Nauka zdalna źle oceniana przez uczniów. Młodym brakuje kontaktu

Zaskoczenia nie ma – nauka zdalna jest słabo oceniana, choć gorsze zdanie o niej mają rodzice niż sama młodzież. Wyniki badań zleconych przez Rzecznika Praw Dziecka pokazują za to fatalne konsekwencje izolacji młodych ludzi w sferze relacji rówieśniczych. O ile z przekazywaniem wiedzy nie ma większych kłopotów, to największym obciążeniem stał się brak kontaktów z rówieśnikami.

Polub nas na Facebooku!

Organizując w trybie awaryjnym naukę zdalną, pominęliśmy niezwykle istotną funkcję szkoły, która nie tylko przekazuje wiedzę, ale przede wszystkim pomaga rodzicom w wychowaniu. Najbardziej nowoczesne i wydajne platformy internetowe do komunikacji nie zastąpiły przecież młodym ludziom bezpośredniego kontaktu i relacji z kolegami. Badanie pokazuje, że właśnie to zaczęło być dla młodych największym problemem. Wiedzę można zdobyć zdalnie, w ten czy inny sposób, ale z samotnością młodzi ludzie sobie nie radzą – alarmuje Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak.

Raport z badania jest dostępny na stronie Rzecznika Praw Dziecka.

Z wyników badania przeprowadzonego przez pracownię badawczą Social Changes na zlecenie Rzecznika, w grupie starszej młodzieży w wieku 15-18 lat i ich rodziców, wynika, że zdalna nauka negatywnie odbija się na zdrowiu, zwłaszcza psychicznym. Aż 49 proc. uczniów i 54 proc. rodziców negatywnie ocenia wpływ nauczania zdalnego na zdrowie fizyczne młodzieży. Wpływ na psychikę jest oceniany niemal identycznie – negatywnie wypowiada się o tym 53 proc. rodziców i 50 proc. uczniów.

Znacząco osłabiły się relacje pomiędzy rówieśnikami – aż 83 proc. narzeka na brak kontaktu bezpośredniego z rówieśnikami, a już co czwarty uczeń (26 proc.) ma negatywne relacje z otoczeniem rówieśniczym.

Ponad dwie trzecie uczniów (68 proc.) i aż 79 proc. rodziców uważa, że nauka tradycyjna jest lepsza od zdalnej!

Większym problemem od zdobywania wiedzy jest nabywanie praktycznych umiejętności – 62 proc. uczniów i 61 proc. rodziców ocenia nauczanie zdalne pod tym względem negatywnie. Szczególnie źle badani oceniają brak dostępu do pracowni, laboratoriów i warsztatów. W przypadku przedmiotów zawodowych to aż 84 proc. uczniów i 92 proc. rodziców.

 

Młodzież chce wrócić do szkoły

Ograniczenie bezpośredniego kontaktu z nauczycielami jest wadą dla 72 proc. uczniów i 89 proc. rodziców.

Młodzi ludzie chcą już wrócić do szkoły. I nie po to tylko, by lepiej się uczyć, choć to też jest dla nich ważne, ale przede wszystkim po to, by zacząć normalnie, wspólnie żyć. Razem się bawić, cieszyć z sukcesów, przeżywać przegrane. Rozmawiać ze sobą, sprzeczać, po prostu razem być. Nagle się okazało, że ta nieustannie krytykowana polska szkoła była bardzo ważna w ich życiu, że za nią tęsknią. Że pomagała w wychowaniu, socjalizowaniu, w pokonywaniu trudności dojrzewania. Że bez niej, bez tych głośnych, przepełnionych szkolnych korytarzy, nieustannego gwaru, chaosu, lubianych i nielubianych nauczycieli, ich młode życie jest niepełne, że zaczęło w nim brakować obecności innych ludzi – zauważa Mikołaj Pawlak.

Aż ośmiu na dziesięciu uczniów chce powrotu do nauczania tradycyjnego lub przynajmniej hybrydowego (47 proc. chce się uczyć tylko tradycyjnie, a 33 proc. hybrydowo). Tylko 14 proc. chce się uczyć zdalnie. Jeszcze więcej rodziców popiera zakończenie nauki zdalnej (57 proc. za nauczaniem tradycyjnym, 31 proc. za hybrydowym, a tylko 8 proc. za zdalnym).

Badanie przeczy stereotypowi, że młodzi uwielbiają spędzać całe dnie przed komputerem, a wirtualny świat to ich całe życie. Okazuje się, że brakuje im zajęć praktycznych, przeżywania doświadczeń, bezpośredniego kontaktu z nauczycielami. A lekcje zdalne, jeśli już muszą być, to powinny być krótsze, bo szybko męczą – zaznacza Rzecznik Praw Dziecka.

Najczęściej oczekuje się lekcji trwających po 30 minut (56 proc. uczniów i 57 proc. rodziców). A 17 proc. uczniów i 10 proc. rodziców chciałoby, by lekcje były jeszcze krótsze. Tylko 27 proc. uczniów i 33 proc. rodziców uważa, że lekcje zdalne powinny mieć długość do 45 minut, tak jak jest to obecnie.

Dlatego – w opinii Mikołaja Pawlaka – biorąc pod uwagę wyniki tych badań, należy rozważyć możliwość jak najszybszego powrotu dzieci do szkół.

Młodzi muszą znów móc się spotykać. Jeśli ze względu na wirusa nie będzie to jeszcze możliwe we wszystkich szkołach, to dajmy im szansę w czasie wolnym, poza szkołą, na otwartych przestrzeniach. Dlatego z dużym zadowoleniem przyjąłem decyzję o zniesieniu zakazu wychodzenia dzieci z domu w ferie. Całkowicie zrozumiałe są działania zabezpieczające życie osób najstarszych, najbardziej narażonych na ciężki przebieg choroby, ale nie możemy zapominać o dobru dzieci. One też zaczęły dotkliwie odczuwać konsekwencje pandemii. Izolacja staje się dla nich poważnym obciążeniem psychicznym, którego skutki mogą wkrótce okazać się niebezpieczne – uważa Rzecznik Praw Dziecka.

Mikołaj Pawlak przypomina, że Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka – 800 12 12 12 – i specjalny czat internetowy działają całodobowo, we wszystkie dni tygodnia, także w weekendy i święta. Rzecznik zachęca, aby młodzi ludzie dzwonili do czekających tam na nich ekspertów ze wszystkimi swoimi problemami.

Nie czekajcie na pomoc, sama może nie nadejść. Zadzwońcie, porozmawiajcie, pomożemy Wam. Nie musicie się przedstawiać ani mówić, skąd dzwonicie. Można pozostać całkowicie anonimowym. Nikt nie musi się dowiedzieć o tej rozmowie, ani rodzice, ani szkoła, ani znajomi. Eksperci z telefonu zaufania i czatu pomogą rozwiązać Wasze problemy, wyjaśnią, co robić, jak się zachować, gdzie znaleźć konkretne wsparcie – podkreśla Rzecznik Praw Dziecka.

Badanie postaw młodzieży wobec nauki zdalnej zostało zrealizowane metodą CAWI na panelu internetowym w dniach 25-28 grudnia 2020 roku na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie Polaków. Wzięło w nim udział 1174 uczniów w wieku 15-18 lat oraz 1080 rodziców posiadających dzieci w tym wieku.

SPRAWDŹ: Opublikowano mapę punktów szczepień przeciwko koronawirusowi

 

ag/KAI/Stacja7

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Jak wygląda grekokatolicka wigilia?

Na stołach będą m.in.: ryby, pierogi, barszcz i przede wszystkim kutia, a zamiast opłatkiem, grekokatolicy podzielą się prosforą. Wigilia w obrządku bizantyjsko-ukraińskim jest podobna do obrządku łacińskiego, ale wierni tej wspólnoty zasiądą do świątecznego stołu 6 stycznia. Różnica wynika z tego, że w liturgii posługują się oni, podobnie jak prawosławni, kalendarzem juliańskim.

Polub nas na Facebooku!

Na razie w obrządku wschodnim trwa jeszcze Post Filipowy, który swoją nazwę bierze od imienia apostoła, którego wspomnienie wypada w przeddzień rozpoczęcia postu. Jest to odpowiednik zachodniego Adwentu. Nie jest on tak rygorystyczny jak Wielki Post, ale praktykuje się wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych w środy i piątki. Najważniejsze jest jednak przygotowanie duchowe, wzmożona walka z grzechem, udział w rekolekcjach i spowiedzi św.

Wigilia przypada 6 stycznia. Różnica w datach wynika z tego, że kalendarz juliański jest „opóźniony” o 13 dni względem powszechnie obowiązującego kalendarza gregoriańskiego. W tym dniu obowiązuje ścisły post, a wieczorem rodziny zasiądą do uroczystych kolacji. Na stołach będą m.in. ryby, pierogi i barszcz, ale przede wszystkim nie może zabraknąć kutii, która sporządzana jest z produktów rolnych: pszenicy, miodu, maku, orzechów i bakalii. Symbolizuje ona rodzące się życie i wieczne szczęście. Zamiast opłatka wierni dzielą się prosforą – pszennym chlebem.

Wieczorem w cerkwi odprawiana jest liturgia, zwana Powieczerze Wielkie. Zależnie od lokalnego zwyczaju, w niektórych parafiach po nabożeństwie odprawia się również Mszę św., w innych są one sprawowane dopiero kolejnego dnia, czyli w samo Boże Narodzenie.

Na ogół w cerkwiach nie ma szopek. Zamiast nich w centralnej części świątyni ustawiona jest ikona przedstawiająca scenę narodzenia Chrystusa. Świętowanie trwa trzy dni. W drugim obchodzona jest uroczystość Soboru Bogurodzicy, a w trzecim św. Stefana (Szczepana) – pierwszego męczennika i diakona.

W tym roku czas przygotowania do świąt przeżywamy w cieniu decyzji przemyskiej rady miejskiej, która zlikwidowała nazwę ulicy bł. bp. Jozafata Kocyłowskiego – mówi abp Eugeniusz Popowicz, metropolita przemysko-warszawski Kościoła greckokatolickiego. Przyjęliśmy to z goryczą. Przy tej krótkiej ulicy znajdują się tylko nasz pałac biskupi i katedra. Zarzuca mu się kolaborację, a nie pamięta tego, co zrobił dla Przemyśla. Ale jestem pewny, że święty obroni swoje dobre imię.

Nazwę tej ulicy przyjęła rada miejska w 2013 r. Od początku budziła ona sprzeciw niektórych środowisk. W listopadzie 2018 r. radni zmienili jej patrona na innego biskupa – Jana Śnigurskiego.

Kościół greckokatolicki uznaje prymat papieża i pozostaje z nim w jedności.

SPRAWDŹ:

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Copy link
Powered by Social Snap