KULTURA

A gdyby Baczyński nie zginął w Powstaniu?

4 sierpnia, czwartego dnia Powstania około godziny 16 Baczyński wyjrzał przez okno pałacu Blanka, by sprawdzić, czy będzie mógł przedostać się do swojego oddziału. Wtedy z gmachu Teatru Wielkiego padł strzał.

Dorota
Bajorek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kula świsnęła dwa centymetry od jego głowy i utkwiła we framudze… Podobno w takich chwilach całe życie przebiega człowiekowi przez głowę. I faktycznie. Krzysztof Kamil Baczyński na miękkich nogach zsunął się po ścianie, a wszystkie wspomnienia stanęły mu przed oczami.

Mały Krzyś bawiący się w kamienicy przy ul. Bagatela 10, jego ukochany pies Fred machający radośnie ogonem, rodzice, którzy nieustannie chuchali i dmuchali na ukochanego synka. Oboje byli wybitnymi ludźmi swoich czasów. Oboje drżeli nad stanem zdrowia Krzysia, który od dziecka sporo chorował, miewał ataki astmy, a przecież chciał być po prostu jak inni chłopcy, bawić się, biegać, łobuzować.

 

Cios za ciosem

Potem szkoła. Baczyński szczerze nie cierpiał chodzić do szkoły. Oceny miał bardzo słabe, bo unikał tego miejsca. Od zawsze wolał marzyć i malować. Jednak lubił kolegów i harcerstwo. To stanowiło przeciwwagę dla szkolnej monotonii. W 1939 roku jakimś cudem zdał maturę i wyjechał na najpiękniejsze wakacje w życiu. Nie miał jednak szczęścia, bo wtedy zmarł ojciec. To był pierwszy z serii ciosów, które spadały jeden po drugim.

Skończyła się beztroska młodość, zaczęła odpowiedzialność za siebie i matkę. Niedługo po pogrzebie wybuchła wojna i zniszczyła wszystko. Zabrała ludzi, których kochał, zabrała marzenia i szanse. Baczyński zamiast studiować na ASP, szklił okna, malował szyldy, ładował szuflą węgiel na Czerniakowie. Ręce miał zajęte, ale w głowie nadal kłębiły się tysiące słów i obrazów, które w każdej wolnej chwili przelewał na papier.

Jasne strony to studia na tajnych kompletach i fakt, że konsekwentnie wkręcał się w konspirację. Uważał to za swój oczywisty obowiązek. Chciał walczyć, chciał powrotu normalności do Warszawy i do swojego życia. Dlatego teraz tkwił na powstańczej reducie z obcymi ludźmi, wierząc, że to się uda, że wreszcie po tylu latach uda się przepędzić Niemców z miasta.

 

Basia

Wreszcie ochłonął nieco i był gotowy szukać swoich. I oczywiście Baśki. No właśnie. Basia. Najpiękniejszy prezent od życia. A do tego spodziewała się ich pierwszego dziecka. Gdzie ona teraz może być i czy w ogóle żyje? Nawet nie zdążyli się pożegnać przed wybuchem Powstania… „Miałem szczęście” – pomyślał, po czym potarł chrząstkę ucha draśniętą pociskiem.

Podniósł się i tym razem udało mu się przemknąć do następnego budynku, a potem odnaleźć swoich z „Parasola”. Do końca Powstania walczył razem z nimi, a ludzi z oddziału co dnia ubywało. Krzysztof był u kresu sił, a najgorsze były kanały. Jeszcze długo śniły się po nocach. Upadek powstania i kapitulację przyjął tak jak inni z mieszanymi uczuciami. Pytał wszystkich, czy nie widzieli Basi. Martwił się też o matkę. Ale wiadomości były sprzeczne i trudne do sprawdzenia. Wreszcie w Ożarowie, gdzie Niemcy zebrali powstańców przed wywózką, Krzysztof i Basia zobaczyli się pierwszy raz po kilku miesiącach rozłąki. Na krótko. Dostali się do różnych obozów.

 

Historia alternatywna

Wreszcie na wiosnę 1945 roku Krzysztof wrócił do zniszczonego miasta. Rodzice Basi byli na robotach, ale odnalazł swoją matkę. Po paru miesiącach dołączyła do nich Basia z ich maleńkim synem. Powoli zaczęli budować od nowa swoje życie. Krzysztof nadal pisał, planował wydanie swoich wierszy. Nie zachłysnął się nową władzą, był zdystansowany i zamknięty w swoim twórczym świecie. Zaczął wreszcie swoje wymarzone studia na ASP. Wydawało się, że życie wróciło do normy.

14 stycznia 1949 roku do drzwi mieszkania Baczyńskich załomotali funkcjonariusze UB. Otwarła im przerażona młoda kobieta w widocznej ciąży, a jej sukienki trzymał się pięcioletni, nierozumiejący, co się dzieje chłopczyk…

To tylko jedna z możliwych wersji wydarzeń. Niestety bardzo prawdopodobna – w 1949 roku UB naprawdę stanęło pod drzwiami mieszkania Stefanii Baczyńskiej. Fala aresztowań objęła wielu AK-owców. Trafiali do tych samych więzień, w których katowało ich gestapo.

 

Historia prawdziwa

Wisława Szymborska w swoim wierszu „W biały dzień” przedstawia ciekawą wizję alternatywnego życiorysu Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, którego ominęła kula snajpera, już jako starszego pana odpoczywającego w pensjonacie.

Tymczasem 4 sierpnia, czwartego dnia powstania koło godziny 16.00 Baczyński wyjrzał przez okno pałacu Blanka, by sprawdzić, czy będzie mógł przedostać się do swojego oddziału i wtedy z gmachu Teatru Wielkiego padł strzał. Kula trafiła prosto w głowę.

Stanisław Pigoń na wieść, że Baczyński zaangażował się w walkę, powiedział: „Cóż, należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wroga brylantami”.

 

“W biały dzień”, W. Szymborska

Do pensjonatu w górach jeździłby,
na obiad do jadalni schodziłby,
na cztery świerki z gałęzi na gałąź
nie otrząsając z nich świeżego śniegu
zza stolika pod oknem patrzyłby.

Z bródką przyciętą w szpic,
łysawy, siwiejacy, w okularach,
o pogrubiałych i znużonych rysach twarzy,
z brodawką na policzku i fałdzistym czołem,
jakby anielski marmur oblepiła ludzka glina –
a kiedy to się stało, sam nie wiedziałby,
bo przecież nie gwałtownie, ale pomalutku
zwyżkuje cena za to, że się nie umarło wcześniej
i również on tę cenę płaciłby.

O chrząstce ucha ledwie draśnietej pociskiem
– gdy głowa uchyliła się w ostatniej chwili –
“cholerne miałem szczęscie” mawiałby.

Czekając aż podadzą rosół z makaronem
dziennik z bieżącą datą czytałby,
wielkie tytuły, ogłoszenia drobne,
albo bębnił palcami po białym obrusie,
a miałby używane od dawna dłonie
o spierzchłej skórze i wypukłych żyłach.

Czasami ktoś od progu wołałby:
“panie Baczyński, telefon do pana”
i nic dziwnego w tym nie byłoby,
że to on i że wstaje obciągając sweter
i bez pośpiechu rusza w stronę drzwi.

Rozmów na widok ten nie przerywanoby,
w pół gestu i w pół tchu nie zastyganoby,
bo zwykłe to zdarzenie, a szkoda, a szkoda,
jako zwykłe zdarzenie traktowanoby.

ZOBACZ TAKŻE: 100. rocznica urodzin Baczyńskiego. Przypominamy jego najpiękniejsze wiersze


Artykuł ukazał się 4 sierpnia 2018 r. w Dobroci.pl
w ramach projektu dofinansowanego ze środków
Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego
pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

 

Dorota Bajorek

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Dorota
Bajorek
zobacz artykuly tego autora >

100. rocznica urodzin Baczyńskiego. Przypominamy jego najpiękniejsze wiersze

22 stycznia 2021 roku mija 100. rocznica urodzin Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Ten młody poeta zapisał się w naszej pamięci przejmującą poezją opowiadającą o rzeczywistości wojny. Baczyński zginął w 4. dniu walk Powstania Warszawskiego, mając 23 lata. W tym wyjątkowym dniu przypominamy kilka z jego pięknych wierszy.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pod każdym z filmów znajdziecie tekst nagranego wiersza.

 

Których nam nikt nie wynagrodzi

 

 

Których nam nikt nie wynagrodzi
i których nic nam nie zastąpi,
lata wy straszne, lata wąskie
jak dłonie śmierci w dniu narodzin.

Powiedziałyście więcej nawet
niż rudych burz ogromne wstęgi,
jak ludzkie ręce złych demonów
siejące w gruzach gorzką sławę.

Wzięłyście nam, co najpiękniejsze,
a zostawiły to, co z gromu,
aby tym dziksze i smutniejsze
serca — jak krzyż na pustym domu.

Lata, o moje straszne lata,
nauczyłyście wy nas wierzyć
i to był kostur nam na drogę,
i z nim się resztę burz przemierzy.

Których nam nikt nie wynagrodzi
i których nic nam nie zastąpi,
lata — ojczyzno złej młodości,
trudnej starości dniu narodzin.

Bogu podamy w końcu dłonie
spalone skrzydłem antychrysta,
i on zrozumie, że ta młodość
w tej grozie jedna była czysta.

24 III 1944

 

Elegia o chłopcu polskim

 

 

Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,
malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,
wyszywali wisielcami drzew płynące morze.

Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć
gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami.
Odchowali cię w ciemności, odkarmili bochnem trwóg,
przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.

I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut — zło.
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?

20 III 1944 r.

 

Bryła ciemna, miasto pożarne

 

 

Bryła ciemna, gdzie dymy bure,
poczerniałe twarze pokoleń,
niedotknięte miłości chmury,
przeorane cierpienia role.

Miasto groźne jak obryw trumny.
Czasem głuchym jak burz maczugą
zawalone w przepaść i dumne
jak lew czarny, co kona długo.

Wparło łapy ludzkich rojowisk
w głuchych ulic rowy wygasłe,
warcząc czeka i węszy groby
w nocach krwawych i w gromach jasnych.

Jeszcze przez nie najeźdźców lawa
jako dym się duszny przewlecze,
zetnie głowy, posieje trawy
na miłości, krzywdzie człowieczej.

Jeszcze z wieku w wiek tak się spieni
krew z ciemnością, a ciemność z brukiem,
że odrośnie jak grom od ziemi
i rozewrze niebiosa z hukiem.

Bryła ciemna, miasto pożarne,
jak lew stary, co kona długo,
posąg rozwiany w dymy czarne,
roztrzaskany czasów maczugą.

I znów ująć dłuto i rydel,
ciąć w przestrzeni i w ziemi szukać,
wznosić wieki i pnącze żywe
na pilastrach, formach i łukach.

I w sztandary dąć, i bić w kamień,
aż się lew spod dłoni wykuje,
aż wykrzesze znużone ramię
taki głaz, co jak serce czuje.

10 II 1943 r.

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap