Nowa Propaganda

"Nikogo nie chcemy nawracać ani mówić jak ma żyć." Rozmowa z Michałem Małkiem i Marcinem Ziemniczakiem, założycielami zespołu Propaganda Dei.

Czy dziś trudno być chrześcijaninem? Stereotyp mówi, że to agresywna staruszka w moherowym berecie.

Michał Malek: Dziwactwa odstraszają. Ale gdy ludzi widzą osoby pozytywnie nakręcone, które nie próbują ich zbawić na siłę, wtedy zmieniają negatywne nastawienie. Trzeba pamiętać, żeby swoją religijnością nie maltretować innych.

Marcin Ziemniczak: Gdy po pewnym czasie na koncercie mówimy, że Michał jest księdzem, nikt nie może uwierzyć, ale gdybyśmy powiedzieli to na początku, połowa sali by wyszła, nawet nie słuchając piosenek. Stereotypy są wszędzie: lekarze biorą łapówki, blondynki są głupie, a katechetki to dewotki. Raz pojechałem zaprosić chrzestnego na ślub. Przy stole siedzi dwadzieścia osób, rozmawiamy. „A co ty robisz?” – ktoś pyta. Odpowiedziałem, że pracuję w szkole. Zaczęły sypać się żarty o katechetach. Przez kwadrans opowiadano różne śmieszne historie, aż w końcu ktoś mnie dopytał, czego uczę. Gdy powiedziałem, że religii, nie mogli uwierzyć.

Polska jest dziwnym krajem, w którym ludzie nie są do końca szczerzy. Przygotowuję dzieci do komunii. Na 60 może troje chce naprawdę przyjąć sakrament, a reszta robi to, bo tak wypada. Albo dlatego że dostanie PSP i będzie mogła obcinać głowy podczas grania w GTA. Ludzie boją się powiedzieć „nie”. Widziałem wrażliwą dziewczynę na pielgrzymce, która chowała kotlet pod ziemniakami, bo bała się przyznać babci do wegetarianizmu.

Co roku za wiarę ginie 100 tys. chrześcijan. Ostatnio w Internecie można było zobaczyć, jak muzułmanie podpalają kościół z zamkniętymi dzieciakami. Oczywiście, partyzantka jest i po tej, i po tamtej stronie. Ludzie są fanatyczni, a świat nie pomaga w byciu chrześcijaninem.

Czy nazywając swój zespół Propaganda Dei, inspirowaliście się płytą 2Tm2,3 o tym właśnie tytule?

Marcin Ziemniczak: Tak. Gdy powiedzieliśmy o tym Litzy [Robert Friedrich – lider 2Tm2,3 – dop. red.], pobłogosławił nam. Na początku gdy wpisywało się w wyszukiwarkę frazę „Propaganda Dei”, wyskakiwał Tymoteusz. Od kilku lat jest inaczej.

Zespoły powstają zwykle w jednym środowisku, dzielnicy czy mieście. W Propagandzie gra dziewięć osób i niemal każdy jest z innego miasta. Jak to się stało?

Michał Malek: To skomplikowana historia. Stały skład mamy od dwóch lat i są to ludzie mocno zaangażowani, przyjacielscy, myślący podobnymi wartościami i dobrzy muzycy. Najdłużej – bo aż 15 lat – znamy się z Marcinem. Zwróciłem się więc do niego: „To co, robimy zespół? Teraz jest najlepszy czas. Pytanie, kogo bierzemy”. Chcieliśmy, żeby grali z nami ludzie podchodzący do tego zawodowo. Na początku nie zawsze się to udawało. Przychodzili, odchodzili. Z pierwszego składu jest Dawid Słowiński, który gra na trąbce, Tomek Lewandowski, basista, Marcin i ja. W końcu Pan Bóg dał takich ludzi, z którymi można wszystko osiągnąć.

Poznaliście się w zakonie?

Marcin Ziemniczak: Chcieliśmy wcześniej, ale nie wyszło.

Michał Malek: Gdy poznaliśmy się w 1998 roku, nie umiałem grać na gitarze. To Marcin pokazał mi pierwsze akordy.

Marcin Ziemniczak: Spotkaliśmy się po trzech latach i okazało się, że Michał gra lepiej ode mnie.

Kiedy postanowiliście grać razem?

Michał Malek: Działałem w Koninie drugi rok i pomyślałem, że za chwilę będę miał zmianę. Pojadę na peryferia Kamczatki, gdzie nie będzie prądu, samochodów i nikogo z kim można byłoby pograć. Marcin mieszkał obok, mieliśmy salkę muzyczną, nie było więc na co czekać. Zeszliśmy się i zadaliśmy sobie pytanie, co będziemy grać. No, lubimy jazz i klasykę, ale tego grać nie umiemy.

Marcin Ziemniczak: A-moll i G-dur to reggae.

Michał Malek: Lubimy reggae i rocka, więc spróbowaliśmy. Od początku chcieliśmy, żeby w naszym graniu ważny był przekaz. Skoro jesteśmy już w wieku przekwitania, róbmy coś poważnego, ale żeby to nie była ewangelizacja na zasadzie „Alleluja, Bóg cię kocha”, bo to infantylne. Mamy się dobrze bawić i w paru słowach powiedzieć o bliskich nam wartościach. Nikogo nie chcemy nawracać ani mówić jak ma żyć.

Marcin Ziemniczak: Wtedy pomyśleliśmy, że co z nas za zespół , skoro niczego nie mamy. Michał zadzwonił do Litzy, u którego następnie w studiu nagraliśmy płytę. I tak to się zaczęło.

We dwóch śpiewacie i piszecie teksty. Podwójny lider.

Michał Malek: W zespole musi być motor, który wszystkim kieruje, bo jeden chce jazz fusion, drugi disco polo, a trzeci jeszcze coś innego.

Marcin Ziemniczak: Na początku moja żona powiedziała tylko jedno: mam nadzieję, że nie będziesz śpiewać. Iza jest bardzo krytyczna wobec naszego grania. Jeśli coś jest źle, nie owija w bawełnę. Nie chce, żeby z męża robili głupka. Dlatego Michał zawsze pyta, co powiedziała Iza. Nie piszemy tekstów na zamówienie. Ciężko nam przychodzi pisanie o czymś, o czym nie mamy pojęcia. Przekazujemy to, co myślimy.

Przygotowujecie się do nagrania kolejnej płyty?

Michał Malek: Na razie zbieramy materiał. Na pewno więcej czasu poświęcimy nowym piosenkom po letnich koncertach, gdy będziemy mieć więcej czasu. Nowa płyta ma być zupełnie inna, dlatego nie chcemy się spieszyć, bo pośpiech to zły doradca.

Marcin Ziemniczak: Ja tak dużo słucham reggae, że moja żona jest załamana, bo ona lubi o wiele więcej gatunków. Stylistycznie reggae jest punktem wyjścia, ale nie jesteśmy jego niewolnikami. Nawet sam nie wiem, jak nazwać to, co gramy. Roots reggae, polish reggae czy Warta Jamaika song? Nowe numery pokazują, że idziemy do przodu. Jeszcze sami nie wiemy, dokąd dojdziemy, ale już wiemy, że nie wydamy trzeciej podobnej płyty.

Jakie macie plany?

Michał Malek: Chcemy się rozwijać muzycznie, cały czas dużo pracujemy nad techniką. Nie chodzi nam o karierę, choć fajnie gdy ktoś po koncercie podejdzie i nas pochwali albo gdy widzimy ze sceny, że nasza muzyka wywołuje emocje.

Marcin Ziemniczak: Zaczynaliśmy w światku chrześcijańskich, ale cieszymy się także, gdy doceniają nas ludzie także spoza tego środowiska. Niedawno zauważyli nas chłopaki z „Free Colours”. Recenzent napisał, że nie siedzi w takich klimatach, a nawet ich nie lubi, ale poleca naszą płytę, bo jest po prostu dobra.

Michał Malek: Chcemy grać do samej śmierci i – daj Panie Boże – w tym samym składzie.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Będzie BOSKO! Święto młodzieży, misji i wolontariatu

Już 6 lipca na terenie krakowskiego Parku Edukacji Globalnej „Wioski Świata” przy ulicy Tynieckiej 39 niecodzienne wydarzenie. Do Krakowa zostaną przewiezione relikwie św. Jana Bosko, genialnego wychowawcy i patrona młodzieży. Wydarzeniu będzie towarzyszyć całodzienne świętowanie – koncerty zespołów, spektakle teatralne, pokazy tańców i akrobacji, a także tworzenie wielkich rozmiarów Boskiego Graffiti. Kilkanaście różnych organizacji wolontaryjnych będzie prezentowała swoją działalność poprzez różnorodne warsztaty. Nie zabraknie okazji do modlitwy, adoracji i spowiedzi.

Będzie BOSKO! Święto młodzieży, misji i wolontariatu

Peregrynacja relikwii jest częścią światowego przygotowania salezjanów do dwusetnej rocznicy urodzin ich założyciela w 2015 r. Św. Jan Bosko żył w XIX wieku w Turynie i całe swoje życie poświęcił wychowaniu młodych ludzi. Pomagał im zdobyć zawód, znaleźć pracę oraz – przede wszystkim – rozwijać się duchowo. Aby dotrzeć do młodych ludzi posługiwał się muzyką, sztukami teatralnymi, sportem oraz różnego rodzaju zabawami. Został kanonizowany w roku 1929, a ogłoszony świętym w roku 1934. Jego styl wychowania i duszpasterstwa kontynuują założone przez niego zgromadzenia zakonne salezjanów i salezjanek oraz inne grupy przynależące do Rodziny Salezjańskiej, które pracują w ponad 130 krajach na całym świecie. Salezjański Wolontariat Misyjny „Młodzi Światu”, główny organizator Boskiego Dnia, jest jedną z tego rodzaju instytucji.

Relikwiarz, który będzie można zobaczyć w Krakowie, to figura wiernie oddająca postać świętego. Zostały w niej umieszczone relikwie – część prawego przedramienia. To prawą ręką ksiądz Jan Bosko między innymi witał się, ale także błogosławił oraz, czyniąc znak krzyża w imieniu Chrystusa, odpuszczał grzechy w sakramencie pokuty.

Boski Dzień rozpocznie Msza Święta oraz świadectwa wolontariuszy, którzy pracowali w krajach misyjnych. Uczestnicy będę wspólnie modlić się, aby nigdy nie zabrakło ludzi chętnych pomagać innym. Przyjrzą się postaci Św. Jana Bosko oraz metodom, za pomocą których docierał do serc wielu młodych ludzi. Nie zabraknie też aspektu misyjnego duchowości salezjańskiej – m.in. w trakcie imprezy będzie powstawało wielkich rozmiarów Boskie Graffiti przedstawiające sceny z życia księdza Bosko i pracę salezjanów na różnych kontynentach. Ale misje to nie tylko  Ameryka Południowa oraz Afryka. Również tu, na miejscu, w Polsce, potrzeba ludzi, którzy będą otwarci na potrzeby innych i będą hojnie dzielić się z nimi swoim czasem. W czasie Boskiego Dnia na terenie Parku Edukacji Globalnej będzie miał miejsce Festiwal Wolontariatu. Udział obowiązkowy dla tych, którzy chcą porozmawiać z przedstawicielami licznych stowarzyszeń oraz organizacji z Krakowa i okolic oraz dowiedzieć się, jak mogą pomóc innym. Ważnym elementem dnia będzie muzyka. Nie zabraknie koncertów bębniarzy, pokazów tańca z różnych kontynentów, spektakli oraz konkursów. Około godziny 16, gdy relikwie opuszczą teren parku na scenie wystąpią m.in. Play & Pray, Soul’n’Voices, Łobuzy Jezusa oraz Małgorzata Hutek.

Program Boskiego Dnia: http://boskidzien.swm.pl


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas