Reduta sakramentek

W strasznych dniach Powstania Warszawskiego wykazały się niezwykłym wręcz heroizmem pomagając cywilom i żołnierzom, a na koniec ofiarowały się za miasto, kraj, cały świat. Zginęły. A Bóg, jak widać, ich ofiarę przyjął. 31 sierpnia 1944 roku, 35 sióstr poniosło heroiczną śmierć.

Reklama

Legenda miejska mówi, że w chwili, gdy siostry sakramentki umierały pod gruzami własnego kościoła na Nowym Mieście, w niebo wzbiło się stado białych gołębic. Pewnie to tylko legenda, ale jak to z legendami bywa, zawiera ziarno prawdy, a w tym wypadku jest to hołd oddany zakonnicom, które w strasznych dniach Powstania Warszawskiego wykazały się niezwykłym wręcz heroizmem pomagając cywilom i żołnierzom, a na koniec ofiarowały się za miasto, kraj, cały świat. Zginęły. A Bóg, jak widać, ich ofiarę przyjął.

Warszawski klasztor benedyktynek sakramentek ma ponad trzysta lat. Jak każdy klasztor kontemplacyjny sprawia wrażenie nieobecnego, bo mniszki oddziela od świata krata klauzury, ale w ważnych i groźnych dla stolicy chwilach przypominały o swoim istnieniu żeby udzielić mieszkańcom pomocy. Klasztor ufundowała królowa Marysieńka Sobieska i było to jej votum dziękczynne za zwycięstwo króla Jana nad Turkami pod Wiedniem. Pierwsze sakramentki przybyły z Francji, gdzie matka Mechtylda od Najświętszego Sakramentu, w świecie Katarzyna de Bar, założyła Zgromadzenie, którego życie duchowe oparte było na Regule św. Benedykta, ale szczególnym charyzmatem była nieustająca adoracja Najświętszego Sakramentu, adoracja wynagradzająca za zniewagi i bluźnierstwa, Zwana reparacją oraz czwarty ślub – ślub żertwy, czyli „bycie pod ręką Pana Boga”, Który czasem zgadza się przyjąć ofiarę z życia zakonnicy. Francuska przeorysza, m. Zuzanna Bompart ofiarowała się w 1708 r. w intencji ustania morowego powietrza, które dziesiątkowało Warszawę.

Kościół i klasztor przed 1944 r. / benedyktynki-sakramentki.org

Reklama
Reklama

W 1794 klasztor oddał srebra, największy dzwon i blachy z dachów na potrzeby Insurekcji. Po Powstaniu Styczniowym siostry podzieliły los wszystkich klasztorów, gdy zaborcy zakazali przyjmowania do nowicjatu, a zakonnicy mieli wymrzeć kończąc życie konsekrowane na ziemiach polskich. Jednak w 1905 los się odmienił i można było odbudowywać życie wspólnotowe, przyjmując nowy narybek.

W ciągu dwudziestolecia wojennego u sakramentek skompletował się niezwykły zespół osobowości. Przeorysza, m. Jadwiga Byszewska, s. Celestyna Wielowieyska i kilka innych sióstr pochodziły z ziemiaństwa. Były siostry z warszawskich rodzin mieszczańskich, córki kowala i stolarza, dziewczyny z chłopskich rodzin, dziewczyna z pozamałżeńskiego związku, która w klasztorze traktowała ten fakt jako szczególne uniżenie. Mistrzyni nowicjatu, wybitna tomistka m. Tomea Koperska była doktorem filozofii, s. Anzelma była absolwentką polonistyki a s. Magdalena, która wstąpiła do klasztoru w wieku czterdziestu sześciu lat, miała skończone konserwatorium. Siostra Ignacja, mistyczka, była konwertytką z kalwinizmu, a na katolicyzm przeszła dla sakramentu pokuty, szukając w nim „pomocy i dźwigni” w drodze do Boga. Siostra Augustyna bardzo chciała iść do klasztoru, ale sprzeciwiali się temu rodzice, w czasie okupacji pracowała w Wytwórni Papierów Wartościowych, wstąpiła do konspiracji i dopiero niebezpieczeństwo aresztowania po wsypie jej komórki sprawiło, że rodzice sami przyprowadzili ją nocą do klasztoru. Siostra Klara ledwo potrafiła czytać i pisać, a była mistyczką i świetnie wykształcona przeorysza zawsze się jej radziła.

Cały ten barwny zespół kobiet o różnym temperamencie i pochodzeniu stapiał się w całość na Eucharystii, adoracji Najświętszego Sakramentu, reparacjach, czyli adoracji wynagradzającej modlitwach brewiarzowych, osobistej kontemplacji. Zakonnice, zgodnie z wizją Założycielki, miały być adoratorkami i wynagrodzicielkami, „strażniczkami Eucharystii”, które miały pamiętać, że prawem żertwy jest śmierć. 

Reklama
Reklama

Widok na klasztor i kościół przed 1944 rokiem z lotu ptaka / benedyktynki-sakramentki.org

Utrzymywały się z pracy w gospodarstwie, haftu, redagowania i tłumaczenia tekstów. Od lat 20. wyrabiały komunikanty i opłatki, co robią do dziś. Choć była to fundacja królewska, historia klasztoru pokazuje, że sakramentki miały charyzmat ubóstwa. Brak środków do życia towarzyszył im nieodłącznie, o czym świadczą XVIII-wieczne pisma sądowe o niezapłacone mięso.

Wybuch wojny postawił sakramentki przed nowymi wyzwaniami. Coraz więcej ubogich pukało po pomoc do furty, trzeba było oddawać Niemcom kontrybucje, w tym połowę świnek, hodowanych także na potrzeby Rady Głównej Opiekuńczej. Siostry nie dojadały, ale nikt nie odchodził od furty z niczym. Zakonnice wysyłały także paczki więźniom w Auschwitz i Dachau. 

Reklama

Prawdziwym tyglem oczyszczenia i piekielnym przedsionkiem do nieba stało się dla sakramentek Powstanie Warszawskie. Nowomiejski klasztor znalazł się w oku cyklonu. Walki toczyły się w pobliskich Rybakach, w Wytwórni Papierów Wartościowych, w pobliżu klasztoru wzniesiono barykady. 6 sierpnia dowództwo Powstania zaapelowało do sióstr o otwarcie klauzury, co umożliwiło łączność z walczącymi Rybakami. Do klasztoru dotarli mieszkańcy Woli, przerażeni odbywającą się tam rzezią ludności cywilnej, zaś mieszkańcy Starówki szukali schronienia przeświadczeni, że w klasztornych piwnicach będzie bezpieczniej niż w podziemiach ich domów.

Wszystkich trzeba było nakarmić – powstańców i cywili, od rana gotowano zupę, do połowy miesiąca wypiekano chleb. Niebawem przeoryszę poproszono o przyjęcie szpitala powstańczego, zajętego przez zgrupowanie „Róg”. Do głodnych do opieki przybyli ranni, nieraz konający, o których walczyli „Morwa” – dr Tadeusz Podgórski oraz „Brom” – dr Zygmunt Kujawski. Siostry przejęły szpital na całkowite utrzymanie. 

Ruiny klasztoru po Powstaniu Warszawskim / benedyktynki-sakramentki.org

Niemcy szybko zorientowali się, że klasztor sakramentek stał się punktem oparcia dla powstańców. Nastąpiły ostrzały, a później, od 12 sierpnia, regularne ataki przeprowadzane z nowoczesnych miotaczy min zapalających lub burzących, zwanych potocznie „krowami” lub „szafami”. Mniszki gasiły pożary i obserwowały, jak kawałek po kawałku, cegła po cegle, ginie ich historyczny, piękny klasztor i kościół – dzieło Tylmana z Gameren. Spłonął Pałac Kotowskich – kolebka Zgromadzenie i 60 tys. woluminów z biblioteki, budynek nowicjatu, budynki gospodarcze. Gruz zasypywał posesje klasztoru. Od trafionej wieżyczki na kościele zajęła się kopuła, później na ziemię spadł krzyż. W piwnicach przerażeni ludzie na przemian modlili się i przeklinali. Sypały się tynki, Najświętszy Sakrament został przeniesiony do piwnicy. Od połowy miesiąca kanalizacja nie działała, błogosławionym ratunkiem okazało się wówczas klasztorne źródełko, z którego wodę wynosiło się wiadrami. Skończyły się zapasy żywności i medykamentów, które siostry bez wahania oddały.

„Te sakramentki, które przez ileś set lat, od Marysieńki, śpiewały za kratami i przez kraty przyjmowały komunię, nagle stały się działaczkami, społeczniczkami, bohaterską instytucją, oparciem dla Nowego Miasta” – napisał w swoim kultowym „Pamiętniku z Powstania Warszawskiego” Miron Białoszewski.

Dzień niezmiennie rozpoczynały Mszą św. odprawianą przez kapłanów, którzy stale przebywali w klasztorze. Adoracja nie ustawała, modliły się, spowiadały się, a potem gotowały, opiekowały się rannymi. Pod koniec miesiąca z nieba posypały się ulotki z apelem o poddanie się, ale po naradzie z dowództwem m. Byszewska zdecydowała się zostać w klasztorze. „Widocznie wolą Bożą jest abyśmy tu, na tym stanowisku, wytrwali i zginęli” – stwierdziła. W dniach piekielnych ataków („Jakby całe piekło wpadło i szatan podpalił wszystkie kąty” – powiedziała s. Modesta), sakramentki rozważały, czy nie nadszedł czas realizacji ślubu żertwy. Bóg podpowiadał im, że nadszedł. Siostry przychodziły do m. Byszewskiej, bo przeorysza musi wyrazić zgodę na złożenie siebie w ofierze.

A matka przeorysza wyrażała zgodę wielokrotnie. Z jednym wyjątkiem – s. Celestyny Wielowieyskiej. Po wojnie właśnie ona wróciła wraz z ocalałymi siostrami do Warszawy i nadludzkim wysiłkiem podźwignęła z gruzów kościół i klasztor. Niewiele wiadomo, jak wyglądał akt oddania każdej z sióstr. Najlepiej ujęła to s. Józefa: „Aby Polska nie była taka czy inna, ale cała Chrystusowa”. Wizjonerka s. Katarzyna, której ukazywał się Chrystus w koronie z gwiazd i żądał, by złożyła się w ofierze za świat wyznała, że „Pan Jezus żąda ode mnie ofiary, a ja się opieram i strasznie się boję”. Wszystkie miały świadomość zbliżającego się końca. A jednak harowały do ostatniej chwili. Siostra Teresa robiła na drutach i przekonywała, że po jej śmierci jej robótka może się komuś przyda… 

Ruiny kościoła i klasztoru po 1944 r.

31 sierpnia nie różnił się w swej piekielności od ostatnich dni, a jednak w cudem ocalonej kronice odnotowano, że to „dzień dopełnienia się ofiary”… Mniszki to przeczuwały. Był czwartek, dzień uroczystego oficjum o Najświętszym Sakramencie. Siostry Stanisława i Modesta założyły najlepsze habity, bo „gdy idzie się do Oblubieńca, trzeba ubrać się jak na gody”.

Po godz. 15 większość sióstr zgromadziła się na adoracji przy ołtarzu. W tej godzinie nadleciały niemieckie stukasy i nastąpił oślepiający wybuch. Całe kościelne sklepienie zapadło się, grzebiąc zakonnice. W nalocie – a zrzucono na klasztor dziesięć bomb, zginęło też czterech księży, czternaście sierot z pobliskiego sierocińca i około tysiąca osób cywilnych.

Pozostałe sakramentki wraz z m. Byszewską przez obróconą w kupę gruzu Wolę zostały pognane do Pruszkowa. „Beniaminek”, s. Hilaria, która była zaledwie rok w klasztorze, wypowiedziała proroctwo, gdy Powstanie wybuchło: „To już koniec. Teraz będzie zupełnie inna historia i zupełnie inny klasztor”.

Po wojnie klasztor został odbudowany w wielkim trudem i poświęceniem. Zaś dziś sakramentki potrzebują gestu solidarności od ludzi ze świata i mieszkańców Warszawy. Muszą kupić nową maszynę do wytwarzania komunikantów i opłatków, bo stara nie spełnia już wymaganych standardów. A jest to podstawowe źródło ich utrzymania. Siostry można wesprzeć TUTAJ.

Źródła: Jadwiga Stabińska OSBap, Danina krwi, Edition du Dialogue, Paris 1977; Jadwiga Stabińska OSBap, Za nich poświęciła siebie, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2008; Katarzyna Mechtylda de Bar, Eucharystia, moja miłość, Tyniec 2012


Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę