Synod o Rodzinie. Media o Synodzie

Gdyby w szkole podstawowej na lekcji religii zadać pytanie, czym jest Synod o Rodzinie, dzieci - z małą pomocą katechety co do pierwszego słowa - potrafiłyby przybliżyć znaczenie tego wydarzenia. Stałoby się tak, ponieważ dzieci na religii mają interes w tym, aby dawać możliwie najwięcej prawidłowych odpowiedzi. Niestety media interes mają w czymś innym

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Dlatego ich odpowiedzi i oczekiwania są różne od tego, co wyrażaliby dobroduszni uczniowie. Jeśli wierzyć relacjom medialnym i komentarzom wielu dziennikarzy (nie tylko w Polsce), temat rodziny jest lub powinien być na Synodzie o Rodzinie (!) całkowicie zmarginalizowany. Kościół ma bowiem ważniejsze sprawy na głowie.

I tak na przykład Adam Szostkiewicz z Polityki pisze na swoim blogu:  Stosunek do osób homoseksualnych w Kościele, do homofobii, do dyskusji o celibacie – to tematy jak najbardziej pasujące do hasła obrad. Rodzina niejedno ma imię. Wtóruje mu Aleksandra Klich z Gazety Wyborczej: W niedzielę zaczyna się druga część synodu poświęconego rodzinie, rozwodom i związkom homoseksualnym. To tylko symboliczne cytaty, bo takich fragmentów z gazet i portali można znaleźć nieograniczoną ilość.

A wszystkie te głosy pomnożone przez ilość tekstów w innych miejscach, unoszących się w podobnej tonacji, tworzą polifonię życzeniowego myślenia. Daje się w nich usłyszeć echo melodii sprzed roku, kiedy po zakończeniu zgromadzenia opublikowano dokument (Relatio Synodi) składający się z 62 punktów, wśród których zainteresowaniem mediów cieszyły się tylko trzy – o osobach rozwiedzionych i homoseksualistach. Te sytuacje są zgoła identyczne.

synod

Wydarzenie, które ma właśnie miejsce w Watykanie, jest wyjątkowe i nikomu rozsądnemu nie trzeba tłumaczyć, że jego waga duszpasterska jest trudna do przecenienia. To oczywiste, że wobec takich spotkań mamy swoje oczekiwania. Problem w tym, że część mediów wyraźnie pragnie nie tyle dobra Kościoła i wiernych (poza katolickimi publicystami nikt nie wspomina o duszpasterstwie rodzin i sakramencie małżeństwa, które są głównym tematem Synodu!), co rozluźnienia zasad i jak najgłębszego kościelnego samozaprzeczenia. To dlatego soczewki komentatorów ogniskują się na wybranych, marginalnych kwestiach, podobnie jak rok temu uwagę poświęcało się tylko trzem kontrowersyjnym punktom Relatio.

Na marginesie: dokument ten był przeznaczony dla biskupów jako materiał przygotowawczy do trwającego Synodu, podobnie jak samo zeszłoroczne Zgromadzenie było tylko wstępem do tego, co właśnie trwa za Spiżową Bramą. Warto skorzystać z wyszukiwarki i z perspektywy czasu przeczytać rozentuzjazmowane teksty wróżące na podstawie tego urywka z notatek nowy azymut, jaki miała niebawem obrać łódź Kościoła.

Że ogólny redakcyjny kompas nastawiony jest jedynie na szukanie sensacji i wywieranie nacisku, świadczy również inny fakt. Poprzedni pontyfikat zaowocował kilkoma synodami, zwyczajowo zakończonymi wydaniem adhortacji. Efektem ostatniej z nich (o Nowej Ewangelizacji) jest dokument Evangelii Gaudium. Ten oficjalny dokument – podobnie jak poprzednie kilkadziesiąt posynodalnych od czasu Soboru – został kompletnie zignorowany i nie przyciągnął nawet ułamka tego zainteresowania, jakim rok temu obdarzono Relatio Synodi i jakim w tej chwili cieszy się Synod. Medialne zaangażowanie sięga bowiem poziomu konklawe i Vaticanum II.

Nadzieja nieprzychylnych Kościołowi komentatorów Synodu domaga się, aby biskupi ugrzęźli w wąskim urywku seksualnej problematyki i zmarnowali czas na jałowe spory. W tym czasie rodzina, której kryzys jest głównym powodem tego wydarzenia, ma się stać jedynie dodatkiem, wyjątkiem, marginesem. A pozostawiona sama sobie uczyni to niechybnie.

Odwrócenie uwagi od tego, co istotne – oto klucz i medialny modus operandi. Módlmy się, by był nieskuteczny.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Obraza uczuć religijnych. Kaganiec czy zachęta?

Dorota Rabczewska, znana jako Doda, celebrytka, piosenkarka, skandalistka przed trzema laty została skazana za obrazę uczuć religijnych. Kilka dni temu Trybunał Konstytucyjny orzekł, że kara grzywny z tego tytułu jest zgodna z polską ustawa zasadniczą. I nie byłoby w tej sprawie nic wartego komentarza, gdyby nie reakcja mediów

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Dorota Rabczewska, znana jako Doda, celebrytka, piosenkarka, skandalistka przed trzema laty została skazana za obrazę uczuć religijnych. Kilka dni temu Trybunał Konstytucyjny orzekł, że kara grzywny z tego tytułu jest zgodna z polską ustawa zasadniczą. I nie byłoby w tej sprawie nic wartego komentarza, gdyby nie reakcja mediów

Lewica z radością staje w obronie skazanej i atakuje niedzisiejszy, średniowieczny zapis w postaci artykułu 196 kodeksu karnego, który traktuje o karaniu publicznego znieważania miejsca lub przedmiotu kultu. Rzecz w tym, że podstawowy argument, mówiący o aksamitnej cenzurze dla artystów, nie wytrzymuje porównania z rzeczywistością.

Mówi się o efekcie mrożącym, który ma oznaczać, że istnienie tego przepisu blokuje swobodę artystyczną. Boją się zatem podejmować tematu religii i kontrowersji wokół Kościoła katolickiego przede wszystkim wszelkiej maści pisarze, aktorzy, reżyserzy – słowem: artyści – ale za tą obawą ma podążać również awersja dyrektorów teatrów, czy właścicieli galerii. Ma to skutkować brakiem patronatów, dotacji oraz grantów. Większość mediów lewicowych uderza w tony podobne.

Tyle tylko, że mechanizm, na który wskazują, mający nosić symptomy cenzury, knebla, który nie pozwala na dyskusję o religii za pomocą sztuki, to diagnoza stojąca na antypodach tego, co widzimy na co dzień. Rzekomy kaganiec, który polskie prawo nakłada na wolność słowa nikogo nie powstrzymuje od dolewania oliwy do ognia.

Integralną częścią Pasji Doroty Nieznalskiej były genitalia umieszczone w centralnym punkcie krzyża. Po raz pierwszy wystawiono ją prawie półtorej dekady temu. Władze Gdańska zdecydowały się dofinansować wydarzenie w Galerii Wyspa. Autorka ostatecznie została uniewinniona od zarzutu z artykułu o obrazie uczuć religijnych. Włoski artysta Maurizio Cattelan zdobył rozgłos w Polsce i na świecie posągiem Jana Pawła II przygniecionego meteorem. Jego Dziewiąta godzina – bo taki tytuł nosi instalacja – sprawiła, że po dziesięciu latach wrócił do Polski w opinii gwiazdy sztuki z figurami ukrzyżowanej kobiety lub zwłok konia z tablicą INRI. Wystawa była współfinansowana m.in. przez Ministra Kultury i Miasto Stołeczne Warszawa. O żadnym wyroku za obrazę nie było mowy, za to prowokująca wystawa pozwoliła twórcy sprzedać rzeźbę papieża za ok. 800 tys. $.

Gdy na Malcie próbowano wystawić bluźnierczy i prowokujący spektakl Golgota Picnic, w Polsce zawrzało. Jednak nikt z organizatorów nie odpowiedział za obrazę uczuć religijnych. Natomiast pośpiesznie skazana została protestująca licealistka Maria Kołakowska. Dla porównania: za zakłócenie odczytu Golgota Picnic pozbawiono ją wolności na miesiąc i skazano na 20 godzin prac społecznych; Dodę skazano na karę grzywny w wysokości 5 tys. złotych, czyli – wg szacunków serwisów specjalistycznych – 1/8 honorarium za jeden koncert.

Adoracja Chrystusa – to film Jacka Markiewicza, w którym artysta leży nago i ociera się genitaliami o średniowieczny krzyż z Muzeum Narodowego w Warszawie. Dzieło jest elementem pracy dyplomowej i wzbudziło wiele głosów sprzeciwu nie tylko katolików. Protestował również przewodniczący Rady Naczelnej Ligi Muzułmańskiej w RP, imam Ali Abi Issa. Od 2013 r. nagranie można podziwiać w finansowanym przez Ministerstwo Kultury Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Prokuratura wszczęła dochodzenie w sprawie obrazy uczuć religijnych po ponad 20 latach (!) od powstania filmu.

W zeszłym roku w Legnicy miała miejsce wystawa There will be blood, której osią tematyczną była… menstruacja. Artystyczne elementy biżuterii z naniesionymi kroplami sztucznej krwi zaprezentowane zostały na tle archiwalnych wizerunków świętych czy Matki Boskiej. Miejscowy protest katolików wsparł Muzułmański Związek Religijny. Sfinansowała wszystko barcelońska La Galeria, w której wystawa należy do stałej ekspozycji. Do odpowiedzialności za obrazę uczuć religijnych nie pociągnięto nikogo spośród organizatorów.

Fotografowanie się piosenkarki w stroju zakonnicy pieszczącej się różańcem i wiele innych pomniejszych wybryków nie jest wartych dalszego wspominania. To tylko kropla w morzu. Kropla, którą prokuratura nie zawraca sobie głowy.

Uderzanie w religię jest nie tylko modne, ale opłacalne. Świat sztuki odkrył to już dawno i Zachód zdaje się nie mieć z tym problemu, na co wskazuje choćby wspomniana wyżej barcelońsko-legnicka wystawa. Zresztą równo rok temu w Hiszpanii, w jednym z muzeów zorganizowano wernisaż, którego główną atrakcję stanowiły instalacje przedstawiające świętych i Maryję z podpisem: idioci, a także listy z proaborcyjną wersją Modlitwy Pańskiej, czy dziewiętnastowieczne zachęty Kropotkina do podpalania kościołów.

Wymazanie z kodeksu karnego artykułu o obrazie uczuć religijnych, o które walczy antykościelna lewica,  spowoduje, że zachodnia normalność – której hiszpańskie wystawy są znakomitym symbolem – zawita nad Wisłę i zwielokrotni bluźniercze wydarzenia. Pytanie: czy tego chcemy?, wydaje się zbyteczne.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >