video-jav.net

Abp Gądecki: Ojczyzna potrzebuje pokoju!

- Podstawowym doczesnym zadaniem Kościoła jest budowanie pokoju - mówi na temat aktualnej sytuacji w Polsce abp Stanisław Gądecki. W rozmowie z KAI przewodniczący Episkopatu wyraża opinię, że każda ze stron sporu powinna cofnąć się o krok i rozmawiać. "Innego rozwiązania niż dialog, który prowadzi do prawdy, nie widzę" - wyjaśnia.

Polub nas na Facebooku!

Marcin Przeciszewski (KAI): Księże Arcybiskupie, jaka jest rola Kościoła w sytuacji jaką widzimy od kilku dni w Polsce, czyli narastającego konfliktu, który nie wiadomo czym może się skończyć?

Abp Stanisław Gądecki: Podstawowym zadaniem Kościoła – w wymiarze doczesnym – jest budowanie pokoju. Zadaniem Kościoła jest przypominanie, że pokój, który jest darem Bożym, odpowiada Bożemu zamysłowi, gdzie jest przemoc, tam nie ma miejsca na Boga. Jest to jedna z podstawowych zasad wynikających z Objawienia. Nauka społeczna Kościoła mówi, że pokój i przemoc nie mogą mieszkać w tym samym domu. Pokój pozostaje zawsze celem współżycia społecznego.

 

Dlatego, gdy dochodzi do tak potężnych napięć jakie dziś widzimy, i do burzenia pokoju społecznego, Kościół musi nieustannie wskazywać, że Chrystus wzywa nas do budowania pokoju, skoro zburzył mur nienawiści jaki jest między ludźmi.

 

A wracając do nauki społecznej Kościoła, chciałbym przypomnieć, że pokój jest owocem sprawiedliwości i owocem miłości. Tam gdzie pokój zostaje zaburzony, tam nie ma najpierw sprawiedliwości. Pokój jest zagrożony, kiedy człowiekowi nie przyznaje się tego, co mu się należy – wówczas, gdy nie szanuje się ludzkiej godności. Pokój społeczny jest zawsze narażony na niebezpieczeństwo, gdy stosunki międzyludzkie nie są ukierunkowane na dobro wspólne, lecz na dobro partykularne.

 

A przy tym pokój – jak uczy Kościół w swym nauczaniu społecznym – bardziej jeszcze niż sprawiedliwości jest owocem miłości. Prawdziwy pokój wypływa bardziej z miłości, aniżeli ze sprawiedliwości. Sprawiedliwość usuwa wszystko, co pokojowi stoi na przeszkodzie, a więc krzywdy, ale nie jest możliwe jego trwanie, gdy zabraknie miłości.

 

Dziś, gdy jesteśmy w przededniu świąt Bożego Narodzenia, każdy powinien zastanowić się, czy rzeczywiście jest budowniczym pokoju. Słowa te kieruję także do polityków, którzy winni zadać sobie pytanie: czy to co widzimy w ostatnich dniach w Polsce, nie jest jakąś niebezpieczną grą. Słowem, komu to wszystko ma służyć?

 

Czas bożonarodzeniowy powinien sprzyjać, szczególnie wśród polityków, głębszemu zastanowieniu się nad własną postawą, gdyż dotyczy ona najbardziej newralgicznych punktów życia społecznego. Każdy polityk winien postawić sobie pytanie: czy i na ile jestem budowniczym pokoju? Czy nie burzę pokoju dla własnego, partykularnego interesu i kto poniesie ostatecznie odpowiedzialność za ten chaos?

 

KAI: A co konkretnie – zdaniem Księdza Arcybiskupa – winna zrobić każda ze stron sporu?

– Powinna cofnąć się krok i rozmawiać. Bez poważnej rozmowy tego sporu się nie rozwiąże. Każda ze stron – i partia rządząca i opozycja – winna cofnąć się do punktu wyjścia i rozmawiać. Innego rozwiązania niż dialog, który prowadzi do prawdy, nie widzę.

 


(KAI) Marcin Przeciszewski / Poznań

Senat uczcził św Brata Alberta w 100. rocznicę śmierci

Senatorowie podjęli dziś uchwałę w sprawie uczczenia 100. rocznicy śmierci– św. Brata Alberta Chmielowskiego, która przypada 25 grudnia. Senat oddaje hołd pamięci br. Alberta – artysty, powstańca, opiekuna ubogich i świętego. Z koeli zgodnie z ubiegłoroczną uchwała Sejmu mijający rok był Rokiem św. Brata Alberta.

Polub nas na Facebooku!

W przyjętej dziś uchwale, senatorowie zwracają uwagę, że przypadająca 25 grudnia 100. rocznica śmierci świętego Brata Alberta zbiega z zakończeniem bieżącego roku, ogłoszonego przez papieża Franciszka jako Rok Miłosierdzia.

 

Dodają, że w roku tym szczególnie warto pamiętać o postaci Świętego, “który swym życiem najbardziej dobitnie realizował miłosierdzie”.

 

Senat zwraca się do nauczycieli i wychowawców z apelem o popularyzację wśród młodzieży postaci św. Brata Alberta – „miłosiernego opiekuna najuboższych, który swym życiem może służyć jako ideał człowieczeństwa, w którym najważniejsze jest ‘więcej być niż mieć’”.

 

Adam Chmielowski urodził się 20 sierpnia 1845 r. w Igołomii pod Krakowem. Pochodził ze ubogiej rodziny ziemiańskiej, gdzie był wychowany w duchu głębokiego patriotyzmu.

 

Brał udział w powstaniu styczniowym. W przegranej bitwie pod Mełchowem został ranny, w wyniku czego amputowano mu nogę. Aby uniknąć represji władz carskich, wyjechał do Paryża, gdzie podjął studia malarskie.

 

Wszędzie, gdzie przebywał, wyróżniał się postawą chrześcijańską, a jego silna osobowość wywierała duży wpływ na otoczenie. Po ogłoszeniu amnestii w 1874 r. powrócił do kraju. Zaczął poszukiwać nowego ideału życia, czego wyrazem stało się jego malarstwo. Obrazy Adama Chmielowskiego przyniosły mu miano “polskiego Fra Angelico”.

 

Po pewnym czasie pieniędzmi ze sprzedaży swoich obrazów zaczął wspomagać najbiedniejszych, a jego pracownia malarska stała się przytułkiem dla ubogich. Z miłości do Boga i ludzi Adam Chmielowski zrezygnował z kariery i objął zarząd ogrzewalni dla bezdomnych. Przeniósł się tam na stałe, aby mieszkając wśród najuboższych, pomagać im w dźwiganiu się z nędzy nie tylko materialnej, ale i moralnej.

 

25 sierpnia 1887 r. Adam Chmielowski przywdział szary habit tercjarski i przyjął imię brat Albert. Dokładnie rok później złożył śluby tercjarza na ręce kard. Albina Dunajewskiego.

 

Pomimo swego kalectwa wiele podróżował, zakładał nowe przytułki, sierocińce dla dzieci i młodzieży, domy dla starców i nieuleczalnie chorych. Zmarł w opinii świętości, wyniszczony ciężką chorobą i trudami życia w przytułku. Pogrzeb na Cmentarzu Rakowickim 28 grudnia 1916 r. stał się pierwszym wyrazem czci powszechnie mu oddawanej.

 

Św. Jan Paweł II beatyfikował go 22 czerwca 1983 r. na Błoniach krakowskich, a kanonizował 12 listopada 1989 r. w Watykanie.

 

Jest patronem zakonów albertynek i albertynów, a w Polsce także artystów plastyków.


tk / Warszawa