video-jav.net

Zwiastowanie czyli odwaga

Zwiastowanie jest najważniejszym świętem maryjnym. Oczywiście nie ma żadnego rankingu Świąt maryjnych, nic takiego w Kościele nie istnieje. Dlaczego zatem pozwalam sobie nazwać to wydarzenie najważniejszym? Ponieważ bez maryjnego „tak” podczas Zwiastowania, nie byłoby Betlejem, Ofiarowania, Stabat Mater, Zesłania Ducha Świętego, czy Wniebowzięcia. Tutaj wszystko się zaczęło.

Maciej Okoński OP
Maciej
Okoński OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Zwiastowanie czyli odwaga
Zwiastowanie jest najważniejszym świętem maryjnym. Oczywiście nie ma żadnego rankingu Świąt maryjnych, nic takiego w Kościele nie istnieje. Dlaczego zatem pozwalam sobie nazwać to wydarzenie najważniejszym? Ponieważ bez maryjnego „tak” podczas Zwiastowania, nie byłoby Betlejem, Ofiarowania, Stabat Mater, Zesłania Ducha Świętego, czy Wniebowzięcia. Tutaj wszystko się zaczęło.

W naszej pobożności jednak większą wagę przykładamy do Bożego Narodzenia. Od oczekiwania na nie rozpoczynamy przecież rok liturgiczny. Nie jest to oczywiście błąd, ale myślę, że tracimy przez to prawdę, która mogłaby nam otworzyć oczy na sposób w jaki Bóg działa w życiu człowieka. Zwiastowanie bowiem pokazuje wyraźnie, jak przebiega współpraca między Bogiem a człowiekiem w historii zbawienia. Boże Narodzenie jest konsekwencją, widzialnym efektem tego, co dokonało się dziewięć miesięcy wcześniej.

Na czym polegała współpraca?

Po pierwsze, podczas Zwiastowania pierwszy raz w historii ludzkości człowiek w pełni zgodził się na wolę Bożą.

Do tej pory, począwszy od naszych pierwszych rodziców, człowiek nie chciał pójść w pełni za Bogiem. Chciał zachować choć trochę swobody. Błędnie zakładał, że przyjęcie woli Bożej będzie dla niego zniewoleniem, odebraniem mu przez Boga autonomii, pozbawieniem go osobowości. Wszyscy wielcy, tacy jak Abraham, Mojżesz, czy Dawid nie poszli za Bogiem w PEŁNI, nie oddali wszystkiego Bogu.

Z drugiej strony jednak, ludzkość czekała na kogoś, kto wreszcie wszystko odda.

Zwiastowanie czyli odwaga

I właśnie w dzień Zwiastowania Bóg po raz kolejny wyszedł ku człowiekowi, zadając mu pytanie, czy chce w pełni wypełniać Jego wolę. Tym człowiekiem okazała się młoda Palestynka, Mariam z Nazaretu.

W dramatycznych słowach wyraża to oczekiwanie całej ludzkości Bernard z Clairvaux:

Świat cały czeka, leżąc u Twych stóp; nie bez powodu, bowiem od ust Twoich zależy pocieszenie strapionych, odkupienie więzionych, wyzwolenie skazanych, wreszcie zbawienie wszystkich synów Adama, całego jego rodu. Pośpiesz się, Panno, z odpowiedzią (Św. Bernard, „In laudibus Virginis Matros”, Homilia IV, 8).

Maryja odpowiedziała Bogu „tak”. Wreszcie człowiek stał się tym, kim miał być od początku, obrazem Boga, tym w którym Boża wola odbija się w sposób pełny i wyraźny.

Kiedy patrzymy  na tego człowieka, na Maryję, to tak jakbyśmy patrzyli na zwierciadło odbijające obraz samego Boga. Człowiek stał się w Maryi CAŁY dla Niego. I to jest właśnie pierwsza nauka, która płynie ze Zwiastowania. Ewangeliczny człowiek ma być poddany w CAŁOŚCI Bogu i w ten sposób staje się na powrót sobą.

Druga prawda, której uczy nas Zwiastowanie polega na tym, że wydarzenia, które najbardziej wpływają na losy ludzkości dokonują się w ukryciu.

Zwiastowania nikt nie oglądał. Dokonało się w nazaretańskim domku, nie wiemy nawet, o której godzinie i jak do końca wyglądało. Wiemy, że było ukryte przed oczami ludzi. To, co potem podziwiają pasterze, magowie ze wschodu i aniołowie, najpierw musiało dokonać się w ciszy i odosobnieniu. Tak, jak mówi Izajasz: W nawróceniu i spokoju jest wasze ocalenie, w ciszy i ufności leży wasza siła (Iz 30,15).

Ten, kto chce pełnić dzieła Boże, musi się najpierw spotkać z Bogiem w milczeniu; wsłuchać się w Jego głos. Wykonanie zadania może już odbywać się w zgiełku i pośród chaosu świata, tak jak wyglądało dalsze życie Maryi, ale początek każdego Bożego dzieła zaczyna się w osobistym spotkaniu.

Zwiastowanie czyli odwaga

Schemat Zwiastowania powtórzyć się musi w życiu każdego człowieka.

Jan Paweł II, którego wyniesienie na ołtarze niedługo będziemy świętować, jest tego wybitnym świadkiem. W jego życiu najpierw dokonało się osobiste spotkanie z Bogiem w ciszy wadowickiego miasteczka. Wspominał, że od dziecka modlił się codziennie do Ducha Świętego modlitwą, którą dał mu ojciec. Modlił się na osobności, w ciszy. Nikt pewnie nie zwracał na niego uwagi. Dopiero po latach objawiła się jego wielkość i świętość. Tysiące ludzi mogły to podziwiać. Jednak wszystko zaczęło się właśnie podczas tego pokornego spotkania z Bogiem na osobności.

W życiu Jana Pawła II możemy dostrzec także drugi element Zwiastowania. Tak jak Maryja i przez Maryję, wszystko postawił na Boga. Był Mu cały, bez reszty oddany. Świadczy o tym, zarówno jego życie, jak i zawołanie z herbu papieskiego „Totus Tubus”.

Dzisiejsza Uroczystość zaprasza nas do dwóch rzeczy – po pierwsze, do spotkania z Bogiem na osobności w cichej modlitwie. Po drugie, do zaufania mu do końca i do wyłaniania Jego woli w całości. Bardzo tego sobie i Wam życzę przez Maryję!


Już dziś, 25 marca, nakładem wydawnictwa Bratni Zew, ukazuje się książka o Manuelu – niezwykłym 10-latku, który przeżył spotkanie z Jezusem w trakcie swojej choroby nowotworowej.

„Najpiękniejsza w naszej przyjaźni jest chwila, kiedy go jem. To tak jakby do mojego wnętrza wpadła bomba łaski i błogosławieństwa, która sprawia, że czuję się lepiej i jestem bezpieczny, bo On kocha mnie o wiele bardziej niż ja jestem w stanie kochać Jego” – mówił Manuel. Odszedł do Domu Ojca w 2010 r. 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Maciej Okoński OP

Maciej Okoński OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maciej Okoński OP
Maciej
Okoński OP
zobacz artykuly tego autora >

Po(d)stawy modlitwy

Tak jak miłość potrzebuje gestów, tak nie wyobrażamy sobie wiary bez uczynków, czy też wyrażanych postaw.

o. Marek Krzyżkowski CSsR
o. Marek
Krzyżkowski CSsR
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Po(d)stawy modlitwy
Tak jak miłość potrzebuje gestów, tak nie wyobrażamy sobie wiary bez uczynków, czy też wyrażanych postaw.

Bardzo lubię myśleć o wierze w kontekście miłości. Wiara to nie tylko system prawno–moralny, ale przede wszystkim spotkanie z Osobą Jezusa. Wiara to relacja. Tej relacji uczymy się od samego Boga w Trójcy Jedynego – Ojca, Syna i Ducha Świętego. To, co charakteryzuje tę miłość, to właśnie więź i relacja tych Osób względem siebie. I tak jak miłość potrzebuje gestów, tak nie wyobrażamy sobie wiary bez uczynków, czy też wyrażanych postaw.

Mamy z tym trochę problem, bo skupiając się zbytnio na duchu, zapominamy o ciele. Nie wiemy jak się zachować na modlitwie, co robić i jak angażować nasze człowieczeństwo w kontakcie ze sferą sacrum. Każdy z nas otrzymał ciało jako narzędzie do komunikowania się z Bogiem, do wyrażania swojej wiary. Tak jak komunikujemy się z ludźmi poprzez wyrażanie naszej radości czy smutku, zmęczenia i ospałości wykorzystując naszą mimikę twarzy, wzruszanie ramionami czy przybieraniem przeróżnych postaw, tak samo naszym ciałem komunikujemy się z Bogiem.

To, o czym chcę napisać, ma być niejakim savoir-vivre w mojej relacji do Boga. To nie ma być prawne czy wyłącznie rytualne (bez serca) wykonywanie czynności, ale okazywanie czy może lepiej powiedzieć – wyrażanie mojej wiary. Postawa w modlitwie nie ma mnie ograniczać czy zamykać, ale otwierać i zbliżać do Tego, z Którym się spotykam. Ona wyraża moją relację z Bogiem i zaangażowanie w tej więzi.

Ważne jest, by każda postawa w której znajduję się na modlitwie, nie była na zasadzie: “bo tak trzeba”, “tak wypada”, ale żeby wypływała z mojej potrzeby serca. Za każdą postawą idzie konkretna symbolika, która jeszcze bardziej pomaga mi zaangażować się na modlitwie, a jednocześnie jeszcze szczerzej otworzyć swoje serce. No właśnie – tu przede wszystkim chodzi o serce. Bez serca, czyli bez miłości każda postawa – nawet po ludzku najbardziej pobożna, stanie się wyłącznie wojskową musztrą, która może da mi satysfakcję, ale nie zbliży mnie do dobrego Boga. Jego gesty też coś znaczą. To tak jak w miłości: człowiek nie zastanawia się co może albo co musi w danej chwili zrobić – to wypływa z serca.

Bez serca, czyli bez miłości każda postawa – nawet po ludzku najbardziej pobożna, stanie się wyłącznie wojskową musztrą.

Stosowanie postaw i wyrażanie ich ma służyć budowaniu wspólnoty. Pisze o tym Ogólne Wprowadzenie do Mszału Rzymskiego: jednakowa postawa ciała, którą powinni zachować wszyscy uczestnicy liturgii, jest znakiem wspólnoty i jedności zgromadzenia, wyraża bowiem, a zarazem wywiera wpływ na myśli i uczucia uczestników (nr 20).

Jakie są główne postawy? Piszę główne, bo miłość wyraża się w nieskończonych gestach, które w każdej relacji wyglądają zupełnie inaczej. Najważniejsze jest też to, że nie ma ważniejszej lub mniej ważnej postawy, bardziej godnej czy pobożnej, ale każda coś wyraża i każda ma znaczenie, gdy jest wyrażona z serca, a jeszcze bardziej – gdy jest odpowiedzią na tchnienie Bożego Ducha, który sam nas zaprasza na spotkanie. To On jest prawdziwym źródłem i podmuchem wszelkiego ruchu w naszym ciele.

 

Postawa siedząca

Jest ona charakterystyczna dla ucznia, który słucha chcąc się czegoś nauczyć. Pomaga nam ona w skupieniu się na słowach, gdy wsłuchujemy się w głos Słowa Bożego. Siedząc wyrażam mój szacunek do Słowa. Pomocą w tej postawie jest też niewątpliwie wygodne miejsce, by nie skupiać się na bólu nóg czy kolan jak w postawie stojącej czy klęczącej. Nie ma tu tak zwanych „przeszkadzajek”. Siedząc wyrażam też równość i też sam mogę odczuwać ją od Tego, Który do mnie przemawia, z Którym rozmawiam. Oprócz słuchania postawa ta wyraża gest, gdy wszyscy zasiadamy do stołu, by kosztować co na nim jest i wspólnie rozmawiać w przestrzeni przyjacielskiej. On zastawia dla mnie suto Stół Słowa i zaprasza mnie do kosztowania. Siedząc nie spieszę się nigdzie i wyrażam sobą, że mam czas dla tego, kto mnie zaprasza. Siedząc pozwalam odpocząć ciału, aby wytężyć umysł.

 

Postawa leżąca

Mam wrażenie, że postawa ta kojarzona jest z formą słabości. Leżymy, bo jesteśmy zmęczeni całym dniem lub skuleni bólem, chorobą lub sytuacją, która nas dotknęła – to sytuacje, w których Bóg jakby zupełnie nas nie słuchał. A to przecież Ezechiel pisał, że Bóg jako pasterz będzie nas brał na kolana i tulił do siebie, a następnie kładł na legowiska i to co pokaleczone i poobijane uzdrowi i tchnie życie. Ta postawa jest jedną z trudniejszych, bo niektórym może się też kojarzyć się z lenistwem i pobłażliwym traktowaniem samego Boga. I znowu nam się kłania nasze serce i to, co w nim jest. Najważniejsze w tej postawie jest to, że chcemy z Bogiem się spotkać i porozmawiać. Otuleni ciepłą kołderką trzymając w ręku ciepłą herbatę też możemy spotkać się z Bogiem. Może się też okazać spotkaniem, które otworzy nas na Boga, tak bardzo bliskiego każdemu z nas. Postawa ta pomaga nam jeszcze bardziej być sobą przed Bogiem, a przecież o to nam chodzi.

 

Postawa stojąca

To postawa człowieka wolnego, który powstał z grzechu. Upadłem, ale Pan mnie podniósł – to piękne odniesienie także do zmartwychwstania. Stanie na modlitwie to trwanie w nadziei zmartwychwstania. Stoję w wolności przed Bogiem i wyrażam moją gotowość wobec tego, do czego On mnie wzywa. To postawa, za którą kryją się słowa wypowiedziane przez Izajasza: oto ja, poślij mnie. Wysłuchałem słowa, nakarmiłem się, a teraz chcę iść i opowiedzieć o tym całemu światu. Już nie jestem niewolnikiem, ale dzieckiem, dziedzicem Królestwa Bożego. Jako wolne dziecko w Chrystusie jestem gotowy do służby na wzór Mistrza. To postawa oczekiwania i tęsknoty za Bogiem. Ojcowie Kościoła widzieli w tej postawie obraz człowieka – pielgrzyma, który wznosi się ku górze, ku Niebu.

 

Leżenie krzyżem

Postawa ta znana jest w Kościele w ważnych dla niego wydarzeniach jak przy udzielaniu sakramentu święceń czy składaniu ślubów zakonnych oraz w liturgii Wielkiego Piątku. Ta postawa wyraża moją małość i słabość przed Bogiem. Leżąc krzyżem odkrywam, że wszystko co mam, zawdzięczam wyłącznie Panu Bogu. To moje umniejszenie ma prowadzić do tego, bym potrafił odkryć to kim jestem i ma mi dać możliwość, by On mógł we mnie wzrastać. Postawa ta uczy prawdziwej pokory.

 

Postawa klęcząca

W Kościele uznajemy tę postawę jako wyraz pokuty i odkrycie potrzeby oczyszczenia. Sens tej postawy wyraża się jednak bardziej w potrzebie adoracji i uwielbienia. Symbolizuje ona również intensywną modlitwę. Klękam, przyklękam przed kimś, kogo kocham i kto jest dla mnie ważny, najważniejszy. Klęcząc przed kimś wyznaję mu miłość i oddaję się do jego dyspozycji. Jest to również wyrażenie szacunku wobec tej osoby.

 

Skłony, pokłony

Ta postawa jest też wyrazem pokory i uniżenia. Wyraża ona świadomość, że zależę wyłącznie od łaski Bożej, a jednocześnie jestem jej niegodny. Kościół widzi w tej postawie również oddanie czci i hołdu Trójcy Świętej. Skłaniając prosimy o odpuszczenie naszych grzechów i wychwalamy Boże Miłosierdzie, które zostało nam okazane. Moment wyprostowania, szczególnie gdy ukłon jest głęboki, jest wyrazem doświadczenia nowego życia, do którego wzywa mnie Stwórca.

 

To oczywiście tylko niektóre, najczęściej stosowane postawy. Lecz przed Bogiem mniej używajmy savoir-vivre’u, a więcej otwierajmy serca na Niego, a On nas poprowadzi tak, jak sam tego będzie chciał. Nie musi być idealnie, nie musi być tak, jak to robi sąsiad z ławki czy lider we wspólnocie. Niech to jednak będzie tak, byś chciał się spotkać z Bogiem. Tak, jak On chce. Niech to cię przemienia i umacnia. Wszystko, co się dzieje na modlitwie, niech się dzieje na Bożą chwałę.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


o. Marek Krzyżkowski CSsR

o. Marek Krzyżkowski CSsR

Redemptorysta od 2006, ksiądz od 2011, od września katecheta w IV LO i ZSM 2 w Krakowie, od lipca duszpasterz młodzieży i akademicki DA Na Górce przy parafii pw. MB Nieustającej Pomocy na Podgórzu. Pasjonat liturgii i kolei - zwiedzający świat pociągami lub na stopa. W wolnym czasie bloguje i vloguje. Jego wierni towarzysze to legwan czerwony i agama błotna.

Zobacz inne artykuły tego autora >
o. Marek Krzyżkowski CSsR
o. Marek
Krzyżkowski CSsR
zobacz artykuly tego autora >
Share via