Zakochany Skazaniec. Rekolekcje poprowadzi Ojciec Adam Szustak.

Już w Środę Popielcową na naszym portalu znajdziecie pierwszy odcinek!

Adam Szustak OP
Adam
Szustak OP
zobacz artykuly tego autora >

Mamy 40 dni na przygotowanie się do największego wesela jakie widział ten świat. Bóg postanowił poślubić nas na wieczność, a że przysięga małżeńska mówi "aż do śmierci" – potraktował te słowa wyjątkowo dosłownie i na serio. Będziemy więc wpatrywać się w tego Zakochanego Skazańca chcąc zobaczyć Jego niezwykłe piękno, dobroć i miłość jaką ma względem nas. Chcemy w ten sposób przygotować się na ślub. Pan Młody już nadchodzi, więc wybiegnijmy Mu na spotkanie.

Kto gada: o. Adam Szustak OP – więcej info na www.langustanapalmie.pl

Gdzie: W internecie.

Kiedy: Start w Środę Popielcową, a później przez cały Wielki Post w każdą niedzielę i czwartek. W Wielkim Tygodniu będzie kilka odcinków specjalnych.

Dla kogo: Dla każdego. Przekażcie zaproszenie gdzie się tylko da. Spróbujmy dotrzeć do jak największej ilości ludzi. Niech Słowo idzie w świat.

Rekolekcje można śledzić na Facebooku

Organizatorzy: Langustanapalmie.pl, Stacja7.pl

Partnerzy: Gloria24.pl, Dominikanie.pl

Adam Szustak OP

Adam Szustak OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Adam Szustak OP
Adam
Szustak OP
zobacz artykuly tego autora >

Kanada: osoby po eutanazji bez katolickiego pogrzebu

Katoliccy biskupi zachodniej części Kanady opowiedzieli się za odmawianiem katolickiego pogrzebu osobom, które dokonały „wspomaganego samobójstwa”. Wyjaśnili, że nie jest to kara, lecz przyjęcie do wiadomości, że zmarły dokonał czynu „przeciwnego wierze chrześcijańskiej”.

Ich zdaniem ceremonia religijna byłaby w tym przypadku gorsząca, gdyż sprawiałaby wrażenie, że pochwala ten „grzech śmiertelny”. Byłaby też interpretowana jako „zachęta dla innych do popełniania tego zła”.

 

Wademekum biskupów sześciu diecezji prowincji Alberta i Terytoriów Północno-Zachodnich zostało ogłoszone 14 września w odpowiedzi na przyjętą w Kanadzie ustawę, legalizującą pomoc w samobójstwie. Sprawą tą zajmuje się także konferencja episkopatu całej Kanady, obradująca w tym tygodniu w Cornwall.

 

Wśród kanadyjskich biskupów nie ma jednomyślności na ten temat. Np. arcybiskup stołecznej Ottawy, Terrence Prendergast wyraził pogląd, że osoby proszące o „wspomagane samobójstwo” nie powinny otrzymać przed śmiercią sakramentów, a po niej kościelnego pogrzebu.

 

Z kolei ordynariusz diecezji Valleyfield koło Montrealu, bp Noël Simard zaznaczył, że nie należy się szybko spodziewać wskazówek w tej kwestii. Jednak potrzeba refleksji jest pilna, gdyż w prowincji Québec zdarzało się już, że rodziny zmarłego ukrywały przed księżmi fakt jego „wspomaganego samobójstwa” z obawy, że katolicki pogrzeb nie dojdzie do skutku. Ponadto trzeba zdecydować czy w przypadku podjęcia przez kogoś decyzji o tego typu śmierci, można mu wcześniej udzielić sakramentów.

 

Zdaniem bp. Simarda, decyzje o „wspomaganym samobójstwie” winny być oceniane w każdym przypadku z osobna. Uważa on, że zanim powoła się na normę i zabroni „wspomaganego samobójstwa”, trzeba człowieka wysłuchać i mu towarzyszyć. – Te sytuacje są złożone i w duszpasterstwie próbuje się zrozumieć tę nową rzeczywistość – zaznacza hierarcha.

 

Kanadyjscy biskupi odróżniają osoby, które prosiły o pomoc w samobójstwie od tych, które same targnęły się na swe życie z powodu rozpaczy czy choroby psychicznej – tym drugim nie odmawia się dziś katolickiego pochówku. – Problem z pomocą w samobójstwie polega na tym, że jest ona dokonana z premedytacją – wyjaśnia bp Simard.


pb (KAI/ledevoir.com) / Ottawa

ŚWIATOWE DNI MŁODZIEŻY

ŚDM największym wydarzeniem medialnym w historii Polski

Światowe Dni Młodzieży w Krakowie były największym wydarzeniem medialnym w historii Polski. Dla polskich mediów było to wielkie przedsięwzięcie techniczne. Światowe media pokazały Kościół w Polsce nie stereotypowy, ale rzeczywisty, a wszelkie katastroficzne wizje, że ŚDM nie może się udać, okazały się nieprawdziwe – podkreślili w czwartek w sekretariacie Episkopatu Polski przedstawiciele mediów zaangażowanych w organizację i przebieg Światowych Dni Młodzieży.

W zorganizowanej przez Biuro Prasowe KEP i Stowarzyszenie Komunikacji Społecznej Signis – Polska konferencji „Światowe Dni Młodzieży Kraków 2016 ze swoim przesłaniem o miłosierdziu w przekazie medialnym” wzięli udział przedstawiciele Telewizji Polskiej, Polskiej Agencji Prasowej, Polskiego Radia oraz Katolickiej Agencji Informacyjnej.

 

Prezes Zarządu Polskiego Radia Barbara Stanisławczyk-Żyła podkreśliła, że Światowe Dni Młodzieży miały dla całego polskiego społeczeństwa podwójny wymiar. Pierwszy polegał na przypomnieniu wartości duchowych i kulturowych, na których została zbudowana polska państwowość. Zostało to zaznaczone także podczas kwietniowych obchodów 1050. rocznicy Chrztu Polski.

 

Drugim wymiarem było stworzenie dzięki ŚDM w Krakowie wyjątkowej wspólnoty ludzi zgromadzonych na tym wydarzeniu. Światowe Dni Młodzieży były transmitowane na wszystkich antenach Polskiego Radia. – Informowaliśmy o wydarzeniach w wymiarze religijnych, ale pokazywaliśmy też, jak tworzyły się przyjaźnie, a wkrótce być może także małżeństwa – mówiła prezes PR.

 

Jak dodała, uczestniczyła w ŚDM nie tylko ze względu na swoje obowiązki zawodowe, ale także jako uczestnik wydarzeń. – Mój odbiór był zatem również emocjonalny. Z jednego i drugiego punktu widzenia dostrzegłam tworzenie się wspólnoty, która powstała mimo podsycanych wcześniej lęków – stwierdziła Barbara Stanisławczyk-Żyła.

 

Podkreśliła, że wspólnie z innymi mediami zaangażowanymi w obsługę medialną ŚDM obawy – wiązane m.in. z lękiem przed atakami terrorystycznymi czy chaosem organizacyjnym – udało się Polskiemu Radiu rozwiać.

 

„Trzy miliony ludzi stworzyło rzeczywiście rodzinną atmosferę. Nigdy nie widziałam Krakowa tak przyjaznego i tak czystego” – przyznała prezes Polskiego Radia.

 

Dyrektor Biura Koordynacji Programowej TVP Joanna Klimek przyznała, że Światowe Dni Młodzieży były szczególnym wydarzeniem. – Czuliśmy, że uczestniczymy w czymś wyjątkowym. Dla telewizji, jeśli chodzi o zaangażowanie środków technicznych, było to gigantyczne przedsięwzięcie – powiedziała.

 

Artur Dmochowski, prezes Polskiej Agencji Prasowej podkreślił, że Światowe Dni Młodzieży stanowiły „piękne świadectwo tego, czym jest Kościół powszechny, świadectwo chrześcijaństwa pełnego radości i niosącego wolność”. – Była to także okazja do przypomnienia 1050-letnich tradycji Kościoła w Polsce – zaznaczył.

 

Dla Polskiej Agencji Prasowej – podkreślił Dmochowski – uczestniczenie w relacjonowaniu Światowych Dni Młodzieży było wielkim przywilejem. Na PAP spoczywała ponadto odpowiedzialność za współorganizację (razem z KAI) obsługi medialnej Światowych Dni Młodzieży. W serwisach PAP opublikowano 1500 depesz i materiałów video poświęconych ŚDM. W kulminacyjnym momencie wydarzenie to relacjonowało 40 dziennikarzy. Na przygotowanym specjalnie dla mediów i prowadzonym wspólnie przez PAP i KAI portalu www.pope2016.com opublikowano ok. 2,5 tys. tekstów.

 

Marcin Przeciszewski, prezes Katolickiej Agencji Informacyjnej podkreślił, że ŚDM były zdecydowanie największym wydarzeniem medialnym w historii Polski, z którym nie mogło się równać nawet EURO 2012. Olbrzymie zainteresowanie mediów samymi ŚDM oraz pielgrzymką papieża Franciszka do Polski uwidoczniło się m.in. w wydaniu przez KAI 5674 kart akredytacyjnych dziennikarzom z całego świata.

 

Odnosząc się do sposobu relacjonowania tych wydarzeń przez światowe media, prezes KAI powiedział, że wydarzył się pewnego rodzaju cud. Polegał on na tym, że dziennikarze pokazali Kościół w Polsce taki, jakim jest on w rzeczywistości, choć dotychczas często w mediach świeckich Kościół był przedstawiany poprzez stereotypy, takie jak konserwatyzm i nie podążanie za współczesnością.

 

Jak podkreślił, fenomen ŚDM polegał na tym, że w Krakowie doszło do spotkania w jednym miejscu całego Kościoła powszechnego: duchownych, osób konsekrowanych i wiernych świeckich. Reprezentowane były wszystkie istotne nurty duchowości Kościoła katolickiego, w tym te najbardziej żywe i młode. – Stąd to świadectwo musiało być czymś nieprawdopodobnym. A wszelkie katastroficzne wizje, że ŚDM nie może się udać, okazały się nieprawdziwe – dodał Marcin Przeciszewski.

 

Jego zdaniem, najważniejsze pytanie po zakończeniu ŚDM brzmi: co dalej? Powinni je sobie postawić przede wszystkim sami dziennikarze. Media czeka bowiem teraz refleksja nad tym, jak kontynuować ŚDM rozumiany jako fenomen społeczno-religijny.

 

Przeciszewski przypomniał, że w organizację wydarzenia zaangażowało się ponad 100 tys. młodych ludzi. – Teraz jest kluczowy moment: czy tych ludzi włączymy do Kościoła, przez co kościelne wspólnoty zdynamizujemy, czy też pozwolimy im spokojnie się rozejść? – zastanawiał się prezes KAI.

 

Wskazał, że zadaniem mediów jest pokazywać konkretne inicjatywy wyrosłe na gruncie Światowych Dni Młodzieży w polskich parafiach, wspólnotach i ruchach religijnych. – Od nas zależy, czy wykorzystamy to zjawisko jako nową inspirację dla Kościoła – dodał.


(KAI) lk / Warszawa

KSIĄŻKI

Robert Mazurek o Biblii

- Podchodziłem do tej książki jak pies do jeża, bo jak można mówić o Biblii młodzieżowym językiem? Okazało się, że to bardzo inteligentna książka - mówi Robert Mazurek, dziennikarz.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

 

PATRONI MEDIALNI


rmf-fminteria-logo-big


 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Arkadio – Serwus nerwus

"Nie wierzę, że Ty tak nie masz! Wszystko do góry nogami... Syf w chacie. Problem za problemem. Ktoś się spóźnia. Dzieci krzyczą. Nie można wywiązać się z obowiązków... Świat wywrócony do góry nogami... Jak reagujesz? Pewnie tak jak ja..." - przekonuje Arkadiusz Zbozień, czyli raper znany jako Arkadio

„Też jestem nerwusem! Pytanie jak szybko się na tym łapiesz i co dalej z tym zrobisz! Jeśli też tak masz… To właśnie luźny numer dla Ciebie!” – tak tym razem Arkadio zapowiada nowy singiel.

„Serwus nerwus” to trzeci singiel z najnowszego cyklu Arkadio #nierzadko. Raper postawił sobie cel, aby co poniedziałek wypuszczać nowy singiel. Na jego facebooku pojawił się także plan dla słuchacza na cały tydzień. W nim poza singlem cieszący się ogromnym zainteresowaniem ”tłusty freestyle” (słuchacze wrzucają temat na żywo, a raper podczas transmisji live tworzy rymy na tematy z komentarzy), vlog i inne atrakcje. Sprawdź na jego fanpagu.

Franciszek jedzie do Gruzji – cząstki raju na Ziemi

W dniach 30 września – 2 października Franciszek odwiedzi Gruzję i będzie to – po odwiedzinach Armenii w czerwcu bieżącego roku – druga część jego wyprawy na Kaukaz. Hasłem tej wizyty są słowa: „Pokój wam”. W ramach tej 16. podróży zagranicznej podczas obecnego pontyfikatu papież odwiedzi jeszcze Azerbejdżan. Według popularnej legendy po stworzeniu świata Bóg postanowił oddać radosnym Gruzinom Raj na Ziemi, miejsce, które przeznaczył na swój ziemski odpoczynek. Do dziś uważają oni, że mają to szczęście i mieszkają w najpiękniejszym zakątku świata.

W duchu dialogu

Papież zapowiadając swą wizytę, wskazał na jej cele: – Z jednej strony chodzi o dowartościowanie starożytnych korzeni chrześcijańskich, obecnych na tych ziemiach – zawsze w duchu dialogu z innymi religiami i kulturami – i z drugiej strony o dodanie otuchy, nadziei w podążaniu drogami pokoju.

 

Z kolei administrator apostolski Kaukazu bp Giuseppe Pasotto CSS oświadczył, że „katolicy gruzińscy widzą w papieskiej wizycie objęcie uściskiem przez Kościół powszechny tej ziemi – gdzie niekiedy odnosi się wrażenie samotności – oraz potwierdzenie obranej drogi wiary”. Wskazał też na dwa jej cele: jeden związany z jednością Kościołów i drugi – dążenie do pokoju. Na tych ziemiach istnieje bowiem nie tylko konflikt między Armenią a Azerbejdżanem o Karabach Górski, ale także kwestie dotyczące gruzińskich obszarów Abchazji i Osetii Południowej, zajętych przez Rosję w sierpniu 2008 r. i uznanych przez nią za państwa „niepodległe”. W odpowiedzi na te działania Moskwy Gruzja zerwała z nią stosunki dyplomatyczne i uznała oba regiony za tereny okupowane.

 

Program

W piątek 30 września papież przyleci na międzynarodowe lotnisko w Tbilisi o godz. 15.00 czasu miejscowego. Po ceremonii powitania złoży kurtuazyjną wizytę prezydentowi w pałacu prezydenckim, na którego dziedzińcu przemówi do przedstawicieli władz, społeczeństwa i korpusu dyplomatycznego. Następnie spotka się z prawosławnym katolikosem – patriarchą całej Gruzji Eliaszem II w jego pałacu. Nie będzie jednak wspólnej modlitwy, gdyż – jak ogłosił Patriarchat – „nie zostały jeszcze przezwyciężone doktrynalne różnice między dwoma Kościołami”. „Gruziński Kościół Prawosławny powita papieża zgodnie z tradycyjną gościnnością jako przywódcę państwa i suwerena Watykanu” – napisał Patriarchat.

 

Ten dzień zakończy wizyta w kościele katolickim obrządku chaldejskiego pw. św. Szymona i spotkanie ze wspólnotą asyryjsko-chaldejską. Franciszek będzie pierwszym papieżem w historii, który przekroczy progi świątyni tego Kościoła. Chaldejski patriarcha Babilonii Louis Raphaël I Sako zapowiedział, że Ojciec Święty spotka się tam z 13 chaldejskim biskupami z Iraku. – Kraj ten jest domem dla ok. 10 tys. członków naszego Kościoła. Z tej okazji nie tylko biskupi, ale także wielu księży i wiernych z Iraku przyjedzie do Tbilisi, aby spotkać się z papieżem – oznajmił zwierzchnik katolików chaldejskich.

 

W sobotę 1 października papież odprawi Mszę św. na stadionie im. Micheila Meschiego. W kościele pw. Matki Bożej Wniebowziętej spotka się z kapłanami, zakonnicami i zakonnikami, zaś przed ośrodkiem charytatywnym oo. Kamilianów – z podopiecznymi kościelnych dzieł charytatywnych. Dzień zakończy wizyta w patriarszej katedrze Sweti Cchoweli w Mcchecie. W niedzielę rano Franciszek uda się do sąsiedniego Azerbejdżanu.

 

Wizyta w cieniu wyborów

Papież przybędzie do Gruzji na tydzień przed wyborami parlamentarnymi. Przyleci do kraju ogarniętego pogłębiającym się kryzysem społeczno-politycznym. Przedwyborcze sondaże pokazują, że przed żadnymi z dotychczasowych wyborów Gruzini nie byli tak niezdecydowani jak teraz. Faworytem jest rządząca partia Gruzińskie Marzenie najbogatszego Gruzina Bidziny Iwaniszwilego. Może ona liczyć na niespełna 20 proc. głosów. Zjednoczony Ruch Narodowy byłego prezydenta Micheila Saakaszwiliego ustępuje im zaledwie o 4-5 proc. Dowodem na rozczarowanie Gruzinów zarówno rządzącymi, jak i opozycją jest niezwykła kariera sławnego śpiewaka operowego Paaty Burczuladzego, który w ciągu roku, zakładając partię Państwo dla Ludzi, z ukochanego artysty stał się najpopularniejszym politykiem w kraju.

 

Prawie połowa Gruzinów nie wie jednak, na kogo głosować. Tym bardziej że reformy tracą impet, pojawia się stagnacja, a nawet oznaki powrotu do czasów sprzed „rewolucji róż” w 2003 r. Poważny kryzys przeżywa gruziński system polityczny, zaś w społeczeństwie narastają frustracja i apatia wynikające głównie z braku poprawy sytuacji materialnej. Na tle marazmu politycznego i społecznego rośnie eurosceptycyzm i rozczarowanie Zachodem, na co wpływa także konflikt między wartościami skrajnie liberalnymi a tradycyjnymi – gruzińskimi. Społeczeństwo nie rozumie też, dlaczego większość oficjalnych instytucji europejskich z dystansem odnosi się do dziedzictwa chrześcijańskiego, które w oczach Gruzinów stanowi podstawę tożsamości europejskiej.

 

Mimo sukcesów gospodarczych po 2003 r. żaden z rządów nie był w stanie rozwiązać najważniejszych problemów gospodarczo-społecznych: utrzymującego się na wysokim poziomie bezrobocia (ok. 15 proc.), które wśród młodzieży jest aż dwukrotnie wyższe, niskich zarobków (średnia płaca w 2014 r. wyniosła 818 lari, czyli ok. 340 dolarów), struktury zatrudnienia (53 proc. ludzi pracuje w rolnictwie). Ponadto 14 proc. mieszkańców Gruzji żyje poniżej granicy ubóstwa. Zjawiskiem świadczącym o trudnej sytuacji ekonomicznej Gruzinów jest ogromna migracja. Od 2002 r. liczba ludności zmniejszyła się z 4,4 mln do 3,7 mln, głównie wskutek wyjazdów za granicę.

 

Mimo tych problemów Gruzja pozostaje krajem wyjątkowym na obszarze postsowieckim. Obok państw bałtyckich zawsze deklarowała jednoznacznie i niezmiennie, iż jej celem jest pozbycie się rosyjskich wpływów i integracja ze strukturami euroatlantyckimi. Dla Gruzinów Rosja jest ze względu na swój imperializm główną przeszkodą na drodze do Europy i zagrożeniem dla suwerenności i integralności terytorialnej, jak również synonimem regresu i zacofania, w przeciwieństwie do utożsamianego z postępem świata zachodniego. Choć wynik wyborczy jest trudny do przewidzenia, kurs na współpracę z Zachodem, integrację z Unią Europejską, z którą podpisała w czerwcu 2014 r. umowę stowarzyszeniową, i NATO zostanie utrzymany niezależnie od tego, kto te wybory wygra.

 

Kościół prawosławny najważniejszy

W kontekście sytuacji polityczno-społecznej nie da się nie zauważyć bardzo dużego wpływu na opinię publiczną Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego (GKP), cieszącego się najwyższym zaufaniem. Aż 91 proc. uczestników sondażu, przeprowadzonego w lutym 2015 r. przez International Republican Institute, pozytywnie oceniło jego działalność. Za rządów Gruzińskiego Marzenia GKP cieszy się znacznie większym wsparciem państwa oraz autonomią i swobodą w wychodzeniu ze społeczno-politycznymi inicjatywami niż za rządów Saakaszwilego, który trzymał go z dala od polityki. Choć oficjalnie Kościół popiera dążenie kraju do integracji z Zachodem, w praktyce wielu hierarchów i duchownych widzi w Zachodzie i liberalnych wartościach zachodnich zagrożenie dla gruzińskiej tożsamości, czując i podkreślając religijną i cywilizacyjną bliskość z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym, z którym utrzymują bliskie stosunki. O pojednanie z Rosją wielokrotnie apelował cieszący się ogromnym autorytetem patriarcha Eliasz II.

 

Historia chrześcijaństwa

Gruzini są jednym z najstarszych narodów chrześcijańskich. Wiarę mieli tu przynieść już w pierwszym wieku apostołowie, przede wszystkim Andrzej Pierwszy Powołany oraz Szymon i Maciej, a według innych źródeł – także Bartłomiej i Tadeusz. Jednak za rzeczywistych misjonarzy tego narodu uchodzą św. Nina (Nino), św. Mirian Król i św. Nana Królowa. Wszyscy oni działali na przełomie III i IV w. Nina pochodziła z Kapadocji w dzisiejszej Turcji, ale przybyła do Gruzji z Jerozolimy na polecenie Matki Bożej, która jej się objawiła i wysłała z misją na Kaukaz. Zastała tam kraj pogański. Jako niewolnica trafiła na dwór króla Kartlii Miriana, gdzie miała w sposób cudowny wyleczyć jego ciężko chorą żonę Nanę. Z wdzięczności za to i spełniając daną wcześniej niewolnicy obietnicę, król nawrócił się na chrześcijaństwo, a wraz z nim królowa i najbliższe ich otoczenie. Kościół gruziński obdarzył ich później tytułem „Równych Apostołom”. Według oficjalnej historiografii gruzińskiej chrzest narodu odbył się w 326 r.

 

Najwspanialszy rozkwit Kościoła gruzińskiego przypada na stulecia XI i XII za panowania dynastii Bagratydów. Szczególne zasługi mają tu król Dawid III (1089-1125) i królowa Tamara, zwana Wielką (1184-1213). Istniało wówczas 68 archidiecezji i diecezji, działało wiele klasztorów, szkół kościelnych, Kościół zaś stał się największą siłą w kraju. Wielki rozwój przeżywała także kultura narodowa: wtedy to, za panowania Tamary, powstał epos „Rycerz w tygrysiej skórze” Szoty Rustawelego, arcydzieło literatury rangi światowej.

 

Nieustanne zagrożenie kraju ze strony islamskich sąsiadów zmuszało władców Gruzji do szukania pomocy w krajach chrześcijańskich, przede wszystkim w Rosji, która była najbliżej i też wyznawała prawosławie. Na początku XIX w. Gruzja została wcielona do Rosji i od tamtego czasu Kościół rosyjski panował na terenie kraju.

 

Po upadku caratu państwo gruzińskie odzyskała na krótko niepodległość w latach 1918-21. Ale już w 1921 r. Armia Czerwona zdobyła cały Kaukaz, kładąc kres niepodległości tamtejszych państw i rozpętując krwawy terror. Kościół poniósł dotkliwe straty w ludziach – uwięzionych, zesłanych, rozstrzelanych, i w obiektach – zabranych, zniszczonych, wysadzonych w powietrze. Jeśli w 1917 r. czynnych było prawie 2,5 tys. świątyń, to na początku lat 80. XX w. liczba ich nie przekraczała 80.

 

Podobne prześladowania dotknęły Kościół katolicki. Komuniści natychmiast uwięzili licznych świeckich i wszystkich księży, z których większość zginęła w okresie tzw. wielkiej czystki lat 1937-38. W czasach sowieckich w Gruzji działał jedyny kościół pw. św. Piotra i Pawła w Tbilisi, którym opiekował się polski kapłan, pochodzący z Ukrainy, ks. Jan Śnieżyński, a jego wierni wywodzili się z różnych narodowości: Polacy, Niemcy, Litwini, Ukraińcy, także Ormianie i Asyryjczycy, niemający własnych świątyń.

 

Kościół dzisiaj

Po dziesięcioleciach ciężkich prześladowań i praktycznie zaniku życia katolickiego zaczęło się ono powoli odradzać w 1990 r. – Po upadku komunizmu odmawianie różańca pozostało właściwie jedyną formą modlitwy w rodzinach katolickich. Jestem przekonany, że te modlitwy różańcowe sprawiły, iż Kościół przetrwał w Gruzji – powiedział bp Pasotto. Do Gruzji zaczęli napływać nowi kapłani i zaczęły powstawać, a właściwie odradzać się parafie łacińskie, zwłaszcza w większych miastach kraju. W 1993 r. Gruzja nawiązała stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską.

 

Obecnie katolicy stanowią jedynie 1 proc. mieszkańców Gruzji i jest ich ok. 30-40 tys. Należą do trzech różnych obrządków: łacińskiego, ormiańskiego i asyryjskiego-chaldejskiego. Prawosławni stanowią 85 proc. ludności, a muzułmanie ok. 11 proc.

 

Dziś działa 12 świątyń katolickich. Kościół dąży też do odzyskania m.in. pięciu świątyń przejętych przez Kościół prawosławny. Niedawno udało się odbudować kościół katolicki w Achalcyche, w regionie Samche-Dżawachetii, gdzie żyje najwięcej katolików. Został tam wzniesiony klasztor Sióstr Benedyktynek – pierwszy i jak dotąd jedyny ośrodek katolickiego życia kontemplacyjnego na Kaukazie.

 

Wśród katolików w Gruzji, obok Gruzinów, są głównie Ormianie, a także Gruzini polskiego pochodzenia. W Tbilisi skupiała się w XIX w. największa polska kolonia, i to Polacy stanowili większość spośród 29 tys. gruzińskich katolików w 1884 r. Teraz Polonia liczy ok. 1000 osób. Sporą grupę praktykujących stanowią obcokrajowcy, którzy czasowo przebywają w Gruzji: dyplomaci, studenci z Azji i Afryki… Dlatego w kościele pw. Piotra i Pawła w Tbilisi w niedziele odprawiane są Msze św. nie tylko po gruzińsku i po łacinie, ale również po angielsku.

 

Specyfiką Kościoła katolickiego w Gruzji jest jego zaangażowanie społeczne: opieka nad osobami ubogimi, wsparcie dla młodzieży, pomoc w najbardziej zaniedbanych regionach kraju. Jako pierwsze podjęły posługę w tym kraju misjonarki miłości św. Matki Teresy z Kalkuty, które zaopiekowały się ubogimi i bezdomnymi w Tbilisi. Niemal równocześnie, w 1991 r., przybyli na Kaukaz kamilianie. Od 1998 r. prowadzą oni Ośrodek Zdrowia im. Jana Pawła II, gdzie najbiedniejsi mają dostęp do lekarzy prawie wszystkich specjalności. Zakonnicy służą w domach prywatnych. Co miesiąc wydają dla 500 rodzin produkty żywnościowe. W otwartym w 2012 r. przez nich Centrum dla Osób Niepełnosprawnych w Tbilisi można uczestniczyć w zajęciach artterapii, muzykoterapii, fizjoterapii, skorzystać też z pomocy logopedy i psychologa. To jeden z niewielu takich ośrodków w Gruzji. Obecnie z terapii zajęciowej i rehabilitacji korzysta tam ok. 40 osób.

 

Od 1997 r. w Tbilisi są też obecne salezjanki, prowadzące dom – oratorium, do którego przychodzą dzieci i młodzież. Działa w nim Centrum Wsparcia Rodziny i Dzieci, w którego ramach do miniżłobka uczęszcza 16 dzieci, w większości katolickich, ale także jedno prawosławne i jezyda. Ponadto aktywnie działa Caritas Gruzja, która w 1994 r. uzyskała status organizacji pozarządowej. Prowadzi stołówki, małe przychodnie w najuboższych regionach kraju, szkoły zawodowe, pomaga dzieciom ulicy.

 

– Obecność Kościoła katolickiego także w przeszłości była niewielka, ale znacząca. Był on zawsze obecny w rzeczywistości społecznej kraju, stanowiąc część życia tego narodu – podkreślił bp Pasotto.

 

Bycie katolikiem nie jest łatwe

Franciszek przybędzie do kraju niewolnego od napięć międzywyznaniowych. Z chwilą upadku komunizmu i po odzyskaniu przez ten kraj wolności, w tym także religijnej, Kościół prawosławny zaczął coraz bardziej zyskiwać status religii państwowej, z czym wiąże się ograniczanie wolności i praw innych Kościołów. Od 1988 r. na dużą skalę GKP zaczął przejmować – w ramach odzyskiwania świątyń niegdyś zabranych przez władze – także te obiekty, które nigdy do niego nie należały, głównie katolickie i ormiańskie. Kościół katolicki stracił np. na rzecz GKP co najmniej trzy duże zachowane świątynie w Kutaisi, Batumi i Gori, a Ormiański Kościół Apostolski – kilkaset.

 

Innym przykładem trudnych relacji jest bezpodstawne odmawianie przez władze miasta Rustawi w południowo-wschodniej Gruzji zwrotu miejscowym katolikom zezwolenia na budowę kościoła. Według Gruzińskiego Ośrodka Badania i Monitoringu Praw Człowieka (EMS), który występuje z ramienia administratury apostolskiej Kaukazu, zakaz ten ma charakter dyskryminacyjny. Wydaniu zezwolenia sprzeciwia się część miejscowych prawosławnych.

 

Zdaniem abp. Marka Solczyńskiego, nuncjusza apostolskiego w Gruzji, Armenii i Azerbejdżanie, podjęcie decyzji o byciu katolikiem w kraju prawosławnym nie jest łatwe. – Dla nas, Polaków, katolicyzm w Polsce jest czymś naturalnym. Tutaj nie jest prosto dokonać takiego wyboru. Na przykład małżeństwo ormiańskie odnalazło swoją wiarę w Chrystusa w Kościele łacińskim i chce kontynuować swoją przygodę wiary w tym Kościele. Małżonkowie są jednak Ormianami i według prawa kanonicznego już samo pochodzenie łączy i wiąże ich trwale z obrządkiem ormiańskim – podkreślił nuncjusz. Dodał, że „jeśli Gruzin odnajduje wiarę dzięki Kościołowi katolickiemu i pragnie w nim praktykować, bo np. dziadkowie byli katolikami, to podjęcie takiej decyzji wymaga wielkiej determinacji”.

 

GKP znany jest z bardzo konserwatywnego, wręcz negatywnego podejścia do ekumenizmu i stosunków z innymi religiami i wyznaniami. W połowie lat 90. ubiegłego wieku wystąpił oficjalnie ze Światowej Rady Kościołów i z Konferencji Kościołów Europejskich, a w czerwcu br. nie wziął udziału w Soborze Wszechprawosławnym na Krecie. Szczególnie niechętnie władze GKP odnoszą się do Kościoła katolickiego i do protestantów. Gdy 9 listopada 1999 r. św. Jan Paweł II w czasie swego pobytu w Gruzji odprawił Mszę św. w hali sportowej w Tbilisi, Patriarchat wezwał swych wiernych, aby – pod groźbą kar kościelnych – nie uczestniczyli w niej jako „heretyckiej”.

 

Mówiąc o stosunkach Kościoła katolickiego z GKP, abp Solczyński podkreślił zasługi tego Kościoła dla rozwoju chrześcijaństwa na tym obszarze. – Ziemia gruzińska położona między potężnymi mocarstwami – z jednej strony było to imperium otomańskie, a z drugiej Persja – pozostała wierna Chrystusowi – zaznaczył. Podkreślił też, że Watykan umożliwia osobom świeckim i duchownym studiowanie na uniwersytetach katolickich w Rzymie i we Francji, co – zdaniem nuncjusza – rokuje bardzo dobrze na przyszłość, bo kontakty bezpośrednie i zaangażowanie we wspólne projekty przezwyciężają emocjonalną nieufność.

 

Oczekiwania

Pomimo wyborów i skupienia uwagi mediów na sprawach politycznych, zainteresowanie spotkaniem z papieżem jest duże, także ze strony niekatolików. Zdaniem bp. Pasotty będzie to także okazja do przedstawienia Franciszkowi Kościoła w tym kraju i jego specyfiki. Papież zaś utwierdzi chrześcijan w słuszności obranej przez nich drogi wiary. „Idźcie tak dalej – powie nam Ojciec Święty – to jest droga, jaką wskazał wam Bóg. Nie wątpcie o tym” – przewiduje administrator apostolski Kaukazu.

 

Z kolei minister spraw zagranicznych Gruzji Micheil Dżanelidze jest przekonany, że wizyta papieża będzie ważnym wydarzeniem dla całego regionu. – Cieszymy się, że będziemy mogli go powitać, i jesteśmy mu wdzięczni za każdy znak wsparcia tego, iż na Kaukazie chcemy żyć w harmonii i pokoju – powiedział szef gruzińskiej dyplomacji w Tbilisi. Dodał, że „Gruzja jest stabilnym mostem między Azją a Europą” i „chce to papieżowi Franciszkowi pokazać”.


(KAI) Krzysztof Tomasik / Warszawa

Tydzień Modlitwy za uchodźców

Przez cały tydzień od 1 do 8 października w wielu miastach w Polsce odbywać się będą nabożeństwa pod wspólnym hasłem „Umrzeć z nadziei". Będą to modlitwy w intencji uchodźców, przede wszystkim tych, którzy zginęli w drodze do Europy lub znaleźli bezpieczne schronienie. Liturgii ekumenicznej w archikatedrze warszawskiej w sobotę 1 października o godz. 20.00 przewodniczyć będzie kard. Kazimierz Nycz.

O modlitwę w intencji uchodźców i migrantów we wszystkich polskich parafiach prosił papież Franciszek podczas spotkania z polskimi biskupami w katedrze na Wawelu w lipcu br. – W odpowiedzi na apel Ojca Świętego zachęcamy wszystkich, aby w pierwszym tygodniu października włączyli się w modlitwę za uchodźców oraz wspólną refleksję nad tym, w jaki sposób możemy im pomagać – piszą organizatorzy – Wspólnota św. Idziego.

 

Modlitwy będą odmawiane zwłaszcza w intencji uchodźców, którzy zginęli w drodze do Europy, ale także wszystkich odbywających właśnie swoją podróż nadziei oraz tych, którzy już znaleźli bezpieczne schronienie.

 

Osoby, wspólnoty i środowiska zainteresowane w tygodniu zorganizowaniem modlitwy „Umrzeć z nadziei” w swoim mieście/parafii proszone są o kontakt ze Wspólnotą św. Idziego. Scenariusz nabożeństwa i wszystkie potrzebne materiały można uzyskać, pisząc na adres: santegidio.waw@gmail.com.

 

„Czy w Twoim mieście i w Twojej parafii nie potrzeba modlitwy za uchodźców? By zmierzyć się z lękami, by przestać postrzegać ich tylko jako liczby, by nie dać się wygodnej obojętności… Zbliża się tydzień modlitwy za uchodźców. Przyłącz się, zaproponuj prostą modlitwę księdzu proboszczowi, swojej wspólnocie i znajomym” – piszą na swoim profilu na Facebooku członkowie Wspólnoty św. Idziego z Warszawy.

 

W Warszawie liturgii ekumenicznej w archikatedrze warszawskiej przewodniczyć będzie kard. Kazimierz Nycz. Początek w sobotę 1 października o godz. 20.00.

 

Wspólnota św. Idziego (Wspólnota Sant’Egidio) powstała w Rzymie w 1968 roku, na fali Soboru Watykańskiego II. Dziś jest to ruch ludzi świeckich, do którego należy ok. 60 tys. osób zaangażowanych w ewangelizację i służbę ubogim w 75 krajach.

 

Wszystkie wspólnoty św. Idziego żyją tą samą duchowością, a fundamenty charakteryzujące drogę Wspólnoty to: modlitwa, która towarzyszy życiu Wspólnoty i każdego z jej członków; przekazywanie Ewangelii; solidarność z ubogimi; ekumenizm – poprzez przyjaźń i modlitwę poszukiwanie jedności pomiędzy chrześcijanami całego świata oraz dialog, który Sobór Watykański II wskazuje jako drogę pokoju i współpracy pomiędzy religiami, sposób życia oraz metodę pojednania w konfliktach.


Wspólnota św. Idziego, lk / Warszawa

Czy homoseksualista może zostać świętym? [WYWIAD]

- Homoseksualiści, tak jak my wszyscy, są powołani do świętości, przy całej świadomości, że dla nich może to być trudna droga krzyżowa - tłumaczy ks. prof. Andrzej Szostek MIC, znany etyk z KUL.

Wyjaśnia, że sama skłonność homoseksualna nie jest grzechem, natomiast grzeszne mogą być niewłaściwe uleganie im. Prezentuje zasady katolickiej etyki seksualnej. Wywiad przeprowadziliśmy w związku z zamieszaniem, jakie w tej sferze wywołuje kampania: „Przekażmy sobie znak pokoju”.

 

KAI: Nauczanie Kościoła na temat życia seksualnego dopuszczające je wyłącznie w sakramentalnym związku, często odbierane jest jako system „zakazów i nakazów”, naruszających intymność człowieka. Spróbujmy więc wyjaśnić trudne wymagania stawiane przez Kościół – jako „receptę na szczęście”. Czy Ksiądz Profesor spróbowałby to wyjaśnić?
Ks. prof. Andrzej Szostek:
W czasie tygodnia poprzedzającego ŚDM w Lublinie miałem wykład na temat „Miłości i odpowiedzialności”. Przedstawiłem młodym trzy warunki szczęśliwej miłości, sformułowane przez kard. Karola Wojtyłę jeszcze przed 16 października 1978 roku, a rozwinięte przez św. Jana Pawła II. Po pierwsze, nie można sprowadzać drugiej osoby do roli środka zaspokajającego własne potrzeby, ale odnosić się do niego z miłością. A miłość, to wola działania na rzecz jego dobra i szczęścia – aż po dar z siebie samego.
Po drugie, za tę miłość trzeba wziąć odpowiedzialność, to znaczy budować ją cierpliwie i wytrwale poznając siebie nawzajem i podejmując trud wzajemnego wychowania.
Po trzecie, jako chrześcijanie, mamy prawo i obowiązek oparcia tej miłości na Bogu, stąd znaczenie sakramentu małżeństwa.

 

Kolejna sprawa to wstrzemięźliwość, która – i jest to bardzo istotna myśl Wojtyły – pokazuje, że mogę i powinienem być panem samego siebie, panować nad tymi siłami, które we mnie „grają”. Bo dopiero kiedy jestem „panem siebie”, to mogę siebie dać jako dar dla innej osoby. Gdy jestem niewolnikiem własnych namiętności, to taki dar nie jest możliwy, a na dodatek w tę niewolę wciągam drugą osobę.

 

Ku mojemu zaskoczeniu, kiedy mówiłem o tych niełatwych warunkach dobrej i szczęściodajnej miłości, spotkałem się z burzliwymi oklaskami ze strony młodych przybyłych tu z wielu krajów. To chyba znaczy, że przesłanie Jana Pawła II trafiało jakoś w ich wrażliwość. Myślę, że młodzi potrzebują dziś, jak zawsze zresztą, pozytywnego wykładu i świadectwa o miłości. Choć z pewnością są i tacy, dla których język św. Jana Pawła II to język obcy.

 

Największe trudności współczesnemu człowiekowi sprawia kwestia czystości, wstrzemięźliwości. Zacznę więc od przypomnienia Katechizmu, który w par. 2350, mówi: „Narzeczeni są powołani do życia w czystości przez zachowanie wstrzemięźliwości. Poddani w ten sposób próbie, odkryją wzajemny szacunek, będą uczyć się wierności i nadziei na otrzymanie siebie nawzajem od Boga. Przejawy czułości właściwe miłości małżeńskiej powinni zachować na czas małżeństwa. Powinni pomagać sobie wzajemnie we wzrastaniu w czystości”.

 

Z kolei w par. 2349 czytamy, że „wszyscy ludzie powinni odznaczać się cnotą czystości stosownie do różnych stanów swego życia; jedni, przyrzekając Bogu dziewictwo lub święty celibat (…) inni natomiast prowadząc życie w taki sposób, jaki prawo moralne określa dla wszystkich, zależnie od tego, czy są związani małżeństwem, czy nie. Osoby związane małżeństwem są wezwane do życia w czystości małżeńskiej; pozostali praktykują czystość we wstrzemięźliwości”.

 

Katechizm ukazuje nam całą panoramę kategorii czystości. Pokazuje, że idea zachowania czystości ważna jest zarówno dla narzeczonych, jak i dla małżonków oraz osób samotnych czy kapłanów. Czystość wiąże też Katechizm z piękną przyjaźnią. Termin „czystość”, nie tylko w języku polskim, oznacza przejrzystość i wewnętrzną jasność. A tym, co sprzeciwia się czystości, to hipokryzja, dwuznaczność, zafałszowanie, brak prostoty.

 

Kościół zawsze nauczał, że czystość obowiązuje także w małżeństwie, rozumiana jako powstrzymanie się od relacji seksualnych z innymi osobami. To trudny wymóg; ileż małżeństw rozpada się właśnie z powodu niewierności małżeńskiej! Życiu w małżeństwie – jak przypominał Karol Wojtyła – musi towarzyszyć dobry język ciała, język proporcjonalny do relacji łączącej kochających się ludzi.

 

Mówi Ksiądz, że język ciała musi być proporcjonalny do relacji jaka istnieje między kochającymi się. Warto to rozwinąć…
Dotyczy to wszystkich relacji międzyludzkich. Znajomemu kłaniam się na ulicy, a z przyjacielem witam się serdecznie. Jest to znak proporcjonalny do tego, co nas wiąże. Młodych, którzy przeżywają zakochanie, nie wiąże jeszcze tak silna więź, aby miała ona znaleźć swój wyraz w akcie małżeńskim. Stąd apel o wstrzemięźliwość.

 

„Akt małżeński” nie przypadkiem tak właśnie się nazywa. Nie oznacza on tylko aktu seksualnego, ale o wiele więcej. Świadczy o dobrowolnej, obustronnej decyzji na pełny „dar z siebie”. A do tego trzeba dorosnąć. Kościół podkreśla konieczność wychowania do miłości i stopniowalności w dojrzewaniu do niej, co pozwala odnaleźć ten punkt, kiedy kobieta i mężczyzna są gotowi na bycie dla siebie pełnym darem. Wówczas jest czas na małżeństwo. Chodzi o dar z siebie, otwarty także na przyjęcie potomstwa i stworzenie rodziny.
Tym, co się zmieniło w porównaniu z dawnymi czasami, nie jest to, że kiedyś czystość była zachowywana, a dzisiaj nie. Zawsze natrafiała na trudności. Różnica polega na tym, że kiedyś ludzie byli świadomi, iż jest to grzech, dziś skłonni są samą grzeszność stosunków przedmałżeńskich kwestionować.

 

Współcześnie obserwujemy niepokojącą tendencję do traktowania faktycznych zachowań jako kryterium moralnego wartościowania. Dotyczy to wielu dziedzin życia, w tym tych, które objęte są szóstym przykazaniem. Akceptacja tej tendencji oznacza koniec etyki. Jej miejsce zajmowałby sondaż pokazujący, jak ludzie „na ogół” się zachowują i na tej podstawie formułowane by były normy, które trudno już określać jako normy moralne. Na to Kościół, rzecz jasna, przystać nie może. Podobnie jak każdy przyzwoity człowiek.

 

Przejdźmy do kwestii homoseksualizmu i nauki Kościoła na ten temat. Toczy się dziś debata wywołana kampanią: „Przekażmy sobie znak pokoju!”. Kościół naucza, że czyny homoseksualne są nieuporządkowane wewnętrznie i jako takie nie mogą być aprobowane, zaś osoby homoseksualne są powołane do czystości. Tymczasem środowiska LGBT protestują mówiąc, że każda osoba jest powołana do miłości. A skoro niektórzy zostali obdarzeni orientacją homoseksualną, to powinni mieć prawo do życia w związkach?
Dlatego przed chwilą mówiłem o niepokojącym „ciśnieniu społecznym”, bo mam wrażenie, że tu podobna tendencja dochodzi do głosu. Pojawiają się coraz liczniejsze głosy homoseksualistów, którzy z powodu swego homoseksualizmu czują się upośledzeni, wykluczeni czy dyskryminowani, więc domagają się zmiany stanowiska zarówno od władz państwowych jak i od Kościoła. Władze państwowe winny – ich zdaniem – zgodzić się na legalizację ich związków, a Kościół ma skorygować swoje nauczanie.

 

No właśnie, postulatem środowisk homoseksualnych, który zresztą wybrzmiał w kampanii „Przekażmy sobie znak pokoju!” jest, aby Kościół zmienił swoje nauczanie moralne w tej sferze, wycofując się z negatywnej kwalifikacji czynów homoseksualnych. Jakie są tu możliwości i granice działania Kościoła?
W Katechizmie znajdujemy dwa po sobie następujące punkty, które koniecznie trzeba czytać razem. Oba znajdują się w rozdziale o znamiennym tytule: „Czystość a homoseksualizm”. W par. 2357 jest mowa o tym, że „akty homoseksualne w żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane”, gdyż „są one sprzeczne z prawem naturalnym; wykluczają z aktu płciowego dar życia”. Są to twarde słowa.

 

Ale zaraz po nim zamieszczony jest par. 2358, który jest pełen ciepła. „Powinno się traktować te osoby z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji”.

 

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że w przypadku homoseksualizmu niekoniecznie mamy do czynienia z typowym grzechem. Grzech to wolny wybór tego, co sam podmiot uznaje za moralnie niedopuszczalne, tymczasem Katechizm podkreśla, że „pewna liczba mężczyzn i kobiet przejawia głęboko osadzone skłonności homoseksualne, których źródła nie są nam znane”, a „dla większości z nich stanowi trudne doświadczenie”. Otóż same skłonności homoseksualne, których korzenie i specyfika są wciąż przedmiotem sporów wśród seksuologów, psychologów i pedagogów, nie są jeszcze grzechem. Grzeszne może być dopiero nieuporządkowane poddanie się skłonnościom. To dotyczy zresztą nie tylko skłonności homoseksualnych, w wielu innych przypadkach człowiek musi swe skłonności kontrolować (być panem siebie!), stosować swoistą ascezę, co może człowieka wiele kosztować. Dlatego Katechizm dodaje dalej, że „osoby te są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu i – jeśli są chrześcijanami – do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji”.

 

Co to w praktyce oznacza?
No to rozwińmy nieco ten temat. Powiedzmy, że mam skłonności do obżarstwa, lubię dużo i dobrze zjeść. Przyjaciele, a zwłaszcza lekarze, będą mnie namawiać do tego, bym tę skłonność opanował, będą apelowali o wstrzemięźliwość, co będzie dla mnie trudne, będzie stanowiło swoisty krzyż. Ale kłopotliwe skłonności miewają też dobre strony. Skłonność do obżarstwa może łączyć się z dobrym smakiem i ten, kto się z nią boryka może służyć swą wiedzą innym. Jeśli stara się tę skłonność opanować, to może także innym potencjalnym obżartuchom radzić, jak to robić.

 

A co powiedzieć o kimś, kto ma skłonności pedofilskie? Nie ma wątpliwości, że uleganie im to bardzo ciężki grzech i Kościół słusznie dziś z całą stanowczością reaguje na przypadki czynów pedofilskich, zwłaszcza wśród księży. Ale dlaczego ten problem tak dramatycznie w Kościele narastał? Czy nie dlatego między innymi, że niektórzy księża obarczeni tą – skrupulatnie skrywaną przed innymi – skłonnością, mieli znakomity kontakt z dziećmi, cieszyli się ich sympatią, doskonale prowadzili kółka ministranckie? Bywało, że proboszcz, który miał takiego wikarego, nie był skłonny zabraniać mu tej pracy duszpasterskiej, opornie przyjmował niepokojące sygnały – aż dochodziło do tragedii. Nie chcę bronić pedofilii, takie czyny nie zasługują na żadną tolerancję. Ale pozostaje pytanie, czy ten, kto taką skłonność w sobie nosi (jej korzenie i natura też nie są mi znane), nie może jej opanować, w pewnym sensie wysublimować tak, by powstrzymać się stanowczo od pedofilskich zachować, ale zarazem pomagać innym dostrzec specyfikę i doniosłość problemów, z którymi borykają się dzieci i młodzież?

 

Przytoczone przykłady (skłonność do obżarstwa i do pedofilii) są skrajnie odmienne z punktu widzenia „ciężkości grzechu” tych, którzy im ulegają. Ale nie o rangę ciężkości grzechu mi chodzi, tylko o swoistą dwuznaczność skłonności, które w sobie nosimy. Takich przykładów można przytoczyć więcej. Pokazują one, jak z jednej strony niezbędna jest asceza, która połączona jest często z niemałym krzyżem, a z drugiej bywa, że kłopotliwe skądinąd skłonności mogą być wykorzystane ku pomnożeniu dobra. Raz jeszcze podkreślmy: nie skłonność jest grzechem, ale niewłaściwe jej uleganie.

 

Czy z homoseksualizmem nie jest podobnie? Być może ci, którzy tę skłonność mają (sam do nich, bez własnych zasług ani win, nie należę) zdolni są do nawiązywania szczególnie głębokich więzów przyjaźni pomiędzy mężczyznami lub pomiędzy kobietami – a przyjaźń to odmiana miłości dziś niepokojąco rzadko rozwijana. Nie chodzi więc o to, aby homoseksualista miał się wyrzec bliskich relacji z innymi, ale aby odpowiednio je kształtował.

 

Tak sprawę stawia Katechizm, który zresztą przypomina, że wezwanie do wstrzemięźliwości i do ascezy nie dotyczy tylko homoseksualistów. Iluż mężczyzn twierdzi, że dla nich monogamia to zbyt ciężki krzyż! Mówimy im: trudno, trzeba te „zapędy poligamiczne” powstrzymać w imię wiernej miłości ślubowanej żonie, a także dla umocnienia panowania nad sobą. Nie można powstrzymać się od skłonności, bo się ją po prostu ma, natomiast można powstrzymać się od grzesznych zachowań.

 

Coraz częściej wysuwanym postulatem środowisk LGBT jest legalizacja związków partnerskich między osobami homoseksualnymi, a w ślad za tym prawnego zrównania tych związków z małżeństwami. Argumentem jest równość wobec prawa, itd. Kościół stanowczo mówi „nie”! Dlaczego?
Kościół nie może uznać związków homoseksualnych jako równoważnych związków małżeńskich. Przecież nie ma tam tej pełni daru dla siebie nawzajem, nie ma otwarcia na nowe życie.

 

Osoby homoseksualne mówią często, że czują się dyskryminowane bądź wykluczane ze wspólnoty Kościoła. Czy Ksiądz Profesor spotkał się z przypadkami dyskryminacji właśnie na tym tle?
Spotkałem się z takim skargami ze strony homoseksualistów. Mówią, że kiedy wyjdzie na jaw ich skłonność, niekoniecznie reklamowana przez nich samych, to mają poczucie, że ludzie się od nich odsuwają, że traktują ich obecność jako niepożądaną, że homoseksualista staje się „persona non grata”. Jest to istotny problem duszpasterski.

 

W ubiegłym roku w Kościele w Austrii wybuchł spór o to, czy jawnie deklarujący się homoseksualista, choć pobożny katolik, może zasiadać w radzie parafialnej. Jakie jest zdanie Księdza Profesora?
Odróżniam dwie sytuacje. Może być ktoś, kto ma skłonności homoseksualne, ale nimi się nie chwali, a odczuwa je jako pewnego rodzaju krzyż. Nie widzę powodu, aby był on wykluczony z aktywności parafialnej. Kościół aprobuje obecność w swojej wspólnocie osób ze skłonnościami homoseksualnymi. Aprobuje to, że trzeba pomagać sobie w radzeniu sobie ze swymi skłonnościami, w przezwyciężaniu różnorakich słabości.

 

Natomiast jeśli ktoś jest jawnym homoseksualistą i ogłasza, że żyje ze swym partnerem, to dyskwalifikuje się jako kandydat do uczestnictwa w radzie parafialnej. Jego udział w niej mógłby sugerować, że Kościół godzi się na związki homoseksualne. Może on oczywiście pozostać w Kościele jako wierny, traktowany z należnym każdemu szacunkiem, pamiętając zarazem, że swój związek z partnerem musi starać się tak kształtować, by nie naruszał on przyjętych w Kościele moralnych zasad.

 

Jak powinna wyglądać praca duszpasterska z osobami homoseksualnymi? Na czym powinno polegać „towarzyszenie” tym osobom, o co zresztą apeluje papież Franciszek?
Ostrożny byłbym z konkretnymi wskazówkami, gdyż sam w takim duszpasterstwie nie pracuję. Ale odwołam się do pewnego przykładu. Znane są np. osobne szkoły dla dzieci upośledzonych, ale niektórzy takie rozwiązanie krytykują, szczególnie odnośnie do dzieci lekko upośledzonych, gdyż nie stwarzają one okazji do integracji ze zdrowymi. Najpiękniejszą szansą rozwoju jest możliwość uczestnictwa takiego dziecka, osoby z upośledzeniem, w normalnym środowisku. Pokazuje to praktyka założonych przez Jeana Vanier wspólnot „Wiara i światło”. Ludzie ci nie przestaną być upośledzeni, ale stają się bogatsi wewnętrznie właśnie poprzez kontakty z tymi, którzy nie są upośledzeni, a którzy są ich przyjaciółmi. Oni są bogatsi wewnętrznie i sobą innych ubogacają. Podejrzewam, że gdyby stworzyć osobne, odrębne duszpasterstwa dla homoseksualistów, mogłaby to być forma ich wykluczenia. Oczywiście, należy z nimi organizować spotkania, nastawione na rozważanie ich problemów, dla innych grup także są organizowane takie spotkania. Potrzebne jest specjalne towarzyszenie im, ale chyba nie tworzenie odrębnych grup czy wspólnot. Powinni uczestniczyć w pełnym życiu parafialnym.

 

Ale przyznaję, że to „towarzyszenie”, o którym mówi papież Franciszek, jest wielkim zadaniem dla duszpasterzy. Winno być to towarzyszenie im – jak i każdemu z wierzących – na drodze nawrócenia jaką proponuje Kościół, w perspektywie zbawienia. A droga ta dla nikogo nie jest łatwa ani prosta, także dla osób ze skłonnościami homoseksualnymi.

 

A co należy powiedzieć zwykłym wiernym, co mają zrobić, kiedy zauważą, że ktoś jest homoseksualistą?
To co jest napisane jasno w Katechizmie: winni odnosić się do niego z szacunkiem. Z pewnością warto z nimi rozmawiać a może nawet zasugerować pewnego rodzaju pomoc, jeśli byłaby ona potrzebna. Ale przede wszystkim nie należy wycofywać swojej życzliwości, nie wycofywać się z przekazania tej osobie znaku pokoju. Pamiętajmy, że wszyscy jesteśmy obarczeni różnymi słabościami, że nasz Kościół to Kościół grzeszników. Wszyscy spowiadamy się z różnych grzechów i nie przeszkadza to nam w nawiązywaniu wzajemnych relacji.

 

Homoseksualistów trzeba traktować jako normalnych ludzi, współpracować z nimi, przyjaźnić się – tak, jak z każdym innym członkiem wspólnoty. Do nikogo nie należy odnosić się wyłącznie przez pryzmat jego odmienności lub słabości. Tak się rodzi ksenofobia i rasizm, tak się tworzy atmosfera sprzyjająca wykluczeniu. Dotyczy to także homoseksualistów. Kościół nie akceptuje praktyk homoseksualnych, ale wiedza o tym, że ktoś jest homoseksualistą, nie powinna zamykać innych sfer naszych wzajemnych relacji, wzajemnej życzliwości.

 

Symboliczne przekazanie „znaku pokoju”, nie powinno być jednak odbierane jako aprobata dla czynów homoseksualnych.
Boję się dwóch postaw. Z jednej strony chęci „ukamienowania” kogoś, kto został przyłapany na grzechu – tak jak kobiety, którą przyłapano na cudzołóstwie – a z drugiej aprobaty zachowań, które na aprobatę nie zasługują.

 

Pan Jezus powiedział wyraźnie: „Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz!”.
No właśnie. Ten fragment Ewangelii Janowej bardzo mnie porusza. Spróbujmy postawić się w sytuacji tej kobiety. Grozi jej śmierć przez ukamienowanie – ale nawet gdyby do tego nie doszło, to ma świadomość, że doznała już śmierci społecznej: przyłapano ją na cudzołóstwie.

 

Tymczasem Jezus tym, którzy ją przyprowadzili, rzuca propozycję: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem”. I zaczęli się rozchodzić, począwszy od starszych. Uświadomili sobie, że ich przewaga nad nią nie polega na tym, że ona zgrzeszyła, a oni nie, tylko, że oni mieli więcej szczęścia, bo nikt ich nie złapał. Swoją drogą chwała im za to, że nikt z nich nie okazał się tak pysznym, by za kamień chwycić. I oto Jezus uratował tej kobiecie nie tylko życie fizyczne, ale także społeczne. Nikt jej nie może wytykać palcem, bo zaraz usłyszy: „A co Ty zrobiłeś, żeś od razu uciekł?”
Najważniejsza jest konkluzja: „Idź i odtąd nie grzesz!”. Wracając do sprawy homoseksualizmu raz jeszcze powtórzmy: trzeba pamiętać o różnicy pomiędzy skłonnością do homoseksualizmu, być może uciążliwą i kłopotliwą, a aprobatą dla zachowań homoseksualnych.

 

Mówi się, grzesznikom powinniśmy okazać miłosierdzie. Co to w istocie znaczy?
Miłosierdzie winno być pełną akceptacją osoby, ale bez akceptacji grzechu. Każdą osobę trzeba akceptować taką, jaka jest, z jej zaletami i słabościami. Nikt z nas nie jest święty, jesteśmy wszyscy pielgrzymami na drodze do świętości.

 

A czy homoseksualista może zostać świętym?
Oczywiście. Homoseksualiści, tak jak my wszyscy, są powołani do świętości, przy całej świadomości, że dla nich może to być trudna droga krzyżowa. Św. Paweł też miał tajemniczy „krzyż Pański”, który niektórzy kojarzą z padaczką. I prosił trzykrotnie, by go Pan od niego uwolnił, na co usłyszał: „Moc w słabości się doskonali”. Taka jest droga do świętości – i jest to droga każdego i każdej z nas.

 


(KAI) Rozmawiał Marcin Przeciszewski / Lublin

Ona wie lepiej

Każda z nas potrzebuje drugiej kobiety, która mogłaby stać się dla niej inspiracją w dojrzewaniu do pełni kobiecości.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Która kobieta w głębi swego serca nie stawia sobie pytań: Kim jestem? Co jest moim pięknem? Czy potrafię kochać? Co czyni mnie szczęśliwą? Jaką kobietą pragnę się stawać? Zadajemy sobie te pytania, szukamy na nie odpowiedzi u naszych matek, przyjaciółek, znajomych…

- Ja także stawiałam sobie takie pytania – mówi s. Anna Pudełko. – Jednak w pewnym momencie mojego życia pomyślałam: Dlaczego z tymi najważniejszymi dla mnie pytaniami nie pójść do Maryi, Matki Jezusa? W kim bardziej niż w Niej odzwierciedla się zamysł Stwórcy co do kobiety? Patrząc na Maryję, widzimy, jak Bóg wymarzył sobie każdą kobietę: pełną łaski, miłości, wrażliwości, czułości, radości, siły, odwagi, świętości… Maryja posiadała te cechy w sobie naturalnie. My potrzebujemy je ciągle rozwijać i pielęgnować, gdyż nasza grzeszna natura sprawia, że często się tych cech wyrzekamy, rezygnujemy z nich, nie dowierzamy im.

Stąd właśnie pomysł na Różaniec tylko dla kobiet. Każda tajemnica życia Maryi to inna cecha kobiecości. Z tą świadomością łatwiej jest spojrzeć na Nią jak na jedną z nas, jak na kobietę bardzo nam bliską i doskonale rozumiejącą nasze życie. Maryja wie lepiej.

Taki tytuł nosi najnowszy audiobook wydany przez Edycję św. Pawła. Do dwóch płyt z rozważańacmi różańcowymi dla każdej kobiety dołączona jest książka.

 

maryja_compl

 

Książeczka zawiera krótkie rozważania, wydobywające to, co najistotniejsze w kolejnych tajemnicach, w życiu Maryi i w darze kobiecości. W audiobooku siostra Anna proponuje dłuższe rozważania, aby każda ze słuchających mogła mieć swój czas z Maryją, by porozmawiać z Nią jak z najlepszą przyjaciółką.

W każdej tajemnicy po spojrzeniu na Maryję przyglądamy się naszej kobiecości: czego możemy się uczyć od Maryi, co możemy w sobie rozwijać, jakie Boże dary pielęgnować, nad czym czuwać.

Czasami będzie to jedna tajemnica w ciągu dnia, innym razem kilka, albo cała cząstka różańca. Można je czytać, można ich słuchać podczas prostych codziennych czynności: gotowania, prasowania, sprzątania, spaceru, podróży… Można do nich powracać, pogłębiać je o własne refleksje, odkrycia, spostrzeżenia.

Dla kogo są te rozważania? Dla tych dziewczyn i kobiet, które pragną odkryć więcej Bożych darów w sobie, które chcą bardziej poznać Maryję, które chcą przyjąć ten wielki dar, jakim jest ich piękno i tym pięknem przemieniać dzisiejszy świat!

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Różaniec. Męska sprawa

To, że Modlitwa Różańcowa kojarzy się jedynie ze starszymi kobietami, które szepcząc przesuwają paciorki między palcami jest ogromną porażką mężczyzn. Różaniec to najbardziej męska broń na świecie - co do tego mężczyźni nie mają żadnych wątpliwości

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Zapytaliśmy dwudziestu trzech mężczyzn dlaczego odmawiają Różaniec. Ich odpowiedzi nie pozostawiają złudzeń – Różaniec to silny oręż.


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

Święty różaniec jest potężną bronią. Używaj jej z ufnością, a zadziwią cię wyniki.

Josemaría Escrivá de Balaguer, ksiądz, święty


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

Regularna modlitwa to najbardziej męska rzecz jaką poznałem.

Stanisław, student


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

Matka Boża prowadzi mnie do Jezusa oraz wyprasza mi wiele łask.

Rafał, uczeń liceum


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

Różaniec łączy ręce: niewinne ręce dzieci, drżące ręce starych ludzi, silne ręce robotników: z różnych stron świata wznosi się niczym prawdziwa psalmodia, która w jakiś sposób może stanąć obok recytowanego przez mnichów Boskiego Oficjum.

Jan XXIII, papież, święty


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

Co dzień za sprawą różańca spływają na lud chrześcijański wszelkie dobrodziejstwa.

Urban IV, papież


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

Kocham w ten sposób pozdrawiać Najświętszą Panienkę i chcę przez Maryję dojść do doskonałości.

Leszek, uczeń technikum


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

Pokładam wielką nadzieję w Różańcu Matki Bożej jako wielkim remedium na zło naszych czasów.

Pius XII, papież


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

Daje mi poczucie zakotwiczenia w Bożej rzeczywistości i uświadamia, jak mało ważna jest większość spraw, którymi się codziennie przejmuję. To niesamowita satysfakcja i zaszczyt robić to samo, co setki świętych na przestrzeni wieków i ramię w ramię z nimi „strzelać do Szatana”.

Andrzej, student


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

Różaniec, odmawiany powoli i rozważany – w rodzinie, grupie czy osobiście – stopniowo przybliża do uczuć Jezusa Chrystusa i Jego Matki, przywołując wszystkie wydarzenia będące kluczem do naszego zbawienia.

Jan Paweł II, papież, święty


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

Wydaje mi się najskuteczniejszą metodą modlitwy błagalnej. Zaobserwowałem, że sprawy, w których intencji go odmawiam, zawsze rozwiązują się w pomyślny sposób. Różaniec daje mi poczucie bezpieczeństwa – jest to modlitwa stara, odmawiana przez wielu świętych i wielkich ludzi, niezmiennie zalecana przez Kościół i odnosząca się do Maryi, zatem po prostu musi być potężnym orężem. To pewnie dlatego papież bł. Pius IX, gdy zapytano go o największy skarb Watykanu, wskazał na swój różaniec.

Konrad


the-rosary-324830_1280


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

Ze względu na swą kompozycję różaniec jest najdoskonalszą formą modlitwy. Stanowi mocną obronę naszej wiary, a w tajemnicach, będących przedmiotem naszej kontemplacji, wskazuje nam wzniosły wzór cnót. Pośród licznych form pobożności wobec Maryi najbardziej ceniona i rozpowszechniona jest piękna modlitwa różańca świętego. Przypomina w doskonałym zestawieniu wielkie tajemnice Jezusa i Maryi: ich radości, cierpienia i zwycięstwa.

Leon XIII, papież


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

Rozważając tajemnice, zaczynam lepiej rozumieć czym jest miłość: ofiarą, wiernością i wytrwaniem, poświęceniem i cierpliwością. Te rozważania odkłamują wizję miłości jaką wiele lat nosiłem, a którą było uczucie i branie. Dzięki Różańcowi, szczególnie dzięki części bolesnej i światła, uczę się, że miłość do dawanie. Widzę jak bardzo Bóg wysłuchuje mnie na tej modlitwie. Kocham Maryję – wzór kobiecości. Wiem, że mając taką broń nie przegram życia. I Bogu dzięki! Mężczyzna bez broni to nie mężczyzna. Ja mam bombę atomową w ręku.

Mikołaj


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

„Zdrowaś Maryjo” dobrze odmawiane, czyli uważnie, z nabożeństwem i pokorą, jest według świadectwa świętych nieprzyjacielem szatana, którego zmusza do ucieczki, jest młotem, który go miażdży, jest uświęceniem duszy, radością aniołów, śpiewem wybranych, pieśnią Nowego Testamentu, radością Maryi i chwałą Trójcy Przenajświętszej. „Zdrowaś Maryjo” jest rosą niebieską, która czyni duszę urodzajną; jest czystym i pełnym miłości pocałunkiem, jaki składamy Maryi; jest czerwoną różą, którą Jej ofiarujemy, kosztowną perłą, którą Jej składamy w ofierze; jest czarą ambrozji i boskiego nektaru, który Jej dajemy. Błagam więc was usilnie, przez miłość, którą ku wam w Jezusie i Maryi w sercu noszę, odmawiajcie codziennie, o ile wam czas pozwoli, cały Różaniec, a w chwili śmierci błogosławić będziecie dzień i godzinę, kiedyście mi uwierzyli.

Ludwik Maria Grignion de Montfort, zakonnik, święty


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

Jest to modlitwa z mocą. Na tyle prosta by odmawiać ją w zatłoczonym i gwarnym autobusie, a na tyle silna, by wyjąć siebie bądź kogoś z bagna.

Jakub, student


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

Jedno tylko „Zdrowaś Maryjo” wstrząsa całym piekłem.

Jan Vianney, ksiądz, święty


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

Kocham moją Mamę i chcę jej o tym mówić cały czas.

Krzysztof, student


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

Odmawia różaniec nie daje miejsca szatanowi, aby pracował w jego myślach

Pius z Pietrelciny (o. Pio), zakonnik, święty


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

W ciągu dnia nie mam czasu na modlitwę. Różaniec pozwala mi modlić się wszędzie, gdzie jestem i cokolwiek robię. Modlę się jadąc na rowerze do pracy, przemieszczając się i robiąc sobie kawę. Modlę się świadomie i nieświadomie. Uwielbiam modlić się biegając. Wtedy modlitwa nadaje mi tempo. Nie zawsze liczę „zdrowaśki”. Wypływają ze mnie spontanicznie. Taka modlitwa jest niewymuszona i zupełnie naturalna. Daje siłę, kiedy jej już nie ma. Uspokaja wtedy, kiedy tego potrzebuję. To pierwsza broń, za którą chwytam w każdej duchowej potrzebie. Wiem, że różaniec po prostu działa.

Dominik, project manager


the-rosary-324809_1280


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

To mnie uspokaja, szczególnie kiedy zgrzeszę. Mam wtedy nadzieję, że na końcu życia będzie mi on służył raczej jako pomoc w podciągnięciu do nieba, niż narzędzie, którym dostanę baty.

Mariusz, doktor nauk biologicznych


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

Fascynuje mnie wypowiedź św. Maksymiliana Marii Kolbego o różańcu jako o „strzelaniu do szatana”. To przejmujące, jak bardzo realnie to uosobione zło, którym w kreskówkowy sposób straszy się w filmach klasy B, jest przerażone, ilekroć rozważamy tajemnice różańca. Doświadczyłem tego setki razy, sięgając po różaniec, by uciec od pokus i obserwując jak zło ucieka w popłochu.

Tomasz, bloger


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

Cenię siłę i rycerskość, a tymi łaskami za wytrwałą modlitwę obdarza Najświętsza Panienka, Hetmanka Żołnierza Polskiego.

Patryk, student


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

W chwilach zwątpienia trzyma mnie to na powierzchni.

Hubert, programista


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

Matka Boża pozwala mi zbliżyć się do Jezusa, ona była najbliżej Niego ze wszystkich ludzi. I daje to najlepszą atmosferę do modlitwy w drodze jaką znam, bo tak się główne modlę różańcem.

Adam, maturzysta


Odmawiam Różaniec, ponieważ…

To jedyny łańcuch, który daje wolność.

Janek, student


Odmawiam Różaniec, ponieważ… 

Gdy sytuacja jest tak tragiczna i beznadziejna nie potrafię znaleźć innych słów w swojej rozpaczy. A słowa Różańca mają ogromną moc.

Stanisław, maturzysta


Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Mam swoje tajemnice

Klepanie zdrowasiek, czy stała, tajemnicza, bezpośrednia i najbliższa łączność z Panem Bogiem?

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Nie ma na świecie człowieka, który chwyciłby za różaniec i po chwili nie zastanowił się: i po co tak ciągle klepać to samo? Jaki ta modlitwa może mieć sens?

 

Oczywiście każdy z nas przeżywa swoją modlitwę na swój sposób. I nie da się przekazać, nauczyć, poinstruować jak robić to najlepiej i kiedy nasza modlitwa jest najgorliwsza. Modlitwa to nasz bliski, prywatny, jedyny w swoim rodzaju kontakt z Panem Bogiem. Każdy człowiek wierzący dąży do tego, by jego życie stało się modlitwą. Czyli nieprzerwaną łącznością z Panem Bogiem. Nieustannie się módlcie, w każdym położeniu dziękujcie… mówi św. Paweł. Tylko jak to robić, kiedy jesteśmy ciągle zabiegani, zawsze jest coś do zrobienia, czasu nie wystarcza nawet na podstawowe czynności życiowe, takie jak jedzenie czy sen. I jak tu poświęcić dużo czasu na modlitwę. Dokładnie ten sam problem mieli mnisi zakonów kontemplacyjnych. Ich życie było modlitwą, taki mieli charyzmat, do tego byli powołani. Tyle, że aby żyć trzeba było jeszcze wykonywać pewne prace konieczne. Dlatego potrzebna była modlitwa, która zapewni stałą łączność z Panem Bogiem, nawet podczas pracy. W ten sposób powstała modlitwa różańcowa. Różaniec to modlitwa nie tylko dla tych skupionych, w ciszy; różaniec to modlitwa dla aktywnych, dla tych w drodze, w biegu. Różaniec wydaje się być modlitwą naszych czasów.

 

rozaniec2

 

Często myślimy, że różaniec to bezmyślne powtarzanie w kółko tych samych słów a papież Leon XIII uważał, że różaniec to: skrót całej religii chrześcijańskiej, to streszczenie całej Ewangelii. Jan Paweł II mówił, że odmawiając różaniec patrzymy na życie Jezusa uprzywilejowanym wzrokiem, to znaczy patrzymy oczami Maryi. Odmawiać różaniec to znaczy udać się do szkoły Maryi i uczyć się od niej, jak żyć… Papież Paweł VI chciał, aby różaniec stał się wielką modlitwą publiczną i powszechną wobec zwyczajnych i nadzwyczajnych potrzeb świętego Kościoła, narodów i całego świata„. Bo różaniec to taka modlitwa, która łączy wszystkich i każdego. Niezależne od tego kim jesteśmy i czym się zajmujemy różaniec pozwala nam łączyć się z Panem Bogiem i ze sobą nawzajem. To taka modlitwa, która może być spełnieniem i dla ludzi prostych i wielkich uczonych. Różaniec odmawiali pastuszkowie w Fatimie, pilnując swojego stada, odmawiali też generałowie stojący na czele swoich armii.

 

Kiedy więc kolejny raz spojrzymy z wyższością na starsze panie odmawiające cichutko różaniec, lepiej pomyśleć, że to obraz największej wierności Panu Bogu. I natychmiast za ich przykładem wziąć do ręki ten piękny koralikowy drobiazg i podziękować Maryi za przypominanie nam w licznych objawieniach jak ważna i wartościowa jest ta modlitwa.

 

Zapraszam na wydanie o różańcu. Każdego dnia, razem z siostrą Anną Marią Pudełko będziemy podczas spaceru z Maryją w drugiej części cyklu “Taka jak Ty” odkrywać kolejne tajemnice, jakie ma dla nas Pan Bóg.

 

Chcesz odkryć swoje tajemnice? Zapraszamy!

 


 

• Każda z nas ma swoje tajemnice. Taka jak Ty

 

• Podaj mnie dalej

 

• 7 kroków do dobrego odmawiania różańca

 

• Różaniec. Męska sprawa

 

• Sacrolaborki. Różaniec

 

 

 

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Dyrektor i redaktor naczelna portalu stacja7.pl. Zdobyła doświadczenie w największych firmach informatycznych. Dba o to, by stacja7.pl była miejscem, w którym internetowi podróżnicy – utrudzeni życiowym pędem - będą z ochotą zatrzymywali się, by naładować duchowe akumulatory. Jednocześnie, jako kierownik redakcyjnego pociągu, potrafi zaciągnąć hamulec, gdy pozostała część ekipy zbyt mocno dołoży paliwa do pieca kreatywności. Prywatnie - szczęśliwa żona i mama czwórki dzieci. Pochodzi z Koziebród - miejscowości, w której znajduje się przepiękne sanktuarium Maryjne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Podaj mnie dalej

Podziel się różańcem, podziel się intencją, módlmy się za siebie nawzajem!

Zainspirowani akcją zorganizowaną kilka lat temu przez grupę ewangelizacyjną Refidim działającą przy krakowskim klasztorze oo. dominikanów, zachęcamy do wzajemnej modlitwy i przedstawiamy ich akcję w nowej, wirtualnej odsłonie. Powierz komuś swoją „tajemnicę” i wybierz tą, w intencji której Ty będziesz się modlił. Dzięki temu, „przez cały miesiąc przez Twoje ręce przejdzie kilkadziesiąt tajemnic. I Twoje tajemnice przejdą przez kilkadziesiąt rąk. A wszystkie te nasze tajemnice złączą się z Jego, Bożymi Tajemnicami. W jednym żywym różańcu. To jest właśnie Kościół. Żywy Kościół. Więc nie czekaj” – zachęcali Refidimici.

 

 

Skorzystaj z poniższego formularza, wpisz swoją intencję i wybierz tą, za którą Ty będziesz się modlił.