Prorok Daniel miał rację

Wciąż za mało mówi się o tym, że post Daniela ma przede wszystkim korzenie biblijne i jest wydarzeniem przeżywanym przez człowieka wiary Starego Testamentu.

Jan Jędraszek SAC
Jan
Jędraszek SAC
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wyrażenie „post Daniela” zrobiło w ostatnich latach zawrotną karierę. Bywa używane w kontekście różnych diet odchudzających i utożsamiane głównie z dietetycznym i kosmetycznym detoksem. W Polsce najczęściej jest ono kojarzone z dietą dr Ewy Dąbrowskiej. Jak grzyby po deszczu powstają domy i ośrodki proponujące ten rodzaj odżywiania w celu poprawy kondycji fizycznej organizmu. Dla źle odżywionego i przekarmionego człowieka naszych czasów bywa ono często ostatnią deską ratunku i jedynym lekarstwem na jego zdrowotne bolączki i dolegliwości.

Dość rzadko jednak podejmuje się głębszy namysł nad źródłami postu Daniela i głębokim, religijnym kontekstem, z którego on się wywodzi. Wciąż za mało mówi się o tym, że post Daniela ma przede wszystkim korzenie biblijne i jest wydarzeniem przeżywanym przez człowieka wiary Starego Testamentu. Kontekst jego powstania oraz dobroczynne skutki tej formy postu dla ciała i ducha zostały szczegółowo opisane w pierwszym rozdziale Księgi Daniela. Religijny post Daniela został przez autora natchnionego opisany i ukazany jako pójście pod prąd pokusom tego świata i jako zachęta dla wierzących Izraelitów do wytrwania w wierności wobec Jedynego Boga w trudnych warunkach babilońskiej niewoli.

 

Kim był prorok Daniel?

Otóż wszystko co wiemy o Danielu, pochodzi tak naprawdę tylko z księgi noszącej jego imię. Jest jej głównym bohaterem i dlatego przypisano mu również jej autorstwo. Miał być jednym z młodzieńców żydowskich uprowadzonych do Babilonii po zdobyciu Jerozolimy przez króla Nabuchodonozora. Jeśli zaś chodzi o inne dane biblijne, to – owszem – imię Daniel pojawia się kilkakrotnie także w innych księgach Starego Testamentu, ale żadnej z wymienionych tam postaci raczej nie można identyfikować z głównym bohaterem Księgi Daniela. Potwierdza to również ciekawy fakt, że wbrew uznanej tradycji żydowskiej, osoba Daniela nie ma żadnej genealogii. Najprawdopodobniej zatem przypisanie Danielowi autorstwa tej Księgi było rezultatem tzw. pseudonimii. Ten zabieg literacki i redaktorski polegał na tym, że ze względu na pouczający charakter materiału zawartego w Księdze Daniela jej treść mogła zostać przypisana jakiejś osobie znanej w starożytności ze swej  sprawiedliwości, pobożności i mądrości. Nie jest oczywiście wykluczone, że ktoś taki mógł rzeczywiście istnieć – na przykład w literaturze qumrańskiej pojawia się postać takiego właśnie żydowskiego mędrca – ale nie zachowały się o nim żadne dokładniejsze informacje. Nie to było jednak najważniejsze dla autora natchnionego. Najistotniejsze było, że osoba Daniela była personifikacją najwspanialszych cech człowieka wierzącego Starego Testamentu, do których należą: wierność, sprawiedliwość, mądrość i pobożność.

 

 

Wolność nie jest dana raz na zawsze

Pierwszym ważnym pouczeniem płynącym z pierwszego rozdziału Księgi Daniela jest to, że cenne wartości wolności i niezależności są zawsze bardzo kruche i narażone na utratę. Oto dumny, wybrany przez Boga, liczący sobie już kilkaset lat naród, zostaje sromotnie podbity przez inne mocarstwo i dramatycznie tę wolność traci. Doszło do tego – a wiemy to również z historii powszechnej tamtych czasów – z powodu nietrafionej polityki zewnętrznej, dworskich intryg i wreszcie wskutek zwykłych ludzkich słabości. Co ciekawe, proces utraty wolności najczęściej nie jest wydarzeniem przychodzącym niespodziewanie, lecz dochodzi do niego stopniowo dzień po dniu. O tych symptomach przestrzegali przecież – niestety, na próżno – prorocy. Zawsze jednak konsekwencje takich postaw okazują się bardzo dotkliwe w swych skutkach.

Czy nie dostrzegamy w tym procesie analogii również do naszego życia? Na szczęście nie mamy dzisiaj wojny czy niewoli zewnętrznej, ale to jeszcze nie oznacza, że jesteśmy automatycznie wolni. Otoczeni przez cywilizację wszędobylskich dóbr i osaczające zachęty do niepohamowanej ich konsumpcji, jakże często bezwiednie ulegamy tym pokusom i popadamy w uzależnienia od nich. Jednym z takich ogólnodostępnych dóbr naszych czasów jest chociażby jedzenie. Półki sklepowe uginają się pod ciężarem wszelakich produktów, które mają nie tylko zaspokoić nasz głód fizyczny, ale również dać psychiczne i duchowe zadowolenie. 

Półki sklepowe uginają się pod ciężarem wszelakich produktów, które mają nie tylko zaspokoić nasz głód fizyczny, ale również dać psychiczne i duchowe zadowolenie.

Ponadto często bywa tak, że nadmiar przyjmowanego pokarmu tłumaczymy w naszym życiu tym, że przecież on nam się słusznie należy za naszą ciężką pracę i że możemy się nim w niewinny sposób nagrodzić. Niekiedy też nadmierna konsumpcja służy do tzw. „zajadania stresu” czy innych życiowych problemów. Czasem takie uzależnianie siebie i innych od nadmiernego przyjmowania pokarmów rozpoczyna się bardzo wcześnie, chociażby poprzez „wynagradzanie” dzieciom przez rodziców – poprzez różne łakocie – ich rodzicielskiej nieobecności w procesie wychowania ich pociech. Skutek bywa taki, że czasem nawet nie jesteśmy świadomi tego, iż dawno już przekroczyliśmy granicę uzależnienia i staliśmy się niewolnikami jedzenia. Bardzo trafnie ujmuje to św. Hieronim, który tłumacząc ten werset z języka hebrajskiego na łaciński oddał rzeczywistość oblężenia Jerozolimy przez króla Nabuchodonozora łacińskim słowem obsedit, od którego pochodzi przecież nasze współczesne słowo obsesja.

 

Wraz z wolnością traci się to, co najcenniejsze

Drugim pouczeniem jest to, że wraz z utratą wolności pojawia się zagrożenie utraty tego, co najcenniejsze: własnej tożsamości, wiary i ojczyzny. Jednym z symboli żydowskiego dramatu niewoli był fakt, że po zdobyciu Jerozolimy i zburzeniu świątyni Boga Jahwe, pogański król Nabuchodonozor dokonał świętokradczego aktu – zrabował część naczyń ze świątyni jerozolimskiej i zabrał je do swej stolicy w Babilonie. Głównym bogiem Babilonu był Marduk, uważany za jedno z najważniejszych pogańskich bóstw starożytności. I chociaż Biblia mówiąc o bożkach pogańskich, wspomina najczęściej Baala, to tak naprawdę żadne bóstwo z pierwszego tysiąclecia przed Chrystusem nie miało tak wielkiego politycznego znaczenia jak Marduk. To jemu była poświęcona najwspanialsza świątynia Esagila w Babilonie. Znana była szczególnie z imponującego zigguratu, czyli ozdobnej wieży o zmniejszających się schodkowo ku górze kolejnych tarasach.

Coś bardzo podobnego dzieje się w każdym naszym uzależnieniu, również tym od jedzenia. Na początku wygląda ono niewinnie, ale w efekcie zawsze pociąga za sobą utratę czegoś bardzo dla nas cennego.

Czyż nie przypomina nam tym kształtem pewnej prawidłowości stopniowego ulegania skłonnościom? – coś bardzo podobnego dzieje się w każdym naszym uzależnieniu, również tym od jedzenia. Na początku wygląda ono niewinnie, ale w efekcie zawsze pociąga za sobą utratę czegoś bardzo dla nas cennego. Najczęściej jest to utrata kontroli nad własnym życiem. Czy nie doświadczamy takiego uczucia, gdy na przykład pojawia się w nas gwałtowny przymus zjedzenia natychmiast czegoś słodkiego i uświadamiamy sobie, że ta namiętność przenika nasze myślenie i chcenie i że w tym oto momencie jesteśmy wobec tego pragnienia bezsilni?

 

W miejsce Boga prawdziwego szybko wchodzą bożki

Kolejny wniosek jest taki, że gdy traci się wolność, wiarę i to, co najświętsze, w to miejsce bardzo szybko wchodzą najróżniejsze bożki. Wspomniany rabunek naczyń ze świątyni jerozolimskiej oprócz straty materialnej miał jeszcze jeden, bardzo bolesny i symboliczny wymiar. Otóż wojny w ówczesnym rozumieniu toczyły się nie tylko pomiędzy ludźmi, ale również pomiędzy bóstwami, dlatego zdobyte naczynia kultyczne należały jako łup do zwycięskiego bóstwa. Żydowskie przedmioty religijne zrabowane ze świątyni w Jerozolimie stanowiły zatem cenne trofeum nie tylko dlatego, że były wykonane ze szlachetnych metali, lecz właśnie z powodu ich poświęcenia prawdziwemu Bogu Jahwe. Fakt, że Nabuchodonozor złożył święte naczynia Żydów „w skarbcu swojego boga”, był świadomym aktem zbezczeszczenia, który miał ukazywać dominację najeźdźcy nad pokonanym narodem izraelskim i jego Bogiem. Było to upokorzenie największe z możliwych.

Przyglądając się własnej kondycji, nietrudno oprzeć się wrażeniu, że w interpretacji tego wersetu może chodzić także o bożki naszego życia. Mistrzowie życia duchowego podpowiadają nam, że bożkiem w naszym życiu może być dosłownie wszystko to, co wchodzi w miejsce Boga, swoiście Go „zwycięża” i próbuje nam Go zastępować. Jeśli rzeczywiście tak jest, to również uzależnienie od jedzenia może sprawić, że obżarstwo łatwo może stać się jednym z takich bożków. Ta podmiana bywa tak subtelna, że początkowo wcale nie musimy być jej świadomi. Dzieje się to trochę tak, jak w przypadku małej kulki śnieżnej, oderwanej od zbocza góry – na początku wygląda niewinnie i nawet uroczo, ale po pewnym czasie zamienia się w druzgocącą wszystko i niosącą śmierć lawinę. Specjaliści od uzależnień mówią, że najtrudniej jest podjąć walkę właśnie u początku, bo wchodzenie w uzależnienie bywa czymś miłym i przyjemnym, kończy się jednak najczęściej tragiczną niewolą.

 

Utraconą wolność trudno odzyskać

Ostatnie pouczenie wynikające z tych dwóch wersetów staje się bardziej zrozumiałe, gdy spojrzymy na perspektywę czasową znaną już autorowi Księgi Daniela. Jak pamiętamy, ostateczna redakcja tej Księgi dokonała się ponad czterysta lat po opisywanych tutaj wydarzeniach. A zatem autor natchniony wiedział już, że naczynia zrabowane ze świątyni jerozolimskiej pozostały w niewoli w Babilonie ponad pół wieku. Powróciły one do Jerozolimy dopiero za panowania perskiego króla Cyrusa, w którego czasach zakończyła się babilońska niewola ludu wybranego. Pouczenie dla nas może być zatem takie, że raz utraconą wolność trudno odzyskać.

Wejście w przestrzeń postu religijnego bywa dla wielu ludzi jedynym ratunkiem i nadzieją na oswobodzenie się z własnej niewoli.

Może to również oznaczać, że niekiedy stopień trudności i komplikacji naszego zniewolenia w stosunku do jedzenia może przybrać takie rozmiary, że dotychczasowe sposoby radzenia sobie w danej sytuacji nie przynoszą już spodziewanych rezultatów. Innymi słowy, może nastąpić w naszym życiu taki moment, kiedy przestają działać jakiekolwiek obietnice ograniczenia ilości i jakości jedzenia. Jedynym ratunkiem jest wtedy zastosowanie radykalnego cięcia, jakim jest post. Gdyby tak nie było, to nie przypominałby nam tego sam Jezus mówiąc, że „jest taki rodzaj złych duchów, które można wyrzucić tylko modlitwą i postem”. Wejście w przestrzeń postu religijnego bywa dla wielu ludzi jedynym ratunkiem i nadzieją na oswobodzenie się z własnej niewoli.

 

Bóg czuwa nad każdym zdarzeniem

Na szczęście analizowane wersety podsuwają nam również koło ratunkowe, którego warto chwycić się także dzisiaj. Ta wskazówka zawiera się w stwierdzeniu, że to Pan „wydał” króla żydowskiego Jehojakima w ręce pogańskiego króla. Dla człowieka wierzącego oznacza to, że Bóg był jednak obecny nawet w tak trudnym wydarzeniu, jakim była niewola. Dla nas jest to znak, że żadna rzeczywistość nie wymyka się z rąk Bożych ani nic nie dzieje się bez Jego obecności, ponieważ to Bóg kieruje każdym zdarzeniem. Nawet tak tragiczne doświadczenie, jak przeżywana niewola, w końcu nie zaistniało tylko z racji potęgi pogańskiego władcy, ale stało się tak, ponieważ Bóg do tego dopuścił.

Prawda, że ostatecznie to Bóg kieruje losami świata i każdego człowieka jest ogromnie pocieszająca – szczególnie w przestrzeni naszych osobistych niewoli. Początek Księgi Daniela uczy nas bowiem, że jedną z najważniejszych cech Boga jest Jego wierność, która daje się poznać nawet w tak tragicznym czasie, jak utrata wolności i wygnanie. To właśnie ta wierność Boga staje się podstawą nadziei, którą pokładają w Nim ci, którzy Mu ufają. Bóg nigdy nie opuści tych, którzy w Niego wierzą. Co więcej – jak zobaczymy na przykładzie Daniela i towarzyszy – ci, którzy w Nim pokładają nadzieję i są Mu posłuszni, będą przez Niego nie tylko uchronieni od zła, ale również wywyższeni i obdarzeni godnościami, nawet w tak pogańskim miejscu, jak ówczesny Babilon.

 

Potrzeba walki duchowej poprzez post

Na szczęście u wielu osób – szczególnie w kwestii jedzenia – wzrasta dzisiaj świadomość tych zagrożeń, a wtedy łatwiej o moment duchowego przebudzenia.

Wymowa duchowa tych pierwszych dwóch wersetów dotyczy zatem dzisiaj również nas. Każdy bowiem może być dotknięty niebezpieczeństwem niepostrzeżonego oddania części lub całości swej duchowej wolności – niekiedy bez walki. Na szczęście u wielu osób – szczególnie w kwestii jedzenia – wzrasta dzisiaj świadomość tych zagrożeń, a wtedy łatwiej o moment duchowego przebudzenia. Wielu ludzi przybywających do naszego Domu aby wziąć udział w rekolekcjach z postem Daniela mówi o tym, że decyzja o podjęciu postu była – i jest nadal – niezwykle skutecznym narzędziem w walce ze zniewoleniem, nie tylko w dziedzinie jedzenia, ale również w innych niewolach ich życia.

To właśnie dlatego, od samego początku zaistnienia rekolekcji z postem Daniela w naszym Domu w Konstancinie-Jeziornie, mocno akcentujemy duchowy i rekolekcyjny wymiar tego czasu. Bardzo wyraźnie podkreślamy, że nie jest to SPA czy ośrodek wczasowy z dietą, ale rekolekcje z postem, czyli czas poszukiwania i odnajdywania obecności Boga na ścieżkach swojego życia. I w tym właśnie poszukiwaniu – podobnie jak to zobaczymy w życiu Daniela i jego towarzyszy – niezbędne jest podjęcie praktyki religijnego postu, który pełni tutaj podstawową i niczym niezastąpioną rolę.

 

Fragment pochodzi z książki: „Prorok Daniel miał rację. Nie tylko biblijne aspekty postu Daniela” autorstwa ks. Jana Jędraszka SAC

 


Zobacz więcej: Rekolekcje z Postem Daniela >>>

 

Jan Jędraszek SAC

Jan Jędraszek SAC

Z wykształcenia filozof, z zamiłowania biblista głoszący Słowo Boże. Pracuje w Centrum Animacji Misyjnej prowadzonym przez Księży Pallotynów w Konstancinie-Jeziornie. Od ponad 10 lat prowadzi Rekolekcje z Postem Daniela i spotkania w comiesięcznej biblijnej Szkole Słowa.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Jan Jędraszek SAC
Jan
Jędraszek SAC
zobacz artykuly tego autora >

Macierzyństwo z Bożego planu czyli o matkach w Biblii

Niektóre były bezpłodne, a przyjście ich dzieci na świat było wielkim cudem działania Bożego. Inne - z płodnością problemu nie miały, ale i tak ich macierzyństwo było elementem Bożego planu. Jakie były biblijne matki?

Maria Miduch
Maria
Miduch
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jako reprezentację tych niezwykłych kobiet można wybrać cztery ich bibilijne przykłady, pokazujące działanie Pana Boga w cudzie macierzyństwa. Oto Ewa – pierwsza matka, Sara – matka wyczekanego Izaaka, Anna – matka Samuela oraz Maryja i Elżbieta, pierwsze matki Nowego Testamentu.

 

Ewa – Matka żyjących

Już samo to imię – “Matka żyjących” dużo mówi o właścicielce. Wybrałam ją do grona biblijnych matek, ponieważ jej postać objawia nam dużo o tym, jak Bóg patrzy na nasze ludzkie porażki i jak patrzy na nasz grzech. Nam się czasem wydaje, że nasze ludzkie uwikłanie w grzech przekreśla to, że Pan Bóg zechce z nami współpracować. Tymczasem Ewa, która odwraca się od Pana Boga i jest dobrym przykładem założenia, że już wówczas nic dobrego wydarzyć się nie może – pokazuje, że jest zupełnie inaczej. Pomimo tego grzechu Bóg nie cofa swojego błogosławieństwa, które miał dla ludzi. Ono dalej trwa. Ewa może przekazywać życie dalej. Otrzymuje imię Ewa – matka żyjących. W tym pokazuje również swoje podobieństwo do Boga. To jest piękne. Że Bóg nigdy nie cofa darów, które powierza ludziom i patrzy na nas inaczej niż my byśmy patrzyli. Gdybyśmy to bowiem my mieli wybierać imię dla pierwszej kobiety, pewnie wybralibyśmy “Ta która zgrzeszyła”, “Upadła kobieta”, “Ta, która uległa pokusie”, natomiast imię, które nosi pierwsza kobieta to Ḥawwā czyli “Matka żyjących”, “Ta, która ma coś wspólnego z Bogiem” który daje życie, który jest Żyjącym. To jest dla mnie takie niesamowite i budujące: niezależnie od tego, co się w naszym życiu wydarzy możemy uczestniczyć we wspaniałym darze, jakim jest przekazywanie życia, możemy uczestniczyć w Bożym błogosławieństwie.

 

Sara, matka Izaaka

Żona Abrahama. Ona jest symbolem kobiety, która czeka, choć trochę już zwątpiła w wypełnienie jakichkolwiek obietnic. Kiedy te obietnice są już tuż tuż, na wyciągnięcie ręki, ona wcale nie odznacza się jakąś heroiczną wiarą, wręcz przeciwnie: wątpi że jeszcze może zostać matką, i coś dobrego może się wydarzyć. A tymczasem jednak się to dzieje. To w bardzo piękny sposób pokazuje, że Pan Bóg nie czeka, aż będziemy idealne, nie czeka, aż nasza wiara będzie wystarczająco duża żeby uwierzyć w cud. tylko jeśli ten cud ma się wydarzyć, to Bóg i tak go doprowadzi do wypełnienia. Ale Sara to też matka która późno cieszy się macierzyństwem. Żydowskie legendy mówią, że ona była tak mocno związana z Izaakiem, że kiedy dotarło do niej boczną drogą, że jej mąż chciał Izaaka złożyć w ofierze – pękło jej serce i umarła. W perykopie biblijnej również czytamy o śmierci Sary zaraz po niedokonanej przecież ofierze z Izaaka. Sara długo czekała na wypełnienie obietnicy, a gdy się wypełniła – wydało się że oddała temu synowi całe swoje serce i tak bardzo się z nim związała.

 

Anna przedstawia swego syna Samuela kapłanowi Helemu | Gerbrand van den Eeckhout (ok. 1665)

 

Anna, matka Samuela

To też długo oczekiwane macierzyństwo i również wiele trudności. Anna jest żoną Elkany, który ma jednocześnie drugą żonę, z którą ma potomstwo. Tymczasem Anna jest bezpłodna. Nie może sobie z tym poradzić. Ma miłość męża, jest pewna tego, że jest dla niego wartościową kobietą, a jednak brak dziecka sprawia, że bardzo cierpi. Do tego ową bezpłodność wytyka jej druga żona. W końcu dochodzi do tego, że podczas rodzinnego świętowania w Szilo Anna już nie może znieść tych przytyków drugiej żony i postanawia wylać całą gorycz, którą ma w sercu przed Panem Bogiem. I to jest przełomowy moment. Anna z zalęknionej, wycofanej, zmienia się w kobietę odważną i silną. Kiedy wylewa gorycz ze swego serca – Pan Bóg może ją wtedy napełnić łaską. Łaską macierzyństwa. Zanim jednak stanie się matką zaczyna dostrzegać też swoją własną wartość. Pierwszy efekt jest taki, że nie pozwala się zbyć czy fałszywie osądzić kapłanowi Helemu, ale broni się. To objaw tego, że coś się w niej zmieniło, już nie jest ofiarą losu. Potem wraca do rodziny, dalej świętuje i później też staje się matką. Po kilku miesiącach rodzi Samuela i oddaje go do świątyni na służbę. Zdaje sobie bowiem sprawę z tego, że to dziecko nie jest tylko jej, ale też należy do Boga. Anna to piękna kobieta, wzór dla niejednej z nas. Wzór dochodzenia od smutku i rozpaczy poprzez zawierzenie Bogu, poprzez wylanie przed Nim swojego bólu – do kobiety odważnej, świadomej swojej wartości.

 

Maryja, Matka Jezusa i Elżbieta – matka Jana Chrzciciela

Zestawiam je razem bo obie zostają matkami w tym samym czasie i obie żyją na styku Starego i Nowego Testamentu. Elżbieta i Maryja objawiają się w historii zbawienia wtedy, gdy naród wybrany ze szczególną intensywnością oczekuje przyjścia Mesjasza. Z pewnością one też modlą się o jego przyjście bardzo gorliwie i nagle się okazuje, że same są częścią tej historii; że uczestniczą w czymś, co było od wieków zapowiadane i było nadzieją całego narodu. Najpierw Maryja – młoda dziewczyna z Nazaretu. Choć jest ona często przedstawiana jako wycofana, pokorna, cichutka osoba, to kiedy wczytamy się w tekst biblijny widzimy, że owszem jest w Niej pokora, ale Ona też ma taką pewność siebie. Nie jest kimś, kto nie dyskutuje, kto da się zastraszyć, kto przyjmuje wszystko tak jak mu zostaje podane. Sama rozmowa z Aniołem podczas Zwiastowania świadczy o tym, że Ona chce się dowiedzieć, jest ciekawa; Że to wszystko ją zaskakuje i jest nowością. Dlatego Maryja stawia pytania. Odważne pytania. Odpowiedzi, które otrzymuje wymagają od niej dużego zaufania i wymagają zawierzenia się Bogu. To także ma. Zawierza się Panu Bogu całkowicie. Chcę tu zwrócić uwagę na coś, co często pomijamy myśląc o zwiastowaniu. Maryja odpowiada bowiem “Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego”. W tej odpowiedzi widać, jak ona dobrze rozumie swoją misję. Wie, że jej życie wcale nie będzie proste, łatwe i usłane różami. Przecież jako praktykująca Żydówka doskonale zna izajaszowe Pieśni o Słudze Jahwe. Wie, że ten kto “służy Bogu” – Sługa Boga Najwyższego – nie ma łatwego życia. Że spada na niego ból, cierpienie, niesprawiedliwy osąd, odrzucenie. Kiedy więc wypowiada słowa “Oto ja służebnica Pańska” słychać w nich echa izajaszowego Sługi Pana, który wiele wycierpiał.

Kolejna niesamowita rzecz w tej dziewczynie i matce, to fakt, że wiedząc iż jest w ciąży nie skupia się na sobie, ani na swoich potrzebach, na tym że została wybrana i wyróżniona, tylko od razu skupia się na kimś innym – biegnie prosto do swojej krewnej Elżbiety.

 

Spotkanie Maryi i młodego Jezusa z Elżbietą i młodym Janem Chrzcicielem | Josefa de Óbidos

 

To przecież takie bardzo kobiece. Ona potrzebuje przyjaciółki, z którą może się podzielić wielkimi dziełami, które czyni Pan. A kto lepiej ją zrozumie jak nie inna kobieta która też doświadcza Bożego działania?

I tak przechodzimy do Elżbiety, kobiety bezdzietnej, w podeszłym wieku. Wszystko wskazuje na to, że ona już nigdy matką nie zostanie. Tymczasem okazuje się, że jednak zajdzie w ciążę, urodzi dziecko, stanie się matką. Czekała wiele, kilkadziesiąt lat na ten moment i nagle oto jest. Dzieje się. Dzieją się wielkie rzeczy. Ona również nie skupia się tylko na sobie, ale potrafi dostrzec działanie Boga w innych. Moglibyśmy powiedzieć, że spotkanie Maryi z Elżbietą to takie spotkanie z prorokinią. Maryja wchodzi do Elżbiety, pozdrawia ją pewnie tradycyjnym żydowskim pozdrowieniem “Shalom” – Pokój, w Elżbieta od razu poznaje, że Maryja jest w ciąży oraz że nosi w sobie kogoś bardzo niezwykłego, bo samego Boga. “Skądże mi to że matka mojego Pana przychodzi do mnie?” Przecież ona nie ma prawa tego wiedzieć! Ani tego, że Maryja jest w ciąży, bo to wczesny okres, pierwsze dni, ani tego, kto jest w Jej łonie. Tymczasem ona jak prorokini – wie.

Wtedy dochodzi też do pierwszego spotkania Jana Chrzciciela i Jezusa, którzy są pod sercami swoich matek. Elżbieta zostaje napełniona Duchem świętym i to samo dzieje się z Janem. Tradycja Kościoła wschodniego interpretuje nawet, że to był właśnie moment, gdy Jan Chrzciciel został oczyszczony z grzechu pierworodnego. To jest piękna tradycja. Pokazuje, że Duch już zaczyna się udzielać, choć do dnia Pięćdziesiątnicy jeszcze bardzo daleko.

To spotkanie dwóch ciężarnych kobiet, które właśnie doświadczają realizacji Bożych obietnic to taki piękny zapis w Ewangelii. Pokazuje, jak niesamowite są dzieła Boże i z drugiej strony jak Bóg działa w zwyczajnych ludziach. Dwie zwyczajne kobiety spotykają się by cieszyć tym, co Pan uczynił w ich życiu i co uczyni w życiu ich dzieci. To ważne i piękne.

 

Notowała Anna Druś

 

Maria Miduch

Maria Miduch

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Maria Miduch
Maria
Miduch
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap