Spór o wesele

Ilu doświadczamy przymusów („powinno się”, „trzeba” i bez tego świat się zawali, „bo co ludzie powiedzą”), a co jest naprawdę naszymi wartościami serca (świętowanie ważnego momentu w życiu, spotkanie, wspólnota, więzi, przyjaźń) i jak w dniu ślubu chcemy je zrealizować?

Małgorzata Rybak
Małgorzata
Rybak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Stałam kiedyś w kolejce pod stoiskiem z pieczywem w centrum handlowym. Przede mną stał młody, wysoki mężczyzna ze swoją elegancką mamą. „Widziałem garnitur za tysiąc złotych” – powiedział. „No chyba żartujesz, co może być wartościowego za tysiąc złotych?”. Od słowa do słowa – zrozumiałam, że niechcący jestem świadkiem rozmowy o weselu. Przypuszczam, że tego młodego człowieka. Choć nie jestem pewna, czy czasem jednak za mąż nie wychodziła jego mama.

 

Marzenia młodych kontra wyobrażenia rodziców

Wesele to w naszej kulturze wielkie wydarzenie. I zarazem powód, dla którego młodzi często unikają rozmowy o ślubie. Najczęściej związane z wielkimi kwotami, by mogło się odbyć. Czasem także kojarzy się z przeprawą z rodzinami pochodzenia obu stron. Jest ona tym trudniejsza, gdy rodziny są wewnętrznie skłócone albo gdy dla rodziców wesele znaczy więcej niż dla nowożeńców. W sporach o wesele ścierają się marzenia młodych i wyobrażenia rodziców.

Dla rodziców wesele spełniać może różne funkcje. Może być „wizytówką”. Dowodem na to, do czego w życiu doszli. Ten sukces rodzice mogą przeżywać nie tylko w taki sposób, że to wspaniale, że powstaje nowa rodzina, że dziecko jest w szczęśliwym związku, że realizuje swoje marzenia. Wesele potwierdza materialny dorobek życia, a w nim – i własny status, i pieniądze, jakie są gotowi wydać na zabawę gości (a tu już blisko do zasady „zastaw się, a postaw się”).

Tu może towarzyszyć rodzicom (a nieraz i dzieciom) wiele destrukcyjnych przekonań. Na przykład takie, że „każdy z gości musi być zadowolony” (także ciocia Krysia, który nigdy nie była i nie będzie). „Nie może zabraknąć alkoholu”. „Jak jedzenia będzie mało, powiedzą, że jesteś sknerą”. „Musimy bardziej oczarować gości niż na weselu syna kuzynki”. Pamiętajmy, że przy weselu nawet na 80 osób nadal mamy do czynienia z ogromnymi sumami, których w rodzinie może nie być, które mogą nadwyrężać budżet albo zostać wydane w racjonalny sposób.

 

 

Czym jest dla nas wesele?

Pierwszą rzeczą, jaką mogą zrobić dla siebie młodzi ludzie planujący wesele – to sprawdzić, czym wesele jest dla nas. I czym chcemy, by naprawdę było. Ilu doświadczamy przymusów („powinno się”, „trzeba” i bez tego świat się zawali, „bo co ludzie powiedzą”), a co jest naprawdę naszymi wartościami serca (świętowanie ważnego momentu w życiu, spotkanie, wspólnota, więzi, przyjaźń) i jak w tym dniu chcemy je zrealizować. Nie pomijając naszych wartości związanych ze sposobem wydawania pieniędzy (w czym chcemy być hojni, w czym racjonalni i gdzie oszczędni). Kiedy sami to wiemy, łatwiej jest nam rozmawiać z rodzicami o tym, na czym nam zależy.

W porozumieniu się z nimi w sprawie wesela mogą pomóc dwie rzeczy. Z jednej strony – pamięć, że ich nie zmienimy, bo przez wiele lat ukształtowały ich rozmaite wydarzenia. Mogą widzieć różne sprawy inaczej nie dlatego, że chcą nam zaszkodzić, ale ponieważ nie umieją inaczej. Dlatego warto sprawdzić, do czego możemy podejść z wyrozumiałością i nie kruszyć o to kopii. I gdzie można zostawić im wolność. Jeśli oczekujemy pomocy rodziców w jego organizacji – trudno się dziwić, że wyrażają swoje zdanie.

Czasem jednak rodzice nie umieją w ogóle brać pod uwagę perspektywy dzieci, także wtedy, gdy są już dorosłe. Dlatego dobrze sprawdzić, gdzie nie możemy ustąpić, bo musielibyśmy zrezygnować z czegoś dla nas kluczowego. I gdzie potrzebujemy naprawdę bardzo mocno być przy sobie. Możemy nie chcieć na stole alkoholu, albo nie chcieć wódki. Może w naszych granicach się nie mieścić przesuwanie ugotowanego jajka przez nogawkę od spodni pana młodego i inne zabawy podczas tzw. oczepin.

Rodzice niekiedy mawiają, że „wesele jest dla rodziców, nie dla młodych” i wydaje mi się, że mimo wszystko dobrze, by z takim poglądem nie pozostali. Bo stąd jest już bardzo blisko do postawy, że „dzieci są dla nas” i „wychowaliśmy je dla siebie”. I że to „nasze pomysły na życie mają realizować”, co bywa tragicznym doświadczeniem młodych małżonków, gdy rodzice chcą mieć ostatnie zdanie nie tylko w sprawie, czy syn pójdzie do ślubu w garniturze za tysiąc złotych, czy za cztery, ale też jakim autem będzie jeździł, gdzie pracował i ile miał dzieci.

 

Start w nowe życie

Może więc zdecydowanie, czyje i dla kogo jest wesele, nie jest wcale taką błahą sprawą. I z jednej strony stanowi przedłużenie myślenia rodziców o roli swojej i dzieci, a z drugiej – symbolicznie zapowiada losy małżeństwa w relacji do rodziców i teściów.

Wesele jest na pewno młodych i dla młodych. To ich ma ono wesprzeć na starcie w nowe życie. Pokazać im wspólnotę, na jaką mogą liczyć. Wesele jest świętowaniem z rodzicami, ale ma też momenty symbolicznych z nimi pożegnań – gdy młodzi zapraszają ich do wspólnego tańca czy dziękują. Oczywiście, że udział w tym dobru mają i goście, którzy mogą ucieszyć się ważnym momentem w życiu bliskich osób, spotkaniem. Przy okazji coś zjeść i wypić, pobawić się – jednak to wszystko naprawdę jest wtórne.

W czasach pandemii to tym bardziej ważne, by młodzi mogli zdecydować, że wesele będzie skromne czy też po prostu się nie odbędzie.

 

Małgorzata Rybak

Małgorzata Rybak

Od 2002 żona Andrzeja, mama trójki dzieci. Anglistka, certyfikowany trener pracy z grupą. Autorka książek: “Raz się żyje. Przewodnik po work-life balance” oraz “Wygrane małżeństwo. Jak ochronić miłość?”. Prowadzi warsztaty rozwojowe oraz własnego bloga na stronie malgorzata-rybak.pl.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Małgorzata Rybak
Małgorzata
Rybak
zobacz artykuly tego autora >

Jak dobrze przygotować się do sakramentu małżeństwa i nie zwariować?

W swojej poradni spotkałam wiele par, które zainwestowały w budowę na skale. Najczęściej byli to studenci, ludzie związani z różnymi wspólnotami. Dobrze uformowani w wierze. Ale jeszcze więcej spotkałam i nadal spotykam pary, które w ogóle nie zadały sobie pytania o fundament małżeństwa i wydaje się, że nie wiedzieli, że mają jakąkolwiek alternatywę w tej materii.

Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ich portret

„Ile par, tyle historii” – to tak banalne, ale prawdziwe. Współcześni narzeczeni zwykle mają około trzydziestki, choć zdarzają się i studenci i pary dojrzałe, nierzadko z kilku (–nastoletnimi) dziećmi. Dużo zależy od miasta, okoliczności życia, a czasem i rozmów w okresie kolędowym (!), których owocem jest decyzja o sakramencie małżeństwa. Pary zgłaszają się na kurs przedmałżeński z określonymi stereotypami w głowie, nieraz potwierdzonymi przez doświadczenie znajomych. Że trzeba to po prostu zaliczyć, że ciągle na kursach to samo, że za dużo o dzieciach, za mało o miłości, za dużo o miłości, a za mało o dzieciach… Bardzo zróżnicowany jest poziom świadomości ich wiary. A więc pojawiają się i pary indyferentne religijnie, pary zaangażowane w życie Kościoła, ale i tacy, którzy opancerzeni poprawnością nie chcą podejmować tematów związanych z Bogiem. Często mieszkają wspólnie, mają stabilne prace, dużo planów, często kredyt na wspólny dom…

 

Na piasku czy na skale?

W swojej poradni spotkałam wiele par, które zainwestowały w budowę na skale. Najczęściej byli to studenci, ludzie związani z różnymi wspólnotami. Dobrze uformowani w wierze, znający naukę Kościoła o miłości i ufający tej pięknej wizji szczęśliwego i świętego małżeństwa. Otwarci na proponowane treści, wnoszący ożywienie w grupie, ale też dociekliwi i oczekujący systematycznego wykładu i profesjonalizmu prowadzącego. W poradni podczas spotkań indywidualnych świetnie współpracują, a tematykę seksualności i płodności mają jeśli nie oczytaną, to przesłuchaną (Bogu dzięki za „Sex- poezja czy rzemiosło?” śp. ks. Piotra Pawlukiewicza!). Ale jeszcze więcej par spotkałam i nadal spotykam, które w ogóle nie zadały sobie pytania o fundament małżeństwa i wydaje się, że nie wiedzieli, że mają jakąkolwiek alternatywę w tej materii. Pary, które chcą stworzyć szczęśliwe małżeństwo, a będąc tak blisko Źródła, podczas nauk nie spodziewają się inspiracji i szczerej rozmowy, raczej pouczania, zmuszania do wielodzietności i cierpiętniczej wizji małżeńskiego seksu. Trudno szukać winnych tego stanu rzeczy. Rodziny pochodzenia narzeczonych, ich doświadczenia życiowe i większe lub mniejsze poszukiwania Prawdy przekładają się wprost na ich wybory i postawę, jaką przyjmują wobec Sakramentu, po który przecież… sami przyszli.

 

Sakrament małżeństwa nie tyle bazuje na miłości, co na wierze małżonków, dlatego tak potrzebne są elementy ożywiania tej wiary i niejako ewangelizacja

Po co kurs dla narzeczonych?

Od marca właściwie w każdej diecezji pojawiły się także kursy on line – zupełnie nowa formuła, potrzebna, choć niezastępująca kontaktu osobistego z prowadzącymi. Wiele kursów stacjonarnych zostało przez narzeczonych dokończonych w takim formacie. Jak jest cel tej szczególnej formacji przedmałżeńskiej? Potrzeba nakreślenia wartości sakramentu małżeństwa, uporządkowania tematów związanych z relacjami i rodzicielstwem, a także wskazanie obszarów do pracy własnej. Sakrament małżeństwa nie tyle bazuje na miłości, co na wierze małżonków, dlatego tak potrzebne są elementy ożywiania tej wiary i niejako ewangelizacja. Wszystko po to, by w sposób świadomy udzielić sobie nawzajem tego wyjątkowego znaku łączącego rzeczywistość widzialną z wymiarem niebiańskim.

Czas dobrze przeżytego narzeczeństwa i samego kursu to wyjątkowy prezent dla pary. Coraz więcej kursów zawiera w sobie elementy warsztatowe i tym samym może pogłębić relacje między przyszłymi małżonkami. Nabyta i doszlifowana umiejętność rozmów na trudne tematy będzie wielkim ułatwieniem wspólnego życia. Stawiane trudne pytania pokazują realizm zakochanych i ich potrzebę kroczenia po już wydeptanych, sprawdzonych ścieżkach.

 

Wiele emocji i fake-newsów wzbudziło zapowiadane od pół roku wprowadzenie nowego formularza protokołu przedmałżeńskiego. Nowy formularz jest zaproszeniem do rozmowy z troski duszpasterskiej, nie egzaminem dojrzałości.

Nie taki protokół straszny

Wiele emocji i fake-newsów wzbudziło zapowiadane od pół roku wprowadzenie nowego formularza protokołu przedmałżeńskiego. Prawidłowo przeprowadzona rozmowa duszpastersko-kanoniczna z kandydatami do małżeństwa od dawna obejmowała takie treści jak możliwe przeszkody małżeńskie (min. zdolność fizyczna do małżeństwa, brak przymusu, znajomość nauki Kościoła w zakresie małżeństwa i wola życia zgodnie z nią). Dobrą praktyką były dotychczas indywidualne rozmowy z nupturientami przy okazji spisywania protokołu.

Pojawiły się nowe wyzwania związane z sakramentem małżeństwa, takie jak: więcej małżeństw wyznaniowych, więcej ślubów odbywających się w miejscach pielgrzymkowych, nowe sytuacje społeczne, a także przede wszystkim spora liczba stwierdzeń nieważności małżeństwa. Nowy formularz jest zaproszeniem do rozmowy z troski duszpasterskiej, nie egzaminem dojrzałości. Wspólna modlitwa i przysięga przed rozmową pokazuje też smutną rzeczywistość, że nie zawsze te rozmowy oparte na dawnym formularzu były po prostu szczere. Pytania dotyczą min. okresu znajomości pary, praktyk religijnych czy moralności chrześcijańskiej. Słowem – nic nowego dla osób żyjących faktycznie w Kościele. Kłopotliwe stają się dla osób, które być może sakrament chcą zawrzeć z „tradycji”. Nowe rubryki i związane z nimi pytania, mają rzeczywiście na celu realne dobro przyszłych małżonków – wyłowienie potencjalnych przeszkód małżeńskich czy wad aktu woli zawarcia małżeństwa, które są szczegółowo opisane w Kodeksie Prawa Kanonicznego. Mogą to być np. niezdolność do współżycia, fakt święceń kapłańskich narzeczonego, niezrozumienie istoty sakramentu małżeństwa i jego nierozerwalności, dobrowolne wykluczenie potomstwa, niezdolność psychiczna czy nałogi.

 

To nie meta, to start!

Tak, to naprawdę dopiero start, choć wydaje się, że kończy się jakaś drogę przebytą razem. Faktycznie, okres przygotowań do ślubu i wesela został zwieńczony, co nie oznacza, że teraz to wszystko będzie się układało samo. Sprawczość po naszej stronie jest ogromna i data ślubu to piękny start w pasmo radości, wyzwań, pisku dzieci i trosk codziennych. Byle razem do wspólnej niecukierkowej świętości!

 

Anna Koźlik

Anna Koźlik

Mgr teologii, doradca rodzinny, nauczyciel Instytutu Naturalnego Planowania Rodziny, założycielka strony Płodna.pl. Lubi mówić i pisać o małżeństwie, seksualności i teologii ciała.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap