“Dziś dotknąłem męczenników” – historia albańskiego kardynała

Nie ma co ukrywać, że - traktując je jako ogół - nowe nominacje kardynalskie papieża Franciszka nie zaskoczyły. Nie oznacza to jednak, że nie ma w związku z nimi historii wartych opowiedzenia

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Dla uważnych obserwatorów dotychczasowych kreacji kardynalskich nie może być żadnym zaskoczeniem, że Franciszek stara się wprowadzić szerszą różnorodność w z zasady raczej zeuropeizowane grono kardynalskie. Dotychczas wśród kardynałów wybranych przez Franciszka na jednego Księcia Kościoła ze Starego Kontynentu przypadało trzech z spoza Europy (dla porównania: w nominacjach Benedykta XVI obie grupy rozkładały się mniej więcej po równo). Ujawnioną kilka dni temu listą Franciszek zrobił zatem kolejny krok w zapowiadanym poprzednimi konsystorzami kierunku – z siedemnastu nowo mianowanych tylko pięciu jest Europejczykami, przy czym jedynie trzech z nich miałoby prawo wyboru, gdyby najbliższe konklawe miało się odbywać lada moment.

 

Ponadto należy zwrócić uwagę na nominacje dla hierarchów, o których wielu watykanistów wspominało na długo przed ogłoszeniem listy wybranych. Przykładem takiego duchownego jest z pewnością amerykański biskup Kevin Farrell, prefekt nowej Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia, który na tej liście się pojawił.

Ale – jak wspominałem wyżej – brak spektakularnych niespodzianek nie oznacza, że kreacje kardynalskie w jakimkolwiek stopniu są “nudne” lub “bez historii”.

 

Jednym z pięciu wyróżnionych Europejczyków jest bowiem postać wyjątkowa, niezłomna, której biografia – choć raczej niemedialna z punktu widzenia ogólnych tendencji w kinematografii – mogłaby stanowić podstawę do stworzenia bardzo przejmującego filmu.

 

kardynalowie

fot. JEFFREY BRUNO/ALETEIA/flickr.com

 

Albański ksiądz Ernest Simoni, który w drugiej połowie października skończy 88 lat, niemal całe swoje życie spędził pod pręgierzem antychrześcijańskiego ucisku. W wieku 20 lat jako nowicjusz został wygnany przez komunistów z kolegium franciszkańskiego w Troshani, które następnie zostało złupione, a bracia franciszkanie – rozstrzelani. Następnie odbył ciężką dwuletnią służbę wojskową, w trakcie której był dodatkowo prześladowany ze względu na nieustanne przejawianie sympatii wobec Kościoła i wiary katolickiej. Była to zresztą stała praktyka reżimów; podobnego traktowania doświadczył od władz komunistycznych również bł. Jerzy Popiełuszko.

Niedługo później ks. Simoni ukończył tajne studia teologiczne i otrzymał święcenia kapłańskie. Po kilku latach służby w parafii został uwięziony w Wigilię Bożego Narodzenia 1963 roku i skazany na śmierć za zdradę stanu. Później kara ta została zamieniona na ćwierć wieku więzienia. W trakcie pobytu w celi całymi tygodniami był torturowany i straszony najwymyślniejszymi groźbami. Kilkanaście lat spędzonych w więzieniu mijało również pod znakiem ciężkiej pracy w kopalni, w trakcie której został oskarżony o podżeganie do buntu i ponownie skazany na śmierć. Wyroku nie wykonano tylko dzięki przychylnym wobec skazańca zeznaniom strażników więziennych.

Po uwolnieniu w 1981 roku ks. Simoni – wciąż uważany za wroga ojczyzny – został zmuszony do pracy w kanalizacji, która trwała aż do upadku reżimu w 1990 roku. Dopiero od tego momentu 68-letni kapłan po 34 latach od otrzymania święceń (!) mógł rozpocząć zwykłą pracę duszpasterską.

 

Co ciekawe, przez wszystkie lata internowania i przymusowej pracy albański kapłan ani na moment nie przestał być wierny Chrystusowi oraz swojej posłudze. Dla współwięźniów stał się spowiednikiem, przyjacielem, duchowym przewodnikiem. Przez kilkadziesiąt lat potajemnie odprawiał dla nich msze święte i udzielał komunii świętej!

 

We wrześniu 2014 roku papież Franciszek spotkał się z nim w katedrze pw. św. Pawła w stolicy Albanii, w Tiranie. Wysłuchał tam świadectwa prześladowanego kapłana oraz zakonnicy ze Zgromadzenia Ubogich Sióstr od Stygmatów Świętego Franciszka z Asyżu, która miała do opowiedzenia podobną historię. Jak relacjonują świadkowie, Franciszek “zalał się łzami”.

 

 

To spotkanie papież podsumował krótko: “Dziś dotknąłem męczenników”. Dwa lata później ks. Simoni pojawił się na liście 17 nowych kardynałów.

 

We wrześniu 2014 roku papież Franciszek spotkał się z nim w katedrze pw. św. Pawła w stolicy Albanii, w Tiranie. Wysłuchał tam świadectwa prześladowanego kapłana oraz zakonnicy ze Zgromadzenia Ubogich Sióstr od Stygmatów Świętego Franciszka z Asyżu, która miała do opowiedzenia podobną historię. Jak relacjonują świadkowie, Franciszek “zalał się łzami”‘.

To spotkanie papież podsumował krótko: “Dziś dotknąłem męczenników”. Dwa lata później ks. Simoni pojawił się na liście 17 nowych kardynałów.

 

Ale na tym nie koniec symboli. Albański ksiądz zostanie formalnie włączony do Kolegium Kardynałów 19 listopada – dwa tygodnie po tym, jak podczas pierwszej celebrowanej publicznie od czasu upadku komunizmu w Albanii mszy św. 38 jego współbraci prześladowanych i zamordowanych przez komunistyczny reżim zostanie beatyfikowanych.

Wobec tak znaczącego wydarzenia w historii Kościoła uważam, że przy ocenie kreacji dla ks. Simoniego warto rozważyć kilka dodatkowych faktów, które zarysują szerszy kontekst wyraźnej wrażliwości Franciszka na prześladowania i męczeństwo.

Nie trzeba zresztą daleko szukać – jednym z hierarchów znajdujących się na tej samej liście z ks. Ernestem Simonim jest abp Mario Zenari, nuncjusz apostolski w Syrii, którego papież – mimo nowej godności arcybiskupa – pozostawił na stanowisku. Tym samym Syria będzie bodaj jedynym państwem, którego nuncjusz jest Księciem Kościoła. Trudno o bardziej wymowny, symboliczny gest w stronę bliskowschodnich chrześcijan prześladowanych za wiarę, którzy na każdym kroku mogą spodziewać się śmierci.

 

Ale jest jeszcze inny obraz, chyba jeszcze bardziej pasujący do nominacji dla albańskiego księdza. Niewielu pamięta, że w zeszłym roku papież Franciszek przebywał w Sarajewie, gdzie spotkał się m.in. z ofiarami prześladowań. Po wysłuchaniu świadectwa kapłana więzionego i torturowanego podczas wojny w Bośni i Hercegowinie, który zadeklarował przebaczenie dla swoich katów, papież Franciszek podszedł do niego i ucałował jego dłonie.

 

 

Analogia wydaje się być oczywista i w obliczu mnogości takich gestów Franciszka pokazuje nam dość jasno, gdzie skierowane są oczy Wikariusza Chrystusa, który – jak słusznie zauważają komentatorzy – bywa bardzo powściągliwy w ocenach i słowach co do samego prześladowania, co jest być może wynikiem daleko idącej ostrożności np. dyplomatycznej.

 

Ale choć słowa papieża nie zawsze są dobitne, gesty takie jak te klarownie wskazują, że choć Głowa Kościoła nigdy nie wycofała się ze swoich głośnych słów o Kościele, który nigdy nie miał się tak dobrze jak dziś, męczeństwo – które również nigdy nie było tak wielkie jak dziś – jest zauważone, docenione oraz bliskie sercu i modlitewnym intencjom papieża.

 

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Do Pań z czarnego protestu

Przyglądam się, słucham, rozmawiam i naprawdę z całego serca chciałabym zrozumieć, ale nie mogę

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

W rozmowach brakuje argumentów. Słyszę tylko hasła, rzucane w wielkich emocjach: chcemy mieć wybór, nie chcę urodzić chorego dziecka, chodzi o moje życie, chcę rodzić z miłości nie z przymusu, piekło kobiet trwa, nie jestem żywym inkubatorem, nie damy się upokorzyć, niech faceci rodzą, jeśli mają ochotę… nie chcę przytaczać tych innych, wulgarnych haseł, które po prostu umniejszają kobiecości.

 

Chcemy mieć wybór… ale wybór czego? Chcemy mieć wybór zabicia drugiego człowieka? W dodatku swojego dziecka? Naprawdę naszą największą wolnością jest prawo do mordowania najsłabszych? Taki chcemy mieć wybór? Z badań wynika, że nie mniej niż co czwarta Polka dokonała aborcji. Poczujemy się bardziej wolne, jeśli będziemy mieć możliwość aborcji? To uczyni nas wolnymi i szczęśliwymi?

 

Nie chcę urodzić chorego dziecka… Nikt nie chce. Każdy chciałby, żeby jego dziecko było zdrowe, piękne i zdolne. Czasem niestety tak się zdarza, że dziecko jest chore. Naprawdę (choć to trudne) jestem w stanie zrozumieć kobiety, które oddały pod opiekę komuś innemu swoje chore dziecko. Z zespołem Downa, z porażeniem mózgowym, z innymi wadami wrodzonymi. Sama mam takie dziecko. Rodzice mojej córki nie mogli sami jej wychować, nam się udaje i jest dla nas wielkim szczęściem. To są bardzo ciężkie wybory. Jednak najgorszym jest aborcja. Skazuje dziecko na śmierć a matkę na życie już zawsze w poczuciu winy, że może dziecko urodziłoby się zdrowe a może gdyby się urodziło byłoby dla tej matki albo dla innej (adopcyjnej) największym szczęściem.

Czasem zdarzają się dramatyczne wybory. Jednak najgorszym jest aborcja

 

EN_01227095_0104

 

Chodzi o moje życie… Zgadza się. Dostałyśmy to życie z całym jego pięknem i możliwościami. Tylko my jesteśmy uzdolnione do tego, żeby rodzić. Dawać nowe życie. To taka władza, którą ciężko porównać z czymkolwiek innym. Przecież każda z nas (nawet to głoszą hasła protestacyjne: oprócz macic mamy mózgi) jest mądra. Mądra to znaczy też odpowiedzialna. Największą naszą wolnością jest przecież to, że możemy wpływać na nasze życie, decydować o nim. To do nas należy decyzja o współżyciu, o poczęciu. Jeśli już taką podjęłyśmy i jeśli pocznie się w nas dziecko, wtedy chodzi już nie tylko o nasze życie. Bierzemy odpowiedzialność za to drugie, nowe, dla nas święte, bo rozwijające się w nas, powstałe z nas. Na tym polega cała mądrość.

To do nas należy decyzja o współżyciu. Nikt nas do tego nie zmusza

 

Chcę rodzić z miłości, nie z przymusu… każdy człowiek (poza przypadkiem gwałtu) rodzi się z miłości. Przecież wiemy jak powstaje człowiek. Nikt nas nie przymusza do współżycia, nikt nas nie przymusza do zajścia w ciążę. Jeśli jest tak, że kobiety w Polsce są przymuszane do współżycia, to rzeczywiście jest o co walczyć, tylko że to zupełnie inna walka.

 

Piekło kobiet trwa… Nie wiem, co dokładnie autorki hasła mają na myśli. Jakie piekło? Czy spowodowane brakiem możliwości aborcji? Trochę się zgadzam, że trwa piekło, ale to piekło zaczyna się właśnie w momencie aborcji. Dla kobiety spustoszenie po zamordowaniu własnego dziecka jest prawdziwym, nieodwracalnym piekłem.

 

Nie jestem żywym inkubatorem… A ja jestem. I jestem z tego dumna. Podobnie jak większość matek, dla których przywilej bycia w ciąży, urodzenia dziecka, bycia matką jest największym szczęściem na ziemi. Kiedy dziś odwoziłam dzieci do szkoły. Kiedy potem siedziałam w przychodni z synem czekając na zdjęcie gipsu. Kiedy jechałam ulicami Krakowa do pracy. Widziałam wiele pięknych, szczęśliwych (na kolorowo ubranych) młodych kobiet, matek, które ze swojego macierzyństwa i kobiecości każdego dnia czynią sztukę. Korzystają z tego przywileju w największym jego wymiarze. Nie zniekształcają rzeczywistości, nie uczą swoich córek postawy: czuj się wolna, rób co chcesz, twoje życie, rób jak uważasz, nie musisz być odpowiedzialna. Pokazują swoim życiem i postawą prawdziwą mądrość. Odpowiedzialność za swoje czyny i decyzje. Ogrom zadań i aktywności, które muszą wykonać każdego dnia sprawia, że rozwijają się, idą do przodu, aspirują, robią kariery czasem większe wraz z większą ilością obowiązków w domu. Wolność to dla nich taka właśnie możliwość rozwoju i realizacji. Co więcej kształtują nowe życie, życie swoich dzieci, budują nowy świat. Dumne, mądre, piękne, kobiece, wspaniałe.

 

EN_01227206_0033

 

Czarna reprezentacjo

Drogie “przedstawicielki na czarno”, nie reprezentujecie moich postulatów. Nie jesteście moimi przedstawicielkami, podobnie jak nie jesteście przedstawicielkami setek tysięcy kobiet, matek, które poszły dziś do pracy. Właśnie dlatego, że kochają swoją wolność, ale tę prawdziwą tę, która łączy się z odpowiedzialnością za najważniejsze sprawy w ich życiu.

Taka możliwość czyni nas wolnymi, światłymi, popychającymi ten świat do przodu. To my swoją postawą i utrzymaniem naturalnego ładu sprawiamy, że świat staje się lepszy. Wychowujemy nasze dzieci na ludzi, którzy potrafią odróżnić dobro od zła. Ludzi, dla których czarne jest czarne a białe jest białe. Dla których będzie jasne, że nie można zabić kogoś tylko trochę albo w niektórych przypadkach, albo jak mi źle, albo gdy nie planowałam, albo…

Walka o wolność to nie jest walka o możliwość czynienia zła

Jeśli coś wam się nie udało, jeśli przeżyłyście dramat aborcji, porzucenia swojego dziecka, dramat rozwodu lub jeszcze gorsze rzeczy, z całego serca Wam współczuję i obiecuję modlitwę. Chcę jednak też powiedzieć, że ubranie się na czarno i okrzyki na ulicach nie dadzą Wam usprawiedliwienia i spokoju. Każdy błąd można w życiu naprawić, z każdego nieszczęścia można wyciągnąć coś dobrego, jakąś nową szansę dla siebie. W każdej sytuacji można iść do przodu szukając tylko dobra. Walka o wolność to nie jest walka o możliwość czynienia zła. Czy myśmy się trochę nie zapędziły? Czy każda z Was, która dziś protestowała jest przekonana, że chce takiej wolności?

 

Tu nie ma wątpliwości: życie jest dobre, zabijanie jest złe.

 

P.S. Bardzo Was proszę, nie wywalczcie nam takiej wolności, by ludzie, którzy spotkają na ulicy nasze niepełnosprawne dzieci (np. z zespołem Downa) pomyśleli: no i kto dopuścił do urodzenia tego dziecka? Ono nie powinno żyć. Gdzie jego matka miała rozum?

 


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich korporacjach jak Comarch czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach rodzinnych. Pochodzi z Koziebród - miejscowości, w której znajduje się przepiękne sanktuarium Maryjne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
  • Chuda

    Anetko, podpisuję się pod każdym Twoim słowem.

  • Beata

    Nie ma pani pojecia o czym pani mowi – ilu kobiet ktore mialy aborcje pani zna?
    Gdyby pani znala 1 i uslyszala 1 historie to by byla pani po drugiej stronie argumentu.
    Aborcja nigdy nie jest na zyczenie.

  • Anna

    Pani ma takie poglądy jakie ma, a inne kobiety mają poglądy odmienne. I o wolność wyboru tu chodzi. Wyboru w zgodzie z własnym sumieniem bo każda z nas ze swoich poczynań rozlicza się sama niezależnie od tego czy jest wierząca czy nie. Żadna kobieta protestująca przeciwko ustawie nie popiera aborcji jako takiej. A propos szafowania przez katolickie media terminem “aborcja to morderstwo”: STANOWISKO ŚW.TOMASZA Z AKWINU JEST DO DZIŚ OBOWIĄZUJĄCYM DOGMATEM DOTYCZĄCYM KONCEPCJI CZŁOWIEKA I ABORCJI
    Sobór wiedeński, który w 1312 roku obradował na temat herezji uznających dualizm ciała i duszy, potwierdził hylomorficzną koncepcję człowieka, przedstawioną przez św. Tomasza z Akwinu. Stanowisko tego soboru uznaje się po dziś dzień za dogmat wiary katolickiej.

    OZNACZA TO ,ŻE WCZESNA ABORCJA WEDŁUG NAUK KOŚCIOŁA NIE JEST MORDERSTWEM

    • Kinga Żak

      Pani Anno. Niestety nie zna Pani nauczania Kościoła Katolickiego. Proszę najpierw przeczytać ze zrozumieniem KKK (Katechizm Kościoła Katolickiego) i dopiero wypowiadać się, bo może Pani wielu osobom namieszać w głowie.

  • Frontsider

    Uczestniczki tego protestu nie chcą aborcji na życzenie tylko podtrzymania kompromisu aborcyjnego. Zamiast pierdolić głupoty polecam najpierw poznać temat na który się wypowiadacie. Zachowanie typowe dla jebanych katoli zapatrzonych w swojego bożka.

    • Tesa Biskit

      No to jest właśnie poziom wypowiedzi czarnej strony.
      Boże wybacz im bo nie wiedzą co czynią. ..

      • Frontsider

        Mój poziom wypowiedzi jest wysoki, mimo tego że wulgarny. Nie jest poparty fanatyzmem religijnym (co ma miejsce w twoim przypadku) a zdrową logiką. W stosunku do mnie imienia boga nie wzywaj, bo w moim przekonaniu on nie istnieje. A teraz zwijaj klepać różaniec do kościółka.

  • Asia

    Bo urodzenie dziecka bez płuc i patrzenie jak dusi się po odcięciu pępowiny jest takie humanitarne i piękne… No ale pro-liferki mogą je sobie potrzymać na rękach, zrobi zdjęcia, pochować i chwalić się na blogach jakie to są odważne. Może dla was łatwo jest oddać swoje dziecko do adopcji, lub patrzeć jak umiera w cierpieniu, ale na całe szczęście większość polskich kobiet ma jeszcze sumienie.

    Swoją drogą łatwo jest odpowiadać na wyrwane z kontekstu teksty które samemu się wybrało.

    • kasia

      “większość kobiet ma jeszcze sumienie” i dlatego zabija swoje dzieci, zanim zdążą je zobaczyć? Bardziej humanitarne jest morderstwo????? Absurd!

      • Asia

        Proste pytanie: kiedy takie dziecko będzie mniej cierpieć? Prosze zadać je ginekologowi, każdy(nie zaślepiony religią) powie pani że kiedy dokona się aborcji. Kochająca matka nie będzie chciała aby jej dziecko cierpiało. Wy za to zasłaniacie się swoimi hasłami o życiu, a naprawdę jesteście zwykłymi egoistami.

        • kasia

          Pewnie, lepiej zabić… Czy jeśli stanie Pani wobec cierpienia męża, mamy, kogokolwiek innego – też stwierdzi, że lepiej ich zabić???? Cóż, z takimi poglądami nie ma co dyskutować. Po prostu współczuję….

          • Asia

            Jak widać lepiej patrzeć jak umiera w cierpieniach. Te 3 godziny życia w bólu na pewno ucieszą niemowlaczka. Dorosłe osoby mogą same decydować i mój wujek to właśnie zrobił – zabił się z powodu raka, nie chciał już więcej cierpieć. Ale to są właśnie wasze puste argumenty.

    • Kinga Żak

      Sumienie zabijania? Trzymałam na rękach moje umierające dziecko. I wiedziałam, że oddaję je w ręce Dobrego Boga. Tak. To jest humanitarne. Chociaż boli i wypłakuje się potem morze łez. Ale moje dziecko było kochane od poczęcia do naturalnej śmierci. I nadal jest kochane. Przez całą naszą rodzinę. Miłość wyzwala i daje odwagę życia dalej.

  • Ewa Sroka

    Ten artykuł to jeden wielki nawiedzony bełkot. Stawianie dobra dziecka nad dobrem matki to taki wykreowany sztucznie heroizm. Rodzenie dziecka z np. zespołem Edwardsa lub Patau (polecam zdjęcia i chociażby podstawową wiedzę z pierwszej lepszej strony w internecie) to nie to samo co zespół Downa. Wydaje mi się, że większą traumą jest noszenie w sobie przez 9 miesięcy dziecka ze świadomością, że w wyjątkowo szczęśliwym przypadku dożyje do roku, a w większości i tak umrze kilka dni po porodzie. Ciąża pozamaciczna? Z której nic kompletnie nie będzie (tutaj wystarczy podstawowa wiedza z gimnazjum) usunięta zostanie dopiero kiedy dojdzie do BEZPOŚREDNIEGO zagrożenia życia matki? Czyli co, dopiero jak pęknie jajowód?
    Poza tym autorka postu nie porusza jednego z kluczowych argumentów #czarnegoprotestu- dzieci z gwałtu. Gwałt sam w sobie jest traumatycznym przeżyciem i z czysto psychologicznego punktu widzenia nie każda kobieta będzie w stanie pokochać takie dziecko. Oddać do adopcji? Domy dziecka i tak i tak są już przepełnione.
    Poza tym tu nie ma mowy o aborcji na życzenie, czyli kiedy jakaś Karyna wpadnie z Sebkiem i skrobnie sobie, jak spóźniona antykoncepcja. Ustawa która do tej pory obowiązywała moim zdaniem dobrze spełnia swoje zadanie, a ograniczenie jej to tylko przykład tego, że pomimo widniejącego zapisu, że Polska jest krajem świeckim to i tak kler dobrze się trzyma.
    Nikt nikomu nie będzie kazał tego robić. Chcesz urodzić chore dziecko, poświecić swoje życie, urodzić dziecko z gwałtu? Ok, to Twój wybór, ale daj innym wolność i możliwość posiadania własnego zdania i własnej moralności.

    A tekst o “inkubatorze” jest po prostu śmieszny. Może nie jest to odkrycie na miarę XXI wieku (chociaż patrząc o co teraz kobiety muszą walczyć to może jednak jest) jedyną rolą kobiety nie jest rodzenie dzieci.

    I co, jednak mamy argumenty?:)

  • Ewa Komuda-Leszek

    Mam wrażenie całkowitego niezrozumienia przez autorkę istoty protestu.
    Zdaje się,autorka sama nieco się zapędziła w swojej powierzchownej i banalnej analizie sytuacji,w jakiej za chwilę może się znaleźć.
    ps
    Jestem przekonana,że uczestnicy protestu podobnie jak autorka uważają,ze zabijanie jest złe,a życie dobre

    Zresztą odsyłam do wypowiedzi Ks.Lemańskiego

  • http://www.kobietapo30.pl Kobietapo30

    Dość zatrważające te statystyki dotyczące tematu, jakieś źródło? Przyznam, że pod tym kątem zagadnienia nie badałam, dlatego jestem ciekawa.
    Co do tekstu trudno odmówić słuszności. Jednak jest jedno, ale – każdy ma prawo myśleć po swojemu. I o ile ja (najprawdopodobniej, pewności nigdy mieć nie można, obym nie musiała stawać przed takim wyborem) nie zdecydowałabym się na aborcję, to nie miałabym i nie mam prawa odmawiać tego prawa innym.

  • April Wind

    Dobry kolor wybrały dla siebie aborcjonistki. Czarny to kolor zła, śmierci i żałoby (po zabitych dzieciach?). Dzięki Bogu to tylko margines, krzykliwy, medialny margines. Ostateczną decyzję podejmą mądre i dobre kobiey których jest więcej, nie panie trumny.
    Wspaniały artykuł Pani Aneto!

  • --> Show comments
    Aneta Liberacka
    Aneta
    Liberacka
    zobacz artykuly tego autora >