Zdjęcie ilustracyjne | Fot. Freepik

Usłyszała głos: „Moje dziecko: Wstań i chodź”. Niezwykłe historie uzdrowienia dwóch Barbar

"Jako chrześcijanin zasadniczo wierzyłem w cuda, ale tak naprawdę nie spodziewałem się, że je kiedyś zobaczę. I właśnie wtedy poznałem pierwszą z dwóch Barbar, których doświadczenie chciałbym opisać" - pisze Craig S. Keener w książce "Cuda dzisiaj. Nadprzyrodzone działanie Boga we współczesnym świecie".

Reklama

Gdy byłem ateistą, nie wierzyłem w cuda. Po nawróceniu poprzez spektakularne spotkanie z Duchem Świętym, zrozumiałem, że Bóg może działać w sposób niewidzialny, duchowy, ale nie spodziewałem się, że potrafi On dokonywać też czegoś, co jest fizycznie dostrzegalne.

Barbara z domu opieki

Po moim pierwszym roku w college’u pomagałem w studium biblijnym w Rose Lane Nursing Home w Massillon w stanie Ohio. Każdego tygodnia słyszałem tam, jak Barbara – starsza kobieta przykuta do wózka inwalidzkiego – lamentowała: „Chciałabym móc chodzić! Chciałbym móc chodzić!”. Zwykle staraliśmy się unikać sytuacji tak kontrowersyjnych, jak modlitwa o uzdrowienie kogoś obecnego wśród nas. Ale pewnego tygodnia nasz lider studiów biblijnych i jednocześnie student Fuller Theological Seminary, mężczyzna w średnim wieku o imieniu Don, miał serdecznie dość. Zeskoczył ze swojego krzesła i ruszył w kierunku Barbary. „Nie mogę już tego słuchać” – stwierdził, po czym złapał ją za rękę. „W imię Jezusa Chrystusa nakazuję ci powstać i chodzić!”.

Jeśli wiara w jakiś sposób determinuje nasze postrzeganie rzeczywistości, to ja tego wieczoru bynajmniej nie byłem skłonny widzieć w tym oznak Bożego działania. Spanikowany spodziewałem się, że Barbara upadnie na podłogę, być może kontuzjowana, a dom opieki zabroni nam prowadzenia dalszych studiów biblijnych. Co więcej, wyraz twarzy Barbary wyrażał to, co i ja czułem: całkowite przerażenie. Kiedy opowiadam tę historię dzisiaj, dodaję, że jeśli czyjaś pewność siebie może leczyć zaburzenie czysto psychosomatyczne, to niewątpliwie Barbara była krańcowo daleka od autosugestii. Ja jeszcze dalej.

Reklama
Reklama

A jednak Don oprowadzał Barbarę po pokoju, trzymając ją za rękę. Na początku dreptała ostrożnie, całkowicie zdumiona tym, co się działo. Po tym, jak Don oprowadził ją wokół pomieszczenia, poprosiła go, aby pozwolił jej usiąść, więc odprowadził ją z powrotem na wózek inwalidzki. Usiadła wciąż zdezorientowana, próbując zrozumieć to, co się stało. Jednak jej nowo odkryta zdolność okazała się nie być tylko chwilowym efektem przeżywanych emocji. Od tego dnia Barbara przychodziła na studium biblijne każdego tygodnia, początkowo dla bezpieczeństwa trzymając się chodzika, ale wkrótce już dumnie bez niego – upewniwszy się, że teraz naprawdę może chodzić całkowicie sama. Odtąd Barbara zawsze deklarowała: „Uwielbiam to studium biblijne! Uwielbiam to studium biblijne!”.

Barbara odesłana do domu po śmierć

Pozwólcie, że opowiem wam teraz o innej Barbarze – Barbarze Cummiskey. Kiedy była nastolatką, lekarze zdiagnozowali u niej stwardnienie rozsiane (SM). Choroba ta miewa łagodne oblicze, jednak w jej przypadku pokazała to straszniejsze. Stan Barbary szybko się pogarszał. Pewnego dnia kobieta wyjrzała przez szpitalne okno. Z całego serca pragnęła być zwykłą osobą, zdolną do prowadzenia pojazdów i normalnego życia. Jednak o wiele bardziej pragnęła kochać Pana. To On nadawał sens jej życiu.

Barbara żyła podłączona do specjalnych maszyn. Ponieważ jej jelito nie działało, dr Adolph zalecił podłączenie zewnętrznej aparatury. Kolejna maszyna pomagała jej oddychać. Ponieważ nie mogła przełykać, karmiono ją przez sondę.

Reklama
Reklama

Barbara potrzebowała tak wiele opieki, że kiedy przebywała w domu, pielęgniarka lub jej asystentka towarzyszyła jej przez większość czasu. Według jej własnych słów, leżała w tym okresie zwinięta jak rogalik. Stopy tej młodej kobiety, wykręcone, nie mogły spocząć płasko na podłodze – nawet gdyby ktoś próbował ją podtrzymywać. Jej ramiona przylegały mocno do klatki piersiowej; zazwyczaj, gdy ktoś próbował odciągnąć jedno z nich od ciała, ono automatycznie przywierało z powrotem do klatki piersiowej. Dłonie pokryte martwym naskórkiem zwijały się do wewnątrz, z wyjątkiem sytuacji, gdy od czasu do czasu ktoś je otwierał w celu umycia.

Nie mogąc wyswobodzić się z pozycji precla, a nawet normalnie oddychać, Barbara czuła się uwięziona we własnym ciele. Teraz, w szesnastym roku pogarszania się stanu zdrowia, lekarze po raz ostatni odesłali ją ze szpitala do domu. Z żalem ostrzegli rodziców: „Jest mało prawdopodobne, że przeżyje wystarczająco długo, abyśmy mogli ją tu ponownie zobaczyć”.

Głos

Przez ponad cztery lata Barbara nie mogła nawet odwiedzić swojego kościoła w Wheaton w stanie Illinois. Niemniej jednak w tym okresie jej duszpasterz odwiedzał ją codziennie. W niedzielę Pięćdziesiątnicy, 7 czerwca 1981 roku, dwóch przyjaciół z jej kościoła przyszło do niej po porannym nabożeństwie. Tym razem pojawili się obładowani kartkami i listami, nieco wcześniej bowiem ktoś zadzwonił do lokalnej chrześcijańskiej stacji radiowej WMBI i przekazał prośbę o modlitwę za nią. Za pośrednictwem wspólnoty otrzymała tego dnia 450 listów.

Reklama

Kiedy przyjaciele zaczęli jej czytać ową korespondencję, kobieta usłyszała nagle donośny, autorytatywny głos dochodzący do niej zza lewego ramienia: „Moje dziecko: Wstań i chodź”. Ożywiła się. Ponieważ ze względu na rurkę oddechową mogła mówić tylko wtedy, gdy ktoś zatkał jej otwór w krtani (a robiono to za każdym razem, gdy wyglądała na poruszoną), jej przyjaciele to dokładnie zrobili. „Bóg właśnie mi powiedział, żebym wstała i chodziła” – westchnęła. Oni zdziwili się, ale Barbara nalegała. „Idźcie po moją rodzinę!” – rozkazała energicznie. Czując ekscytację dziewczyny, wybiegli z pokoju, aby znaleźć jej najbliższych.

Przynaglenie w sercu Barbary nagle stało się zbyt intensywne, by czekać na ich powrót. Normalnie dwóm osobom wyciągnięcie jej z łóżka zajęłoby około dwóch minut. Trzeba by ją położyć najpierw na specjalną deskę, a potem przesadzić na krzesło. Ale teraz kobieta nie miała czasu zastanawiać się, co potrafi robić, a co jest dla niej niemożliwe. Energicznie podniosła się w kierunku głosu. Równie szybko znalazła się w pozycji stojącej. Jej stopy, dotąd zbyt zdeformowane, by mogła założyć pantofle, teraz spoczywały płasko na ziemi. Zauważyła też, że obie dłonie ma rozluźnione, jak u wszystkich zdrowych ludzi. Uderzyło ją to, że w ogóle widzi własne ręce i stopy – co oznaczało, iż nie była już niewidoma! Wkrótce odłączyła rurkę tracheotomijną od zbiornika tlenu i za pomocą agrafek przymocowała worki cewnikowe do ubrania.

Wieści się rozchodzą

Nazajutrz Barbara wybrała się do lekarza. Doktor Marshall opowiada o swoich uczuciach, jakie towarzyszyły mu, kiedy na korytarzu swojego gabinetu po raz pierwszy zobaczył idącą w jego kierunku Barbarę. „Myślałem, że widzę zjawę! Oto moja pacjentka, której nie dawałem szans na przeżycie kolejnego tygodnia, stała przede mną całkowicie zdrowa”.

Przez następne trzy i pół godziny przyglądał się jej praktycznie każdy lekarz będący tamtego dnia w pracy. Z relacji doktora Marshalla wynika, że żaden z jego kolegów „nigdy wcześniej nie widział czegoś podobnego”. Zdjęcia rentgenowskie wykazały, że nawet jej zapadnięte płuco nie było już uszkodzone. Marshall usunął wszystkie rurki, które można było usunąć bez operacji. Barbara tak relacjonuje jego reakcję: „Będę pierwszą osobą, który ci to powie: Jesteś całkowicie uzdrowiona. Mogę również stwierdzić, że z medycznego puntu widzenia to niemożliwe”. Doktor Adolf zauważył, że „jej oddech był normalny. Wszystkie części przepony funkcjonowały normalnie”. Jej jelito teraz działało, jak należy; jej jedyny obecnie problem zdrowotny wiązał się z pewnymi komplikacjami związanymi z tym nowym zabiegiem.

W tym samym tygodniu WMBI wyemitowało jej świadectwo. Po pewnym czasie jej historię opowiedziały także „Chicago Tribune”, niektóre stacje telewizyjne oraz liczne czasopisma i książki. Po tym wszystkim doktor Marshall powiedział Barbarze: „Teraz możesz wyjść i żyć swoim życiem”. Tak też zrobiła – żyje już około czterech dekad bez nawrotu choroby. Doktor Marshall uznał jej przypadek za swój „rzadki przywilej obserwowania ręki Bożej dokonującej prawdziwego cudu”. Doktor Adolph dodaje, że Barbara zdecydowała się na podjęcie studiów w dziedzinie technologii chirurgicznej w szpitalu, „a nawet pomogła mu w kilku prostszych operacjach. Zarówno Barbara, jak i ja wiedzieliśmy, kto ją uzdrowił”.

Pewnego dnia, gdy pod jej dom zajechał dostawca tlenu, sama otworzyła mu drzwi i powitała szerokim uśmiechem. Był zszokowany: odtąd jego towar nie był tu już potrzebny!

To zaledwie początek

W grudniu 2015 roku po raz pierwszy przeprowadziłem wywiad z Barbarą Cummiskey-Snyder. Mimo że minęło wiele lat od jej uzdrowienia, Barbara wciąż była podekscytowana, gdy dzieliła się swoją historią. W tym czasie również dr Adolph osobiście potwierdził swój raport, podając dodatkowe szczegóły. Inny lekarz pracujący z dr Scott Kolbaba także zaświadczył o prawdziwości tego przypadku; przysłał mi nawet swoją książkę zatytułowaną Physicians’ Untold Stories (Nieopowiedziane historie lekarzy). Zawiera ona relacje dwudziestu sześciu lekarzy o różnego rodzaju nadprzyrodzonych uzdrowieniach, których byli świadkami, w tym świadectwo doktora Marshalla o uzdrowieniu Barbary.

Historia pierwszej Barbary może być takim przypadkiem: niewierzący może uznać taką relację za interesującą anomalię, która jedynie „zdarzyła się” podczas modlitwy. Będzie podejrzewał, że w rzeczywistości Barbara już wcześniej mogła chodzić, ale o tym nie wiedziała, a Don po prostu miał szczęście, kiedy nakazał jej powstać w imieniu Jezusa. Takie myślenie wydaje mi się nieporozumieniem, ale niektórzy wolą tworzyć sobie tego typu wyjaśnienia, niż zaufać Bogu, który czasami działa w sposób nieoczekiwany. Historia drugiej Barbary, kobiety niezdolnej do chodzenia, ale całkowicie uzdrowionej pod wpływem Bożego wezwania, wydaje się trudniejsza do wyjaśnienia w takich kategoriach.

Fragment pochodzi z książki Craiga S. Keenera „Cuda dzisiaj. Nadprzyrodzone działanie Boga we współczesnym świecie”

Craig S. Keener
„Cuda dzisiaj. Nadprzyrodzone działanie Boga we współczesnym świecie”

Światowej sławy biblista udowadnia, że cuda podobne do tych, które opisuje Nowy Testament, dzieją się także tu i teraz! Czy nadprzyrodzone działanie Boga, o którym czytamy na kartach Ewangelii i Dziejów Apostolskich, rzeczywiście można odnaleźć we współczesnym, racjonalnym i sceptycznym świecie? Profesor Craig S. Keener z ogromną wnikliwością i rzetelnością przedstawia przekonujące dowody na to, że cuda, które opisywali pierwsi chrześcijanie, ponad wszelką wątpliwość wydarzają się dzisiaj i to naprawdę często. Opisuje kilkaset przypadków z XX i XXI w., które zostały starannie udokumentowane i potwierdzone przez lekarzy.
KUP KSIĄŻKĘ>>>

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę