video-jav.net

Krzyś nie doczytał

Pan Redaktor należący do drużyny "niepokornych", zaprezentował w tekście "niepokorne" podejście do prawdy. Czyli - na pięć akapitów minął się z nią dokładnie pięć razy.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Bardzo lubię robiące od jakiegoś czasu karierę w polskich mediach określenie "dziennikarze niepokorni". Na katechezie uczono mnie, że brak pokory to po prostu grzech pychy, istotnie – pysznie się bawię śledząc niektóre poczynania tego środowiska, zwłaszcza gdy wchodzi ono na tematy religijne. Ci panowie (i panie) są koronnym dowodem na to, że istnieje już w Polsce coś takiego jak prawicowy katolicyzm kulturowy. Postawa, w której osią spraw i myśli jest nie tyle Jezus Chrystus, co pozostawiona przezeń instytucja. Oni nie zauważyli Błogosławieństw, widzą tylko Przykazania. Uroczo i konsekwentnie mylą Kościół z biskupami, a Ewangelię ze swoim własnym obyczajowym konserwatyzmem.

Wspólną ich cechą jest też organiczna obsesja na punkcie TVN-u, który jest dziś dla nich dokładnie tym samym, czym dla środowisk lewicowych jest Radio Maryja. Ani prawicowcy nie oglądają TVN, ani lewacy nie słuchają Radia Ojca Dyrektora. Obie te instytucje pełnią jednak w ich głowach funkcje dyżurnych demonów, których od dawna nie karmią już żadne fakty, wyłącznie obsesje. Nie słucham Radia Maryja i za nim nie przepadam, zawsze jednak gdy ktoś z gorącym przekonaniem mówi mi, że to radio programowo antysemickie, proszę go o konkrety i zawsze w odpowiedzi słyszę oburzenie: "ale po co dowody, przecież wszyscy wiemy, że tak jest!" Identycznie jest ze stosunkiem prawicowych obywateli do TVN-u, absurdalnie postrzeganego jako stacja z zasady wroga Kościołowi Katolickiemu. Ileż to razy na spotkaniach autorskich pytałem o jakieś przykłady, dowody i zawsze słyszałem to samo: zero konkretów. Stwierdzenia, że no w sumie do tego co mówię o Jezusie ciężko się przyczepić, ale fakt mojego "cudzołożenia" z TVN unieważnia wszystkie moje dobre intencje oraz poczynania.

Krzyś nie doczytał

Ta obsesja we współczesnych ideologach z obu stron jest tak silna, że przesłania im wszystkie zmysły, ba – wyłącza nawet podstawowe zawodowe umiejętności. Ostatnio na stronie wpolityce.pl trafiłem na kolejny dowód na tę tezę, tekst Krzysztofa Feusette, mojego byłego kolegi z łamów "Rzeczpospolitej", niegdyś bardzo wyważonego, który z czasem wykonał jednak radykalny ultraprawicowy coming out.

Redaktor Feusette odnosi się w nim do tekstu który napisałem w "Rzeczpospolitej" odnośnie kasowania Mszy Świętych z powodu transmisji kanonizacji z Watykanu (podobne tezy zawarłem też w tekście na stacja7.pl). A ponieważ nienawidzi mnie z powodów wyżej opisanych, oraz należy do drużyny "niepokornych", zaprezentował w tekście "niepokorne" podejście do prawdy. Czyli – na pięć akapitów minął się z nią dokładnie pięć razy.

1. Po pierwsze. Od jakiegoś czasu red. Feusette, jak każdy kto nie zna się za bardzo na niczym, dowodzi, że zna się na telewizji i o niej pisze (wiem o czym mówię, sam to kiedyś robiłem). Ale gdyby się znał, to by wiedział, że my z Kolegą Prokopem prowadzimy program "Mam Talent", a nie "X Factor". Jak się człowiek uważa za asa strategii, może nienawidzić wroga, ale powinien chociaż rozróżniać mundury (o tyle łatwiejsze, że "X Factor" leci teraz w telewizji, spec od niej mógłby sobie włączyć i sprawdzić). Ale siara, kolego Feusette, naprawdę :)

2. Po drugie. W swoim tekście pisałem, że JP2 prowadził ludzi do Chrystusa, a nie go zasłaniał oraz że "mówił, iż Msza jest szczytem i centrum chrześcijańskiego życia, że nie mamy od niej nic ważniejszego". To napisałem. Co przeczytał red. Feusette? "Hołownia ze zrozumieniem papieskiego przesłania ma wyraźne problemy. Próbuje z Jana Pawła II zrobić kogoś, kim nie był, mało tego, kim Hołownia i jego przyjaciele z TVN nigdy go nie widzieli – zawziętym duchowym, dla którego najważniejsze w życiu jest to, by Msza Święta odbyła się o tej godzinie co zwykle". Prostuję zarzut: brak umiejętności czytania ze zrozumieniem, to jednak nie kłamstwo. To zaś, że red. Feusette w kolejnych zdaniach pogrąża się wykazując, iż nie rozumie miejsca Eucharystii w życiu chrześcijanina oraz używanego przez siebie określenia "na żywo" (nie widzi on mianowicie różnicy między oglądaniem kogoś w telewizji "na żywo" a spotkaniem się z nim na żywo), to dla mnie kolejny dowód na to, że katechizacja w szkole (jak podejrzewam, kolega Feusette uczęszczał, jest w podobnym wieku) nie jest najskuteczniejszym narzędziem ewangelizacji.

Krzyś nie doczytał

3. Redaktor Feusette kłamie pisząc, że komentując mszę kanonizacyjną w TVN24 "bardziej  zajmowałem się usadowieniem papieża Benedykta XVI niż słowami papieża Franciszka". O tym, gdzie siedzi (i że to piękny, pokorny gest) papież Benedykt wspomniałem RAZ, a co najmniej sześć razy wspomniałem (długo) o tekście homilii papieża Franciszka (o duchu pierwotnego Kościoła zbudowanym na miłości, miłosierdziu, prostocie i braterstwie, o pasterzu, który daje się prowadzić Duchowi – w kontekście J23), ze trzy razy o adhortacji "Evangelii Gaudium" itd. itp. Taśmy są do przejrzenia, można sprawdzić. Kolega Feusette po prostu włączył na minutę, wyłączył z obrzydzenia, po czym zamiast iść na spacer i odtruć się po oglądaniu TVN24, stworzył nie opartą na prawdzie publicystykę.

4. Na gali ramówkowej TVN nie mówiłem wcale o tym, że jak przechodzę przez środek kina to robię znak krzyża, ale że w branży kościelnej funkcjonuje dowcip z brodą, że klerykowi przechodzącemu przez środek kina zdarza się odruchowo przyklęknąć, a ponieważ ja byłem w nowicjacie muszę uważać, by się pohamować. Przy okazji – wychodzi, że biedny red. Feusette nie wie nawet, że w kościele przechodząc przez środek raczej się przyklęka, niż czyni znak krzyża. Krzysiu, mój dawny druhu, mniej siedź przed telewizorem, więcej w ławkach (możesz nawet usiąść koło mnie), więcej się dowiesz o świecie, naprawdę. :)

5. Pod tekstem na rp.pl, podobnie zresztą na stacja7.pl, opinie wcale nie były – jak sugeruje kolega Feusette – jednorodne. Nie śledzę ich, ale wiele było jak na internet zaskakująco merytorycznych. Tu, na stacja7.pl, wywiązała się nawet z tej okazji sensowna dyskusja. Tylko Krzysio znów tak się na mnie zdenerwował, że po lekturze pierwszego bluzgu (ciekawe, że cytuje bluzg, a nie jakiś, choćby kulawy, argument), już wie wszystko. To znamienne dla "dziennikarstwa wyznaniowego", ono nie wie już jak dyskutować o czymś, umie tylko o kimś. W swoim tekście kolega Feusette nie zamieścił NICZEGO, od czego można by się merytorycznie odbić, żadnej kontrtezy – ot, Hołownia jest głupi, bo z TVN. Czego należało dowieść.

Krzyś nie doczytał

Nie zanudzam czytelników stacji7.pl tymi wszystkimi szczegółami by się usprawiedliwiać (bo nie mam z czego). Chciałbym tylko, na przykładzie raz jeszcze jasno, dobitnie wykazać, że politykierstwo powinno trzymać się z dala od Kościoła. Bo tak jest lepiej dla Kościoła, a i oni unikają w ten sposób bolesnej kompromitacji.

Ma to zastosowanie do wyznawców obu działających w tej chwili na naszym rynku "Kościołów":  tego prowadzonego przez Janusza Palikota, niegdyś poważnego człowieka, który nie radząc sobie ze skleceniem atrakcyjnego programu,  kończy właśnie smętnie jako naczelny antyklerykalny plotkarz polskiej polityki, oraz tego, którego symbolem są inni moi niegdysiejsi znajomi: bracia Karnowscy. Wcielający się ostatnio z karkołomnym rozmachem w rolę Anny Katarzyny Emmerich współczesnej prawicy, której papież Jan Paweł II mówi z nieba, że nie byłby zadowolony z III RP, a oni zaraz umieszczają treść owych objawień na okładce.

Drodzy politykierzy, krótko i zwięźle: wielka prośba. Wiarę zostawcie w spokoju.

Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

J23 & JP2: sposób na udane życie

Gdy patrzę na obu świętych papieży mam wrażenie, że całe ich życie było jedną wielką jazdą bez trzymanki.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Absolutnie zgadzam się z Kasperem Mariuszem Kaproniem, pracującym w Boliwii franciszkaninem, który w ferworze tradycyjnych okołopapieskich dyskusji napisał na swoim Facebooku:

“Przyznam się, że i mnie samego ogarnia czasem wściekłość, gdy wspominam 2005 r. i myślę o tym wszystkim co w nas po tym wyjatkowym czasie zostało. I nie myślę tylko o “narodowych rekolekcjach” związanych z papieskim odchodzeniem, ale także o kapitule mojej prowincji, która rodziła tak wielkie nadzieje, a skończyło się tak jak zawsze. Jestem wściekły.

Jednocześnie jednak wspomnienie tamtych dni odcisnęło trwałe znamię w moim sercu: wtedy byliśmy autentycznie lepsi. Nie udawaliśmy: byliśmy lepsi. Nawet jeśli to trwało tak krótko. Wiem, emocje są nietrwałe. Ale to właśnie one dodają smaku naszej codzienności i bez nich życie byłoby jedynie mechanicznym wykonywaniem obowiązków. Czy nie mówi się, że warto żyć dla jednej chwili? Perpektywa latynoamerykańska uczy mnie także wartości świętowania, przeżywania fiesty.

J23 & JP2: sposób na udane życie

Przecież liturgia to święto. To moment kiedy wchodzimy w inną rzeczywistość i dotykamy nieba. To moment przemienienia na górze Tabor, choć później trzeba zejść i zmierzyć się z codziennością. Dlatego też, tak bardzo bronię “papieskich kremówek” i “czarnych papieskich butów”, gdyż one dały (dają) człowiekowi o wiele więcej niż pełne biblioteki zapisanych stron, do których często nikt nie zagląda.

Nie będę w tych dniach w Rzymie, choć bardzo chciałbym tam być. Chciałbym znowu poczuć tę wyjątkową atmosferę, doświadczyć mocy w byciu razem, spojrzeć drugiemu człowiekowi w oczy i zobaczyć tam radość i nadzieję (w drodze do pracy, w autobusie, w pośpiechu jakże często nasze spojrzenia się rozmijają, jakże często widzimy w nich jedynie zmęczenie, rezygnację, czasami nawet złość). Spotkać się z bliskimi, pójść po uroczystości na kawę, zjeść lody… Być tam i być przez kilka godzin lepszym człowiekiem. Dla tych kilku godzin warto żyć”.

Mnie też tam nie będzie. Co mogę zrobić tutaj? A może – zrobić Rzym w Warszawie? Spróbować spotkać się dziś z kimś, tak jak pisze Mariusz. Po wspólnej mszy wypić herbatę i zjeść lody na cześć JP2 i j23. Ale zrobić też jednak cokolwiek, by tych kilka godzin trwało. Nie wiem, to być może kolejne moje skrzywienie, ale strasznie nie lubię usprawiedliwać niekonsekwencji emocjami.

Przecież skoro zdarza się (a dziś się zdarza) w moim życiu coś ważnego, nie chciałbym żeby nie zostawiło śladu. Postawiłem więc sobie cel – przez tydzień po kanonizacji powtarzać sobie codziennie w głowie trzy rzeczy. I błagam – nie namawiajcie mnie od razu: “hej, ale dlaczego przez tydzień – lepiej przez całe życie”, z takich zamierzeń nigdy nic nie wychodzi, a jak mi wyjdzie przez tydzień, powalczę o następny, chrześcijaństwo “robi się” krok po kroku, nie susami.

Rzecz pierwsza

Katechizm mówi, że wiara to odpowiedź człowieka na miłość Boga. Teologiczny trik? Nie bardzo. Skoro Bóg pierwszy się we mnie zakochał, to znaczy że zakochał się zupełnie za darmo (bo ja Mu jeszcze nic nie dałem, a On już – jak mówi Pieśń nad Pieśniami – był chory z miłości).

J23 & JP2: sposób na udane życie

Gdy patrzę na obu świętych papieży mam wrażenie, że całe ich życie było jedną wielką jazdą bez trzymanki w wykonaniu ludzi, którzy to załapali. Patrząc na twarze J23 i JP2 widzę kogoś, kto nie tylko kocha, ale przede wszystkim jest kochany i to po nim widać. Po mnie nie widać. Jest nad czym podumać.

Rzecz druga

Z każdym kolejnym tekstem o J23 i JP2 uświadamiam sobie, że ci ludzie, którzy zaszli najdalej w istocie pozwalali się nieść. Wszystkie te “kwiatki” Jana XXIII mówiące o jego ulubionej wieczornej modlitwie: “Panie Boże, świat jest Twój, a ja idę spać”, o tym jak po zwołaniu Soboru cierpiał na bezsenność, która ustąpiła gdy powiedział sobie: “Giovanni, kto prowadzi Kościół, Duch Święty, czy ty? Duch Święty, więc ty śpij spokojnie”.

Zawołania: Jana Pawła II “Nie lękajcie się”, “Totus Tuus” (Cały Twój), “promowanie” kultu Bożego Miłosierdzia, którego mottem jest “Jezu, ufam Tobie”, to przecież powtarzanie tej samej najprostszej prawdy wyrażonej w Psalmie 37: ty masz zrobić jedno – zaufać Bogu, a On NAPRAWDĘ, KONKRETNIE, FIZYCZNIE (a nie metaforycznie) zrobi całą resztę.

Rzecz trzecia

I J23 i JP2 po prostu lubili ludzi. I wołali o to, by inni też ich lubili. Albo chociaż ich dostrzegali. Nie było chyba ostatnio papieży (poza Leonem XIII), którzy tak dobitnie i wyraźnie upominali się o godne życie dla ludzi, których świat wyrzucił na śmietnik. Jasne, Jan Paweł II miał kłopot z radykalnymi odłamami teologii wyzwolenia (to długi temat, dlaczego), nie miał jednak nigdy wątpliwości, że należy zrobić wszystko by nie tylko nakarmić głodnych, ale zmienić system, który produkuje głód. Jak przypomina dziś w “Gazecie Wyborczej Ignacy Dudkiewicz z “Kontaktu”:

W 1985 roku w Casablance – Jan Paweł II apelował: ”Nikt nie powinien posługiwać się swoim bliźnim, nikt nie powinien wykorzystywać równego sobie, nikt nie powinien gardzić swoim bratem. Pod takimi warunkami będzie się mógł narodzić świat bardziej ludzki, sprawiedliwszy i bardziej braterski, gdzie każdy będzie mógł znaleźć swoje miejsce, w godności i wolności. Ten świat XXI wieku jest w waszych rękach, będzie taki, jakim wy go uczynicie”.

J23 & JP2: sposób na udane życie

Rzecz więc nie tylko w uczynkach miłosierdzia, nie tylko w hojnej jałmużnie. Chodzi również o zmianę logiki, przewartościowanie postaw, wywrócenie stolika, przy którym możni tego świata decydują o losach milionów ludzi słabych, bo młodych, słabych, bo biednych, słabych, bo bezrobotnych, niedołężnych, chorych. Milionów skazanych na takie życie jedynie przez grymas losu (bo uśmiechem tego nie sposób nazwać). Oni sami – przede wszystkim rękami młodych – mają mieć swój udział w przeobrażaniu świata.

Takie przemówienia jak to z Casablanki, ale też encykliki społeczne – ”Laborem exercens” czy ”Solicitudo rei socialis” – warto przypominać tym, którzy spośród obfitości refleksji papieża nad kształtem społeczeństwa chcieliby dostrzegać jedynie rocznicowe ”Centesimus annus” – w historii katolickiej nauki społecznej stanowiące przecież raczej ewenement niż jej opus magnum”.

Trzy proste rady od dwóch świętych papieży. Daj się kochać. Daj Mu działać. Polub ludzi. Jak się dziś okazuje – pewny sposób na udane życie.

Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >