video-jav.net

“Różaniec do granic” startuje! Dołącz!

Dziś o 14 kilkaset tysięcy Polacy zjednoczy się we wspólnej modlitwie różańcowej w ramach akcji "Różaniec do granic". Dołącz do modlitwy, gdziekolwiek jesteś!

Polub nas na Facebooku!

Niezależnie od miejsca możesz dołączyć do modlitwy różańcowej. Transmisję będzie prowadzić m.in. Radio Maryja i Telewizja TRWAM.

 

Idea wydarzenia

„Różaniec do granic” to wielkie wydarzenie religijne, które będzie przeżywane w dwóch etapach. W pierwszej części wierni o godz. 10.30 zgromadzą się w 319 kościołach stacyjnych, położonych wzdłuż całej granicy Polski – od wybrzeża, przez tereny wschodnie i południe aż po granicę zachodnią. Tam wysłuchają konferencji, będą uczestniczyć w Eucharystii i przeżyją adorację Najświętszego Sakramentu.

Potem przejdą lub przejadą na wyznaczone miejsce, nazwane „strefą modlitwy”. We wszystkich tych miejscach odbędzie się o godz. 14.00 modlitwa różańcowa za Polskę i za świat – o polskie rodziny oraz pokój w naszym kraju i na całym świecie. Stref modlitwy ma być nawet ok. czterech tysięcy. Mogą to być zarówno nadmorskie plaże, jak i przygraniczne tereny leśne.

„Chcemy zaprosić wszystkich Polaków, ale też naszych sąsiadów z innych krajów, aby jednego dnia wyszli ze swoich domów i udali się na granice Polski, aby się pomodlić. Chcemy ich zaprosić do tego, aby więcej swoich myśli skierowali w stronę Boga” – mówi Maciej Bodasiński z Fundacji „Solo Dios Basta”, jeden z organizatorów inicjatywy.

Bodasiński podkreśla, że odmówienie wszystkich czterech części różańca może dla wielu stanowić pewien wysiłek, ale chodzi o to, aby „odwrócić na chwilę głowy od tego, co nas przytłacza w rzeczywistości naszego kraju, polityki oraz od tego, co dzieje się za naszą zachodnią i wschodnią granicą i zwrócić nasze serca i myśli do Boga”.

„Składamy w tej modlitwie wszystkie potrzeby czasu, w którym żyjemy. Polityka jest jedną z tych płaszczyzn, ale nie jest to działanie polityczne, tylko duchowe. Jest to prośba o to, aby Stwórca dał odpowiednie natchnienie ludziom odpowiedzialnym za wszystkie przestrzenie, w których żyje i pracuje człowiek” – zaznacza Lech Dokowicz.

Szczególnych okazji do modlitwy maryjnej dostarczają ponadto przypadające w tym roku ważne rocznice – 100. rocznica objawień w Fatimie i 140. rocznica objawień w Gietrzwałdzie. Organizatorzy podkreślają, że modlitwa nastąpi 7 października, czyli w święto Matki Bożej Różańcowej, ustanowione po wielkiej bitwie pod Lepanto, gdzie flota chrześcijańska pokonała wielokrotnie większą flotę muzułmańską ratując tym samym Europę przed islamizacją.

„Nasza druga intencja to modlitwa o ochronę wiary w Europie. Absolutnie nie jest naszym celem budowanie murów wokół Polski. Wręcz przeciwnie, chcemy zburzyć mury, które są być może w naszych sercach lub myślach” – zapewnia Bodasiński. – Wychodzimy do świata z tym, co mamy najbardziej wartościowego: naszą wiarą i historią oraz naszą niezwykłą od wieków relacją z Matką Bożą, Królową Polski. To jest skarb naszego narodu, chcemy się nim podzielić z innymi krajami Europy – dodaje.

Sekretarz generalny Episkopatu Polski bp Artur Miziński przypomina, że modlitwa różańcowa jest modlitwą, o którą prosi sama Matka Boża. – Jest to modlitwa skuteczna, w tym wydarzeniu modlitwa w intencji naszego kraju i całego świata. Wierzymy, że będzie płynęła nie tylko z kościołów wyznaczonych, ale z wielu innych miejsc – mówi.

 

Obchody w diecezjach

Do udziału w inicjatywie modlitewnej zaprosił wiernych archidiecezji gdańskiej abp Sławoj Leszek Głódź. W specjalnym zaproszeniu metropolita gdański przypomina, że w tym roku dobiegają końca obchody 100. rocznicy objawień Maryi w Fatimie oraz 140. rocznicy objawień w Gietrzwałdzie. Daty te powinny skłonić każdego wiernego do gorliwej modlitwy różańcowej.

Na terenie archidiecezji gdańskiej główne uroczystości związane z akcją “Różaniec do granic” odbędą się w kościele pw. NMP Królowej Różańca Świętego na gdańskim Przymorzu o godz. 11.00. Archidiecezja zorganizuje też “Różaniec do granic” dla dzieci. Najmłodsi z różańcami w dłoniach staną do modlitwy wzdłuż granicy na Westerplatte. Wcześnie zostanie odprawiona Msza św. i nabożeństwo różańcowe w parafii św. Teresy od Dzieciątka Jezus (ul. Powstańców Warszawskich 52).

– To bardzo symboliczne, że właśnie dzieci odmówią różaniec w miejscu, gdzie rozpętało się chyba największe piekło XX wieku, to właśnie na Westerplatte rozpoczęła się II wojna światowa. To będzie znak – modlitwa niewinnych dzieci jest jak światło, które rozświetla mrok – mówi Maciej Bodasiński. – Zachęcamy też inne diecezje, by podjęły ten pomysł i również na swoich terenach umożliwiły rodzinom z dziećmi udział w modlitwie różańcowej na granicach Polski – dodał Bodasiński.

W archidiecezji krakowskiej modlitwa różańcowa zaplanowana jest w 24 kościołach stacyjnych i 60 strefach modlitwy. Ten szlak modlitewny, długi na 160 km, rozpocznie się w Sromowcach Wyżnych, które sąsiadują z diecezją tarnowską, a kończy w Lachowicach, które sąsiadują z diecezją bielsko-żywiecką. Różaniec będzie odmawiany w małych grupach.

W diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej strefami modlitwy w ramach “Rożańca do granic” będą głównie plaże Morza Bałtyckiego. Wyznaczono też 18 kościołów stacyjnych położonych bezpośrednio nad samym Bałtykiem lub w jego pobliżu.

O włączenie się w inicjatywę „Różaniec do granic” zaapelował do wiernych bp Roman Pindel, ordynariusz diecezji bielsko-żywieckiej, na terenie której wyznaczono 26 kościołów stacyjnych przy granicy z Czechami i Słowacją. Wierni będą się modlić w przygranicznych kościołach, inni na placach miast, jeszcze inni przejdą na punkty graniczne, będą także osoby, które zaplanowały modlitwę w górach. Liczni pielgrzymi zamierzają modlić się w przygranicznym Zwardoniu, nie brakuje też chętnych na spotkanie na Trójstyku w Jaworzynce. W tym miejscu możliwe, że Polacy odmówią wspólnie Różaniec ze Słowakami i Czechami.

Diecezja legnicka zaprasza na różaniec do 17 kościołów stacyjnych: od Chełmska Śląskiego na granicy z Czechami do Zgorzelca i Pieńska sąsiadujących z Niemcami.

W archidiecezji przemyskiej zostało ustanowionych 26 kościołów stacyjnych, m.in. w Ustrzykach Dolnych-Jasieni, Kalwarii Pacławskiej, Komańczy i Krościenku k. Ustrzyk.

W diecezji zielonogórsko-gorzowska będzie 5 kościołów stacyjnych: pw. Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła w Kostrzynie n. Odrą, pw. Ducha Świętego w Słubicach, pw. Trójcy Świętej w Gubinie, pw. św. Barbary w Łęknicy, pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Przewozie. Zgromadzeni tam wierni o godz. 10.30 wysłuchają konferencji wprowadzającej i wezmą udział we Mszy św. oraz Adoracji Najświętszego Sakramentu.

Archidiecezja częstochowska podejmie diecezjalne i parafialne inicjatywy różańcowe. Parafie organizują wyjazdy do granic Polski – poinformował KAI ks. dr Andrzej Kuliberda, wikariusz biskupi ds. duszpasterskich w archidiecezji częstochowskiej.

W duchowej łączności z inicjatywą „Różaniec do granic” odbędzie się Pielgrzymka Kół Żywego Różańca Archidiecezji Częstochowskiej do Wyższego Seminarium Duchownego w Częstochowie.

Przygotowania do wydarzenia trwają także w innych diecezjach wzdłuż wszystkich polskich granic. Aby dołączyć do “Różańca do granic” nie trzeba jednak udać się na granicę. Modlitwę można zorganizować także w kościołach w centralnych częściach Polski, o co proszą organizatorzy inicjatywy.

Największe miasta w Polsce organizują wyjazdy autokarowe do kościołów stacyjnych przy granicach. Wyjazd są m.in. z Białegostoku, Warszawy, Torunia, Bydgoszczy, Gniezna, Poznania, Radomia, Wrocławia i Łodzi.

 

Na lotniskach i zagranicą

“Różaniec do granic” odbędzie się także w kaplicach na terenie dziesięciu portów lotniczych: Lotnisku im. Fryderyka Chopina w Warszawie, Mazowieckim Porcie Lotniczym Warszawa – Modlin, w Porcie Lotniczym Wrocław, w Porcie Lotniczym Poznań-Ławica, Międzynarodowym Porcie Lotniczym Katowice w Pyrzowicach, w Porcie Lotniczym Lublin, w Porcie Lotniczym Gdańsk im. Lecha Wałęsy, w Porcie Lotniczym Olsztyn-Mazury, w Porcie Lotniczym im. Jana Pawła II Kraków – Balice i w Porcie Lotniczym Rzeszów – Jasionka.

Do akcji włączają się również wspólnoty i parafie poza granicami kraju. W Europie są 43 oficjalnie zarejestrowane miejsca na stronie wydarzenia. Prawie połowa znajduje się w Wielkiej Brytanii. Do modlitwy włączają się również inne kontynenty. W Stanach Zjednoczonych modlitwa odbędzie się w 12 miejscach, w Ameryce Południowej i Australii jest zarejestrowanym po jednym miejscu.

 

Ambasadorzy “Różańca do granic”

W gronie ambasadorów inicjatywy modlitewnej znaleźli się m.in. Cezary Pazura, Jerzy Zelnik, Dominika Figurska, Ewa Ziętek, Dariusz Kowalski i Marcin Mroczek, Przemysław Babiarz, Katarzyna Olubińska, Krzysztof Ziemiec, Antek Smykiewicz, Wojciech Modest Amaro i o. Benedykt Pączka. Wystąpili oni w specjalnie przygotowanych spotach radiowych i telewizyjnych, w których mówią, czym jest dla nich różaniec oraz w jakiej intencji będą modlić się wspólnie z innymi uczestnikami “Różańca Do Granic”.

W „Różaniec do granic” włącza się także tygodnik katolicki „Niedziela”. Proponuje audiowizualne rozważania różańcowe z Niedzielą TV. Na stronie tv.niedziela.pl można obejrzeć i wysłuchać rozważanie poszczególnych tajemnic różańcowych. Niedziela TV przygotowała 20 audiowizualnych rozważań tajemnic różańcowych.

Organizatorami „Różańca do granic” są Maciej Bodasiński i Lech Dokowicz z Fundacji „Solo Dios Basta”. Rok temu przygotowali także Wielką Pokutę, czyli całodniową modlitwę i nabożeństwo przebłagalne za grzechy i prośbę o miłosierdzie dla naszego narodu, która zgromadziła 150 tys. Polaków.

Bodasiński i Dokowicz liczą, że do modlitwy różańcowej na granicach Polski dołączy nawet milion rodaków. Ale – jak zaznaczają – nie w liczbie, a w szczerości samej modlitwy tkwi wartość tej inicjatywy. Na razie zarejestrowanych jest ponad 100 tys. wiernych.

Więcej informacji na temat inicjatywy można znaleźć na stronie internetowej: www.rozaniecdogranic.pl.


lk, pgo / Warszawa (KAI)

Podnieśmy się do lotu! Rozmowa z kard. Nyczem

Być może zbyt szybko przenieśliśmy Jana Pawła II do historii. Poprzez niespokojny kontekst naszych czasów, jego słowa nabierają bardzo aktualnego znaczenia – kard. Kazimierz Nycz przed kolejnym Dniem Papieskim

Polub nas na Facebooku!

Rozmowa z kard. Kazimierzem Nyczem, metropolitą warszawskim, przewodniczącym Rady Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia

 

Tomasz Królak (KAI): “Idźmy naprzód z nadzieją!” – brzmi hasło tegorocznego Dnia Papieskiego. Wspieramy się zachętą Jana Pawła II bo przeżywamy w Polsce deficyt nadziei?

To są słowa wzięte z zakończenia listu apostolskiego “Novo Millenio Ineunte”, którym Jan Paweł II wprowadzał Kościół w trzecie tysiąclecie. Ta zachęta została sformułowana po Roku Jubileuszowym, po wielkiej nadziei, która zapaliła się w sercach ludzi w całym Kościele ale nie tylko, bo ten Rok Święty miał swoje wymiary daleko wychodzące poza “wnętrze” Kościoła.

Pozostawał w pamięci i Światowy Dzień Młodzieży w Rzymie w 2000 r. i wszystko, co w tym Roku Świętym się wydarzyło. Papież mówił: idźmy z nadzieją, jest dobrze i czyńmy to, co powinniśmy czynić jako ludzie Kościoła wobec świata.
Potem wydarzyły się rzeczy różne… Punktem zwrotnym, który nas wszystkich odmienił i wprowadził dużo pesymizmu w patrzeniu na świat był zamach na World Trade Center we wrześniu 2001. Cały świat ogarnęła niepewność, wzmacniana przez kolejne wojny i nowe akty terroru. Nigdy wcześniej nie dochodziło do czegoś takiego by zabijać dla samego zabijania, a nie w ramach obrony.

Poprzez niespokojny kontekst naszych czasów, tamte słowa Jana Pawła II nabierają bardzo aktualnego znaczenia. Naprawdę musimy posłuchać go i iść w przyszłość z nadzieją. Bardzo łatwo bowiem popaść w pesymizm i marazm, zgubić nadzieję powtarzając, że jesteśmy bezradni, w sytuacji bez wyjścia itd. Jeżeli nam papież to mówi, to nie po to, żeby nas tanio pocieszyć ale po to, żeby nam pokazać, gdzie są źródła nadziei prawdziwej, co trzeba robić, żeby ten świat, w którym żyjemy i który współtworzymy – miał swój sens. Z tej strony patrząc bardzo się cieszę, że po 18 latach istnienia Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia, wzięliśmy taki temat tegorocznego Dnia Papieskiego. Jest w tym zawarta i promocja nauczania Jana Pawła II i aktualność jego osoby i dzieła. Być może zbyt szybko przenieśliśmy tego papieża do historii. Zapominamy, że w tym wszystkim kim był i co zostawił, jest on bardzo aktualny także dzisiaj. Może nawet bardziej niż wówczas, 16 lat temu, gdy zachęcał nas, by iść naprzód z nadzieją.

 

KAI: Niekiedy w Kościele w Polsce pojawiają się głosy, że teraz, gdy Jana Pawła II nie ma wśród nas, to nie wiemy “jak żyć”. Czy takie sieroce głosy nie wydają się Księdzu Kardynałowi drażniącym biadoleniem?

Nie rozpatrywałbym tego w kategoriach: drażni, nie drażni. Takie narzekania słychać było jeszcze za życia Jana Pawła II. Po każdej z ośmiu pielgrzymek do Polski przeżywaliśmy zapał; krzywa emocji, radości i entuzjazmu szła do góry. Trzeba też zaznaczyć, że nie jest prawdą, że go nie słuchaliśmy. Jednak czasami spodziewaliśmy się, że to zostanie w nas na zawsze. A to nie takie proste. Papież wracał do Rzymu i okazywało się, że wchodziliśmy w swoje codzienne, narastające i czasem bardzo trudne sprawy – osobiste czy społeczne. I podświadomie czekaliśmy, żeby znów przyjechał, żeby nas zapalił i ożywił. Myślę, że to można przenieść i na sytuację dzisiejszą, 12 lat po śmierci papieża.

Dzień Papieski czy inne okazje związane z Janem Pawłem II potrzebne są po to, żebyśmy podnieśli się do lotu, zaczerpnęli czegoś z jego nauczania i potrafili według tego żyć. To się nie stanie automatycznie, tego trzeba chcieć i tego się trzymać. Natomiast nie biadolić, bo biadolenie niczego nie rozwiąże.

 

KAI: A co, jeśli chodzi o polskie realia, najbardziej zagraża dziś nadziei?

Co do mnie, to próbuję być człowiekiem nadziei i jestem raczej optymistą. Nie biadolę tak bardzo… Jeśli chodzi o Polskę, zwłaszcza w kontekście Europy czy współczesnego świata, to takich niepokojących sytuacji jest sporo. Człowiek nie jest pewny jutrzejszego dnia, bo co chwila dzieje się coś złego, media natychmiast to nagłaśniają, przez co stajemy się niemal uczestnikami różnych dramatycznych wydarzeń. Ale, generalnie rzecz biorąc, kiedy jestem w różnych miejscach Polski, a sporo jeżdżę po kraju, widzę wiele bardzo pozytywnych wydarzeń czy zjawisk. Jest ich mimo wszystko większość, dlatego patrząc przez taki pryzmat “idę w przyszłość z nadzieją”. Wierzę gorąco w to, że dobro będzie zwyciężać i pod tym względem jestem optymistą.

Natomiast jeśli chodzi o sprawy, które budzą niepokój, to jest nim widoczny podział między ludźmi. Nie mówię tu o wielkich sprawach politycznych. Bardzo często przebywam w kręgach ludzi świeckich i widzę, że gdy zaczyna się rozmawiać na jakiś temat, to bardzo łatwo jest przekroczyć granicę spokojnego dialogu. To niepokojące zjawisko. Nakręca się spirala niezgody czy braku porozumienia. Trzeba to naprawdę zmieniać, poprawiać – zaczynając zawsze od siebie – i nie dopuszczać do dalszej brutalizacji języka i kontaktów międzyludzkich.

Dostrzegam i inne zjawiska, które mogą osłabiać nadzieję. Weźmy choćby dane mówiące o liczbie rozpadających się w ciągu roku małżeństw. Ile dzieci cierpi w związku z tym! Podobnie też łatwo stracić nadzieję obserwując wskaźniki demograficzne Europy, w tym Polski i porównując je z danymi sprzed, powiedzmy, 30 lat. To są poważne problemy, z którymi musimy się mierzyć. Trzeba przy tym mieć nadzieję, że potrafimy się zmienić, nawracać, stać się mniej hedonistycznymi, wygodnymi i mniej narzekać. Trzeba też wierzyć, że polska rodzina jako taka zacznie budować swoja przyszłość wokół tego, co jest najważniejszym celem naszego życia. Co to znaczy? Jan Paweł II wskazywał, że człowiek winien widzieć sens swojego życia w powierzeniu go Bogu, powinien wierzyć, że jesteśmy przez Boga powołani i posłani do tego świata, żeby żyć tutaj, czynić sobie ziemię poddaną, rosnąć, rozwijać się i w ten sposób zostawiać po sobie trwały ślad.

 

Problem z kanonizacją. Mój święty Jan Paweł II

 

KAI: Niedawno szerokim echem odbiły się pełne niepokoju słowa Księdza Kardynała o to, by w Polsce nie zostały naruszone fundamenty trójpodziału władzy. Obecna sytuacja polityczna podważa Księdza nadzieję?

To się dzieje trochę na zasadzie: uderz w stół a nożyce się odezwą. Do tego kazania wygłoszonego na Mszy z okazji 100. rocznicy Sądu Najwyższego przygotowywałem się sięgając do początków tej instytucji. Przywołałem idee, którymi kierowali się ojcowie – założyciele i to w czasach, gdy nie było państwa, granic, struktur. Otóż ponad rok przed formalnym powstaniem państwa ci ludzie powołują Sąd Najwyższy. Jakby chcąc w ten sposób powiedzieć przyszłym pokoleniom, także więc nam, że bez fundamentu sprawiedliwości, która jest weryfikowalna także przez każdy Sąd Najwyższy, nie da się zbudować państwa jako takiego.

To, że moje słowa odbiły się takim echem, świadczy o tym, że istnieje pewna wrażliwość, która sprawia, że jeśli dotknie się jakiejś struny, to zaczyna ona grać i mocno rezonować. Jeżeli dotknie się jakiegoś obolałego miejsca, to wtedy boli ono jeszcze bardziej. Oby to był zawsze ból ostrzegawczy, w tym wypadku przypominający, że trzeba zawsze stać na fundamencie trójpodziału władzy.
Jestem człowiekiem nadziei, i w tym kazaniu też o tym zapewniłem. Wierzę w to, że jesteśmy mądrym narodem i że potrafimy razem zrobić naprawdę bardzo dużo dobrych rzeczy.

 

KAI: A w pojednanie polsko-polskie także Ksiądz Kardynał wierzy?

Jestem człowiekiem nadziei i wierzę w mądrość naszego narodu. Mam na to dwie przesłanki: z jednej strony, pomimo tego, co sam powiedziałem, kiedy wejdzie się na poziom życia zwyczajnych ludzi, jeśli popatrzy się na życie w miastach, dużych i małych gdziekolwiek w Polsce, to jest to życie dużo spokojniejsze niż to pokazywane w telewizji. Jest to dla mnie duże źródło nadziei.

Musimy pamiętać o tym, że w ostatnich latach wiele się w Polsce zmieniło i zmienia. Myślę o sprawach nadającym życiu ludzi więcej sensu, na przykład o zmniejszającym się w ostatnich latach bezrobociu. Rozmawiam z ludźmi i po prostu słyszę, że widzą sens, widzą potrzebę zaangażowania, czują, że warto. Ważne jest to, co działo się w ciągu ostatnich lat, zwłaszcza dwóch ostatnich, jeśli chodzi o rodziny i to, co nazywamy polityką rodzinną. Wyraźnie widać, że ci ludzie czują się po prostu zauważeni, zmienia się podejście do wielodzietności, przy czym nie chodzi o rodziny z pięciorgiem czy sześciorgiem dzieci. Przecież przez całe lata nawet trzecie dziecko było traktowane jako coś zupełnie nadzwyczajnego. Tych ludzi trzeba mocno wspomagać! Jeżeli społeczeństwo ma jakieś priorytety, to liczna rodzina dobrze wychowująca swoje dzieci jest priorytetem absolutnym. Podobnie jak zapewnienie ludziom pracy. Mam nadzieję, że ten kierunek będzie kontynuowany.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z obaw dzisiejszych młodych ludzi przed podejmowaniem decyzji na całe życie. Złożoność problematyki niestabilnych małżeństw też jest bardzo duża i nie da się jej wyjaśnić w paru zdaniach, ale preferuje się myślenie według którego najważniejsze jest to, żebym był szczęśliwy i niczym obciążony. To leży w głowie i wcale nie odzwierciedla sytuacji materialnej, bo niestety jest tak, że ci, których warunki materialne spokojnie “wystarczyłyby” na trzecie czy czwarte dziecko, na to potomstwo się nie decydują. Ci zaś, którzy mają rodzinę liczniejszą niekoniecznie wiążą to z warunkami materialnymi. Nie chcę tego wiązać wprost z wiara, ale wpływ wiary ma tu swoje pierwszorzędne znaczenie. Świadczy o tym liczba dzieci w małżeństwach należących do kościelnych ruchów i stowarzyszeń a więc środowisk mocno nastawionych na pogłębianie wiary.

To są te światła nadziei. Jest ich dużo. Nie dajmy sobie wmówić, że świat codziennego życia jest taki, jak ten, który oglądamy w internecie i innych mediach. Jeśli zaś mogę zaapelować do mediów to o to, by odzwierciedlały życie ludzi takim, jakim ono jest i kreowały piękno, dobro, prawdę, tak bardzo i dziś potrzebne.

 

KAI: W przyszłym roku będzie obradował synod biskupów poświęcony młodzieży. To ogromna szansa na poznanie kondycji duchowej i religijnej także młodego pokolenia Polaków. Ma Ksiądz Kardynał nadzieję, że oni z kolei wciąż odnajdywać będą nadzieję w Kościele?

To się samo nie stanie. Dużo zależeć będzie od tych dorosłych, na pierwszym miejscu od rodziców i rodzin. Nie tylko takie wydarzenia jak Światowe Dni Młodzieży pokazują, że jest bardzo dużo dobrej, wspaniałej młodzieży. Dowodzą tego także liczne wydarzenia, takie Przystanek Jezus, ewangelizacja na Stadionie Narodowym ale też zwyczajne życie w parafiach wielu miejscowości, gdzie młodzież systematycznie gromadzi się na modlitwie czy wokół takiego czy innego działania. To budzi nadzieję.

Natomiast to, że sprawa przynależności młodzieży do Kościoła stała się sprawą trudniejszą, to nie ulega wątpliwości. To dużo większe wyzwanie niż jeszcze 20 lat temu. Wchodzi nowe pokolenie. Nie jest już obciążone balastem komunizmu, ale bardzo często stawia sobie inne priorytety. Nikogo oczywiście nie potępiam. Jeśli ten młody człowiek jest zdolny, uczy się, chce się rozwijać, zna języki i otwiera się na świat, to jest to oczywiście bardzo pozytywne. Natomiast bardzo często odnoszę wrażenie, że oni już nie bardzo mają ochotę negować Pana Boga i walczyć z nim, jak to nieraz bywało w dawniejszych czasach, kiedy to młode pokolenie stykało się z marksizmem. Dziś inaczej: młodzi ludzie próbują żyć tak, jak by Boga nie było albo się bez Niego obchodzą. Wydaje im się, że mogą zbudować swoje szczęście i że będzie to szczęście trwałe, negując czy “odstawiając” sprawy wiary na “potem”.

To się oczywiście wiąże z naszą zdolnością trafiania do młodego pokolenia. My też często wpadamy w schematy i mówimy tak, jak się mówiło 30 czy 40 lat temu. Sam przyłapuję się dość często na tym, że podczas wizytacji lekcji religii w jakiejś gimnazjalnej klasie dziwię się, że uczniowie nie znają tego czy innego faktu o Janie Pawle II czy kard. Wyszyńskim. No ale wtedy od razu pytam samego siebie: a niby skąd mają wiedzieć? My im mówimy o tym albo mało albo nudnie. Nie zawsze mamy dobry klucz do otwarcia Ewangelii młodym ludziom. Nie dotyczy to tylko szkolnej katechezy ale jeszcze bardziej kerygmatycznego mówienia, apelowania o wiarę jak to jest w głoszeniu Ewangelii przy okazji katechezy przed bierzmowaniem, przed sakramentami. Pod tym względem katecheci, księża i my, biskupi ciągle mają wiele do zrobienia.

Osobiście bardzo liczę na to, że przyszłoroczny synod o młodzieży bardzo mocno poruszy naszą wyobraźnię. Nie chodzi o szczegółowe rozwiązywanie, bo tego nikt za nas nie zrobi i każdy musi znaleźć właściwą drogę. Chodzi o podjęcie refleksji nad hermeneutyką: jak otworzyć człowiekowi Biblię i jak otworzyć człowieka na Słowo Boże tak, by nastąpiło spotkanie. Jeżeli nam się to uda, to wcześniej czy później Pan Bóg sobie z tym człowiekiem poradzi. Do nas należy to, co wynika z przypowieści o siewcy: troska o rolę i jej uprawianie aby ziarno, które padnie na glebę ludzkiej duszy mogło wydać owoc.

 

Święty Jan Paweł II o Bożym Ojcostwie (wzruszające wideo)

 

KAI: Może hasło “Idźmy naprzód z nadzieją!” powinniśmy odnieść także do sytuacji wewnątrz Kościoła? Czy spokojna rozmowa, powiedzmy ks. Adama z ojcem Tadeuszem nie byłaby czymś z tego punktu widzenia ożywczym i budzącym nadzieję?

Pytanie prowokuje do dłuższej odpowiedzi… Odchodząc od konkretnych osób: jeżeli zdecydowaliśmy się na to, żeby podczas nadchodzącego Dziedzińca Dialogu zorganizować debatę osób, którzy są teologami ale mają różne poglądy (choć nie chcę używać politycznych kategorii “lewica”, “prawica”) to chcę pokazać, że w Kościele mają prawo istnieć postawy różne. Warunek jest jeden: że to wszystko dzieje się w mądrym pluralizmie tego samego Kościoła. Nie jest przecież problemem, że samochody jadą pięciopasmową autostradą – zmierzają przecież w jednym kierunku. Ważne, żeby nie wylądowały w rowie a kierowcy nie zrobili sobie krzywdy. Ważne, by ten pluralizm czy jedność (ale nie jednolitość) ubogacała i była głosem tego samego Kościoła.

Gdyby dziś tych dwóch konkretnych zakonników spotkało się, to myślę, że potrafiliby ze sobą spokojnie rozmawiać. Nie wiem, może potrzeba, żeby ktoś stworzył im płaszczyznę takiej rozmowy?

Pamiętam, że gdy byłem klerykiem czy młodym krakowskim księdzem, to wielu wybitnych, nieżyjących już dziś kaznodziejów (nie będę wymieniał nazwisk), mających odmienne poglądy na wiele spraw i różne sposoby głoszenia Ewangelii, miało za sobą na mszy prawdziwe tłumy. I to naprawdę było bogactwo Kościoła.

 

KAI: Słowo nadzieja, przewodni motyw tegorocznego Dnia Papieskiego, występuje też w haśle modlitewnej inicjatywy poświęconej uchodźcom – “Umrzeć z nadziei”. Właśnie trwa jej kolejna edycja. Czy robimy wszystko – Kościół, państwo, wspólnota wierzących – żeby tchnąć w tych ludziach nadzieję? Korytarze humanitarne, o które upomina się episkopat, wciąż nie zyskały aprobaty rządu.

Nigdy nie przestaję apelować o jeszcze większą wrażliwość wobec ludzi, którzy potrzebują od nas pomocy i nadziei. Myślę, że mamy dużo do zrobienia zarówno pomagając im tam, gdzie są – w Libanie, we Włoszech czy w Grecji. Sam ich zresztą widziałem w tych krajach i nie tylko tam.
Mamy jeszcze dużo do zrobienia przynajmniej w tym minimalnym wymiarze, jakim są właśnie korytarze humanitarne. Nie wiem czy u podstaw problemu nie leży pomieszanie pojęć, dlatego że idea korytarzy zakłada pomoc ludziom skrajnie potrzebującym pomocy medycznej czy innej, krótkotrwałej czy dłuższej. Spójrzmy na skalę: w przypadku Włoch jest to tysiąc ludzi rocznie, w Polsce byłoby ich może 500!

Rozmawiałem z uchodźcami w Libanie. Najgorszy był ten deficyt nadziei. Stracili nadzieję na powrót do ojczyzny, do domu. Wśród nich są ludzie, którzy nie mają już nadziei, w tym dzieci, które w wojnie straciły oboje rodziców. Oni potrzebują ludzkiej pomocy, motywowanej nie litością, lecz miłością i Ewangelią. Według mnie wiele krajów Europy stać po prostu na to, żeby im pomóc. Zresztą dowodzi tego konkretna wypowiedź Franciszka sprzed paru dni, a mianowicie że w dziedzinie korytarzy humanitarnych robimy zdecydowanie za mało, dlatego trzeba otworzyć się na tych potrzebujących. Źle by się stało, gdyby te słowa miały okazać się wołaniem na puszczy.

 

KAI: Kościół w Polsce będzie naciskał na władze, żeby korytarze zostały jednak uruchomione, czy też stracił już nadzieję?

Nie straciliśmy nadziei. Ciągle o to prosimy i mamy nadzieje, że porozumiemy się na tyle, żeby korytarz humanitarny pozwalający pomóc przynajmniej niektórym spośród najbardziej potrzebujących, stał się możliwy także w Polsce, od tego tematu nigdy nie uciekniemy. Nawet gdybyśmy uciekali, to gdzieś tam w naszym sumieniu zawsze powinny odezwać się słowa św. Pawła; “Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich”.

 


rozmawiał Tomasz Królak / Warszawa

Katolicka Agencja Informacyjna