Nasze projekty
ks. Piotr Brząkalik

Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie

Maj to chyba jedyny miesiąc tak wielu motywów narodowych i kościelnych. Pracy i bezrobocia, motywów wiosennych i maryjnych.

Reklama

Motywy te, towarzyszą nam tak trochę, okazjonalnie, jednodniowo, pierwszo i trzeciomajowo, zaś wiosenność i maryjność jest z nami przez cały maj.

 

Kiedy zestawiam wiosnę z Maryją, to przychodzą mi na myśl trzy wspólne cechy: piękno, świeżość i soczystość.

Reklama
Reklama

 

A kiedy myślę o soczystości w odniesieniu do Maryi, to mam przed oczami wesele w Kanie Galilejskiej. Przenieśmy się na chwilę w tamtą atmosferę.

 

Reklama
Reklama

Jest wesele. Z pewnością sporo zaproszonych gości.

 

Była tam Matka Jezusa, jak czytamy u św. Jana. W tym słowie była wyczuwam jakąś naturalność, oczywistość Jej obecności pośród weselnych gości, choć pewno nie wynikającą wcale z więzów rodzinnych, czy pokrewieństwa. Nieco inaczej wygląda sprawa z Jezusem i Jego uczniami. Dowiadujemy się, że zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. Oni więc wyraźnie zostali zaproszeni.

Reklama

 

Ona była, ich zaproszono.

 

Nie sposób nie zwrócić uwagi na różnicę emocji, jaka jest między tym, że Ona była, a ich zaproszono. Być może, to ze względu na Nią właśnie ich też zaproszono. Tak, czy inaczej wszyscy są na weselu.

 

Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie

Możemy sobie wyobrazić tę weselną atmosferę tanecznej lekkości, gwarów, muzyki. I w tej weselnej beztrosce nikt nie zauważył, nawet starosta weselny, że zabrakło wina.

 

Tylko Ona to widzi, i kobiecym instynktem wyczuwa, że skandal, wstyd, pośmiewisko wiszą w powietrzu, więc się wtrąca: nie mają już wina.

 

Ona tylko informuje, niczego nie sugerując, niczego Jezusowi nie podpowiadając, choć jest pewna, że Jej komunikat nie pozostanie bez reakcji, co wyraźnie słychać w tym: zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie.

 

Nikt Jej nie prosił o pomoc, o ingerencję. Nikt nawet nie dzielił się z Nią kłopotliwością sytuacji. Ona sama z siebie, przez nikogo nie proszona, wtrąciła się, wmieszała w organizację wesela, chcąc pewno ratować dobre imię pana młodego i starosty weselnego. I tego wtrącenia nikt nawet nie zauważył.

 

To bardzo wyraziste, jasne, mocne, ale i dyskretne zachowanie Maryi.

 

Patrząc na to, co zrobiła, jak się zachowała wielu z nas odebrałoby to dziś, jak wtrącanie się w nie swoje sprawy, mieszanie do cudzego życia i poddało krytyce. To nie po „dzisiejszemu”. I byłoby to w zgodzie w powszechnie dziś obwiązującym przekonaniem, nawet już zasadą, że nikt nie ma prawa wtrącać się do mojego życia, że nikt nie ma prawa mieszać się do moich spraw.

Etyczna indywidualizacja życia, jakiej jesteśmy świadkami, przyniosła taki oto owoc: nie moja sprawa, nie mam prawa wtrącać się w cudze życie, a co mnie to obchodzi.

 

Z jednej strony oburza nas powszechny brak społecznych, obywatelskich, rodzinnych reakcji, a z drugiej, nie dajemy sobie prawa wtrącenia się w czyjeś życie, a jeszcze mocniej odmawiamy prawa wtrącenia się w nasze życie.  

 

A mnie się zdaje, że właśnie kobiety, żony, matki, mają tę rzadką zdolność wyczuwania niestosowności, kłopotów, niebezpieczeństwa, i to daje im prawo wtrącenia się, wmieszania dla zwrócenia uwagi, dla zapobieżenia, dla dobra.

 

To wtrącanie, żeby było czyste, musi jednak mieć w sobie to, co tamto Maryjne, dyskrecję i konkretne rozwiązanie, inaczej pozostanie tylko wścibskością.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite