Nasze projekty
Pixabay

W tej pracy stawką jest życie

Dziś Światowy Dzień Pracowników Służby Zdrowia. To właśnie oni od ponad roku walczą z koronawirusem na pierwszym froncie. Są już u kresu wytrzymałości, a mimo to robią wszystko, by okazać dobroć i wsparcie pacjentom. Najlepiej znają ludzkie historie i tragedie, które rozgrywają się bezpośrednio na ich oczach. Pracują ponad swoje możliwości i są na skraju fizycznego i psychicznego wyczerpania.

Reklama

Praca w służbie zdrowia od zawsze wiązała się ze stresem i emocjonalnym obciążeniem. Jednak nigdy dotąd nie było aż tak ciężko. Już od ponad roku wiele polskich oddziałów i szpitali zamieniło się w jednoimienne, których głównym celem jest ratowanie zarażonych koronawirusem. Pandemia trwa, a pracownicy służby zdrowia każdego dnia walczą o zdrowie i życie pacjentów, którzy coraz częściej ciężko przechodzą zakażenie.

Pierwsza fala, trzecia fala – tak naprawdę dla mnie to żadna różnica. Od roku pracuję na maksymalnym trybie. Jest bardzo ciężko i nawet można powiedzieć nieco gorzej, bo pacjenci trafiają do nas w naprawdę ciężkim stanie, a co za tym idzie wymagają od nas bardziej specjalistycznej opieki. Nie wystarczą im antybiotyki, tylko są uzależnieni od tlenu, nie mają sił. Przedział wiekowy osób na naszym oddziale to 40-90 lat. To oznacza, że średnia spadła o co najmniej kilkanaście lat – powiedziała Aleksandra Lasota, pielęgniarka szpitala jednoimiennego w Starachowicach (woj. Świętokrzyskie).

Skarbnice ludzkich historii

Szpital to przede wszystkim skarbnica ludzkich historii i tragedii, które dzieją się na oczach personelu. Są takie, obok których nie sposób przejść obojętnie, które zapadają w pamięć i już na zawsze odbiją piętno na psychice pracowników. Szczególnie trudne są te sytuacje, kiedy zdrowi ludzie trafiają na oddział covidowy i z dnia na dzień słabną, a ich płuca są coraz bardziej zainfekowane.

Reklama
Reklama

Pacjentem, który odszedł tak naprawdę na naszych oczach, był 38-letni mężczyzna. Jego stan, kiedy przyjechał na oddział był stabilny, wymagał tlenoterapii, ale radził sobie z podstawowymi czynnościami. Był względnie samodzielny do momentu, kiedy w przeciągu trzech dni jego stan się znacznie pogorszył, a w trzeciej dobie został przeniesiony na OIOM i tam zmarł – powiedziała pielęgniarka.

Inną sytuacją, której nie byłam bezpośrednim świadkiem, usłyszałam ją w okołoodziałowych rozmowach, to historia 35-letniej kobiety, która w pierwszej dobie po porodzie zaraziła się COVID-em. Nie wiem, czy przeżyła, bo została przewieziona do innego szpitala. Tam, miała zostać podłączona pod płucoserce, ale nie mam pewności, czy udało się zrobić to na czas, miała zajęte 90% płuc – dodała.  

Kruchość życia

Pandemia pokazała, że wszystko na chwilę może się zatrzymać. Jednak o kruchości życia szczególnie przekonali się ci, którzy na co dzień obcują ze śmiercią oraz ci, którzy bezpośrednio się z nią zetknęli spędzając samotnie czas na oddziale covidowym. Wtedy towarzyszą im refleksje, które często doprowadzają do przemiany serc. 

Reklama
Reklama

Podczas tej pandemii, pracując w kombinezonie, odbyłem wiele rozmów z różnymi osobami. Wyszedłem z założenia, że oni w izolatkach też nie mają z kim pogadać. Zawsze starałem się chwilę czy dwie poświęcić tym chorym ludziom. Oni wtedy otwarcie mówili, że w pędzie życia byli trochę zatraceni i teraz są cały czas pod telefonem z rodziną i dziećmi, że jak tylko wyjdą ze szpitala, to będą chcieli coś zmienić w swoim życiu i więcej czasu poświęcić swoim najbliższym, swoim pasjom czy innym rzeczom, które im sprawiają radość – zauważa Piotr Kołodziejczyk, ratownik medyczny i student pielęgniarstwa. Na co dzień pracuje w oddziale ratunkowym i szpitalu jednoimiennym, jest też autorem instabloga mow.mi.siostro.

Bezradność

Tragedie, których świadkami są pracownicy szpitali, odbijają się na ich zdrowiu psychicznym. Na oddziałach covidowych pacjenci spędzają więcej czasu ze względu na reżim sanitarny i potrzebę izolacji. Co więcej, pielęgniarki i personel to właściwie jedyne osoby, z którymi chorzy mogą wymienić kilka zdań. Stąd ta wyjątkowa relacja, jaka tworzy się pomiędzy pacjentami a pracownikami.  

Czasami nie jesteśmy w stanie działać bez emocji. Jeżeli nie traktuję pacjentów jak numerki oddziałowe, to przez ich czas pobytu w szpitalu, jestem w stanie się do nich naprawdę przywiązać – tłumaczy Aleksandra Lasota.

Reklama

Epidemia mnie nauczyła pokory i pokazała, jak czasem niewiele zależy od nas, od naszej wiedzy czy nawet sprzętu. Jest to trochę poza naszym zasięgiem działalności i możliwości, zwłaszcza niektóre stany, w jakich pacjent się znajdzie – nie zawsze mamy na nie wpływ, robimy co w naszej mocy, a mimo to stan człowieka chorego na covid, młodego człowieka, niewiele się poprawia – dodał ratownik Piotr Kołodziejczyk.

Psychika na skraju wytrzymałości

Ciągły stres, praca pod presją czasu, której stawką jest życie to niezwykłe obciążenie dla pracowników służby zdrowia. Coraz więcej osób wymaga opieki psychologicznej i psychiatrycznej, bez której nie są w stanie pracować, a nawet funkcjonować.

Wiele osób z mojego grona, które są w podobnym wieku i pracują w szpitalu, nie dają sobie już rady. Tylko terapia psychologiczna jest w stanie im pomóc. Naprawdę bardzo wiele pielęgniarek i lekarzy z niej korzysta. Są granice wytrzymałości psychicznej, a stres w pracy odbija się także na relacjach z bliskimi – dodała młoda pielęgniarka.

Wdzięczność 

Dlatego tym bardziej pracownikom służby zdrowia należy się szczególna pomoc i szacunek. To właśnie oni w pandemicznych czasach często stają się jedynymi kompanami do rozmowy, czy pomocy przy najprostszych czynnościach. Wszędzie odwiedziny są zablokowane, a samotność doskwiera wszystkim chorym, nie tylko tym, przebywającym na oddziałach covidowych. 

Docenienie służby zdrowia opiekującej się pacjentami chorymi na COVID-19 na pewno nie może się  kończyć na zwykłym słowie „dziękuję”. Pomimo włożonego wysiłku fizycznego, większą rolę odgrywa wysiłek psychiczny. W przeciągu kilkunastu godzin dyżurów są oni nie tylko personelem, ale też jedynymi osobami, z którymi pacjent może mieć jakikolwiek kontakt. Docenić ich można na każdym kroku, zwłaszcza opowiadając kolejnym osobom nie tylko o samym COVIDZIE ale o tym, że ci ludzie są niezniszczalni w tym co robią – powiedział Maciej, młody pacjent który niedawno opuścił oddział covidowy. 

Niezbędna jest pomoc 

Pomoc niezbędna jest właściwie na każdym kroku. Jak wiadomo, brakuje aparatury medycznej, brakuje rąk do pracy, a przede wszystkim najczęściej brakuje po prostu odpowiedzialności. Najprostsze czynności takie jak: zachowanie dystansu, dezynfekcja rąk i noszenie maseczki, naprawdę mogą pomóc i pozwolić oddziałom na chwilę wytchnienia. 

Spróbujmy zrozumieć, że to są ludzie zasługujący na miano „gwardii narodowej”. Właśnie dla nich, dla ich włożonego trudu powinniśmy w tych czasach wykazać się odpowiedzialnością, którą możemy wyrazić między innymi poprzez przestrzeganie reżimu sanitarnego. Dajmy pracownikom do zrozumienia, że są dla nas prawdziwym wzorem. Właśnie dlatego pamiętajmy o nich w modlitwie, by nigdy nie zabrakło im sił do walki o nasze zdrowie i życie – dodał wdzięczny pacjent. 

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę