video-jav.net

Bp Dajczak: To duszpasterze muszą zejść z kanapy

Nie tylko młodzi mają wstać z kanapy, ale też duszpasterze - by razem się spotkać. Żeby dzisiaj być głosicielem Ewangelii, trzeba oprócz jej dobrej znajomości, niemiej dobrze znać współczesnego młodego człowieka.

Bp Edward Dajczak
Bp Edward
Dajczak
zobacz artykuly tego autora >
Paweł Paradowski
Paweł
Paradowski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z ks. biskupem Edwardem Dajczakiem – biskupem koszalińsko-kołobrzeskim rozmawia Paweł Paradowski

 

Czy zdaniem księdza Biskupa zmieniło się coś w Polsce po Światowych Dniach Młodzieży? Co nam to wydarzenie pokazało, co nam dało?

Myślę, że to, co jest istotne w Światowych Dniach Młodzieży, to przede wszystkim fakt, że mogliśmy pokazać, jak zachowują się ludzie, którzy żyją Ewangelią. Choćby sam fakt, że przy tak ogromnej ilości osób nastąpił w Krakowie spadek czynów przestępczych jest już jakimś sygnałem. Jest takie łacińskie powiedzenie: „Contra factum nullum argumentum” – „Przeciw faktom nie ma argumentów”.

Równocześnie od strony duszpasterskiej mamy przesłania Ojca Świętego Franciszka, które należałoby w Kościele w Polsce bardzo mocno reklamować i często powtarzać: trzeba być blisko młodych. Nie tylko młodzi mają wstać z kanapy, ale też ich duszpasterze, by razem się spotkać. Bo jeżeli się tego nie zrobi, to nawet jak młodzi zejdą z kanapy, a my nie będziemy mieli dla nich serca i czasu, to dokąd pójdą?

Światowe Dni Młodzieży, jak wszystkie takie wydarzenia, nie mogą trwać wiecznie. One dały nam możliwość ważnego odkrycia: „Piękna jest młodzież przyjmująca Jezusa i żyjąca z Jezusem. Fantastyczna! Dobra, twórcza, kreatywna, ma w sobie coś ujmującego”. Chociaż zwoływał ich Papież i Kościół, to właśnie oni dali świadectwo światu jako młody Kościół. To młode pokolenie nie lubi struktur, natomiast chce być we wspólnocie i za dobrą wspólnotą tęskni.

 

Czasem pojawia się niechęć do autorytetów.

Autorytet utracił swoją wartość abstrakcyjną, jak to czasem mówimy „obiektywną”. Zasadniczo nie ma większego znaczenia, że ktoś według prawa posiada autorytet. Osoba dziś ma autorytet o tyle, o ile jest on jej „udzielony” przez słuchaczy, tzn. o ile słuchacze uznają, że on jest autorytetem. Ten autorytet powstaje na gruncie relacji osobowej z drugim człowiekiem, a doświadczając wielkości i dobroci drugiej osoby, uznaję go za autorytet dla mnie.

 

W przekazie potrzebny jest jednak autorytet.

Żyjemy w bezpośrednim kontakcie z niechrześcijanami i innymi kulturami i jesteśmy skazani na dialog. Jakakolwiek próba działania powołującego się na prawny autorytet spotyka się z oporem i odrzuceniem. Inna sprawa to publikacja nauczania w formie pisemnej. Ma ona znaczenie dla teologów i innych naukowców, ale na młodych ma niewielki wpływ. Nauczanie, które się liczy, to takie, które opiera się na obecności osoby głoszącej, najlepiej obecności fizycznej, ale nie tylko. Między innymi dlatego słowo mówione dla tego pokolenia znaczy o wiele więcej niż pisane. Tak było na przykład ze św. Janem Pawłem II, który był w oczach młodych kimś świętym i miał wielki autorytet, ale młodzi papieskich encyklik nie czytali.

 

pielgrzymi na Jasną Górę (2)

 

Powiedział ksiądz Biskup, że to duszpasterze powinni wstać z kanapy. Wydaje się, że frekwencja w różnych środowiskach duszpasterskich jest duża. Czy myśli ksiądz Biskup, że może zacząć wkrótce maleć?

Można powiedzieć, że w polskim duszpasterstwie mamy jeszcze masowy udział w wydarzeniach sakramentalnych. Wiele dzieci przygotowuje się do Pierwszej Komunii i jest dobra frekwencja wśród młodzieży bierzmowanej. Myślę jednak, że trzeba zmienić programy i styl tego przygotowania. Widać taką potrzebę. Coraz więcej młodych ludzi przygotowując się do bierzmowania uczestniczy w rekolekcjach wyjazdowych. Chętnie korzystają z możliwości wyjazdu do domu rekolekcyjnego, gdzie w weekend w skupieniu przygotowują się do przyjęcia tego sakramentu. Widzimy, co się dzieje na tych rekolekcjach, ile ci ludzie w tym czasie odkrywają i jak zmieniają się ich relacje z Bogiem. Ale takie rekolekcje nie mogą być zestawem kolejnych konferencji, na których podaje się tylko informacje. Myślę, że Kościół w Polsce musi jak najszybciej zmienić formę duszpasterstwa młodzieżowego na bardziej ewangelizacyjną, która da młodemu człowiekowi szansę osobistego doświadczenia Boga. Sam katechizm, informacje im przekazane nie wystarczą.

Parę lat temu zapytałem moją krewną, która przygotowywała się do przyjęcia Pierwszej Komunii: „Jak przygotowujesz się na spotkanie z Panem Jezusem?”. Ona odpowiedziała: „Już wszystko zdałam”. Zapytałem: „A spotkanie z Panem Jezusem? Chodzicie na takie spotkania, mówicie Jemu, że tęsknicie za tym, by przyjąć Go do serca?”. „Nie. Trzeba wszystko zdać”. To była odpowiedź dziecka.

 

Czyli przywiązuje się zbyt dużą wagę do zdobywania wiedzy, przekazywania tylko informacji?

Chrzest, bierzmowanie i Eucharystia to sakramenty inicjacji chrześcijańskiej. A inicjacja to nie tylko wprowadzenie w świat informacji i pojęć religijnych. Co pozostanie w człowieku? W badaniach, które prowadziliśmy w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, wyszło jednoznacznie, że Bóg jest wtedy jedynie pojęciem, ideą, niczym więcej. Po takich spotkaniach brakuje młodym osobistych doświadczeń.

 

Religia chrześcijańska staje się tylko ideą, poglądem albo systemem filozoficznym?

Tak. Wówczas młodym wydaje się, że chrześcijaństwo to ideologia. Dlatego potrzebne jest przeorientowanie duszpasterstwa. Papież Franciszek bardzo wyraźnie woła o nawrócenie duszpasterskie. Konieczność przeorientowania spojrzenia dorosłych na współczesną młodzież dla wielu nie jest łatwa. Część z nich ma ogromny kłopot z przemianą na przykład z powodów mentalnych. Nie rozumieją więc, że dzisiaj tę samą Ewangelię trzeba przekazać innym językiem, w innych znakach, w innych formach. Żeby dzisiaj być głosicielem Ewangelii, trzeba oprócz jej dobrej znajomości, niemiej dobrze znać współczesnego młodego człowieka.

 

Trzeba ją odpowiednio podawać?

Dorośli muszą nieustannie uczyć się szybko zmieniającego się sposobu komunikacji młodych i ich języka. Mamy wiele wspólnot młodych ludzi, które tymi Światowymi Dniami Młodzieży zostały już wybudzone i ożywiła się wyraźnie ich ewangelizacyjna aktywność. Młodzież potrzebuje (nie ciągle – od czasu do czasu) takiego spotkania, na którym otrzyma powera, spotkania, które jest na tyle mocne, że ich ożywia.

 

Takich jak Światowe Dni Młodzieży.

Tak. Bez względu na to, czy na spotkanie przyjdzie dwa tysiące osób, dwa tysiące czy pięć tysięcy – w zależności od środowiska – power jest potrzebny. Ale tak na co dzień potrzebne jest spotkanie z parafią, która z powodu letniości w wierze wielu rodzin, w których żyje młodzież stanie się w formacji wiary „rodziną zastępczą”: życzliwą, otwartą, gotową ich przyjąć. Młodzi potrzebują animatorów, którzy będą mieli dla nich czas. I potrzebują bardzo spotkań w małych grupach, w których jest miejsce na dialog i dzielenie się świadectwem.

Dzisiaj wielu młodych pochodzi z rozbitych rodzin. Są poranieni zbyt trudnym życiem i kiedy zjawia się ktoś, kto opowiada im o własnej żonie czy mężu i miłości do dzieci, to dla wielu jest to odkrywanie świata, którego nie znają. Powinniśmy im dać szansę, tak przeżywać wiarę, żeby nauczyli się kochać drugą osobę.

 

Ksiądz Biskup widzi ważną rolę osób świeckich w tej formacji, którą proponuje?

Tak. Bierzmuję od wielu lat i w czasie Bierzmowania da się rozpoznać, jak wyglądało przygotowanie w parafii, czy była tam praca w grupach i czy dopomógł im ktoś doświadczyć osobistej relacji z Bogiem. Bardzo często księża mówią, że największa praca w doprowadzeniu ludzi młodych do Boga dokonuje się właśnie w małych grupach. Widzę dwa elementy: mała grupa i wspólnotowe formy rekolekcyjne. I najlepiej poza domem, kiedy są z nimi jedynie animatorzy, pokazując im, jak można się spotykać z Bogiem. Okazuje się, że nawet ci, którzy dawno nie korzystali z sakramentu pojednania czy nawet z Eucharystii, wybudzają się dosyć szybko.

 

pielgrzymka maturzystów (1)

 

Minęły już trzy miesiące od Światowych Dni Młodzieży. Czy ksiądz Biskup widzi zmianę wśród młodych, jakieś ożywienie, które przetrwało, czy już wszystko zgasło?

W naszej diecezji, tam gdzie jest bardziej otwarta parafia, a w niej są małe żywe wspólnoty, tam to doświadczenie jest żywe. Osoby bez wspólnoty, pozostawione same sobie zdecydowanie szybciej gasną. Jeżeli ma się stać to, co w „Evangelii gaudium” Ojciec Święty Franciszek mówił o uczniach Jezusa, że mają stawać się uczniami-misjonarzami, to do tego potrzebna jest umacniająca nas zawsze wspólnota. Wielu naszych młodych pojechało na Światowe Dni Młodzieży z jakąś wspólnotą i po powrocie wnieśli w swoje parafie nowe ożywienie. Takie doświadczenie bardzo zdynamizowało wiele grup.

 

A osobiście, w swojej drodze wiary, jak Ksiądz Biskup przeżył Światowe Dni Młodzieży?

Przede wszystkim przeżyłem radość młodego i żywego Kościoła. Młodzież dała nam, dorosłym, w prezencie radosne doświadczenie wiary. Ten dar był pełen młodzieńczej spontaniczności, ale także miał głębię wiary. Doświadczyliśmy ich wiary, która się nie kończy na pięknej i żywej modlitwie, ale również objawia się we wzajemnych relacjach, w życzliwości i ofiarnej pomocy bliźniemu.

Młodzież również poszukiwała, byli otwarci na doświadczenie wiary innych wspólnot. Przeżyliśmy to w diecezji, kiedy wspólnoty ze Szwajcarii, przyjechały do nas (a to jest spora odległość od Krakowa), tylko dlatego, że zainteresowali się naszymi grupami ewangelizacyjnymi i formami naszych modlitewnych spotkań. Niezwykłe więzi nawiązywały się również między młodymi pielgrzymami a rodzinami.

 

Czy coś z tych relacji ma swoją kontynuację?

Tak, kontynuowane są więzi nawiązane z rodzinami. Na nasze diecezjalne spotkanie do sanktuarium Matki Bożej w Skrzatuszu przyjechała delegacja grupy z Niemiec, którzy byli wcześniej w naszej diecezji. Twierdzili, że widok pięciu tysięcy modlących się młodych naszych diecezjan to dla nich ważne doświadczenie modlącego się Kościoła. Pogłębili nawiązaną wcześniej relację i tę więź nadal podtrzymują.

 

Czyli to przetrwało.

Przetrwało.

 

Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

Bp Edward Dajczak

Bp Edward Dajczak

Zobacz inne artykuły tego autora >
Paweł Paradowski

Paweł Paradowski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Bp Edward Dajczak
Bp Edward
Dajczak
zobacz artykuly tego autora >
Paweł Paradowski
Paweł
Paradowski
zobacz artykuly tego autora >

Rewolucja Miłosierdzia

W tej chwili świat obraca się wokół pieniądza, a my chcemy, żeby obracał się wokół ludzkiej godności. To jest nasza rewolucja - mówi Juan Grabois, argentyński działacz społeczny nazywany "przyjacielem papieża Franciszka"

Juan Grabois
Juan
Grabois
zobacz artykuly tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

O odkryciach Roku Miłosierdzia i otwarciu na potrzebujących Patrycji Michońskiej-Dynek opowiada Juan Grabois, argentyński adwokat, wykładowca akademicki i działacz zaangażowany w pomoc pokrzywdzonym w Argentynie, członek Papieskiej Rady Iustitia et Pax. Juan Grabois odwiedził Polskę na zaproszenie fundacji misyjnej Salvatti.pl.

 

Poznałeś kardynała Jorge Bergoglio kilkanaście lat temu, w Argentynie, kiedy pomagałeś mieszkańcom slumsów w Buenos Aires. Mówią o Tobie „przyjaciel papieża Franciszka”. Co to dla Ciebie oznacza?

Papież jest dla mnie ojcem, nauczycielem oraz – jak powiedziałaś – przyjacielem. Chociaż trzeba przyznać, że  wiele osób z różnych stron świata znało go jeszcze przed pontyfikatem. Teraz Jorge Bergoglio ma większą odpowiedzialność i jego życie wygląda zupełnie inaczej. Niestety nie może już spacerować sobie ulicami tak, jak kiedyś. Mógłbym powiedzieć, że był „księdzem ulicy” – lubił jeździć metrem, autobusem, nie tylko zapraszał ludzi do kościoła, ale także wychodził do nich na ulice, do slumsów czy centrów spotkań. W tym kontekście miał wielu przyjaciół z różnych środowisk. Wszyscy jesteśmy wdzięczni Bogu za to, że mamy szczęście znać tak dobrego człowieka.

 

Co zmieniło się po konklawe w 2013 roku?

Jorge Bergoglio został tą samą osobą, którą był w Buenos Aires, chociaż teraz ma więcej ograniczeń. Na przykład musi żyć za murami Państwa Watykańskiego. Ale podczas swojego pontyfikatu pokazuje nam ważne rzeczy: na przykład prosi ludzi pracujących w rzymskiej Kurii, żeby unikali bogactw i luksusowych samochodów albo je posiłki przy tym samym stole, co pracownicy Domu Świętej Marty. Powiedziałbym, że uczłowieczył pewne struktury, które pewnie wyglądały inaczej z powodu wielowiekowych tradycji, które były daleko od braterstwa ludzi pracujących razem. Myślę, że bardzo ważne jest przesłanie i przykład papieża Franciszka. Widzimy, że jego myśli, słowa i działania są spójne. Żyje tak, jak naucza, a przecież przykład dużo lepiej do nas przemawia niż propaganda, marketing. Niektórzy mówią, że to czysty populizm. Ale ludzie czują, że to nieprawda – Ojciec Święty żyje w ten sposób, bo taki ma charakter, wciąż jest zwykłym księdzem.

 

juan-grabois2

Juan Grabois | fot. Sławomir Dynek / CogitoMedia

 

Niektórzy zarzucają papieżowi, że zbyt wiele mówi o biednych…

W ten sposób można krytykować także nauczanie Jezusa Chrystusa. Jezus bardzo dużo mówił o biednych, imigrantach, wdowach, ludziach cierpiących. Nie możemy żyć spokojnie, jeśli setki milionów osób na świecie nie ma domu, pracy, żyje w biedzie. Przecież to nasi bracia i siostry. Papież umieścił potrzebujących w centrum publicznej dyskusji i to idzie w parze z tym, co czytamy w Ewangeliach. Mówi też bardzo dużo o miłości w naszych rodzinach – to jest bardzo ważne nauczanie i powinniśmy o tym szeroko dyskutować. Warto zwrócić uwagę na encyklikę Amoris Laetitia, a szczególnie czwarty rozdział – o miłości w małżeństwie, o tym, jak w codziennym życiu przeżywać miłość i ćwiczyć się w tej miłości. Papież nawiązuje do przepięknego Hymnu o Miłości autorstwa św. Pawła i przypomina, że w każdej dziedzinie życia mamy sporo możliwości ćwiczenia się w miłości. Jednak szczególnym wyzwaniem naszych czasów są: bieda, niesprawiedliwość społeczna, złe systemy oparte na konsumpcjonizmie i egoizmie. Franciszek o tym wszystkim mówi, bo zależy mu na harmonii, stabilizacji i godności człowieka.

 

Jak przyjąłeś pomysł, ideę Roku Miłosierdzia?

Myślę, że papież zrobił bardzo dużo, żeby wytłumaczyć nam znaczenie miłosierdzia. Pokazywał nam, jak ćwiczyć się w miłosierdziu – indywidualnie – w zwykłych, małych, codziennych sprawach np. odwiedzać kogoś, kto jest chory lub uczyć kogoś pisać albo czytać. Mówił o miłosierdziu w kontekście duchowym oraz w skali makro. I tu przypomnę, że pojawiały się zastrzeżenia, że papież wypowiada się w tych kwestiach. A prawda jest taka, że to jest niewygodne, bo dotyka czyichś interesów. Jak na przykład możemy nazywać się miłosiernymi, jeśli nie widzimy cierpienia uchodźców? To jest bardzo ważna sprawa, o wiele ważniejsza choćby od bankructw banków. Tyle pieniędzy zostało wyłożonych na ratowanie banków… A gdyby taką samą kwotę zainwestować w pomoc ludziom? Pomoc drugiemu człowiekowi to idea Roku Miłosierdzia. I ta idea bardzo mi się podoba.

 

Czy przez ten rok dowiedziałeś się o miłosierdziu czegoś nowego?

Kilka tygodni temu słyszałem papieskie słowa, które zrobiły na mnie duże wrażenie: że miłosierdzie jest lekiem na strach. Strach czyni nas okrutnymi. Wciąż w telewizji widzimy zło, okrucieństwo, jesteśmy straszeni – zaczynamy się bać i stajemy się okrutni. Widzimy imigrantów, mieszkańców slumsów, kryminalistów – i chcemy, żeby ktoś zabrał ich z naszego życia. Papież mówi, że miłosierdzie jest antidotum na ten ogarniający nas strach. Korzystajmy z niego, ile się da. Nie jest na receptę. Jest za darmo. Jest darem od Boga.

 

slumsy2

fot. Aleposta / WikimediaCommons

 

Czy myślisz, że ten rok coś w nas zmienił, coś zmienił w świecie?

Bardzo byśmy chcieli, żeby tak było, prawda? Myślę, że zmiany przychodzą powoli. Każdy z nas przeżywa ten czas zupełnie inaczej. I tak samo jest z sytuacją na świecie. Jestem przekonany, że przyjdzie czas, kiedy solidarność i idee sprawiedliwości społecznej rozkwitną. Mam nadzieję, że stanie się to jak najszybciej, bo na świecie jest mnóstwo cierpienia. Papież często mówi o kulcie pieniądza. Wierzę, że jestem tu po to i ruchy społeczne po to są, żeby walczyć o godność człowieka i pokazywać zło systemów, które w centrum funkcjonowania ustawiły mamonę. Ktoś nazwie to rewolucją, a ja powiem, że ta rewolucja to zmiana sposobu myślenia, sposobu funkcjonowania świata. W tej chwili świat obraca się wokół pieniądza, a my chcemy, żeby obracał się wokół ludzkiej godności. To jest nasza rewolucja.

 

W tym kontekście Rok Miłosierdzia, który oficjalnie kończy się 20 listopada, jest tak naprawdę początkiem…

Tak, to początek. Bez względu na to, ile czasu zajmie nam zmiana myślenia. Czuję, że ta zmiana jest całkowicie zgodna z naszymi wartościami chrześcijańskimi. A dla osób, które nie są chrześcijanami, to po prostu podstawowe wartości ogólnoludzkie, związane z godnością człowieka. Mamy tu punkty wspólne, które pozwalają prowadzić dialog między ludźmi różnych tradycji i kultur.

 

Juan Grabois

Juan Grabois

Zobacz inne artykuły tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek

Patrycja Michońska-Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Juan Grabois
Juan
Grabois
zobacz artykuly tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >