Nasze projekty

Prymas Wyszyński „od siebie” o Bożym Narodzeniu

Ileż było niespodziewanych trudności przed przyjściem Jezusa na świat! (...) Chodzi w nich o to, abyśmy zrozumieli w głębi nocy – tego „medium silentium” – jak nieustannie musimy poprawiać naszą miłość i jak bardzo musimy ufać Bogu nie czyniąc Mu wymówek.

Reklama

Pierwsze Boże Narodzenie Prymasa Wyszyńskiego w więzieniu wypadało dokładnie trzy miesiące po jego aresztowaniu. Przebywając w Stoczku Warmińskim razem z księdzem Stanisławem Skorodeckim, siostrą Leonią Graczyk i około setką strażników pisał w dzień wigilijny:

W naszej rodzinie domowej – pogodnie i świątecznie. Wzmacniamy się modlitwą i staramy się o to, by nie pokazywać Ojcu Niebieskiemu i Matce Bożej smutnych twarzy. Tyle dziś radości w niebie i na ziemi; czyż można zamącać tę harmonię naszą sprawą? Nasi opiekunowie są poważni, zachowują się bardzo grzecznie i cicho.

Owo „staramy się” miało swoje głębokie uzasadnienie. Nie chodziło tylko o sam fakt uwięzienia, ale o szykany jakich doznawał autor tych słów. Tydzień wcześniej otrzymał z domu paczkę, w której nie było listu od ojca. Czy tata nie odpisywał na jego listy, bo był chory, czy też po prostu komuniści blokowali korespondencję między nimi? Prymas domyślał się, że raczej to drugie, ale to nie zmniejszało jego niepokoju o ojca i jego stan, szczególnie, że był to już człowiek starszy i schorowany. Miał jeszcze nadzieję, że w tym wyjątkowym czasie, gdy rodziny spotykają się przy wigilijnym stole i łamią się opłatkiem,  władze przepuszczą list od taty. Jednak tak się nie stało.

Reklama
Reklama

Tę chęć okazania mi swej przewagi wybaczam swoim opiekunom – zapisał. Nie zmuszą mnie niczym do tego, bym ich nienawidził.

Tego samego dnia, około południa do jego pokoju zapukał komendant.

„Przepraszam, paczuszka przyszła, zdaje się od panny Okońskiej„. Wyszedł, zostawiając na stole małe pudełko, odpakowane. Wiedziałem, co jest wewnątrz. To żłóbek dla naszej kaplicy.

Reklama
Reklama

Jak doszło do doręczenia tej zaskakującej przesyłki? Otóż Maria Okońska, bliska współpracowniczka Prymasa i jego duchowa córka, miała znajomości … w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. Znała nie byle kogo, bo samą Julię Brystygierową, która stała na czele Departamentu V tego ministerstwa. Poznała ją w dość przykrych okolicznościach, gdy została aresztowana i osadzona w więzieniu za działalność apostolską. Po interwencjach Wyszyńskiego, wówczas jeszcze biskupa lubelskiego, została zwolniona. To ona doprowadziła do spotkania Brystygierowej z Prymasem w Wielki Piątek 1949 roku. W grudniu 1953 roku poszła do MBP i poprosiła o przekazanie żłóbka.

Miałem dziwne przeczucie, że Dzieciątko Boże trafi do nas jakąś drogą – zanotował Prymas.– Trafiło! I radość, i wdzięczność za tę delikatną pociechę. „Dzieciątko Boże” objawiło się dopiero przy wieczerzy wigilijnej, którą spożywaliśmy we troje, o godzinie 19.

Tydzień później, w pierwszy dzień Nowego Roku 1954 przechadzając się po ogrodzie z księdzem Skorodeckim usłyszeli słabe odgłosy muzyki i śpiewu.

Reklama

Nigdy dotąd nie dotarł do nas żaden żywy, ludzki znak życia religijnego ze świątyni, która przylega do naszego więzienia. Powoli rozróżniamy melodię kolędy: „Pójdźmy wszyscy do stajenki”. Śpiewa lud, towarzyszą organy. Przy bardzo pilnym nadsłuchiwaniu docierają do nas jedynie zrozumiałe słowa: „Coś się narodził tej nocy, byś nas wyrwał z czarta mocy”.

Każde z tych wydarzeń – samych w sobie drobnych i zdawałoby się nieistotnych – Prymas traktował jako swoiste prezenty od Pana Boga, pocieszenie w cierpieniu. Jednocześnie nie tracił nadziei, że jego sytuacja ulegnie zmianie na lepsze. Przecież był wiernym synem Maryi, a rozpoczynający się rok to jubileusz stulecia ogłoszenia dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny.

Jubileusz ten już zaczęliśmy przygotowywać przed moim aresztowaniem. Gorącym moim pragnieniem jest, bym mógł się przyczynić do pogłębienia duchowego tych uroczystości przez przygotowanie swoich archidiecezji. Zamierzałem dokonać konsekracji nowej świątyni ku uczczeniu Niepokalanego Poczęcia w Niepokalanowie. Konsekracja była ustalona na 8 września br. Obym dostąpił tej wielkiej łaski!

Jak wiemy, ta nadzieja się nie spełniła i nie spełniło się jeszcze wiele innych nadziei Prymasa zarówno w więzieniu jak i po wyjściu z niego.

Miłość musi być próbowana, jak złoto w ogniu. Tylko mała miłość w ogniu prób kruszeje. Wielka miłość oczyszcza się i rozpala. A Bóg chce od nas wielkiej miłości.

Dlaczego chrześcijanin, który pragnie być wierny, zawsze napotyka trudności?

Niewątpliwie, każdy z nas ma głębokie pragnienie miłowania Boga i każdy myśli zapewne w swym idealnym programie, że wystarczy oddać się Bogu, a będzie już pokój i szczęście. Nieraz wydaje się nam, że już niczego nie powinno nam braknąć, jeżeli mamy najlepszą wolę służenia Bogu. Wszystkie trudności powinny wtedy ustąpić. Ale w rzeczywistości tak nie jest. Przeciwnie, im więcej mamy dobrej woli, którą niekiedy niesłusznie sobie przypisujemy, zamiast przypisać ją działającej łasce, tym więcej rodzi się trudności. Ale cóż w tym dziwnego?! Miłość musi być próbowana, jak złoto w ogniu. Tylko mała miłość w ogniu prób kruszeje. Wielka miłość oczyszcza się i rozpala. A Bóg chce od nas wielkiej miłości.

Czy Boże Narodzenie – trzykrotnie przeżyte w więzieniu w latach 53,54 i 55 – pomogło Księdzu Prymasowi w zrozumieniu tej zasady?

Ileż było niespodziewanych trudności przed przyjściem Jezusa na świat! Oto najpierw wątpliwości sprawiedliwego Opiekuna Józefa, o których mówi Ewangelia […] Mszy świętej z Wigilii Bożego Narodzenia. Józef widząc Maryję brzemienną, zamierzał ją potajemnie opuścić, aby nie narazić Jej na zniesławienie. […] My nie jesteśmy nawet w stanie zrozumieć, jak trudna musiała być sytuacja Najczystszej z dziewic, którą Bóg wybrał sobie spośród miliardów! W jak delikatnej pozycji Ją ustawił. Józef znał Ją dobrze i żadna niewłaściwa myśl nie przyszła mu do głowy, ale jednak do końca wszystkiego nie rozumiał, dopóki mu to nie było przez Boga wyjaśnione. Na olbrzymią próbę wystawiona była Niepokalana, nietknięta przez grzech. Patrzcie jak wiele Bóg wymaga od wybranych swoich, jak ciągle „poprawia” własny program, jak podnosi wymagania! To prawdziwa ogniowa próba miłości! A potem było coraz trudniej… Oto nagła podróż do Betlejem, w najniewłaściwszej chwili, bo na kilka dni niemal przed narodzeniem Dziecięcia! […] A później, w Betlejem, nowa komplikacja: po uciążliwej drodze pukanie od drzwi do drzwi… Nic gotowego. […] Nie mnóżmy już przykładów i faktów, bo nie o to idzie. Idzie o większą, największą miłość…! Te przykłady to tylko znak. Idzie o to, abyśmy zrozumieli w głębi nocy – tego „medium silentium” – jak nieustannie musimy poprawiać naszą miłość i jak bardzo musimy ufać Bogu nie czyniąc Mu wymówek.

Ksiądz Prymas hasłem swojego życia uczynił słowa „Soli Deo per Mariam” (Tylko Bogu przez Maryję). Pracował ciężko jako biskup dwóch wielkich diecezji i niczego innego nie pragnął jak realizować w tej pracy program zakreślony w motto biskupim. To było za mało dla Boga?

Bóg jest przeciwnikiem naszego minimalnego programu, który niekiedy sobie zakreślimy, mówiąc: masz mnie całego i czego chcesz więcej? Tymczasem On powiada: chcę ciebie jeszcze większego, jeszcze wspanialszego. Wymawiamy się powtarzając: nie mogę już więcej! – Jak to nie możesz? Wszak wszystko możesz w Tym, który cię umacnia! – Ale jestem słaby, nieudolny. – To nic! W przeciwnościach, w cierpieniu, w słabościach moc doskonalszą się staje. Miłość doświadczana – ta dopiero się liczy! – W męce i doświadczeniu dopiero się ją poznaje.

Dopiero, gdy Syn Boży stał się bezbronnym Dziecięciem, gdy zakwilił, zapłakał, a potem wyciągnął ręce na krzyżu, poznaliśmy, jak Bóg umiłował świat.

W dzień pierwszej więziennej wigilii do Księdza Prymasa dotarł żłóbek z Dzieciątkiem, co wywołało wielką radość. Dlaczego ten znak jest tak ważny?

Bóg stworzył nas z miłości i obdarzył po królewsku, jak istne królewiątka, dzieci Wielkiego, Niebieskiego Króla. Cały wszechświat i jego nieskończone piękno – dla nas! Cała miłość Boża i ludzka – nasza! A jednak nie poznaliśmy się na Jego miłości! Dopiero, gdy Ojciec Syna nam dał, gdy położył Go w żłobie, na sianie, między bydlętami, gdy Syn Boży stał się bezbronnym Dziecięciem, gdy zakwilił, zapłakał, a potem wyciągnął ręce na krzyżu, poznaliśmy, jak Bóg umiłował świat. Dopiero wtedy otworzyły się nam oczy na Jego miłość! […] Tak, dopiero wtedy, w żłobie, na sianie, w poniżeniu i opuszczeniu Syna Człowieczego poznaliśmy się na Jego miłości. Zrozumieliśmy, że miłość to Bóg, że Bóg jest Miłością, że nas aż tak umiłował…! A czyż Bóg nie ma prawa próbować naszej miłości? I żądać więcej, więcej? […] Bóg będzie ciągle podnosił swoje wymagania. – Do jakich granic? – pytamy. Kiedy to się wszystko skończy? Bez granic i nigdy się nie skończy! Jesteśmy dziećmi Wieczności. Urodzeni z Boga, który nie umiera, trwamy na wieki. Tego nas uczy betlejemski żłób! Ale pojąć to możemy tylko w sercu niezgłębionego milczenia…

? Przeczytaj także:

Prymas Wyszyński „od siebie” o cierpieniu

Prymas Wyszyński „od siebie” o rozpoznawaniu woli Bożej

Prymas Wyszyński „od siebie” o odwadze

Prymas Wyszyński „od siebie” o zawierzeniu

Prymas Wyszyński „od siebie” o modlitwie

Prymas Wyszyński „od siebie” o walce duchowej


„Od siebie
to cykl zawierający odpowiedzi Prymasa Wyszyńskiego na pytania zadane przez Czytelników Stacji7. Odpowiedzi pochodzą z tekstów przemówień, homilii i zapisków Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Cykl jest okazją do poszukiwań odpowiedzi na najtrudniejsze pytania, wskazówek do podjęcia właściwych decyzji życiowych, czy pogłębienia swojej wiary. Zacznij więc OD SIEBIE.


Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę