Na Boga to Polacy! Irka Kowalska i Czarny Jaś

Jedni z tych, którzy podczas powstania powiedzieli sobie sakramentalne tak

Karolina
Lizurej
zobacz artykuly tego autora >

Irka Kowalska i Czarny Jaś Wuttke byli wśród tych, co wraz z Andrzejem Morro przebili się ze Starówki do Śródmieścia – jedni z tych, którzy podczas powstania powiedzieli sobie sakramentalne tak. Takich jak oni było ok. 250 – średnio cztery śluby na każdy dzień powstania. Prowizoryczne ceremonie, gdzie obrączkę zastępował kawałek drutu, a świadek ginął w drodze ugodzony odłamkiem. Część par przetrwała powstańczą zawieruchę i wspólnie dotrwała starości, jak Bolesław Biega ps. Pałąk i Alicja Trautler ps. Jarmuż – bohaterowi najsłynniejszego ślubu – uwiecznionego przez Eugeniusza Lokajskiego na serii zdjęć.

Po wojnie wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych. Bolesław – obecnie Bill ma konto na Facebooku, gdzie na fotografiach jako sędziwy pan z uśmiechem pozuje na tle warszawskiego Muzeum Powstania, albo… z nagim torsem prowadzi własną łódź motorową.

Historia państwa Wuttke zamyka się w granicach Powstańczej epopei. Małżeństwo trwało dwa tygodnie, a wesele jak na tamte warunki bogate – krupnik jęczmienny, chleb, kluski z miodem.

Odbywało się w szkolnej sali, ławka dla młodej pary przybrana była nasturcjami.

liz west

Irka Kowalska była dziewczyną o trudnym charakterze – samotniczka, piekielnie inteligentna i rzeczowa. Ciężka we współżyciu – bezlitośnie krytykowała otoczenie, ale dla siebie była najbardziej surowa. Dopiero na obozach harcerskich Irka rozkwitała, stawała się pogodna, wesoła. Była bardzo wytrzymała, znakomicie chodziła z ciężkim plecakiem, do którego brała rzeczy słabszych koleżanek. Zanim poznała Janka, zaręczyła się z kolegą ze studiów – Januszem Siedleckim. Zaraz na początku wojny narzeczony trafił do Oświęcimia. Krótko przed wybuchem powstania dostała od niego list i paczkę – „znaliśmy się rok, nie widzieliśmy się cztery lata (…) rozumiem Cię i nie chcę żeby nasza dziecinada i przyrzeczenie Cię krępowały”. W paczce był wojskowy płaszcz Janusza w którym walczył jako podchorąży w obronie Modlina. W powstaniu uszyto z niego furażerki. Kiedy Irka swoją utraciła, uznała to za zły znak.

Matka Irki wspomina: Wśród tych emocji wojennego życia przyszła miłość. Pewna jestem, że właściwie ta druga miłość była dopiero jej prawdziwym uczuciem. Była to bowiem jednocześnie najprawdziwsza, mocna przyjaźń. Irka z chłodnej i zamkniętej zmieniała się w tkliwą i łagodną. Straciłem wszystkich swoich przyjaciół.. Irka jest mi tak potrzebna – mówił Czarny Jaś.

SS-mani z brygady Dirlewangera maszerujący przez Wolę w kierunku Śródmieścia, źródło: wikipedia

1 sierpnia matka Irki Kowalskiej przygotowała wczesny obiad. Stawili się Irka i Jaś. Na młodszą siostrę – Marynę – sanitariuszkę czekano na próżno. Cztery dni później oboje są świadkami dramatycznych wydarzeń na Woli – Niemcy palili i mordowali. Na widok umundurowanych żołnierzy z biało-czerwonymi opaskami ktoś histerycznie krzyczał: – Zbrodniarze! To wasza wina! Ktoś inny im błogosławił. Na początku sierpnia w tzw. rzezi Woli zginęło od 38 do 65 tysięcy ludności cywilnej. Eksterminacja mieszkańców dzielnicy to bezpośredni rozkaz Hitlera.

Czarny Jaś i Irka nie wierzyli w zwycięstwo powstania. Zbyt twardo stąpali po ziemi. To było ich tragedią – pisze Matka Irki. Przewidując klęskę, jednocześnie nie widzieli innego wyjścia. Rozumieli, że powstanie jest wynikiem ich dotychczasowej pracy – pięknej i słusznej.

Powstanie miało trwać kilka dni i zakończyć się zwycięstwem. Nie przewidziano tragedii ludności cywilnej. Czarny Jaś wraz z kolegami z Szarych Szeregów powołali Wojskową Służbę Społeczną, które niosła pomoc ludności – rozdzielali żywność, lekarstwa, ratowały zasypanych, czuwali nad budową schronów. Realizował, to co w okresie przedwojennym było jego największą pasją – zajmujmował się „problemami socjalnymi”, choć w bardzo skrajnych warunkach. To o czym pisał ulubiony Bolesław Prus.

Zarówno Czarny Jaś jak i jego dwa lata młodszy brat – ps. Mały Tadzio (zawsze najmniejszy i najdrobniejszy w klasie) uczęszczali do liceum im. Batorego. Kolejne rodzeństwo – obok Andrzeja i Janka Romockich, którym życie napisało dramatyczną historię zakończoną w gruzach Warszawy. Mały Tadzio – podobnie jak młodszy brat Morro, był duszą artystyczną – sztuką interesował się ponad wszystko: przed wojną na półce w pokoju ojciec umieszczał pocztówki z reprodukcjami Wyspiańskiego, van Gogha, Rembrandta, Rafaela . Na tajnych kompletach zajął się studiowaniem architektury. Zginął 8 sierpnia na Cmentarzu Ewangelickim. Gdy koledzy z plutonu dowiedzieli się, gdzie ma być miejsce koncentracji, żartowali – Dlaczego od razu na cmentarz, może trochę za wcześnie…

Jaś zginął od kuli 18 września, zmarł na rękach żony. Los Irki nie jest znany. Po śmierci męża przebywała w kościele na Woli, gdzie wraz z innymi byli przesłuchiwani przez Gestapo. Czekała. Rankiem przyszedł gestapowiec i zawołał ją. Irena wyszła i ślad po niej zaginął.

Czarny Jaś był w jednej klasie z Krzysztofem Kamilem Baczyńskim (a także Rudym, Zośką i najlepszym przyjacielem – Alkiem Dawidowskim). Porównując poezję Baczyńskiego z innymi współczesnymi mu poetami (np. Miłoszem) koledzy mówili – gdzie mu tam to Krzysia… i cytowali jego wizję pokolenia:

A serca – tak ich mało, a usta – tyle ich. My sami – tacy mali, jeden krok – przejdziem w mit.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Karolina Lizurej

Zobacz inne artykuły tego autora >
Karolina
Lizurej
zobacz artykuly tego autora >

Na Boga, to Polacy! Andrzej „Morro” Romocki

„Nie strzelać! Starówka! Radosław! Batalion Zośka! Na Boga, tu Polacy! Niech żyje Polska!”.

Karolina
Lizurej
zobacz artykuly tego autora >

Spośród mogił z charakterystycznymi brzozowymi krzyżami w kwaterze Batalionu Zośka jedna wyróżnia się ilością kwiatów, zniczy i harcerskich znaczków.

Na Boga, to Polacy! Andrzej „Morro” Romocki

Andrzej Romocki, harcmistrz, kapitan, ps. Morro – głosi tabliczka. Ci którzy interesują się historią Szarych Szeregów z pewnością sięgnęli po książkę Zośka i Parasol – drugą część gawędy Aleksandra Kamińskiego, autora Kamieni na Szaniec. Morro jest jej czołowym bohaterem. I choć pamięć o nim nie jest tak powszechna jak o Zośce, Rudym i Alku, to ci, którzy próbują wcisnąć zapaloną lampkę przy grobie Morro wiedzą, że był postacią wyjątkową. Nieprzeciętność patriotycznej postawy, głęboka wiara zespolona z ponadprzeciętnymi zdolnościami przywódczymi i ukształtowały rodzaj mitu kapitana Morro. Do tego nienaganna aparycja. Do dzisiaj na internetowych forach wielbicielki historii próbują dociec, czy Andrzej miał sympatię. Była nią podobno Lidia Daniszewska, sanitariuszka i łączniczka Morro. Zginęła w tym samym dniu, co Romocki.

Morro wychował się w rodzinie o długiej patriotycznej tradycji – obydwaj dziadkowie brali udział w powstaniu styczniowym. Ojciec – inżynier i major Wojska Polskiego w stanie spoczynku ponad wszystko dał się poznać jako autor listów do syna, które do dzisiaj mogą stanowić wzór kształtowania charakteru. Z drugiej strony unaoczniają piorunującą różnicę w wychowaniu i relacjach ojca z dzieckiem – pomiędzy tym co wtedy, a tym co teraz. Ludzie ulepieni z innej gliny – to nie tylko populistyczny frazes budujący legendę „złotego pokolenia”. Warto zajrzeć, by się przekonać. W obszernej korespondencji wielokrotnie pisał o rozwijaniu talentów i samodoskonaleniu się w duchu obranych ideałów. Przewodnikiem miała być osobista modlitwa.

To będzie Twoje życie, to znaczy tyle będzie ono warte wobec Boga i Ciebie samego, jakim zasadom będziesz wierny” – pisze ojciec w 1935.

Koledzy określali Morro jako poważnego i skupionego. Stawiał sobie i innym wysoką poprzeczkę. „Niewielu było do niej wstanie podskoczyć. Albo byliśmy za słabi, albo za mali” – wspomina Bogdan Julisz Deczkowski ps. Laudański – „Dochodziło z tego powodu do nieporozumień pomiędzy nim, a podwładnymi. Zarzucono mu rygorystyczny system karny, obrywało się nawet zasłużonym zośkowcom”. „No i brak poczucia humoru…” – dodaje Sławomir Sieradzki ps. Świst – „Dostał rysunek amorka (tak go nazywali, od podpisu A. Morro) z wielkim nożem i podpisem selekcja kompani”. Odpowiedzią na dowcip kolegów był rozkaz w którym Andrzej… zabronił używania nazw plutonów: SAD, Alek i nazwy kompani Rudy. „Dziś nasza kompania nie ma prawa powoływać się na Rudego i jego Sad, na Alka. Nie ma prawa, bo nie zna, nie rozumie lub nie chce zrozumieć idei naszych Patronów” – uzasadniał Morro. Po rozkazie zaczęto zwracać mu odznaki SAD-u – czarne drzewko na pomarańczowym trójkącie. Wstrząśnięty postawą podwładnych Andrzej sam siebie postawił do raportu karnego i… zesłał się na urlop. Najsłynniejszą akcją dowodzoną przez Morro było Przebicie do Śródmieścia, upamiętnione przez grupę Lao Che na płycie Powstanie Warszawskie. Próby pokonania niemieckiego pierścienia wokół oblężonego Starego Miasta zarówno drogą naziemną jak i kanałami podejmowano kilkukrotnie i kończyły się niepowodzeniami. Jedynym przypadkiem udanego przedostania się był brawurowy przemarsz garstki żołnierzy kompanii Rudy. Udało im się wyjść z „piekła” niemal bez strat – pod osłoną nocy, przez Ogród Saski, podszywając się pod niemiecki oddział: ubrani w zdobyte na Stawkach panterki, niemiecki hełmy i bez biało-czerwonych opasek. Zobaczywszy polskie stanowiska, Andrzej miał zawołać najpotężniejszym głosem na jaki pozwalał mu przestrzelony nos: „Nie strzelać! Starówka! Radosław! Batalion Zośka! Na Boga, tu Polacy! Niech żyje Polska!”.

Lao Che – Przebicie do Śródmieścia

Morro poległ żołnierską śmiercią, o świcie 15 września 1944 – miesiąc po śmierci młodszego brata – Janka ps. Bonawentura, naczelnego poety Zośki, który zginął przywalony walącą się ścianą w szpitalu na Miodowej. Do dziś trwają dyskusje, kto strzelał. Najprawdopodobniej był to tragiczny wypadek: Morro trafił jeden z berlingowców przybyły znad drugiego brzegu Wisły. W niemieckim umundurowaniu omyłkowo wzięty za wroga został położony jednym strzałem.

Wybitny oficer, legendarny płk Radosław (Jan Mazurkiewicz) powiedział o Nim, że w ciągu swojej wieloletniej kariery wojskowego nie widział tak doskonałego pod każdym względem dowódcy. Dzisiaj imię Andrzeja Morro Romockiego nosi kilkanaście Drużyn Harcerskich.

Historie o nieprzeciętności patriotycznej postawy, głębokiej wierze i przywódczych zdolnością tworzą coś na miarę legendy. Jak powiedział Stanisław. Sieradzki ps. Świst: „znać Andrzeja to był zaszczyt”.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Karolina Lizurej

Zobacz inne artykuły tego autora >
Karolina
Lizurej
zobacz artykuly tego autora >