego wydarzenia wszyscy przygotowywaliśmy się ponad rok. Czy dla młodzieży z archidiecezji białostockiej był to wyjątkowy czas?

Wśród wolontariuszy była duża grupa, która od samego początku była zdecydowana, aby w peregrynacji wziąć udział i z Krzyżem i Ikoną Matki Bożej ten wakacyjny czas przeżywać. Wielu z nich zrezygnowało ze swoich planów, przełożyli swoje wyjazdy, turnusy oazowe i to było bardzo fajne. Była również grupa, która nie zrezygnowała ze swoich planów i nie uczestniczyła w peregrynacji, aczkolwiek też włożyła w nią wiele pracy. Skupiłbym się na tych, którzy zostali i ten czas obecności symboli w naszej diecezji był czasem świętym i wyjątkowym dla każdego z nas. Zresztą – wolontariusze bardzo dobrze wspominają ten czas do dzisiaj, wielu z nich dało świadectwo przemiany, wielu z nich zostawiło też swoje zobowiązania przed krzyżem i ikoną na czas przygotowań do ŚDM i myślę, że to są największe owoce ich przeżycia.

 

Czas peregrynacji był wyjątkowym przeżyciem również dla ludzi starszych…

Tak, uważam, że ludzie starsi zrobili to co mogli zrobić najlepszego w tym czasie i pod kątem ŚDM – otoczyli nas wolontariuszy oraz Krzyż i Ikonę Matki Bożej swoją modlitwą. Bo rzeczywiście ich uczestnictwo w ŚDM jest nierealne ze względu na to, że przyjeżdża na nie głównie młodzież. Oczywiście niesamowite są te wspomnienia, kiedy wracają obrazy osób, które wręcz przytulały się do krzyża, zatapiały się w modlitwie i adoracji. Ja osobiście nigdy wcześniej nie widziałem podczas adoracji w Wielki Piątek, żeby ktoś przyszedł i obejmował krzyż. To było niesamowite.

 

Do Światowych Dni Młodzieży został już niespełna rok. Jak ksiądz ocenia dotychczasowy etap przygotowań i jak dużo trzeba jeszcze zrobić?

Ktoś z boku może powiedzieć, że jest całkiem nieźle, albo że niektóre rzeczy nie grają, ale tak będzie zawsze. Ja jako odpowiedzialny za całość mogę powiedzieć, że pracy zostało wykonanej bardzo dużo. Jesteśmy przygotowani na wiele, jeżeli chodzi o naszych gości i Dni w Diecezjach, ale musimy włożyć jeszcze sporo wysiłku. Mocno zaangażowane są też władze samorządowe, które myślą o tym wydarzeniu od jakiegoś czasu i pracują nad konkretnymi rzeczami. Udział władz pokazuje, jak ważne wydarzenie czeka naszą diecezję i cały kraj. Wszyscy przygotowują się do jednego: do tej kulminacji która ma nastąpić w lipcu 2016 roku. Najbardziej cieszy liczba wolontariuszy, która w tej chwili przekracza 300 osób, a zapisy prowadzimy jeszcze do połowy listopada.

 

Ilu gości zadeklarowało przyjazd do archidiecezji białostockiej?

1100 osób. Nie jest to jeszcze liczba, której się spodziewamy, bo jesteśmy przygotowani i liczymy na przyjazd 5000 osób. Jednak cieszy nawet to, bo jest już dla kogo się starać i nawet jak przyjedzie ten tysiąc, dwa czy trzy, to będziemy się cieszyć z tego spotkania.

 

Z jakich krajów przyjedzie młodzież?

Swoje deklaracje zgłosiły grupa z Argentyny, dosyć liczna z północnych Włoszech, ze Szwajcarii, jedna grupa z Anglii. Są takie małe grupy z Boliwii, Ekwadoru, Brazylii. Zgłosiły się również grupy afrykańskie z Gabonu, Zambii oraz grupa z Rosji i jedna osoba z Wietnamu. W naszej diecezji będziemy również gościć wychowanków domu dziecka z południa Polski.

 

Województwo podlaskie jest położone blisko państw ze wschodu. Czy jakieś inne grupy, oprócz tej z Rosji, planują przyjazd?

W wakacje był taki moment, kiedy praktycznie codziennie były zapytania, zapisy, teraz jest cisza. Czekamy, aż reszta grup zacznie się organizować i liczymy na kolejne zapisy. Wiem, że diecezje leżące blisko Krakowa mają zapełnione swoje limity miejscowe i liczę na to, że grupy będą szukały też innych diecezji. My będziemy zadowoleni z każdej osoby, a program przygotowujemy jakby miał być komplet. Oczywiście chciałoby się, aby przyjechało pięć tysięcy, ale od początku mamy świadomość, że jesteśmy diecezją leżącą daleko od Krakowa i może być trudniej. Europa zachodnia patrzy również na czynnik ekonomiczny przyjazdu do Polski, dlatego ciągle liczymy na grupy z Europy wschodniej.

 

Jak młodzież z białostockiego wolontariatu oczekuje na ŚDM?

Przede wszystkim sami przygotowujemy się na ŚDM. To nie jest tak, że przygotowujemy Dni w Diecezjach, a sami do Krakowa się nie wybieramy. Powoli myślimy o naszym wyjeździe, przygotowujemy się duchowo korzystając z programu Serce 2.0 i już niedługo DeoProfil. Na tym bazują nasze przygotowania. Młodzież chce jechać, trochę boją się tych cen pakietów, bo jest to też czynnik którego nie można pominąć, ale młodzież już zapisuje się na wyjazd.

 

Minęły dwa lata odkąd jest ksiądz koordynatorem przygotowań ŚDM. Jaki był najlepszy i najgorszy moment tego czasu?

Najlepszym była na pewno peregrynacja symboli ŚDM i obecność młodzieży. Wolontariat się rozrasta i widzę, że młodzi ludzie chcą być blisko Pana Boga i konkretne działanie na łamach Kościoła przybliża ich do Boga. Mam nadzieję, że struktury wypracowane w duszpasterstwie młodzieży w całym okresie przygotowań zaowocują tym, że kiedy ŚDM się odbędą, to nie rozproszymy się i dalej to duszpasterstwo będzie działać. Nie ukrywam, że takie dwuletnie zaangażowanie wykształca grupę ludzi, która jest blisko Kościoła, są świeckimi i robią często rzeczy bardzo profesjonalne dla Kościoła. Jeśli chodzi o trudności… na pewno zły stara się mieszać, ale wystarczy jeden sygnał dla wolontariuszy, że potrzeba modlitwy i jak dotąd razem wszystko przezwyciężamy.


Rozmawiał Marcin Łopienski