Fot. vereguglielmone/Cathopic

“Internet zglobalizował możliwości łamania Przykazań”. Jak Internet kształtuje naszą duchowość?

Czy obrażenie kogoś w Internecie jest tym samym, co obrażenie “w realu”? Jaki wpływ na kształt naszych sumień mają treści zamieszczane w Internecie? I wreszcie - jak umiejętnie wykorzystywać to narzędzie do ewangelizacji? Z o. Wojciechem Surówką OP, duszpasterzem Spotkań Lednickich i Katarzyną Wozińską, psychologiem, rozmawia Michał Górski.

Reklama

Michał Górski: Internet już na trwałe wpisał się w nasze codzienne życie. Od korzystania z social mediów uzależnionych jest coraz więcej osób, szczególnie tych młodych. Ojciec nie od dziś zajmuje się duszpasterstwem młodzieży. Czy na przestrzeni ostatnich lat dostrzega Ojciec zmiany, jakie Internet wywarł na młodym pokoleniu i na jego podejściu do życia?

O. Wojciech Surówka: Nie mógł nie wywrzeć. Od początku mojego kapłaństwa przeszliśmy od stanu, w którym wysłanie wiadomości było ograniczone do 160 znaków i wystarczająco drogie, żeby starać się w tym zmieścić, do zupełnej inflacji komunikacji elektronicznej. Zdaje się, że proporcje się odwróciły i to chwila bez sieci jest rzadkim dobrem.

Obecność w sieci umożliwia nam prowadzenie podwójnego życia. Właściwie nie jest dziś żadnym problemem stworzenie swoistego alter-ego. Czy tego typu świadomość nie powoduje, że z większą łatwością „rozleniwiamy się” w życiu realnym i łatwiej zrezygnujemy z pracy nad sobą, nad swoimi relacjami?

Katarzyna Wozinska: W sieć łatwiej jest uciec, zachowując jednocześnie pozory, że jest się zanurzonym w życiu i relacjach. Ostatecznie są to często godziny spędzone na kontakcie z innymi, przeglądaniu wiadomości o życiu przyjaciół, znajomych oraz uczestniczenie w różnego rodzaju wydarzeniach. Z tym, że niemal każda z tych rzeczy jest wykadrowana, wystudiowana. Wirtualna, a nie realna. 

Czas przed ekranem ma dużo wspólnego z przeglądaniem oferty supermarketu. Dzieje się dużo, jest kolorowo, dostajemy mnóstwo bodźców, czas mija niespodziewanie. To rozleniwienie, o którym mowa, opiera się na kilku fundamentach. Po pierwsze, na stracie czasu – rozrywka kradnie nam czas na prawdziwe życie. Po drugie, na konsumpcji, która dostarcza tyle satysfakcji (albo oburzenia, czy innego rodzaju silnych przeżyć), że nawet nie dajemy sobie szansy na głębsze doświadczenia duchowe. One potrzebują ciszy. Po trzecie, rozleniwienie duchowe bazuje na zgiełku. Ostatecznie sieć to zgiełk, odwrócenie naszej uwagi, dezorientacja. Po czwarte, to wszystko wchodzi w nawyk, a nawyk to druga natura. W efekcie może być tak, że na przykład zamiast żyć i budować np. swoją rodzinę – budujemy jej wizerunek w sieci. Albo zaspokajamy sumienie jakąś nakładką na profilówkę czy udostępnieniem różnego rodzaju próśb o wsparcie. To znak czasów.

Wszystko wchodzi w nawyk, a nawyk to druga natura. W efekcie może być tak, że na przykład zamiast żyć i budować np. swoją rodzinę – budujemy jej wizerunek w sieci

Reklama
Reklama

Chciałbym teraz mocniej skupić się na naszej duchowości i wpływie Internetu na nią. Aktywność w sieci umożliwia zachowanie – przynajmniej pozornej – anonimowości. Czy nie jest ona czynnikiem ułatwiającym popełnienie grzechu i późniejszego bagatelizowania go?

O. Wojciech Surówka: Można powiedzieć, że to uniwersalna zasada dotycząca ludzkiego funkcjonowania: pokusa zawsze działa silniej, jeżeli nie ma perspektywy kary, poniesienia konsekwencji; czyn nie zachwieje moim obrazem w oczach innych. „Nikt się nie dowie”. Okazja czyni złodzieja, jak często się mówi. Internet, jako narzędzie globalnego, natychmiastowego kontaktu i związana z nim anonimowość stwarzają wiele więcej takich okazji i to na ogromną skalę. W dodatku można zyskać popularność, zarobić, mieć poczucie wpływu, poczuć dominację nad drugim człowiekiem… Siedem grzechów głównych się nie zmienia. Poczucie, że skoro „wszyscy to robią”, to nic takiego się nie dzieje, to również uniwersalny sposób zagłuszania głosu sumienia. To tylko filmik, tylko komentarz, tylko zapoznanie się z czymś ciekawym…

Poczucie, że skoro „wszyscy to robią”, to nic takiego się nie dzieje, to również uniwersalny sposób zagłuszania głosu sumienia. To tylko filmik, tylko komentarz, tylko zapoznanie się z czymś ciekawym…

Dotykając kwestii Internetu nie sposób nie uciec od mocno już wyświechtanego słowa, a mianowicie od pojęcia hejtu. Istnieją badania, które dostrzegają mocną korelację mówiącą o tym, że osoby hejtujące w sieci bardzo często doświadczały na własnej skórze przemocy w realnym życiu. Co nam to mówi o człowieku i jego naturze? Jest w nas chęć odwetu, a Internet sprzyja uzewnętrznianiu złych cech i emocji?

Katarzyna Wozinska: To jest bardziej psychologiczne pytanie, jak funkcjonuje mechanizm takiego przekazu postawy. Z duchowej perspektywy każdy z nas ma wolną wolę, nie jesteśmy skazani na to, żeby odreagowywać na innych swoje krzywdy. Doświadczenie zła niestety będzie kusiło do popełnienia zła – widać w tym przykładzie, jak ważne jest, by dana osoba doświadczała w codziennym życiu dobra, życzliwości, jak czasem małe czyny mają przełożenie na czyjąś wewnętrzną postawę. Działa to trochę jak wirus, przenosi się dalej na wciąż nowych ludzi… Nie mamy jednak zupełnej kontroli nad drugą osobą, to zawsze ona wybiera jak się zachowa, podobnie jak nie mamy gwarancji, że styczność z wirusem spowoduje chorobę. Wiele osób skrzywdzonych powstrzymało w sobie tę żądzę odwetu, próbują przekuwać zło na dobro.

Reklama
Reklama

Fot. camilo jimenez/Unsplash

Można zaryzykować twierdzenie, że Internet unowocześnił sposoby łamania 10 Przykazań Bożych?

O. Wojciech Surówka: Zglobalizował możliwość ich łamania, bez wychodzenia z domu. Co brzmi jak ponury marketing… Oczywiście, jak w salonie krzywych luster: sposoby są tak naprawdę te same, tylko odbijają się na różne sposoby w nowoczesnych multimediach.

Katarzyna Wozinska: Bardziej niepokojący jest mechanizm uzależniania się, który jest specyficzny dla użytkowania Internetu. Uzależnienie każdego typu zubaża życie, czyni je bardziej podatnym na pojawienie się tego, co niskie; utrudnia podejmowanie decyzji zgodnych z rozumem; osłabia wolę. W ten sposób tworzy przestrzeń do popadnięcia w kolejne ciężkie grzechy, do zniewolenia. Charakterystyczne dla epoki Internetu jest uzależnienie od pornografii – i to zarówno u mężczyzn, jak i kobiet, choć w innych proporcjach. Rzadziej w perspektywie grzechu odczytujemy nadużywanie gier online, mediów społecznościowych, hejt, trollowanie… to są grzechy nieumiarkowania, gniewu, kłamstwa, pychy – w nowym wydaniu.

Reklama

Według badań przeprowadzonych już ponad 6 lat temu, do przeciętnego Amerykanina dociera dziennie 34 gigabajty danych. Nasze mózgi są przebodźcowane od natłoku informacji. Czy ma to wpływ na naszą duchowość, na sposób w jaki przeżywamy chociażby Mszę świętą?

O. Wojciech Surówka: Ten proces zaczął się znacznie wcześniej, w epoce gdy to telewizja pochłonęła wyobraźnię i uwagę ludzi. Warto zwrócić uwagę, że prze-bodźcowanie sugeruje jakiś nadmiar, coś od czego chyba powinniśmy chcieć uciec, uniknąć tego. Tymczasem jest odwrotnie, człowiek przebodźcowany zachowuje się jak heroinista, chce ciągle większych dawek. Nie kojarzy swojego złego samopoczucia z nadużywaniem tego rodzaju bodźców, bo akurat w czasie ich konsumowania jest mu przyjemnie. Duchowość wymaga zejścia na pustynię, ciszy. Również liturgia. Nie muszę mówić, jak to trudno przyjąć części wiernych, przyzwyczajanych, że musi coś się dziać, najlepiej ciągle coś nowego, zaskakującego, co wybudzi ich z lekkiej drzemki. Paradoksalnie, to właśnie cisza aktywizuje duchowo. Pójście za światem w show przy ołtarzu powoduje raczej wzbudzenie stanu podobnego do oglądania telewizji.

Powróćmy jeszcze do tematu obecności w sieci i odpowiedzialności za innych. Mam tu na myśli znanych influencerów, youtuberów, mówców (w tym ludzi Kościoła). Czy tego typu osoby powinny szczególnie mocno zwracać uwagę na to, co publikują? Czy reklamując dany produkt/zachęcając do czegoś, biorą one odpowiedzialność za decyzje podejmowane przez ich widzów (zazwyczaj bardzo młodych)?

Katarzyna Wozinska: Dobrze, aby każdy influencer brał odpowiedzialność za to, co publikuje oraz za formę, jaką do tego wybiera. Nie każdy natomiast jest zainteresowany tym, co myśli o publikowanych przez niego treściach dla młodych ludzi ksiądz. Tutaj kluczowy byłby powrót do podstawowych pojęć dobra i zła. Jeśli to, co robisz, niesie zło, zwłaszcza dzieciakom – a takich osób zarabiających na prostolinijności i podatności dzieci jest coraz więcej – wiemy, jaka zapowiedź ewangeliczna się z tym wiąże. „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych…” Sprawa jest poważna.

O. Wojciech Surówka: Co do mówców z Kościoła… Mam czasem wrażenie, że ponosi nas – również ludzi Kościoła – pragnienie zaistnienia, rywalizacja na formę ze współczesnością. A ta staje się coraz bardziej krzykliwa, by zwrócić uwagę. Niektórzy mówią, że próbuje walić cepem. Z drugiej strony jest wyścig na wysmakowanie, profesjonalizm. W obu przypadkach czaruje się wrażeniem. Forma jest ważna, ale jako opakowanie dla treści, musi być adekwatna do niej. To z pewnością czasem trudno wyważyć, chcemy przecież, żeby publikowane treści były na poziomie albo miały szanse dotrzeć do szerszego kręgu odbiorców. Jednak warto zadać sobie pytanie, czy na pewno Pan Bóg jest w moich publikacjach na pierwszym miejscu (a wszystko inne w związku z tym na właściwym)? A może niepostrzeżenie przesunąłem go w tym rankingu?

CZYTAJ: Duszpasterz Lednicy: Młodzież ma niesamowitego „czuja” w wyczuwaniu autentyczności i fałszu

Kontynuując wątek poruszony w poprzednim pytaniu, ale zawężając go już tylko do osób duchownych, chciałbym zapytać czy prowadzenie kanałów, stron, itd. nie doprowadzi części kapłanów do chęci podporządkowania się trendom, lajkom, polityce danych portali, a to z kolei wpłynie na pokusę „zmiękczania” Ewangelii?

O. Wojciech Surówka: Zawsze istnieje takie ryzyko, choć sądzę, że nie różni się ono jakościowo od pokusy uzyskania uznania, bycia otoczonym przez wielbicieli, pokusy konformizmu lub pokusy wpływu. A te są stare jak świat. Kapłan, jako osoba można powiedzieć publiczna, o specjalnej roli, z definicji jest na nie mocno wystawiony. Prowadzenie różnego rodzaju stron jest bardzo ważne dla ewangelizacji, dla budowania wspólnoty, dla głoszenia Słowa Bożego. Skoro może być duchowym wyzwaniem, to znaczy, że powinno się wiązać – poza zaleconymi przez Pana Jezusa środkami (modlitwa, post i jałmużna) – ze szczególnym kierownictwem duchowym. W formie, przynajmniej czasem – to dotyczy zwłaszcza osób szczególnie popularnych – czasu wstrzemięźliwości, powstrzymania się czasowo od publikowania (i zbierania lajków czy serduszek), pogłębienia życia duchowego. Inaczej fala zgiełku internetowego może tej duchowości poważnie zagrozić.

Na sam koniec pytanie, które mam nadzieję, wleje w nasze serca trochę więcej optymizmu. Jak mądrze korzystać dziś z Internetu? W jaki sposób umiejętnie wykorzystywać to narzędzie do ewangelizowania?

Katarzyna Wozinska: Korzystać: z umiarem i w poszanowaniu prawa Bożego. Umiar nie jest łatwy do wymierzenia, ale to jedyna właściwa odpowiedź. Rzadko dziś mówi się o obowiązkach stanu, a one stanowią idealny filtr do sprawdzenia, czy nie przesadzam ilościowo w korzystaniu z sieci. Unikajmy wszystkiego, co ma choćby pozór zła – to może odnosić się do clickbaitów, które żerują na naszych najniższych instynktach albo pozbawionego sensu uczestniczenia w dyskusjach, tylko dla podgrzania atmosfery, obrażania rozmówców, kłamstwa, insynuacji. Pamiętajmy, że cel nie uświęca środków. Jeśli chcemy kogoś upomnieć – Pismo Święte sugeruje, byśmy zrobili to w cztery oczy. Tłumacząc na język Internetu – w przypadku osoby prywatnej na privie, może w realu. Osobom korzystającym z pornografii chcę zdecydowanie powiedzieć: to jest droga do zatracenia, zniszczenie wszystkiego co cenne w sobie i w relacjach. Trzeba to przerwać, walczyć o swoją duszę. Niejednokrotnie nie obejdzie się bez specjalisty do spraw uzależnień. W ogóle zwróćmy uwagę na to, co oglądamy, również w serialach na platformach streamingowych. Spotkałam kiedyś takie zdanie, niezwykle mądre: wszystko co obejrzysz, już na zawsze będzie częścią ciebie. Zadajmy sobie to pytanie: Czy ja chcę, żeby to, co widzę, stało się częścią mnie? Bo niepostrzeżenie zmienia moją wrażliwość, wyczucie moralne, wychowuje moje sumienie.

O. Wojciech Surówka: Internet upowszechnił ludzką twórczość, rzecz jasna też tę dobrą. Mamy mnóstwo materiałów, które bardzo służą z perspektywy ewangelizacyjnej – to się już dzieje, warto je rozpowszechniać. Bogactwo już teraz jest ogromne, jest tego więcej, niż można obejrzeć. Mamy świadectwa o ogromnej mocy. Jest możliwość włączenia się w modlitwę, niedawno chociażby Nowenna do św. Andrzeja Boboli, czy w codzienny różaniec z rozważaniami. Mamy kazania, materiały na temat Słowa Bożego, wykłady. Sami korzystaliśmy z narzędzi oferowanych przez Internet, np. do prowadzenia rekolekcji Oddanie33. W epoce koronawirusa Internet jest też przestrzenią wsparcia dla ludzi wiary, wymiany cennych informacji, inspiracji duchowych. Tworzą się przeróżne grupy, które świeccy oddolnie sobie tworzą, z potrzeby duchowej bycia wśród ludzi wiary: dla rodziców, singli, grupy networkingowe. Internet ma też dobry wkład w rozwój ogromnie cennej kultury katolickiej, sztuki chrześcijańskiej – myślę o muzyce, filmach, serialach, sztukach plastycznych… Kultura katolicka dziś jest niszowa, ciężko jej przebić się przez szklany sufit, nie ma finansowych możliwości do tego. A Internet pozwala względnie niskokosztowo dotrzeć do ludzi i poruszyć ich serca. Należy jednak pamiętać, o wcześniej wspomnianych zagrożeniach. Papież Franciszek w Orędziu na Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu w 2019 roku pisał, że „sieci społecznościowe, o ile z jednej strony służą do lepszego łączenia nas, odnajdywania się i pomagania sobie nawzajem, to z drugiej strony dają się wykorzystywać również do manipulacyjnego używania danych osobowych, mającego na celu uzyskanie korzyści politycznych lub ekonomicznych, bez należytego poszanowania osoby i jej praw. Statystyki pokazują, że wśród ludzi młodych co czwarty znalazł się w sytuacji cyberprzemocy”. Dlatego z tego dobra trzeba korzystać z głową. 


Katarzyna Wozinska – żona, matka czwórki dzieci, psycholog i terapeutka, dyrektor ośrodka „Słowo – Psychologia z duszą” (centrumslowo.pl), blogerka (okiemwozinskiej.pl), prowadzi edukację domową.

Wojciech Surówka OP – dominikanin, duszpasterz, rekolekcjonista. W latach 2011-2019 był dyrektorem Instytutu Nauk Religijnych św. Tomasza z Akwinu w Kijowie. Od 2019 r. jest duszpasterzem Spotkań Lednica2000.


Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę