video-jav.net

Jasiek Mela o nadziei i miłosierdziu

O swojej walce o życie, pogodzeniu się z samym sobą, o wierze i obecność Boga - mówił podczas spotkania z młodymi w parafii św. Anny w Łodzi Jasiek Mela, ambasador Światowych Dni Młodzieży w KrakowieSpotkanie odbyło się w ramach projektu pt. "Raban"

Polub nas na Facebooku!

Jasiek Mela jako ambasador ŚDM w Krakowie jeździ na spotkania z młodymi by mówić, że mimo wielu życiowych trudności potrafił odnaleźć pokój i nadzieję.

 

Jak mówi, nie byłoby to możliwe bez odnalezienia w swoim życiu Boga. „Chciałbym, aby w swojej historii życia każdy odnajdywał nadzieję i nawet przy największych przeciwnościach umiał odnaleźć sens życia. Warto w życiu skupiać się na dobrych rzeczach i tym dobrem dzielić się z innymi” – mówił Jasiek.

 

Oprócz dzielenia się swoim doświadczeniem życiowym młody podróżnik mówił również o tym, dlaczego warto wziąć udział w Światowych Dniach Młodzieży. „Myślę, że to jest kapitalna okazja do spotkania się z młodymi z całego świata, z ludźmi którzy często mają podobne problemy i dylematy jak my, również duchowe. Tam będziemy mogli wymienić się poglądami, wątpliwościami, a wszystko to w atmosferze życzliwości i otwartości młodych ludzi. To będzie niesamowite” – mówił.

 

Jasiek Mela zachęcał młodzież, by dzieliła się dobrem, “bo dobro do nas wraca”. – Dając dobro inwestujemy również w samych siebie. Bo przecież im więcej dobra damy z siebie, tym więcej go będzie wokół nas i w całym świecie – mówił.

 

Spotkanie odbyło się w ramach nowego projektu pod nazwą „Raban”. Jest to odpowiedź na słowa Papieża Franciszka z Rio de Janeiro: „Chcę, byście poszli na ulice robić raban. Chcę rabanu w waszych diecezjach. Chcę, żeby Kościół wyszedł na ulice.” W ramach projektu będą organizowane spotkania, świadectwa, pokazy filmowe, koncerty, imprezy plenerowe.

 

Zobacz także rozmowę Instytutu Dialogu Jana Pawła II z Jankiem Melą:

 


az / Łódź

 

WKLEJKAULAMELA

Gdy brakuje już słów

W szpitalu św. Rodziny w Warszawie, tym, w którym nie czekając na ustalenie winy, pozbawiono prof. Chazana funkcji dyrektora za odmowę aborcji, dokonano właśnie aborcji

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Zostało zabite 24-tygodniowe dziecko, u którego wykryto zespół Downa. Dlaczego trzeba było czekać aż 24 tygodnie? – Bo właśnie w tym okresie można z całą pewnością ustalić, jak jest, czy nie ma błędu w ocenie kondycji dziecka. Ale, jak donoszą media, aborcja była nieudana, dziecko po niej nadal żyło. Żyło jeszcze godzinę, płakało rozpaczliwie, jak mówią anonimowi świadkowie, ale pozostawione bez opieki i pomocy, zmarło.

 

Jesteśmy skazani na słowa, ale sytuacje brzegowe, gdy czujemy, że doszliśmy do jakiejś ściany, a właściwie wpadliśmy w czarną dziurę, sprawiają, że najpierw długo milczymy. Potem mówimy: barbarzyństwo, zdziczenie, itd.. wyczerpujemy arsenał czując nadal bezsilność środków, jakimi dysponujemy. Ale potem musimy się zmobilizować i skupić się na argumentach, zostawiając za sobą gniew i emocje.

 

Najpierw musimy sobie przypomnieć, że nazywanie zabiciem dziecka, rozwijającego się w łonie matki, nie zależy od światopoglądu czy wiary. To fakt obiektywny, jeśli ktoś w to wątpi, niech zajrzy do podręczników biologii. Kiedy zaczyna się ludzkie życie? – Uczą się uczniowie i studenci medycyny na całej planecie. Spór o język wciąż się toczy, fakt dzieciobójstwa bagatelizuje się na wiele różnych sposobów. Mówi się, że to płód, embrion, czyli „coś”, co nie ma aż takiej wartości, aby „to” chronić i wmawia się nam, że takie procedury to wolność i prawa człowieka.

 

A skoro to wolność i prawo, a że dziecko rodzi się jedynie wówczas, gdy pozwolą mu na to rodzice i jest to rodzaj inwestycji, jak napisała w Internecie pewna komentatorka, inwestycji bardzo kosztownej i całkowicie niepewnej, to jeżeli w tym „projekcie” coś będzie przebiegać niezgodnie z planem, inwestor ma całkowite prawo inwestycję przerwać. Kto zabroni właścicielowi? Ale przeważnie nie jest w stanie zrobić tego sam, potrzebuje pomocników. Ci pomocnicy to lekarze i personel medyczny, który, jak to się mówi potocznie i usypiająco, by istoty faktu nie nazwać, „zakończą ciążę” na polecenie projektanta i właściciela.

 

Jedyny problem, jaki tu może wystąpić to taki, czy wszystko odbywa się zgodnie z prawem. Ale prawo określiło już procedury, nie wchodzi w takie detale jak płacz dziecka, ono może sobie płakać godzinami. Owi „inwestorzy” mają w sobie, na mocy prawa, coś z terrorystów. Bo wymagają, żeby personel medyczny „kończył” ich projekt niezależnie od tego, czy przypomni sobie cokolwiek z wykładów o początkach ludzkiego życia, z czego może wyciągnąć tylko jeden wniosek: to jest zabójstwo.

 

niemowle-dziecko-stopy

 

I jest jeszcze problem języka. „Nieudana aborcja” (obecnie prokuratura bada, czy w szpitalu św. Rodziny do niej doszło) czyli taka, gdy dziecku jakimś cudem udaje się przeżyć. „Udana” – gdy kończy się jego śmiercią. Języka, który wprowadza zakłamany obraz świata, gdy konsultantka krajowa neonatologii Ewa Helwich, czyli osoba powołana do ratowania wcześniaków mówi: Dobrze, że pozwolono mu godnie i spokojnie odejść.

 

Teraz proszę spojrzeć chłodnym okiem na to, co się dzieje. Takie myślenie, „prawa” i czyny prowadzą do kompletnego zaniku wrażliwości. Wrażliwości rodziców, którzy nie pojmują już, że dziecko nie jest błogosławioną tajemnicą i że trzeba w dużym stopniu podporządkować mu swoje życie. Dziecko jest rzeczą, która pojawi się z ich „nadania”. W efekcie zanika bezwarunkowa miłość rodziców i jeżeli widzi się dziś tylu wściekłych na swoje dzieci rodziców, to między innymi z tego powodu.

 

Prawo zaś nie chroni podstawowych wartości ludzkich, jakim jest życie a subiektywne „projekty” obywateli, bez względu na to, gdzie nas to zaprowadzi. Legalizuje na egzekucję na życzenie. Lekarze stają się wykonawcami wyroków i nie ma możliwości, że fakt, iż ten sam człowiek raz ratuje (gdy mu pozwolą), a innym razem zabija, (bo mu kazali) nie wpływa na jego etykę zawodową. W sumie przestanie szanować życie jako absolutną wartość, bo nie można być raz katem, raz wybawicielem, kat musi wziąć górę, bo taki zawód zabija wrażliwość.

 

Jest jeszcze i język, który nie jest narzędziem poznania prawdy, a zafałszowania rzeczywistości, zamulania umysłów. Mówimy ‘wolność’, a chodzi o śmierć. I niszczy się także solidarność i dobro, które nigdy nie rozwinie się u ludzi i instytucji, które mają pomagać takim rodzicom.

 

W związku z dzieciobójstwem w szpitalu św. Rodziny powstaje pytanie, kto nas powstrzyma, skoro życie i śmierć są w rękach wyłącznie ludzkich inwestorów? Zło rozprzestrzenia się jak toksyczna plama na czystej powierzchni, wszystko plugawi i infekuje, niszczy sumienia i wrażliwość. Nie jest obojętne, czy żyjemy wśród ludzi wrażliwych, czy odczłowieczonych, jaka jest suma naszego zbiorowego człowieczeństwa. Może dlatego, choć to tajemnica, właśnie teraz otrzymujemy nowego patrona, chroniącego życie – bł. O. Stanisława Papczyńskiego. To potężny promotor i ochrona, ale reszta zależy od każdego z nas bez wyjątku.

 

T169086Polecamy książkę Aliny Petrowej-Wasilewicz:
“Kapłanki czy kury? Historie kobiet, które z macierzyństwa uczyniły prawdziwą sztukę”

Siedem niesamowitych historii o siedmiu niezwykłych kobietach – znakomicie wykształconych, o nietypowych zainteresowaniach, z perspektywą wielkiej kariery zawodowej, które zdecydowały postawić wszystko na Boga i rodzinę. Kochające żony, zwariowane matki potrafiące zadbać o dzieci i swój osobisty rozwój. Same nazywają siebie „kapłankami domowego ogniska” i oburzają się, gdy inni nazywają je „domowymi kurami”.

>>> Kup teraz <<<

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >