video-jav.net

Kurs małżeński. Konflikt emocji

Małżeństwo to powołanie do zupełnie nowego, nieegoistycznego życia.

Gary
Thomas
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ta myśl uderzyła mnie przed paroma laty, gdy Lisa z dzieciakami wyjechała na weekend, a ja zostałem w domu, by pracować. Czułem się tak, jakbym pierwszy raz w życiu miał wolną sobotę. Odkąd sięgałem pamięcią, każdego weekendu budziłem się rano i omawiałem z Lisą nasze wspólne rodzinne plany; przez to teraz nie wiedziałem już właściwie, co JA SAM chciałbym zrobić. A przecież za kawalerskich czasów zadawałem sobie to pytanie praktycznie w każdą sobotę.

Odkryłem, że każda sytuacja, która skłania mnie do przezwyciężenia swojego egoizmu, ma niezwykłą wartość duchową. Stopniowo zacząłem dostrzegać, że być może prawdziwym celem małżeństwa nie jest wcale szczęście, lecz świętość małżonków. Nie znaczy to, że Bóg ma coś przeciwko szczęściu ani że szczęście i świętość nawzajem się wykluczają. Wiem jedno: gdy spojrzałem na małżeństwo przez pryzmat świętości, odnalazłem zupełnie nową perspektywę.

„ZE WZGLĘDU JEDNAK NA NIEBEZPIECZEŃSTWO ROZPUSTY…”

Uważam to za rzecz fascynującą, że zaraz po tym, jak św. Paweł stwierdził, że „Dobrze jest człowiekowi nie łączyć się z kobietą”, dopowiada następujące słowa: „Ze względu jednak na niebezpieczeństwo rozpusty niech każdy ma swoją żonę, a każda swojego męża” (1 Kor 7,2).

Byłoby nadużyciem wobec greckiego tekstu, gdybym miał sugerować, że chodzi tu o co innego niż współżycie seksualne. Nawet pobieżna analiza wskazuje jednoznacznie, że autor ma tu na myśli seks. Mimo to chciałbym zaproponować, byśmy rozszerzyli tę zasadę na obszary wykraczające poza życie seksualne. Skoro jest w nas tyle niemoralności – nie tylko żądzy seksualnych, ale też egoizmu, złości, chęci kontrolowania innych, a nawet nienawiści – powinniśmy nawiązać bliską relację z drugą osobą, by wspólnie pracować nad tymi problemami, kierując się tym, co nasza relacja małżeńska powie nam o naszym zachowaniu i postępowaniu.

Jeśli chodzi o mnie, małżeństwo zmusiło mnie do skonfrontowania się ze swoją niedojrzałością. Aby sobie z tym poradzić, musiałem zmienić swoje spojrzenie na małżeństwo.

Gdybym uznał, że celem małżeństwa jest trwanie w zauroczeniu i szukanie osobistego szczęścia, musiałbym szukać nowej żony co trzy, cztery lata.

Kurs małżeński. Konflikt emocji

Odkryłem jednak, że aby rzeczywiście pozwolić Bogu dogłębnie mnie przemienić, muszę skoncentrować się na pracy nad samym sobą, zamiast próbować za wszelką cenę zmienić swoją żonę. Co więcej, zaryzykuję nawet stwierdzenie, że im twoja żona ma trudniejszy charakter, tym więcej masz okazji do duchowego wzrostu.

Podobnie jak ćwiczenia fizyczne muszą być wymagające, jeśli mają być skuteczne, może się okazać, że „ćwiczenia w budowaniu relacji” też muszą co jakiś czas „podnieść nam ciśnienie”, aby ujawnić prawdę o naszym sercu.

Jedną z rzeczy, która tak bardzo utrudnia „podążanie do przodu”, jest konflikt emocji. Madeleine L’Engle napisała krótki wiersz, który świetnie oddaje istotę tego konfliktu. Wiersz jest skierowany do Boga, ale myślę, że jego przesłanie można odnieść również do każdej osoby, którą kochamy:

Drogi Boże! Nienawidzę Cię. Z wyrazami miłości, Madeleine.

Czy kiedykolwiek doświadczyłeś tego frustrującego uczucia całkowitego zniesmaczenia i rozczarowania drugą osobą, zachowując jednocześnie pełną świadomością faktu, że ciągle tę osobę głęboko kochasz?

L’Engle uczciwie przyznaje się do tego, że jest sfrustrowana w relacji z Bogiem, jednak decydujące znaczenie mają ostatnie trzy słowa jej listu. Mimo że Bóg ją irytuje, ona wciąż deklaruje chęć zbliżania się do Niego. „Z wyrazami miłości” staje się wspólnym mianownikiem dla całej reszty uczuć. Nieważne, dlaczego Madeleine odczuwa w danym momencie irytację, nieważne, jak silna jest jej frustracja, ponieważ jej związek z Bogiem jest zbudowany na silnym, nienaruszalnym fundamencie – na miłości.

Na takim samym fundamencie powinny być zbudowane nasze małżeństwa. Nawet jeśli zdarzają się nam momenty złości, zdrady, frustracji i bólu, jesteśmy wezwani, by im się nie poddawać, lecz nieustannie zbliżać się do naszego małżonka, zmieniać się razem z nim i pozwalać naszej miłości przezwyciężać uczucie braku zainteresowania, irytacji, a nawet nienawiści.


Kurs małżeński. Proste zasady

Artykuł pochodzi z książki Garego Thomasa “Święte Małżeństwo”.

Patronem medialnym książki jest STACJA7.pl


Kurs małżeński. Proste zasady



Kurs małżeński. Po-święcenie



Kurs małżeński. Konflikt emocji



Gary Thomas

Zobacz inne artykuły tego autora >
Gary
Thomas
zobacz artykuly tego autora >

Kurs małżeński. Po-święcenie

Żyjąc w małżeństwie, zamiast wstawać na jutrznię o trzeciej nad ranem, jak czynią to mnisi w klasztorze, musisz podjąć decyzję, kto wstanie do dziecka, gdy trzeba mu będzie zmienić pieluszkę w środku nocy.

Gary
Thomas
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jest rzeczą bezsprzeczną, że „pierwszy papież”, czyli św. Piotr, był żonaty (Jezus nie mógłby przecież uzdrowić jego teściowej, gdyby Piotr nie miał żony!).

W Piśmie Świętym można jednak znaleźć również dowody na to, że już w I wieku młode wdowy składały śluby celibatu (por. 1 Tm 5,9–12). Od 110 r. n.e. celibatariusze mogli składać śluby podobne do przysięgi małżeńskiej. Z czasem nadano temu bardziej oficjalne ramy, przez co już w III w. coraz częściej zdarzały się śluby celibatu składane na resztę życia (tzw. śluby wieczyste). Od IV w. tego rodzaju ślubom towarzyszyła pełna oprawa liturgiczna.

Chociaż chrześcijaństwo wyrosło z judaizmu, czyli religii, w której małżeństwo uznaje się za obowiązek religijny (jeden z rabinów twierdził nawet, że nieżonaty mężczyzna nie jest w pełni mężczyzną), nie minęło dużo czasu, a wierzący małżonkowie zostali zepchnięci na daleki plan i zginęli gdzieś w wielowiekowych rozważaniach nad „teologią duchowości” (czyli nad tym, jak chrześcijanie wzrastają w swojej wierze, uczą się modlić i zbliżają się do Boga). Autorami większości klasycznych dzieł literatury chrześcijańskiej są osoby konsekrowane i to do nich były one kierowane. Małżonkowie mogli co najwyżej podejmować nieśmiałe próby dążenia do Boga w pojedynkę.

Myśli o tym, że można zbliżać się do Boga poprzez małżeństwo, nikt nigdy nie potraktował poważnie – wręcz przeciwnie, podkreślano konieczność podążania do Boga pomimo życia w małżeństwie.

Kurs małżeński. Po-święcenie

Wniosłem część tego bagażu do mojego małżeństwa, ale na szczęście już na wczesnym etapie odkryłem inną rzeczywistość. Pamiętam, jak pewnego dnia mój brat zadał mi parę pytań o to, jak to jest żyć w małżeństwie. Po chwili zastanowienia odpowiedziałem: – Jeśli chcesz bez ograniczeń służyć Jezusowi, nie żeń się. Małżeństwo zabiera dużo czasu. Jednak jeśli chcesz coraz bardziej upodabniać się do Jezusa, to nie mogę sobie wyobrazić lepszej drogi życiowej niż małżeństwo. W małżeństwie masz wyjątkową okazję pracować nad swoim charakterem, ponieważ napotykasz problemy, z którymi poza małżeństwem nigdy nie musiałbyś się zmagać.

Oczywiście Jezus żył w celibacie, więc stwierdzenie, że małżeństwo jest najlepszą drogą dla tych, którzy chcą się do Niego upodobnić, może się wydawać niedorzeczne. Jednak Jezus przecież również miał rodzinę i – jak zauważyła Betsy Ricucci – była ona centrum Jego życia w momencie, gdy z nieba odezwał się głos Boga Ojca: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie” (Mt 3,17). „Czym Jezus zasłużył sobie na taką pochwałę? Dotąd mieszkał przecież po prostu w domu rodzinnym, okazywał szacunek swoim ziemskim rodzicom i pomagał ojcu w codziennej pracy cieśli. Najwyraźniej to wystarczyło, by zasłużyć na pochwałę Boga”.

Życie rodzinne to z pewnością nie coś, z czego można się ot tak „wypisać”. Poza tym wystarczy już parę lat małżeństwa, by zauważyć, że cały ten nacisk na czystość w znaczeniu abstynencji seksualnej to lekka przesada. W gruncie rzeczy współżycie seksualne to zaledwie jeden z licznych aspektów życia małżeńskiego. Stanąłem przed ołtarzem jako pierwszy spośród moich najbliższych przyjaciół i pamiętam, że jeden z nich spytał mnie kiedyś, czy nadal może wpadać do nas bez uprzedzenia. – Lepiej najpierw zadzwoń – odpowiedziałem grobowym głosem, czym przyciągnąłem jego uwagę, a potem wypaliłem: – Wiesz, małżonkowie całymi dniami chodzą nago po domu! Niewiele brakowało, żeby mi uwierzył!

Tym, co naprawdę zmienia ludzi w małżeństwie, jest ciągła gotowość do poświęcenia się dla drugiej osoby – przez 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. To tygiel, w którym wytapia i kształtuje się charakter człowieka na wzór charakteru Jezusa Chrystusa. Żyjąc w małżeństwie, zamiast wstawać na jutrznię o trzeciej nad ranem, jak czynią to mnisi w klasztorze, musisz podjąć decyzję, kto wstanie do dziecka, gdy trzeba mu będzie zmienić pieluszkę w środku nocy.


Kurs małżeński. Proste zasady

Artykuł pochodzi z książki Garego Thomasa “Święte Małżeństwo”.

Patronem medialnym książki jest STACJA7.pl


Kurs małżeński. Proste zasady



Kurs małżeński. Po-święcenie



Kurs małżeński. Konflikt emocji


Gary Thomas

Zobacz inne artykuły tego autora >
Gary
Thomas
zobacz artykuly tego autora >