“Dziś dotknąłem męczenników” – historia albańskiego kardynała

Nie ma co ukrywać, że - traktując je jako ogół - nowe nominacje kardynalskie papieża Franciszka nie zaskoczyły. Nie oznacza to jednak, że nie ma w związku z nimi historii wartych opowiedzenia

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Dla uważnych obserwatorów dotychczasowych kreacji kardynalskich nie może być żadnym zaskoczeniem, że Franciszek stara się wprowadzić szerszą różnorodność w z zasady raczej zeuropeizowane grono kardynalskie. Dotychczas wśród kardynałów wybranych przez Franciszka na jednego Księcia Kościoła ze Starego Kontynentu przypadało trzech z spoza Europy (dla porównania: w nominacjach Benedykta XVI obie grupy rozkładały się mniej więcej po równo). Ujawnioną kilka dni temu listą Franciszek zrobił zatem kolejny krok w zapowiadanym poprzednimi konsystorzami kierunku – z siedemnastu nowo mianowanych tylko pięciu jest Europejczykami, przy czym jedynie trzech z nich miałoby prawo wyboru, gdyby najbliższe konklawe miało się odbywać lada moment.

 

Ponadto należy zwrócić uwagę na nominacje dla hierarchów, o których wielu watykanistów wspominało na długo przed ogłoszeniem listy wybranych. Przykładem takiego duchownego jest z pewnością amerykański biskup Kevin Farrell, prefekt nowej Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia, który na tej liście się pojawił.

Ale – jak wspominałem wyżej – brak spektakularnych niespodzianek nie oznacza, że kreacje kardynalskie w jakimkolwiek stopniu są “nudne” lub “bez historii”.

 

Jednym z pięciu wyróżnionych Europejczyków jest bowiem postać wyjątkowa, niezłomna, której biografia – choć raczej niemedialna z punktu widzenia ogólnych tendencji w kinematografii – mogłaby stanowić podstawę do stworzenia bardzo przejmującego filmu.

 

kardynalowie

fot. JEFFREY BRUNO/ALETEIA/flickr.com

 

Albański ksiądz Ernest Simoni, który w drugiej połowie października skończy 88 lat, niemal całe swoje życie spędził pod pręgierzem antychrześcijańskiego ucisku. W wieku 20 lat jako nowicjusz został wygnany przez komunistów z kolegium franciszkańskiego w Troshani, które następnie zostało złupione, a bracia franciszkanie – rozstrzelani. Następnie odbył ciężką dwuletnią służbę wojskową, w trakcie której był dodatkowo prześladowany ze względu na nieustanne przejawianie sympatii wobec Kościoła i wiary katolickiej. Była to zresztą stała praktyka reżimów; podobnego traktowania doświadczył od władz komunistycznych również bł. Jerzy Popiełuszko.

Niedługo później ks. Simoni ukończył tajne studia teologiczne i otrzymał święcenia kapłańskie. Po kilku latach służby w parafii został uwięziony w Wigilię Bożego Narodzenia 1963 roku i skazany na śmierć za zdradę stanu. Później kara ta została zamieniona na ćwierć wieku więzienia. W trakcie pobytu w celi całymi tygodniami był torturowany i straszony najwymyślniejszymi groźbami. Kilkanaście lat spędzonych w więzieniu mijało również pod znakiem ciężkiej pracy w kopalni, w trakcie której został oskarżony o podżeganie do buntu i ponownie skazany na śmierć. Wyroku nie wykonano tylko dzięki przychylnym wobec skazańca zeznaniom strażników więziennych.

Po uwolnieniu w 1981 roku ks. Simoni – wciąż uważany za wroga ojczyzny – został zmuszony do pracy w kanalizacji, która trwała aż do upadku reżimu w 1990 roku. Dopiero od tego momentu 68-letni kapłan po 34 latach od otrzymania święceń (!) mógł rozpocząć zwykłą pracę duszpasterską.

 

Co ciekawe, przez wszystkie lata internowania i przymusowej pracy albański kapłan ani na moment nie przestał być wierny Chrystusowi oraz swojej posłudze. Dla współwięźniów stał się spowiednikiem, przyjacielem, duchowym przewodnikiem. Przez kilkadziesiąt lat potajemnie odprawiał dla nich msze święte i udzielał komunii świętej!

 

We wrześniu 2014 roku papież Franciszek spotkał się z nim w katedrze pw. św. Pawła w stolicy Albanii, w Tiranie. Wysłuchał tam świadectwa prześladowanego kapłana oraz zakonnicy ze Zgromadzenia Ubogich Sióstr od Stygmatów Świętego Franciszka z Asyżu, która miała do opowiedzenia podobną historię. Jak relacjonują świadkowie, Franciszek “zalał się łzami”.

 

 

To spotkanie papież podsumował krótko: “Dziś dotknąłem męczenników”. Dwa lata później ks. Simoni pojawił się na liście 17 nowych kardynałów.

 

We wrześniu 2014 roku papież Franciszek spotkał się z nim w katedrze pw. św. Pawła w stolicy Albanii, w Tiranie. Wysłuchał tam świadectwa prześladowanego kapłana oraz zakonnicy ze Zgromadzenia Ubogich Sióstr od Stygmatów Świętego Franciszka z Asyżu, która miała do opowiedzenia podobną historię. Jak relacjonują świadkowie, Franciszek “zalał się łzami”‘.

To spotkanie papież podsumował krótko: “Dziś dotknąłem męczenników”. Dwa lata później ks. Simoni pojawił się na liście 17 nowych kardynałów.

 

Ale na tym nie koniec symboli. Albański ksiądz zostanie formalnie włączony do Kolegium Kardynałów 19 listopada – dwa tygodnie po tym, jak podczas pierwszej celebrowanej publicznie od czasu upadku komunizmu w Albanii mszy św. 38 jego współbraci prześladowanych i zamordowanych przez komunistyczny reżim zostanie beatyfikowanych.

Wobec tak znaczącego wydarzenia w historii Kościoła uważam, że przy ocenie kreacji dla ks. Simoniego warto rozważyć kilka dodatkowych faktów, które zarysują szerszy kontekst wyraźnej wrażliwości Franciszka na prześladowania i męczeństwo.

Nie trzeba zresztą daleko szukać – jednym z hierarchów znajdujących się na tej samej liście z ks. Ernestem Simonim jest abp Mario Zenari, nuncjusz apostolski w Syrii, którego papież – mimo nowej godności arcybiskupa – pozostawił na stanowisku. Tym samym Syria będzie bodaj jedynym państwem, którego nuncjusz jest Księciem Kościoła. Trudno o bardziej wymowny, symboliczny gest w stronę bliskowschodnich chrześcijan prześladowanych za wiarę, którzy na każdym kroku mogą spodziewać się śmierci.

 

Ale jest jeszcze inny obraz, chyba jeszcze bardziej pasujący do nominacji dla albańskiego księdza. Niewielu pamięta, że w zeszłym roku papież Franciszek przebywał w Sarajewie, gdzie spotkał się m.in. z ofiarami prześladowań. Po wysłuchaniu świadectwa kapłana więzionego i torturowanego podczas wojny w Bośni i Hercegowinie, który zadeklarował przebaczenie dla swoich katów, papież Franciszek podszedł do niego i ucałował jego dłonie.

 

 

Analogia wydaje się być oczywista i w obliczu mnogości takich gestów Franciszka pokazuje nam dość jasno, gdzie skierowane są oczy Wikariusza Chrystusa, który – jak słusznie zauważają komentatorzy – bywa bardzo powściągliwy w ocenach i słowach co do samego prześladowania, co jest być może wynikiem daleko idącej ostrożności np. dyplomatycznej.

 

Ale choć słowa papieża nie zawsze są dobitne, gesty takie jak te klarownie wskazują, że choć Głowa Kościoła nigdy nie wycofała się ze swoich głośnych słów o Kościele, który nigdy nie miał się tak dobrze jak dziś, męczeństwo – które również nigdy nie było tak wielkie jak dziś – jest zauważone, docenione oraz bliskie sercu i modlitewnym intencjom papieża.

 

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Do Pań z czarnego protestu

Przyglądam się, słucham, rozmawiam i naprawdę z całego serca chciałabym zrozumieć, ale nie mogę

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

W rozmowach brakuje argumentów. Słyszę tylko hasła, rzucane w wielkich emocjach: chcemy mieć wybór, nie chcę urodzić chorego dziecka, chodzi o moje życie, chcę rodzić z miłości nie z przymusu, piekło kobiet trwa, nie jestem żywym inkubatorem, nie damy się upokorzyć, niech faceci rodzą, jeśli mają ochotę… nie chcę przytaczać tych innych, wulgarnych haseł, które po prostu umniejszają kobiecości.

 

Chcemy mieć wybór… ale wybór czego? Chcemy mieć wybór zabicia drugiego człowieka? W dodatku swojego dziecka? Naprawdę naszą największą wolnością jest prawo do mordowania najsłabszych? Taki chcemy mieć wybór? Z badań wynika, że nie mniej niż co czwarta Polka dokonała aborcji. Poczujemy się bardziej wolne, jeśli będziemy mieć możliwość aborcji na życzenie? To uczyni nas wolnymi i szczęśliwymi?

 

Nie chcę urodzić chorego dziecka… Nikt nie chce. Każdy chciałby, żeby jego dziecko było zdrowe, piękne i zdolne. Czasem niestety tak się zdarza, że dziecko jest chore. Naprawdę (choć to trudne) jestem w stanie zrozumieć kobiety, które oddały pod opiekę komuś innemu swoje chore dziecko. Z zespołem Downa, z porażeniem mózgowym, z innymi wadami wrodzonymi. Sama mam takie dziecko. Rodzice mojej córki nie mogli sami jej wychować, nam się udaje i jest dla nas wielkim szczęściem. To są bardzo ciężkie wybory. Jednak najgorszym jest aborcja. Skazuje dziecko na śmierć a matkę na życie już zawsze w poczuciu winy, że może dziecko urodziłoby się zdrowe a może gdyby się urodziło byłoby dla tej matki albo dla innej (adopcyjnej) największym szczęściem.

Czasem zdarzają się dramatyczne wybory. Jednak najgorszym jest aborcja

 

EN_01227095_0104

 

Chodzi o moje życie… Zgadza się. Dostałyśmy to życie z całym jego pięknem i możliwościami. Tylko my jesteśmy uzdolnione do tego, żeby rodzić. Dawać nowe życie. To taka władza, którą ciężko porównać z czymkolwiek innym. Przecież każda z nas (nawet to głoszą hasła protestacyjne: oprócz macic mamy mózgi) jest mądra. Mądra to znaczy też odpowiedzialna. Największą naszą wolnością jest przecież to, że możemy wpływać na nasze życie, decydować o nim. To do nas należy decyzja o współżyciu, o poczęciu. Jeśli już taką podjęłyśmy i jeśli pocznie się w nas dziecko, wtedy chodzi już nie tylko o nasze życie. Bierzemy odpowiedzialność za to drugie, nowe, dla nas święte, bo rozwijające się w nas, powstałe z nas. Na tym polega cała mądrość.

To do nas należy decyzja o współżyciu. Nikt nas do tego nie zmusza

 

Chcę rodzić z miłości, nie z przymusu… każdy człowiek (poza przypadkiem gwałtu) rodzi się z miłości. Przecież wiemy jak powstaje człowiek. Nikt nas nie przymusza do współżycia, nikt nas nie przymusza do zajścia w ciążę. Jeśli jest tak, że kobiety w Polsce są przymuszane do współżycia, to rzeczywiście jest o co walczyć, tylko że to zupełnie inna walka.

 

Piekło kobiet trwa… Nie wiem, co dokładnie autorki hasła mają na myśli. Jakie piekło? Czy spowodowane brakiem możliwości aborcji? Trochę się zgadzam, że trwa piekło, ale to piekło zaczyna się właśnie w momencie aborcji. Dla kobiety spustoszenie po zamordowaniu własnego dziecka jest prawdziwym, nieodwracalnym piekłem.

 

Nie jestem żywym inkubatorem… A ja jestem. I jestem z tego dumna. Podobnie jak większość matek, dla których przywilej bycia w ciąży, urodzenia dziecka, bycia matką jest największym szczęściem na ziemi. Kiedy dziś odwoziłam dzieci do szkoły. Kiedy potem siedziałam w przychodni z synem czekając na zdjęcie gipsu. Kiedy jechałam ulicami Krakowa do pracy. Widziałam wiele pięknych, szczęśliwych (na kolorowo ubranych) młodych kobiet, matek, które ze swojego macierzyństwa i kobiecości każdego dnia czynią sztukę. Korzystają z tego przywileju w największym jego wymiarze. Nie zniekształcają rzeczywistości, nie uczą swoich córek postawy: czuj się wolna, rób co chcesz, twoje życie, rób jak uważasz, nie musisz być odpowiedzialna. Pokazują swoim życiem i postawą prawdziwą mądrość. Odpowiedzialność za swoje czyny i decyzje. Ogrom zadań i aktywności, które muszą wykonać każdego dnia sprawia, że rozwijają się, idą do przodu, aspirują, robią kariery czasem większe wraz z większą ilością obowiązków w domu. Wolność to dla nich taka właśnie możliwość rozwoju i realizacji. Co więcej kształtują nowe życie, życie swoich dzieci, budują nowy świat. Dumne, mądre, piękne, kobiece, wspaniałe.

 

EN_01227206_0033

 

Czarna reprezentacjo

Drogie “przedstawicielki na czarno”, nie reprezentujecie moich postulatów. Nie jesteście moimi przedstawicielkami, podobnie jak nie jesteście przedstawicielkami setek tysięcy kobiet, matek, które poszły dziś do pracy. Właśnie dlatego, że kochają swoją wolność, ale tę prawdziwą tę, która łączy się z odpowiedzialnością za najważniejsze sprawy w ich życiu.

Taka możliwość czyni nas wolnymi, światłymi, popychającymi ten świat do przodu. To my swoją postawą i utrzymaniem naturalnego ładu sprawiamy, że świat staje się lepszy. Wychowujemy nasze dzieci na ludzi, którzy potrafią odróżnić dobro od zła. Ludzi, dla których czarne jest czarne a białe jest białe. Dla których będzie jasne, że nie można zabić kogoś tylko trochę albo w niektórych przypadkach, albo jak mi źle, albo gdy nie planowałam, albo…

Walka o wolność to nie jest walka o możliwość czynienia zła

Jeśli coś wam się nie udało, jeśli przeżyłyście dramat aborcji, porzucenia swojego dziecka, dramat rozwodu lub jeszcze gorsze rzeczy, z całego serca Wam współczuję i obiecuję modlitwę. Chcę jednak też powiedzieć, że ubranie się na czarno i okrzyki na ulicach nie dadzą Wam usprawiedliwienia i spokoju. Każdy błąd można w życiu naprawić, z każdego nieszczęścia można wyciągnąć coś dobrego, jakąś nową szansę dla siebie. W każdej sytuacji można iść do przodu szukając tylko dobra. Walka o wolność to nie jest walka o możliwość czynienia zła. Czy myśmy się trochę nie zapędziły? Czy każda z Was, która dziś protestowała jest przekonana, że chce takiej wolności?

 

Tu nie ma wątpliwości: życie jest dobre, zabijanie jest złe.

 

P.S. Bardzo Was proszę, nie wywalczcie nam takiej wolności, by ludzie, którzy spotkają na ulicy nasze niepełnosprawne dzieci (np. z zespołem Downa) pomyśleli: no i kto dopuścił do urodzenia tego dziecka? Ono nie powinno żyć. Gdzie jego matka miała rozum?

 

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Dyrektor i redaktor naczelny Stacji7.pl, z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich korporacjach jak Comarch czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach rodzinnych. Pochodzi z Koziebród - miejscowości, w której znajduje się przepiękne sanktuarium Maryjne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >