Nasze projekty
Paweł Kęska

Brama pełna światła

Hospicjum. Sądzę, że życia na metr kwadratowy jest tu więcej niż gdziekolwiek indziej. Więcej jest może tylko na oddziale położniczym. Życie, które tu jest, dojrzewa i przemienia się, czasem bardzo szybko.

Reklama

Kiedy patrzymy z zewnątrz na bramę warszawskiego hospicjum Caritas, widać dziwną, bladą, szaro-żółtą szklaną mozaikę. Kiedy wejdziemy do środka i spojrzymy na nią od wewnątrz – widać taflę rozlewającego się złotego światła. Tak więc dziś wchodzę na drugą stronę, żeby zobaczyć to światło.

Sądzę, że życia na metr kwadratowy jest tu więcej niż gdziekolwiek indziej. Więcej jest może tylko na oddziale położniczym. Życie, które tu jest, dojrzewa i przemienia się, czasem bardzo szybko. Wjeżdżam windą na ostatnie piętro. Dziennikarze pojawiają się tu chyba rzadko. Jasne korytarze, blisko windy kawiarenka a w niej grający telewizor. W telewizorze amerykańska piosenka, ta sama co w 3 milionach domów i innych miejsc w tym samym czasie. Przed telewizorem siwa, starsza pani na wózku. Przy niej dziewczyna w koszulce z napisem „wolontariusz”. Po lewej stronie drzwi, za którymi trwa dyżur psychologa. Dyżuruje dziś pani Grażyna Niewiadomska.

W jaki sposób żyje to miejsce?

Reklama
Reklama

Grażyna Niewiadomska: Wbrew pozorom jest to miejsce, w którym tętni życie. Mówiąc o życiu, myślę też o intensywnych procesach, zachodzących we wnętrzu człowieka, bo pod koniec życia niekoniecznie jedynie czekamy na śmierć, intensywne jest też nasze życie psychiczne i duchowe. Ale życie to też ruch, hospicjum to miejsce, w którym pacjenci i ich bliscy mogą spotkać się choćby na kawie czy korzystać z terapii zajęciowej. Organizowane są koncerty, aktywizacja psychiczna. Jest też duża rotacja pacjentów, z którą wiąże się ilość odwiedzających. Są bezcenni wolontariusze.

W jakim celu przychodzą tu wolontariusze? Jaka jest ich motywacja?

Generalnie wszyscy mówią, że przychodzą po to, żeby pomóc. Ja osobiście nie wyobrażam sobie tego miejsca bez wolontariuszy, oni podnoszą jakość opieki paliatywnej; to rzesza ludzi, która wnosi w to miejsce dużo energii. Przychodzą z zewnątrz i dają swoją uwagę, radość, czas, cierpliwość. Niektórzy wchodzą w głębsze relacje z pacjentami i to jest bardzo ważne, bo nasi pacjenci często są samotni. Nie wyobrażam sobie tego miejsca bez wolontariuszy i zachęcam do wolontariatu w Hospicjum.

Reklama
Reklama

Co dzieje się w człowieku, który zdaje sobie sprawę z tego, że to już jego życiowa „ostatnia prosta”?

Dochodzenie do tego, że stoimy u kresu życia jest pewnym procesem. Dojrzewanie do umierania przebiega raczej na zasadzie etapów, np. zaprzeczenia, walki, dobrze, by na koniec pojawiła się akceptacja. Każdy przeżywa to indywidualnie. Istotne jest to, że pacjent ma prawo do bardzo trudnych emocji i one zwykle przewijają w różnych momentach.

Jeśli już dopuszcza się myśl, że zbliża się koniec… jakie sprawy są najważniejsze?

Reklama

Jednym z pojawiających się pytań jest… co zostawiam po sobie? Bilans życia robią praktycznie wszyscy. Ja jako psycholog staram się pomoc wyłonić te rzeczy, które były ważne,  które może czasami wydają się przegraną, wspólnie z pacjentem wydobywamy z życia to, co zostawia po nas jakąś wartość, co samo w sobie jest wartością.

A pytania dotyczące miejsca do którego idę? Zawsze jest lęk przed odchodzeniem?

Tak. Każdy myśli o tym co się z nim stanie, co go czeka, czy jest coś jeszcze przed nim. Nie mam prawa do dawania pewników, nawet jeśli jestem pytana wprost. Jako człowiek mam też własne znaki zapytania. O nieśmiertelności, o duszy, rozmawiają też hospicyjni kapelani. Ja mogę zapewnić człowieka o tym, że postaram się pomóc mu obniżyć lęk przed śmiercią, którego się do końca pewnie obniżyć się nie da, staje się mniej dokuczliwy, jeżeli bliżej mu się przyjrzymy. Na przykład lęk przed śmiercią może się wiązać ze strachem przed cierpieniem fizycznym, a z tym już mogą powalczyć lekarze. Dużą wagę ma po prostu bycie, towarzyszenie, współodczuwanie, ludzka, akceptująca, nie oceniająca obecność…

 

Emilia

Wchodzę do jednej z sal. Łóżko, na łóżku starsza pani, drobna, siwa. Uśmiecha się życzliwie i zaprasza bliżej…

Witam Panią. Jestem dziennikarzem… nie wiem nawet, jakie mam Pani zadać pytanie… jakie to jest miejsce – to hospicjum?

Hospicjum… to wspaniały dom, który daje ludziom życie bez bólu. Ja już się tak przyzwyczaiłam, bo już od stycznia leżę, to 10 miesięcy… Dla mnie wszystko tu jest dobre.

O czym Pani najczęściej myśli?

Bo tutaj, wie pan, są już takie moje ostatnie kroki więc raczej myślę o śmierci, żeby mi Pan Bóg pomógł dobić już do mety. To jest ciężkie… Tutaj, koło mnie już tyle osób zmarło.

Nie boi się Pani?

Jeżeli ktoś mówi, że się nie boi śmierci to nieprawda, bo się każdy boi… Teraz wciąż myślę o mojej mamie.  Bardzo dbałam o nią przed jej śmiercią. Ale kiedy już umierała, to ją zabrali do szpitala i nie byłam przy niej bo był wieczór i nie pozwolili mi z nią zostać. A rano jak zadzwoniłam, to mama już nie żyła. Tego żałuję, bo to jest jednak straszne, że się w takim momencie nie jest z najbliższą osobą. A jakbym spała to bym przeszła sobie tak na tą druga stronę spokojnie.

Myśli Pani, że zawsze jest ten lęk?

Pamiętam tylko jedna sprawę z umierania naszego papieża, jak pokazywali jak on  umierał, jak cierpiał i jak złapał tego kardynała Stasia, tego przyjaciela swojego za rękę. On też się bał chyba. Dlaczego złapał go za rękę? Każdy się czegoś chwyta.

Co w życiu jest najważniejsze?

Miłość… Ale moje życie nie było łatwe. Moje małżeństwo się nie udało.  Córka miała 12 lat jak nas zostawił i sobie poszedł. Nie obchodziłyśmy go. Ale on życie przegrał a ja swojego życia nie przegrałam, bo mam ukochaną córkę, wspaniałego wnuka, to jest dla mnie życie, to jest najważniejsze, a nie tam takie byle co.

Proszę pana, kiedy będzie puszczana ta rozmowa?

Myślę, że za około miesiąc…

Oooo to ja już pewnie nie będę żyła… (szeroki uśmiech)

 

Zofia

Podchodzę do pani na wózku inwalidzkim, którą widziałem na korytarzu. Szeroko się uśmiecha i zagaduje wszystkich wkoło. Szukamy jakiegoś miejsca na krótką rozmowę, znajdujemy je w pokoju lekarskim.

Ja jestem na tyle sprawna, że mogę się poruszać… widzi pan.. ciągle jeszcze w ruchu.

Co dobrego Panią tu spotkało?

Wszystko tu jest dobre proszę pana. Cieszę się z tego pokoiku, który mam… bo przychodzi do mnie mąż. Mąż też jest już w hospicjum. Odwiedza mnie też mój ukochany brat. Ja nie muszę być karmiona, bo jestem sprawna, ale tutaj są pacjenci, którzy muszą być karmieni, bo przychodzą tutaj często na swoje ostatnie dni i chyba są bardzo zadowoleni, że się tu znaleźli. Jak ja się tutaj znalazłam, to leżałam plackiem na łóżku, a teraz się poruszam. To nie jest szpital rejonowy, to jest rzeczywiście doskonała opieka nad ludźmi bardzo chorymi.

Co Pani z tej perspektywy myśli o życiu?

To życie, które tam się teraz toczy, jest po prostu za szybkie. Ludzie powinni wiedzieć, że ważna jest nie tylko polityka, różne sprawy, ważne jest to, żeby człowiek był dobry dla innych. To jest takie ważne! Sama całe życie zawodowe byłam lekarzem, jednak dopiero z tej perspektywy widzę więcej…

 

Halina, Teresa

Kolejny pokój. Pod respiratorem leży starsza pani. W telewizorze wiszącym na ścianie migają kadry z przyrodniczego filmu…

Witam Panią… piękny ten świat prawda?

Wie pan, wszechświat mnie zachwyca. Chciałabym dużo, dużo więcej wiedzieć. Wielu rzeczy nie można pojąć. Na przykład jak to stało, że z takiego małego ziarenka rośnie takie ogromne drzewo?

No i jak to jest?

Tak jest, bo jest Bóg. Ale ludzie chcieliby Boga oglądać, żeby uwierzyć… Człowiek ma za dużo pychy, trzeba mieć więcej pokory, nie udawać, że jest się kimś większym niż się rzeczywiście jest. To tylko Bóg może stworzyć taki świat. Kocham świat, kocham Boga, kocham Matkę Najświętszą, Pana Jezusa, kocham bardzo. Modlę się, i to mi bardzo pomaga. Tak bardzo wierzę w Boga…

Co by Pani chciała powiedzieć ludziom, którzy są na zewnątrz?

Chciałabym, żeby ludzie bardziej dbali o zdrowie i żeby tak nie pędzili za groszem.

A miłość?

Miłość… miłości nie można kupić, po prostu ona jest w człowieku tylko trzeba pielęgnować tą miłość. Trzeba mówić dzieciom „kocham ciebie”, żeby dzieci były pewne, że są kochane. Dopiero z perspektywy czasu zrozumiałam, że też robiłam błędy i traciłam cierpliwość, ale myślę, że żadne to mądrości, każdy o tym wie…

A co w życiu można przegapić?

Och, dużo można przegapić, naprawdę, i wiele rzeczy nam umyka, i życie jest za krótkie i potem człowiek żałuje wszystkiego: tego nie zrobiłem, tak mogłam zrobić, a nie zrobiłam, żałuję no… Człowiek jest istotą myślącą i nie ma takiej chwili żeby, jak nie śpi, żeby nie myśleć, ciągły natłok myśli, myśli, myśli…

A z czego jest Pani dumna?

Z rodziny. Ja też byłam zapędzona, jak każdy, zabieganiem o życie, o zarobki, ale później stwierdziłam, że to naprawdę nie ma sensu, bo nie było czasu dla dzieci i byłam zła na siebie… i starałam się to zmienić.

Boi się Pani odchodzenia?

To miejsce to jest ostatni etap życia, tu, gdzie jestem obecnie. Od tego nie ma ucieczki. Ja panu powiem… nie wiem jak tam jest, ale nie boję się, po prostu, bo wiem, że nie ma pustki, jest życie po życiu, po prostu…

Żałuję, żałuję, jestem zmęczona, że nie mogłabym powiedzieć więcej. Radzę, żeby ludzie się zastanawiali nad swoim życiem.

Wyszedłem z hospicjum przez bramę zalaną złotym światłem. Zobaczyłem ludzi idących ulicą, jesienne drzewa, szum miasta, furkoczące gołębie… zwyczajne… jednak zupełnie inne.


Wywiad Pawła Kęski z mieszkańcami hospicjum ukazał się na antenie Radia Warszawa.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite