fot. EastNews

Tomek Kalita. Niedokończona rozmowa

Zostawił nas z pytaniem: jaka jest nasza osobista wolność? I czy umiemy dzielić ją z innymi?

Reklama

Kiedy po raz pierwszy odwiedziłam Tomka w szpitalu, był już po operacji. Pogodny, uśmiechnięty, jak zawsze. Choć bardzo słaby. Na stoliku przy Jego łóżku leżało Pismo Święte. Byłam zaskoczona. Wstyd mi dziś za to. Tomek powiedział mi wtedy, że codziennie tam zagląda. Że dużo się modli. Potem tłumaczył, że musi o tym opowiadać, bo „jeżeli mi pomógł Bóg, to dlaczego mam nie mówić o tym innym?!”. Tych wywiadów było sporo. Byli tacy, którzy mieli to Tomkowi za złe. Mówił mi o tym. Bolało. Ale tłumaczył, że chce ten „darowany” czas wykorzystać jak najlepiej. Żeby pomóc innym. Dlatego z takim zaangażowaniem walczył o dostęp do leczniczej marihuany. Dlatego z taką pasją opowiadał o swoich relacjach z Bogiem. Był herosem w cierpieniu. Herosem jest Jego Żona. Ania. Bez jej miłości i wsparcia trudno byłoby Tomkowi walczyć o ważne dla Niego sprawy z taką mocą. A walczył do samego końca. Ile razy widziałam kadry sprzed Pałacu Prezydenckiego, kiedy Tomek rozmawia z dziennikarzami, a Ania mówi: „Kochanie, nie masz odporności. Idziemy już”, wzruszało mnie to. W takich gestach jest Miłość. Zawsze powtarzała: Tomkowi na tym zależy, Tomek tego chce, Tomek tego potrzebuje. Teraz też to powtarza. Tylko już w czasie przeszłym, który jest ponad siły.

Wiele się od Tomka nauczyłam w ostatnich miesiącach. I za to Mu dziękuję. Pracowaliśmy razem nad książką. Nie dokończyliśmy rozmowy. Wierzę, że kiedyś ją dokończymy. Podczas ostatniego spotkania Tomek powiedział mi, że „wszyscy spotkamy się po tamtej stronie”. Wierzył w „tamtą stronę” i w to, że się tam spotkamy. Będę się starać, obiecuję. Niebo nie jest przecież dla każdego.

Tęsknił do polityki. Lubił o niej rozmawiać. Bolały Go polsko – polskie podziały. Brak szacunku. Wzajemna nienawiść i pogarda. Mówił: „Ktoś musi pierwszy wyciągnąć rękę. Nie ma innego wyjścia”. Oczywiście zawsze jest inne wyjście. Ale dalej już tylko droga donikąd. Był człowiekiem dialogu. Miał poglądy, co wcale nie jest wśród polityków takie oczywiste. I umiał tych poglądów bronić. Ale zawsze robił to z klasą. I szacunkiem dla tego, z kim się spierał. Tego dziś w debacie publicznej prawie już nie ma. Dlatego, kiedy myślę o testamencie Tomka Kality, myślę nie tylko o medycznej marihuanie, choć mam wielką nadzieję, że zostanie zalegalizowana i że „Ustawa Kality” powstanie. Myślę właśnie o budowaniu dialogu. O spieraniu się z szacunkiem. I jeszcze o tym, że Tomek w każdym, nawet najbardziej zaciekłym oponencie potrafił znaleźć coś dobrego. To piękna umiejętność. Dla budowania dialogu kluczowa. Bo kiedy umiemy w kimś znaleźć coś dobrego, to trudno już myśleć o nim z nienawiścią, trudno hejtować, trudno go „odczłowieczyć” i uznać za wroga. Tomek o nikim tak nie myślał. Próbował tłumaczyć nawet tych, od których doświadczał przykrości w ostatnich miesiącach. To było dla mnie bardzo poruszające. Lekcja chrześcijaństwa. Lekcja pokory. Tomek był dobrym, szlachetnym człowiekiem. Jeśli ktoś nawołuje dzisiaj do wypełnienia „testamentu Kality”, to – moim zdaniem – powinien spróbować pomyśleć o swoich politycznych oponentach bez nienawiści. Można i trzeba się różnić. Nie wolno się nienawidzić. Nie wolno siebie nawzajem odzierać z godności.

Reklama
Reklama
Tomasz Kalita apeluje ws. medycznej marihuany
09.10.2016 Warszawa Manifestacja przed Sejmem w sprawie medycznej marihuany Tomasz Kalita z zona Anna Monko fot. EastNews

I na koniec, z wdzięcznością i wzruszeniem myślę o słowach Tomka z jednego z ostatnich opublikowanych wywiadów. „(…) mam po raz pierwszy w życiu taki moment, że mogę mówić swobodnie to co myślę i to co czuję” – mówił w wywiadzie dla Onetu. „Mogę mówić bez skrępowania o moich wartościach i nie muszę oglądać się przy tym na stanowisko partii. Czuję się w tym w pełni wolny i w stu procentach szczery”. Myślę, że to jest Tomka wielkie zwycięstwo. I że nie chodzi tylko o politykę. Tomek zostawił nas z pytaniem: jaka jest nasza osobista wolność? I czy umiemy dzielić ją z innymi? To, że Tomek nie żyje, a my ciągle tak to nie nasza zasługa, ale zadanie. Na ostatniej prostej swojego życia pokazał nam, że nigdy nie jest za późno, żeby pomóc innym. Że Bóg daje siłę. I że Miłość zawsze jest silniejsza niż śmierć.

Reklama
Reklama

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę