video-jav.net

Kościół płonący, czyli rzecz o odwadze

Pisałem ostatnio o odważnym dziennikarstwie antykatolickim. Oczywiście ten termin należy ustawić w głębokim cudzysłowie jako ironię. W wielu miejscach świata, w tym także w Polsce, taka pisanina z odwagą nie ma nic wspólnego

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

To nawet nie jest kwestia dziennikarzy, którzy w swojej karierze już kilkukrotnie byli konwertytami na różne opcje myślenia, byle tylko zawsze stać po zwycięskiej stronie i wiecznie kopać bezbronnego pluszaczka patrząc na niego z wyższością niczym agresywny przedszkolak. I niewiele go obchodzi, że jeszcze niedawno tę samą maskotkę przytulał i traktował jak przyjaciela.

Tak będzie, póki nikt nie zacznie rozliczać dziennikarzy z oszczerstw i propagandy.

Gorzej, że nie tylko inżynierowie dusz zabierają się za pozytywistyczną pracę u podstaw. Nie rzemieślnicy słowa, a czynu od czasu do czasu postanawiają wpłynąć na rzeczywistość.

Kilka dni temu na Placu św. Piotra półnagie aktywistki FEMEN wetknęły sobie krzyże między pośladki. Bluźnierczym czynom towarzyszyły niemniej szokujące napisy na piersiach. To protest przeciwko planowanej wizycie papieża Franciszka w Strasburgu. Co więcej, to ich druga próba. Pierwsza, polegająca na wyrecytowaniu parodii modlitwy Chwała Ojcu i zakłóceniu telewizyjnego programu, jak widać nie przyniosła efektu. Trudno oczekiwać, żeby incydent na placu św. Piotra miał być skuteczniejszy.

Zresztą w całym dorobku FEMENu – co nie jest szczególnie optymistyczne – to wydarzenie nie jest wcale wyjątkowe. Ot, kolejny po wbieganiu do świątyń wybryk rozemocjonowanych feministek. Na marginesie: po wtargnięciu do paryskiej katedry Notre Dame (wtedy powodem było świętowanie abdykacji papieża Benedykta XVI) konsekwencje prawne zostały wyciągnięte jedynie wobec agresywnych ochroniarzy.

Kościół płonący, czyli rzecz o odwadze

Bluźnierstwo na najważniejszym placu świata zbiegło się z wyczynami feministek w Hiszpanii, gdzie narodowe muzeum przyozdobiono wystawą, mającą – wg organizatorów – wspierać myśl krytyczną. Maryja w gronie świętych opatrzona podpisem idioci, Modlitwa Pańska przerobiona w taki sposób, aby poszczególne prośby stały się proaborcyjnymi postulatami, wreszcie komunistyczny rysunek przedstawiający paczkę zapałek podpisaną hasłem rosyjskiego księcia anarchizmu, Piotra Kropotkina: Jedyny oświecający Kościół, to Kościół, który płonie. Dołącz!

Szokujące jest to, że w świecie, w którym za każde uderzenie w Kościół Katolicki otrzymuje się owacje na stojąco, podobne akcje wciąż odbierane są jako akt odwagi. To myślenie krytyczne, akt buntu wobec… no właśnie, czego?

Feministki swoim stereotypowym hasłem, fundamentem uczyniły walkę o równość wobec kobiet, o walkę z ich uprzedmiotowieniem, seksualizacją wbrew woli itp. Tymczasem najgłośniejsze akcje ich organizacji to profanowanie krzyża, świętowanie abdykacji papieża (a gdyby umarł to też święto?) i zakłócanie czynności liturgicznych. Gdzie w tym wszystkim walka o prawa kobiet?

Kościół przeciwstawia się potężnej machinie, której przystrojone w piórka rebeliantek feministki albo nie widzą albo widzieć nie chcą, bo są za słabe lub zbyt tchórzliwe, by podjąć walkę. Wobec tego zamiast zmagać się z wrogiem, walczą z jedynym poważnym sojusznikiem. Pomieszanie z poplątaniem.

Kościół od zawsze walczy z wykorzystywaniem kobiet. Współcześnie również upomina się o ich prawa do niebycia seksualną zabawką, a jedną żoną jednego męża. To jednak postulat niepopularny i nie doczeka się wsparcia buntowniczek linii najmniejszego oporu. Kościół staje w kontrze wobec seksinteresów, walczy z niszczeniem kobietom życia przez uprzedmiotowienie, walczy przeciw podnoszącym na nie rękę za pomocą pornografii, prostytucji itp. A feministki? Przeciwko Kościołowi.

Zazdrość? Skądże, odwaga! – odpowiedzą.

Niestety. Nie jest odwagą żadna czynność, którą jest w stanie wykonać każdy po odpowiednim podrasowaniu świadomości dowolnym narkotykiem. Wybryki FEMENu skopiować może każdy nadaktywny nastolatek. Z dorobieniem ideologii też nie miałby problemu.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Kościół nie odda

Niewiele ponad tydzień temu Polskę obiegła informacja, że pewna krakowska katechetka straciła misję kanoniczną, czyli de facto prawo do wykonywania zawodu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby w jej obronie nie stanęli... przeciwnicy religii w szkołach.

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W telegraficznym skrócie: katechetka z prawie 20-letnim doświadczeniem zaczęła po rozwodzie (o którym wiedzieli w Kurii) żyć w konkubinacie. Właśnie jest w ciąży z trzecim dzieckiem i zadeklarowała, że po urodzeniu nie chce już uczyć religii. W bieżącym roku szkolnym odebrano jej pół etatu, które oddano miejscowemu wikaremu, w wyniku czego katechetka traci ubezpieczenie.

Pewnie ugryzłbym się w palce przed napisaniem tego tekstu, gdyby chodziło tylko o hipokryzję, gdyby swędziała mnie piana, jaką w walce o prawa katechetki do nauki religii toczą z ust te same autorytety, które klaszczą z zachwytem nad podpisaniem apelu o deklerykalizację kraju.

Podobnie nie wściekałbym się, gdyby był to enty z rzędu przykład na mentalność Kalego – ocena kradzieży krowy zależy od tego, kto był owej rogacizny właścicielem. Ot, signum temporis, że Kościół wtrąca się do polityki, bo biskup w katolickim medium śmiał być komuś nieprzychylny, ale już próba wywarcia medialnego nacisku na decyzję zgoła należącą do kompetencji Kościoła jest uczciwa i stanowi przejaw odważnego dziennikarstwa.

O cóż więc chodzi? Jak zwykle. O nieuczciwość.

Na marginesie: w pamiętnej scenie filmu Kiler komisarzowi Rybie wykładany jest ciąg myślowy przestępców: Jak chcesz dać komuś po mordzie, to najlepiej policjantowi. Nie odda. Całe to odważne dziennikarstwo antykatolickie jest właśnie czymś takim – nikt nie będzie domagał się  sprostowań, a nawet jeśli, to niewielu o nich usłyszy. Dziennikarzy nie rozlicza się z rzetelności, więc o Kościele można pisać do woli. Kościół nie odda.

Jako żywo staje mi przed oczami sytuacja z Intymnym dziennikiem kleryka z Wyborczej, opisywana już w Stacji 7 przeze mnie (czytaj) i przez ks. Krzysztofa Cebulę (czytaj). Zmanipulowane wypowiedzi, z których stworzono abstrakcyjny kolaż – wypaczenie formacji seminaryjnej, odbiło się w Polsce szerokim echem. Ale gdy artykuł już się wyklikał, pojawiły się głosy krytyczne, a autorowi udowodniono, że buja w obłokach. Podobnie jak dziś, sprostowań się nie doczekaliśmy.

A ja żywię tę naiwną nadzieję, że doczekam czasów, w których dziennikarz, powiedziawszy A, znajdzie w sobie wystarczającą siłę, by wydukać dalszą część alfabetu, choćby do połowy. Sytuacja krakowskiej katechetki i relacje medialne w tym temacie stanowią jednak w tej materii nie lada utrudnienie.

Okazuje się bowiem, że dziennikarze, opisujący sprawę katechetki, podnoszący tak ogromne larum i wypinający dumnie pierś do orderów za wierną służbę w wirtualnym Ministerstwie Prawdy, dziwnym trafem zapomnieli o dwóch kwestiach.

Po pierwsze, część mediów bardzo mocno uderzyła w delikatne struny kumoterstwa – oto Kościół zostawia katechetkę na lodzie, a swojemu księżulkowi daje pracę i pieniądze. Inna sprawa, że gdyby historia katechetki dotyczyła prawdziwego skandalu, narracja oburzonych mówiłaby, że i ona jest dla Kościoła swoja. Dziś to niepotrzebne.

Prawda prezentuje się inaczej. Z końcem sierpnia wygasła katechetce misja kanoniczna, a dokumenty, które miały pozwolić na jej przedłużenie, dostarczono 22 dni po upływie terminu. Tym samym kobieta nie stawiła się w szkole 1 września gotowa do pracy, w związku z czym dyrekcja szkoły (a nie Kuria!) podjęła decyzję o zastępstwie.

Druga sprawa. Katechetka miała być wg relacji zostawiona na pastwę losu i – sądząc po dramatycznym uniesieniu części mediów – umrzeć z głodu po tygodniu. Tymczasem od kilku dni wiadomo, że będzie pracowała w Katolickim Centrum Edukacyjnym Caritas.

Przykre, że o powyższym nie zająknęli się obrońcy katechetki, którzy chcieli wyglądać jak kowboje sprawiedliwości, a jawią się jako Don Kichot wobec wiatraków. Informacja poszła w świat, nie ma o co kruszyć kopii. Jutro kolejny dzień, w którym Kościół nie odda.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >