Reduta sakramentek

Zginęły. A Bóg, jak widać, ich ofiarę przyjął. Od heroicznej śmierci trzydziestu pięciu zakonnic 31 sierpnia mija 75 lat.

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Reduta sakramentek
Zginęły. A Bóg, jak widać, ich ofiarę przyjął. Od heroicznej śmierci trzydziestu pięciu zakonnic 31 sierpnia mija 75 lat.

Legenda miejska mówi, że w chwili, gdy siostry sakramentki umierały pod gruzami własnego kościoła na Nowym Mieście, w niebo wzbiło się stado białych gołębic. Pewnie to tylko legenda, ale jak to z legendami bywa, zawiera ziarno prawdy, a w tym wypadku jest to hołd oddany zakonnicom, które w strasznych dniach Powstania Warszawskiego wykazały się niezwykłym wręcz heroizmem pomagając cywilom i żołnierzom, a na koniec ofiarowały się za miasto, kraj, cały świat. Zginęły. A Bóg, jak widać, ich ofiarę przyjął. Od heroicznej śmierci trzydziestu pięciu zakonnic 31 sierpnia mija 75 lat.

 

Warszawski klasztor benedyktynek sakramentek ma ponad trzysta lat. Jak każdy klasztor kontemplacyjny sprawia wrażenie nieobecnego, bo mniszki oddziela od świata krata klauzury, ale w ważnych i groźnych dla stolicy chwilach przypominały o swoim istnieniu żeby udzielić mieszkańcom pomocy. Klasztor ufundowała królowa Marysieńka Sobieska i było to jej votum dziękczynne za zwycięstwo króla Jana nad Turkami pod Wiedniem. Pierwsze sakramentki przybyły z Francji, gdzie matka Mechtylda od Najświętszego Sakramentu, w świecie Katarzyna de Bar, założyła Zgromadzenie, którego życie duchowe oparte było na Regule św. Benedykta, ale szczególnym charyzmatem była nieustająca adoracja Najświętszego Sakramentu, adoracja wynagradzająca za zniewagi i bluźnierstwa, Zwana reparacją oraz czwarty ślub – ślub żertwy, czyli „bycie pod ręką Pana Boga”, Który czasem zgadza się przyjąć ofiarę z życia zakonnicy. Francuska przeorysza, m. Zuzanna Bompart ofiarowała się w 1708 r. w intencji ustania morowego powietrza, które dziesiątkowało Warszawę.

 

Kościół i klasztor przed 1944 r. / benedyktynki-sakramentki.org

 

W 1794 klasztor oddał srebra, największy dzwon i blachy z dachów na potrzeby Insurekcji. Po Powstaniu Styczniowym siostry podzieliły los wszystkich klasztorów, gdy zaborcy zakazali przyjmowania do nowicjatu, a zakonnicy mieli wymrzeć kończąc życie konsekrowane na ziemiach polskich. Jednak w 1905 los się odmienił i można było odbudowywać życie wspólnotowe, przyjmując nowy narybek.

W ciągu dwudziestolecia wojennego u sakramentek skompletował się niezwykły zespół osobowości. Przeorysza, m. Jadwiga Byszewska, s. Celestyna Wielowieyska i kilka innych sióstr pochodziły z ziemiaństwa. Były siostry z warszawskich rodzin mieszczańskich, córki kowala i stolarza, dziewczyny z chłopskich rodzin, dziewczyna z pozamałżeńskiego związku, która w klasztorze traktowała ten fakt jako szczególne uniżenie. Mistrzyni nowicjatu, wybitna tomistka m. Tomea Koperska była doktorem filozofii, s. Anzelma była absolwentką polonistyki a s. Magdalena, która wstąpiła do klasztoru w wieku czterdziestu sześciu lat, miała skończone konserwatorium. Siostra Ignacja, mistyczka, była konwertytką z kalwinizmu, a na katolicyzm przeszła dla sakramentu pokuty, szukając w nim „pomocy i dźwigni” w drodze do Boga. Siostra Augustyna bardzo chciała iść do klasztoru, ale sprzeciwiali się temu rodzice, w czasie okupacji pracowała w Wytwórni Papierów Wartościowych, wstąpiła do konspiracji i dopiero niebezpieczeństwo aresztowania po wsypie jej komórki sprawiło, że rodzice sami przyprowadzili ją nocą do klasztoru. Siostra Klara ledwo potrafiła czytać i pisać, a była mistyczką i świetnie wykształcona przeorysza zawsze się jej radziła.

Cały ten barwny zespół kobiet o różnym temperamencie i pochodzeniu stapiał się w całość na Eucharystii, adoracji Najświętszego Sakramentu, reparacjach, czyli adoracji wynagradzającej modlitwach brewiarzowych, osobistej kontemplacji. Zakonnice, zgodnie z wizją Założycielki, miały być adoratorkami i wynagrodzicielkami, „strażniczkami Eucharystii”, które miały pamiętać, że prawem żertwy jest śmierć.

 

Widok na klasztor i kościół przed 1944 rokiem z lotu ptaka / benedyktynki-sakramentki.org

 

Utrzymywały się z pracy w gospodarstwie, haftu, redagowania i tłumaczenia tekstów. Od lat 20. wyrabiały komunikanty i opłatki, co robią do dziś. Choć była to fundacja królewska, historia klasztoru pokazuje, że sakramentki miały charyzmat ubóstwa. Brak środków do życia towarzyszył im nieodłącznie, o czym świadczą XVIII-wieczne pisma sądowe o niezapłacone mięso.

Wybuch wojny postawił sakramentki przed nowymi wyzwaniami. Coraz więcej ubogich pukało po pomoc do furty, trzeba było oddawać Niemcom kontrybucje, w tym połowę świnek, hodowanych także na potrzeby Rady Głównej Opiekuńczej. Siostry nie dojadały, ale nikt nie odchodził od furty z niczym. Zakonnice wysyłały także paczki więźniom w Auschwitz i Dachau. 

Prawdziwym tyglem oczyszczenia i piekielnym przedsionkiem do nieba stało się dla sakramentek Powstanie Warszawskie. Nowomiejski klasztor znalazł się w oku cyklonu. Walki toczyły się w pobliskich Rybakach, w Wytwórni Papierów Wartościowych, w pobliżu klasztoru wzniesiono barykady. 6 sierpnia dowództwo Powstania zaapelowało do sióstr o otwarcie klauzury, co umożliwiło łączność z walczącymi Rybakami. Do klasztoru dotarli mieszkańcy Woli, przerażeni odbywającą się tam rzezią ludności cywilnej, zaś mieszkańcy Starówki szukali schronienia przeświadczeni, że w klasztornych piwnicach będzie bezpieczniej niż w podziemiach ich domów.

Wszystkich trzeba było nakarmić – powstańców i cywili, od rana gotowano zupę, do połowy miesiąca wypiekano chleb. Niebawem przeoryszę poproszono o przyjęcie szpitala powstańczego, zajętego przez zgrupowanie „Róg”. Do głodnych do opieki przybyli ranni, nieraz konający, o których walczyli „Morwa” – dr Tadeusz Podgórski oraz „Brom” – dr Zygmunt Kujawski. Siostry przejęły szpital na całkowite utrzymanie.

 

Ruiny klasztoru po Powstaniu Warszawskim / benedyktynki-sakramentki.org

 

Niemcy szybko zorientowali się, że klasztor sakramentek stał się punktem oparcia dla powstańców. Nastąpiły ostrzały, a później, od 12 sierpnia, regularne ataki przeprowadzane z nowoczesnych miotaczy min zapalających lub burzących, zwanych potocznie „krowami” lub „szafami”. Mniszki gasiły pożary i obserwowały, jak kawałek po kawałku, cegła po cegle, ginie ich historyczny, piękny klasztor i kościół – dzieło Tylmana z Gameren. Spłonął Pałac Kotowskich – kolebka Zgromadzenie i 60 tys. woluminów z biblioteki, budynek nowicjatu, budynki gospodarcze. Gruz zasypywał posesje klasztoru. Od trafionej wieżyczki na kościele zajęła się kopuła, później na ziemię spadł krzyż. W piwnicach przerażeni ludzie na przemian modlili się i przeklinali. Sypały się tynki, Najświętszy Sakrament został przeniesiony do piwnicy. Od połowy miesiąca kanalizacja nie działała, błogosławionym ratunkiem okazało się wówczas klasztorne źródełko, z którego wodę wynosiło się wiadrami. Skończyły się zapasy żywności i medykamentów, które siostry bez wahania oddały.

„Te sakramentki, które przez ileś set lat, od Marysieńki, śpiewały za kratami i przez kraty przyjmowały komunię, nagle stały się działaczkami, społeczniczkami, bohaterską instytucją, oparciem dla Nowego Miasta” – napisał w swoim kultowym „Pamiętniku z Powstania Warszawskiego” Miron Białoszewski.

Dzień niezmiennie rozpoczynały Mszą św. odprawianą przez kapłanów, którzy stale przebywali w klasztorze. Adoracja nie ustawała, modliły się, spowiadały się, a potem gotowały, opiekowały się rannymi. Pod koniec miesiąca z nieba posypały się ulotki z apelem o poddanie się, ale po naradzie z dowództwem m. Byszewska zdecydowała się zostać w klasztorze. „Widocznie wolą Bożą jest abyśmy tu, na tym stanowisku, wytrwali i zginęli” – stwierdziła. W dniach piekielnych ataków („Jakby całe piekło wpadło i szatan podpalił wszystkie kąty” – powiedziała s. Modesta), sakramentki rozważały, czy nie nadszedł czas realizacji ślubu żertwy. Bóg podpowiadał im, że nadszedł. Siostry przychodziły do m. Byszewskiej, bo przeorysza musi wyrazić zgodę na złożenie siebie w ofierze.

A matka przeorysza wyrażała zgodę wielokrotnie. Z jednym wyjątkiem – s. Celestyny Wielowieyskiej. Po wojnie właśnie ona wróciła wraz z ocalałymi siostrami do Warszawy i nadludzkim wysiłkiem podźwignęła z gruzów kościół i klasztor. Niewiele wiadomo, jak wyglądał akt oddania każdej z sióstr. Najlepiej ujęła to s. Józefa: „Aby Polska nie była taka czy inna, ale cała Chrystusowa”. Wizjonerka s. Katarzyna, której ukazywał się Chrystus w koronie z gwiazd i żądał, by złożyła się w ofierze za świat wyznała, że „Pan Jezus żąda ode mnie ofiary, a ja się opieram i strasznie się boję”. Wszystkie miały świadomość zbliżającego się końca. A jednak harowały do ostatniej chwili. Siostra Teresa robiła na drutach i przekonywała, że po jej śmierci jej robótka może się komuś przyda…

 

Ruiny kościoła i klasztoru po 1944 r.

 

31 sierpnia nie różnił się w swej piekielności od ostatnich dni, a jednak w cudem ocalonej kronice odnotowano, że to „dzień dopełnienia się ofiary”… Mniszki to przeczuwały. Był czwartek, dzień uroczystego oficjum o Najświętszym Sakramencie. Siostry Stanisława i Modesta założyły najlepsze habity, bo „gdy idzie się do Oblubieńca, trzeba ubrać się jak na gody”.

Po godz. 15 większość sióstr zgromadziła się na adoracji przy ołtarzu. W tej godzinie nadleciały niemieckie stukasy i nastąpił oślepiający wybuch. Całe kościelne sklepienie zapadło się, grzebiąc zakonnice. W nalocie – a zrzucono na klasztor dziesięć bomb, zginęło też czterech księży, czternaście sierot z pobliskiego sierocińca i około tysiąca osób cywilnych.

Pozostałe sakramentki wraz z m. Byszewską przez obróconą w kupę gruzu Wolę zostały pognane do Pruszkowa. „Beniaminek”, s. Hilaria, która była zaledwie rok w klasztorze, wypowiedziała proroctwo, gdy Powstanie wybuchło: „To już koniec. Teraz będzie zupełnie inna historia i zupełnie inny klasztor”.

Po wojnie klasztor został odbudowany w wielkim trudem i poświęceniem. Zaś dziś sakramentki potrzebują gestu solidarności od ludzi ze świata i mieszkańców Warszawy. Muszą kupić nową maszynę do wytwarzania komunikantów i opłatków, bo stara nie spełnia już wymaganych standardów. A jest to podstawowe źródło ich utrzymania.

 

Żeby benedyktyńska opłatkarnia nadal funkcjonowała, siostry muszą zastąpić maszyny ręczne – automatycznymi. Koszt całego przedsięwzięcia to 160 000 zł. Zebranie tej sumy pozwoli na zakup maszyny nowoczesnej i profesjonalnej. Dzięki Twojemu wsparciu siostry będą piekły nadal! 

 

Dane do przelewów tradycyjnych:

Klasztor Benedyktynek-Sakramentek
Rynek Nowego Miasta 2, 00-229 Warszawa

Bank PEKAO S.A.

PLN: 70 1240 1138 1111 0000 0209 2241 (rachunek PLN)

 

 

Źródła: Jadwiga Stabińska OSBap, Danina krwi, Edition du Dialogue, Paris 1977; Jadwiga Stabińska OSBap, Za nich poświęciła siebie, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2008; Katarzyna Mechtylda de Bar, Eucharystia, moja miłość, Tyniec 2012

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


🔷 Jej bajka urzekła o. Adama Szustaka. Obejrzyj odcinek "Piernikowych Bajek"! ⤵️


 

 

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Muzeum Powstania Warszawskiego szuka wolontariuszy

Masz skończone 14 lat? Interesujesz się historią Polski albo Powstaniem Warszawskim? Muzeum Powstania Warszawskiego szuka 400 młodych ludzi, którzy chcieliby pomóc przy obsłudze obchodów 75. rocznicy wybuchu Powstania.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Muzeum Powstania Warszawskiego szuka wolontariuszy
Masz skończone 14 lat? Interesujesz się historią Polski albo Powstaniem Warszawskim? Muzeum Powstania Warszawskiego szuka 400 młodych ludzi, którzy chcieliby pomóc przy obsłudze obchodów 75. rocznicy wybuchu Powstania.

Wolontariusze potrzebni są na trzech rodzajach wydarzeń związanych z obchodami 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Pierwsze z nich to wolontariat obchodowy, związany m.in. z opieką nad powstańcami warszawskimi, którzy będą chcieli wziąć udział w uroczystościach. Do tej grupy poszukiwana jest młodzież nieco starsza, bo minimum 16-latkowie. Tutaj pomoc będzie potrzebna w dniach 27 lipca – 3 sierpnia i oprócz opieki nad powstańcami obejmie również pomoc przy obsłudze mediów oraz obsługę miejsc pamięci. Wypełnione ankiety rekrutacyjne dostępne >>tutaj należy przesłać do 19 czerwca. 

Druga grupa wydarzeń to akcja „Wolność Łączy” i tu mogą się zgłaszać już młodsi, bo jedynie 14-letni ochotnicy. To oni 1 sierpnia w Warszawie “obstawią” wszystkie powstańcze miejsca pamięci, przy których będą pełnić wartę oraz opowiadać przechodniom, co zdarzyło się w danym miejscu. Rekrutacja do tej grupy także kończy się 19 czerwca.

Trzecia grupa ochotników będzie zaangażowana w tzw. wolontariat długoterminowy, od czerwca do września. Praca będzie polegała głównie na wspieraniu obsługi różnych działów Muzeum, ale też w razie potrzeby na pomoc przy akcji “Wolność Łączy”. Tu także wystarczy mieć 14 lat aby się zgłosić. 

Szczegółowe informacje znajdują się na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego>>

ad/Stacja7

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


🔷 Jej bajka urzekła o. Adama Szustaka. Obejrzyj odcinek "Piernikowych Bajek"! ⤵️


 

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >