Nasze projekty
fot. Chensiyuan/ Wikimedia

Kuba Błaszczykowski: Pan Jezus starał się wybaczać

Kuba Błaszczykowski to jeden z najbardziej lubianych przez kibiców piłkarzy. Dziś obchodzi swoje 36. urodziny. Za sobą ma traumatyczną przeszłość, z którą każdego dnia próbuje się rozliczyć. Pomaga mu w tym wiara w Boga i samodyscyplina, której uczył się przez lata. Jak wyglądała jego droga na piłkarski szczyt?

Reklama

Kuby dzieciństwo nie należało do najłatwiejszych, a wręcz można powiedzieć, że momentami bywało tragicznie. Truskolasy – to miejsce, z którego pochodzi Kuba Błaszczykowski. To tam ma początek jego historia. Gdy miał 11 przeżył prawdziwy dramat. Widział, jak jego ojciec zadał cios matce nożem. Jak się potem okazało, rana była śmiertelna. Wtedy stracił oboje rodziców – ojciec trafił za kratki, a mama odeszła.

Dojrzałem już do tego, aby o tym mówić. To był temat, o którym chciałem zapomnieć. Mój świętej pamięci wujek powiedział mi, że Jezus starał się wybaczyć. To jest najcięższa rzecz, jaka może się przytrafić. Usłyszałem to, gdy miałem 16 lat, teraz inaczej podchodzę do tych słów. Wiem, że nigdy tego nie zrozumiem i do końca życia zostaną w mojej głowie pytania: dlaczego? Nie wiem, czy kiedykolwiek poznam odpowiedź, ani nie jestem gotowy, by ich szukać. Cały czas ktoś jest ze mną, cały czas ktoś nade mną czuwa. Często miałem takie sytuacje, gdy czułem, że opatrzność mamy jest nade mną – mówi Kuba.

Babcia największym wsparciem

Kuba podkreśla, że ta historia stała się dla niego prawdziwą traumą. Długo nie mógł pozbierać się z tym, co widział, czego doświadczył. A przede wszystkim z tym, że jego ukochanej mamy nie ma przy nim. Nie widziała, jak dorastał i jak stawał się jednym z najlepszych piłkarzy w kraju. Podkreśla, że podniesienie się z tragedii zawdzięcza swojej babci.

Reklama
Reklama

Nie wiem, co by było gdyby nie było mojej babci. Ona odegrała ogromną rolę w moim życiu. Staram się, aby dawać jej powody do dumy. Staram się jej odpłacać za to, co ona dla nas zrobiła, kiedy potrzebowaliśmy pomocy. Tamten moment w moim życiu odmienił je o 180 stopni. Wtedy zacząłem inaczej żyć – tłumaczy.

To tak, jakby stracić sens życia

Ciężko wyobrazić sobie, co działo się w psychice młodego chłopca, którego pozbawiono miłości matki i to w taki sposób. Musiał mu towarzyszyć żal, smutek, ale także złość, w końcu to jego ojciec zabił. Ciężko mi było, do tej pory zresztą jest. Tej najważniejszej osoby nie ma. Będę szczęśliwy, ale zawsze rysa w moim sercu będzie. Nie da się od tego uciec – tłumaczy Błaszczykowski.

Kubie i jego bratu nie było łatwo wrócić do rzeczywistości. Przez kilka miesięcy nie wyszli nawet, by zagrać w piłkę. Jednak nie poddali się, a to wszystko dzięki – jak podkreśla piłkarz – zasłudze bliskich. To tak, jakbyś stracił sens życia. Wróciłem na boisko dzięki wujkowi, babci i dzięki samozaparciu. Gdyby to wszystko nie zgrało się w jedną całość, historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej – dodaje.

Reklama
Reklama

Mama nade mną czuwa

Jestem religijny, babcia nas tak wychowała. Wierzę w życie pozagrobowe. Ostatnio czytałem taką książkę „Nostalgia Anioła”. Dała mi dużo do myślenia. W życiu przeżyłem dużo sytuacji, gdzie rzeczy martwe, tak jakby dawały mi do zrozumienia, że coś się z nimi dzieje. To był dla mnie znak, że mama nade mną czuwa – mówi Kuba.

Dodaje, że nigdy nie zapomina tego wszystkiego, co mama dla niego zrobiła. Mimo, że krótko mógł nacieszyć się jej fizyczną bliskością, wciąż czuje jej obecność i dziękuje za to, co ma. Wie, że bez niej, by tego nie osiągnął. Nie zapominam o tym, co mama dla mnie zrobiła, że zawsze chciała, żebym grał w piłkę. Gdyby nie ona, nie byłoby mnie na tym świecie. Dedykuję jej każdą bramkę, każdy sukces, który osiągam.

Miło, gdy ktoś na ciebie czeka

Kuba dziś tym bardziej docenia, że ma rodzinę, że ma dokąd wracać. Ze zgrupowań, z Dortmundu zawsze chętnie wracał do Polski – tam, gdzie jego dom, gdzie zawsze ktoś na niego czekał. Dziś wciąż cieszy się każdą chwilą spędzoną w rodzinnym domu, jednak nie musi już tak tęsknić za Polską, bowiem obecnie wrócił do korzeni i jest piłkarzem Wisły Kraków.

Reklama

Chętnie wracam do domu rodzinnego. Babcia czeka i piecze ulubione mielone. Zawsze miło się robi człowiekowi, jeśli wie, że ktoś na niego czeka – tłumaczy.

Trzeba walczyć!

Chciałbym pokazać i dać jakiś przykład osobom, które mają za sobą jakieś osobiste tragedie – żeby się nie poddawać. Żeby iść cały czas do przodu, nawet jak się upadnie – trzeba powstać i iść dalej. Nawet, jeśli plany się załamią, człowiek myśli, że życie nie ma sensu – to trzeba dalej walczyć. Po to jest życie, żeby z niego korzystać, a nie po to, żeby sobie je odbierać – mówi Błaszczykowski.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę