video-jav.net

Baczyński. Nastolatek w piekle wojny

Współcześnie większość młodych ludzi przeniosła swoje życie do sieci, a najpoważniejszą życiową katastrofą bywa brak zasięgu lub wi-fi. W swojej aktywności - lansowaniu się na Facebooku czy rozsyłaniu kolejnych snapów - często nie zauważamy drastycznych obrazów z ogarniętych wojną Syrii czy Afganistanu.

Dorota
Bajorek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Żyjąc wygodnie i beztrosko, nawet nie próbujemy się wczuć w sytuację ludzi w bombardowanych miastach. Tymczasem nie tak dawno przeżywaliśmy ten sam horror.

Krzysztof Kamil Baczyński urodził się w 1921 roku i należał do pokolenia, które w najbardziej brutalny sposób doświadczyło II wojny.

Miał 18 lat w momencie jej wybuchu, akurat zdał maturę i zdążył jeszcze tylko ucieszyć się ostatnimi beztroskimi wakacjami, a tuż po nich rozpoczął się prawdziwy koszmar. Baczyński nie miał do dyspozycji komórki, którą kręciłby filmy i robił zdjęcia zniszczonego miasta i udręczonych ludzi. Ale miał do dyspozycji swój talent i pozostawił po sobie mnóstwo wierszy i rysunków. Młody poeta przeżywał rzeczywistość bardzo intensywnie, przelewał to na papier i pisał dużo, wręcz gorączkowo. Dzięki temu pozostawił ważne świadectwo – obraz dramatu pokolenia jego rówieśników. W jednym ze swoich wierszy pt. „Z głową na karabinie” Baczyński ukazuje przeżycia młodego człowieka wtłoczonego w realia wojny.

 

 

W normalnych okolicznościach chłopak po maturze zdawałby na studia, bawił się, jeździł po świecie i kochał. Wojna zweryfikowała plany na przyszłość i zafundowała ludziom codzienną gehennę.

Baczyński, pisząc utwór w czasie teraźniejszym, wyraźnie podkreśla, że wojna toczy się tu i teraz. Jej doświadczenie staje się najbardziej dojmujące zwłaszcza nocą, kiedy „drżąc i grając krąg się zaciska”. Dni są jeszcze gorsze, w każdej chwili można zginąć. Zaciskający się krąg to metafora nie tylko wojennej rzeczywistości, ale także konspiracji, która wiązała się przecież z ogromną odwagą, ale też codziennym stresem i życiem na krawędzi, ponieważ w każdej chwili można było wpaść w ręce Niemców. Podmiot liryczny wyraźnie podkreśla związek z Ojczyzną, a szczególnie rówieśnikami. Mówi o sobie: „ja – syn dziki mego narodu”, dając do zrozumienia, że całe pokolenie wyrasta i kształtuje się „na dnie śmierci”.

Wojna wydobywa z ludzi najniższe instynkty, a jednocześnie poświęcenie dla najważniejszych wartości.

Początek utworu to kontrastowe ukazanie tragicznej sytuacji, w której się znalazł – świszczące przy ustach ostrze, pustka, dno śmierci oraz pięknych wizji przeszłości. Młody człowiek „wyhuśtany chmur kołyską” nagle musi zapomnieć o swoich potrzebach i wziąć odpowiedzialność za swój kraj. Było to oczywista postawa dla całego pokolenia Kolumbów, ponieważ wychowane zostało w ogromnym szacunku do Ojczyzny, która nazwana została w wierszu „wielką sprawą”. Ideały patriotyczne były dla nich niezwykle żywe, a w momencie próby nie zawiedli. Ich dojrzewanie, kształtowanie osobowości – „czas wielkiej rzeźby” odbywały się właśnie, jak mówi tytuł „z głową na karabinie”, czyli w konspiracji i w walce. Tragizm pokolenia polegał też na tym, że wojenna młodzież miała w sobie ogromną „życia nieśmiałość”, bo przecież niewiele jeszcze doświadczyła, a jednocześnie jeszcze większą odwagę w obliczu otaczającej śmierci.

Autor: Dorota Bajorek

Dorota Bajorek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota
Bajorek
zobacz artykuly tego autora >
Z KRAJU

8 tys. wejściówek na uwielbienie rozeszło się w 3 tygodnie

8156 - dokładnie tyle biletów wejściowych na wieczór uwielbienia w katowickim Spodku, organizowany przez ekipę Langusty na palmie o. Adama Szustaka OP, zniknęło w zaledwie 3 tygodnie. Wydarzenie pod nazwą "Namaszczeni" odbędzie się 2 października i będzie największym dotychczas spotkaniem modlitewnym zorganizowanym przez ekipę Langusty.

Polub nas na Facebooku!

“Myśl, która towarzyszy nam od pierwszego naszego spotkania, by wyjść z murów kościoła, żeby mógł zgromadzić się cały Kościół, pęcznieje w naszych głowach. Pęcznieje też w nas pragnienie spotkań oko w oko, serce w serce, dlatego idziemy o krok dalej i po zupełnie wspaniałych chwilach w Łodzi, Krakowie i Warszawskim Służewie, tym razem spotkamy się w katowickim Spodku, by słuchać Słowa, uwielbić i być jedno w Tym, który jest Obecnością” – napisali organizatorzy w zaproszeniu na wydarzenie. Internetowa sprzedaż wejściówek ruszyła 24 lipca, zaś ostatnie bilety zniknęły z dostępnej puli 11 sierpnia. Sprzedaż, bowiem wynajem tak ogromnego obiektu jak katowicki Spodek sporo kosztuje.

– Bardzo się cieszymy z tak dużego zainteresowania obecnością na tym wydarzeniu i już nie możemy doczekać się tego spotkania – mówią w rozmowie ze Stacją7 przedstawiciele ekipy Langusty na Palmie.

“Namaszczeni” będą kontynuacją podobnych spotkań modlitewnych, które już odbyły się w Krakowie, Łodzi i Warszawie. Głosić będą ojcowie Adam Szustak i Tomasz Nowak, stronę muzyczną jak zawsze poprowadzi zespół owca po raz pierwszy we współpracy z Atom String Quartet. Tym razem również wspólnej modlitwie będzie towarzyszyło udzielanie sakramentu namaszczenia chorych. “Sakramenty to jest najpotężniejsza broń jaką mamy w Kościele! Czasem jednak przez to, że są one w takiej zwyczajnej otoczce, tak się do nich przyzwyczailiśmy, że nie widzimy ich mocy. Tak właśnie jest z sakramentem namaszczenia chorych – jest w nim znacznie większa moc, niż w setkach odbywających się spotkań uzdrowieniowych” – mówił o. Adam w swoim vlogu z 19 lipca.

Od momentu zakończenia sprzedaży wejściówek na profilu tego wydarzenia na Facebooku nieustannie pojawiają się prośby i pytania o możliwość sprzedaży tych już wykupionych. “Może miałby ktoś odsprzedac 3 bilety. Mój syn bardzo pragnąłby otrzymać sakrament namaszczenia choruje od 18 lat” – spytała pani Beata. I już niedługo odpisała jej osoba, która ma dwa i odstąpi, bo chory bardziej potrzebuje.

“Namaszczeni” w katowickim Spodku będą największym dotychczas zorganizowanym przez ekipę o. Adama spotkaniem uwielbieniowym. Wiosną odbyły się dwa, w Krakowie i Łodzi, dysponując jednorazowo maksymalnie liczbą 1600 miejsc. Wejściówki rozchodziły się w rekordowym czasie dwóch godzin. Tłumy przyszły również na “Światła Miasta” – spotkanie plenerowe na dziedzińcu warszawskiego klasztoru ojców dominikanów na Służewie.

ad/Stacja7