Nasze projekty
Tomasz Adamski

Przypadek Króla Baldwina

W miniony weekend jako naród poczyniliśmy olbrzymi krok w niewiadomym kierunku. Jedni definiują go jako długo oczekiwaną iskrę zachodniej normalności, która może roznieci w Polsce ogień cywilizacji, inni widzą w nim raczej ideologiczną przebudowę państwa

Reklama

Nie mnie rozstrzygać, czym w istocie było podpisanie przez prezydenta ustawy "akceptującej ratyfikowanie konwencji tzw. antyprzemocowej", czymkolwiek ten gramatyczno-prawniczy potworek jest w swojej istocie. Ot, ani ze mnie gwiazda palestry ani politycznych gabinetów. Nie potrafię czytać między wierszami państwowych dokumentów. Ale między wierszami argumentacji, prędzej.

 

Zacznę od historii, która wydarzyła się na podziwianym przez elity Zachodzie. 30 marca 1990 roku król Belgów, żarliwy katolik Baldwin I Koburg (stryj obecnego króla Filipa I), pomimo nacisków ze strony izb parlamentarnych, polityków i zaplątanego w tę sprawę lobby, odmówił podpisania ustawy liberalizującej przerywanie ciąży. Ustawy – kolokwialnie mówiąc – klepniętej przez parlament dzień wcześniej. Swoje stanowisko przytoczył w liście skierowanym do premiera, którego akapit pozwolę sobie zacytować.

Reklama

 

Wiem, że postępując w ten sposób nie wybieram łatwej drogi i ryzykuję niezrozumienie ze strony wielu moich współobywateli. Ale jest to jedyna droga, którą mogę pójść w zgodzie ze swoim sumieniem. Tych zaś, których zdziwi moja decyzja, pytam: Czy byłoby normalne, gdybym jako jedyny obywatel belgijski musiał działać wbrew własnemu sumieniu w tak podstawowej kwestii? Czy wolność sumienia ma być dana wszystkim oprócz Króla?

 

Reklama

Niestety władca ostatecznie zgodził się na sugerowane przez premiera przyjęcie ustawy i wprowadzenie jej w życie bez odpowiedniego podpisu. Korzystając z praw konstytucyjnych uznano tymczasową niemożność króla do sprawowania urzędu i mimo jasnego sprzeciwu, niejako za plecami, przyjęto ustawę. Osamotniony w walce król skapitulował.

 

Przypadek Króla Baldwina

Reklama

Minęło niespełna 25 lat, a w jakże innych czasach żyjemy!

 

Dziś Belgia jest pierwszym krajem zezwalającym na eutanazję dzieci bez ograniczeń wiekowych, o ile zmagają się ze śmiertelnymi chorobami. Jeśli dziecko w pełni świadomie wyrazi wolę rozstania się z życiem w obecności psychologa, można odłączyć je od aparatury podtrzymującej życie. Lecz jeśli jest psychicznie chore lub w wieku niemowlęcym – nie trzeba pytać go o zdanie.

 

A w Polsce? Nie jest i oby nigdy nie było tak źle. Ale warto pomyśleć, jak daleko od współczesnego barbarzyństwa byłoby belgijskie królestwo, gdyby za przykładem króla poszli inni, którzy dali sobie wmówić, że ich prywatna opinia liczy się jedynie poza gabinetem. Czy to politycznym czy lekarskim.

 

My w takie barbarzyństwo wpaść dopiero możemy. Nie tą ustawą, to inną. Nie tą konwencją, to inną. I będzie tak niechybnie, jeżeli damy się zahukać, zmusić do kapitulacji i sprywatyzować swoją wiarę, jeżeli stłamsimy ją w sobie do takich rozmiarów, że sami nie będziemy potrafili jej znaleźć i zrobić z niej użytku.

Logika, wypływająca z listu króla Baldwina jest wyjątkowo bolesna, bo choć definiuje standardy demokracji, paradoksalnie odbierana jest jako jej wypaczenie, a nawet zagrożenie dla niej! Religia, przekonania, wartości, wychowanie – obywatel idealny to ten, który w oparciu o nie podejmuje decyzje jedynie we własnym mieszkaniu. Mile widziany jest dziś niewolnik urzędu, który Boga nosi tylko w domu, bo wkłada Go sobie jak wygodne kapcie.

 

To dlatego tak świerzbił list biskupa Deca, który odwołał się do deklarowanego katolicyzmu Prezydenta. To dlatego salony zapłonęły świętym oburzeniem, że choć konstytucja przyznaje sprawującemu władzę veto pod każdym pretekstem, religijny powód byłby nawrotem średniowiecza. Inkwizytorzy z lewej strony zaczęli stygmatyzować od wsteczników i katotalibanu.

 

I nie jest moim celem ani obrona ani atak wobec Prezydenta RP. Nie przyjmuję żadnej strony politycznego sporu ani nie demonizuję podjętej przez niego decyzji. Wykazuję jedynie jałowość sporego segmentu argumentacji, która jeszcze kilka dni temu próbowała Prezydentowi związać ręce.

 

Ktoś zapyta: gdzie polskiemu prezydentowi do urzędu belgijskiego króla? Fakt, to dwa różne światy. Ale na jakichkolwiek politycznych falach dryfować będzie światowa polityka ekonomiczna, społeczna, demograficzna i jakakolwiek inna, nie dajmy sobie wmówić, że wiara się nie liczy i nie mamy wyboru. Bo gdy naprawdę nie będziemy go mieli, wtedy będzie za późno.

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite