Cicha noc. Tylko jak ją wyciszyć?

Pracuję nad tym, by nie przyspieszać, bo świat już wystarczająco przyspiesza… Praktykuję „zwalnianie”.

Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

O świętach, byciu razem i śpiewaniu kolęd z Antoniną Krzysztoń wokalistką, poetką i kompozytorką – rozmawia Patrycja Michońska-Dynek.

Wszystko wokół straszliwie pędzi. Udaje Ci się wyhamować przed Świętami? Udaje Ci się odnaleźć świąteczny nastrój?

 

 

Staram się. Od kilku lat chodzę na roraty i to pomaga mi w przygotowaniu do Bożego Narodzenia,  a także w przyhamowaniu. Coraz bardziej zdaję sobie sprawę, jak ten czas oczekiwania jest ważny. Jak tęsknota jest ważna. Szczególnie w naszych czasach, gdzie komórki, maile czy skype prawie całkowicie wyparły oczekiwanie i tęsknotę. Znamy oczekiwanie na narodzenie się naszego dziecka  czy wnuka, a tu – czekamy na przyjście na świat naszego Boga, Stwórcy, Zbawiciela! To niepojęte! Znam to przedświąteczne zabieganie, są chwile, że i ja temu ulegam, ale w pewnym momencie życia człowiek sam z siebie przyhamowuje. To jest łaska wieku i bardzo sobie to cenię.

Antonina Krzysztoń – Nie w pałacu (Kolęda z płyty “Kolęda Domowa …A Nad Śnieg Wybieleję”)

Patrzysz na to wszystko z dystansem?

 

Trochę tak. Ale na pewno nie z obojętnością. Pracuję nad tym, by nie przyspieszać, bo świat już wystarczająco przyspiesza… Praktykuję „zwalnianie”. W moim zawodzie to jest na pewno prostsze, bo mam swój sposób działania, ale gdybym pracowała na etacie – byłoby to o wiele trudniejsze.

 

 

Prawda jest taka, że to wyhamowanie można poćwiczyć także na Twoich koncertach. Szczególnie kolędowych. Jak na płycie „Kolęda domowa… a nad śnieg wybieleję” – nie ma hałasu instrumentów, nie ma dzwoneczków. Jest za to cisza…

 

Tę ciszę dopełniają Marcin Majerczyk na gitarze i Mikołaj Wielecki na instrumentach perkusyjnych. To było moje wielkie marzenie. Zresztą przez cały czas tworzę kolędy – co roku staram się napisać jedną albo dwie. Dla mnie to ma być po prostu jasny przekaz o przyjściu Pana Jezusa.

 

Moje kolędy dotykają bardzo różnych sfer. Tę płytę nagrywaliśmy ponad dziesięć lat temu, w listopadzie, w kaplicy braci dolorystów. Miałam wielkie marzenie, żeby towarzyszyła nam figurka Pana Jezusa wykonana przez Małe Siostry. Widziałam ją kiedyś w kaplicy Wspólnoty Betlejem, pomagającej ludziom bezdomnym. Poprosiłam więc ojca Mirka Toszę ze Wspólnoty, żeby pomógł mi zdobyć taką figurkę. Trudno było na szybko coś zorganizować, dlatego Wspólnota podarowała mi swoją na czas nagrania. Ojciec Mirek powiedział mi to przez telefon, a kiedy odłożyłam słuchawkę, od razu napisałam tekst piosenki „Jak to dobrze”:

Jak to dobrze, żeś do szopy

Marię posłał, Synku Boży,

Mój maluśki jasny Panie

Jest tu miejsce nawet dla mnie.

Potem są kolejne zwrotki.

 

 

Twoje kolędy pomagają się wyciszyć…

 

Chciałabym, żeby skupiały uwagę. Ale nie nazwałabym ich moimi kolędami. One są nasze… I mam wielkie marzenie, żeby choć jedna była powszechnie śpiewana. Ale jak ma być, tak będzie…

Mam także nadzieję, że można się przy nich pomodlić. Często na koncertach śpiewamy je razem z publicznością.

 

Piszę o różnych aspektach związanych ze Świętą Rodziną – mam kolędę poświęconą świętemu Józefowi, są też takie o Matce Bożej. Jest kolęda poświęcona Dzieciątku. I Trzem Królom –  ludziom, którzy stykają się z Bóstwem. Śpiewam również o tym, czego potrzebujemy, co otrzymujemy, za czym tęsknimy, co się wydarzyło kiedyś, co się dzieje dzisiaj. A jak mam jakieś wątpliwości co do warstwy teologicznej – konsultuję się z ojcem Jackiem Salijem.

 

Antonina Krzysztoń – Panna Czysta

A tradycyjne kolędy?

 

Oczywiście także je śpiewam! Są przepiękne. Warto śpiewać je wspólnie w rodzinie. Według mnie wszystko, co robimy wspólnie ma wartość najwyższej próby. Chodzi nie tylko o nastrój, o radość. Podczas śpiewania kolęd nasze serca zaczynają topnieć… jak śnieg czy lód, kiedy robi cię cieplej. Czasem w rodzinach, z niektórymi osobami trudno się spotkać przy wigilijnym stole, a wspólny śpiew kolęd pomaga nawiązać choćby cień kontaktu i daje nadzieję, że może kiedyś będzie lepiej. Wspólnota rodzi się w bardzo naturalny i delikatny sposób. To jedna, bardzo wartościowa strona kolędowania, a poza tym ludzie, którzy są nieco starsi – 30 PLUS…  (śmiech) pamiętają, jak kiedyś śpiewało się w rodzinach. Wracają nasze wspomnienia, obrazy z dzieciństwa, nasi dziadkowie. Warto o nich sobie przypomnieć, opowiedzieć jakieś historie z nimi związane. Bo czasami nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele im zawdzięczamy.

 

 

I jak to było w Twoim dzieciństwie?

 

Wspominam wigilie u moich dziadków na Śląsku. Dzisiaj z perspektywy lat widzę, jak dużo mi dali w dziedzinie ducha. Wszyscy śpiewaliśmy kolędy i to w dodatku na trzy, cztery głosy. Wszystko z pamięci – tak się wtedy śpiewało.

 

My dzisiaj też kochamy te święta. Moja rodzina bardzo cieszy się na Boże Narodzenie. Mamy oczywiście swoje zwyczaje: mimo, że nie wszyscy są wierzący, to Wigilię zaczynamy od odczytania fragmentu Pisma Świętego, potem łamiemy się opłatkiem, jemy wieczerzę, śpiewamy kolędy, oglądamy prezenty i na końcu … mamy występy (na ogół niezwiązane z Bożym Narodzeniem) – każdy musi coś przygotować niezależnie od wieku. To są nasze wspólnie niespodzianki!

 

Mamy jeszcze coś – i tutaj także bardzo ważnym elementem jest kolęda. To ŻYWY OBRAZ.

Przed występami robimy wolne miejsce i coś w rodzaju małej scenografii. Przygaszamy światło. Siedzimy cichutko. Nagle słyszymy, że ktoś krzyczy: „Nie ma miejsca!” i słyszymy trzaśnięcie drzwi. To powtarza się trzy razy. Aż wreszcie ktoś puka do nas. Ja  – z latarenką w dłoni, przebrana za staruszkę – otwieram. Wchodzą Maryja z Józefem. Stają w miejscu, gdzie rozłożyliśmy siano i patrzą na nas. My zaczynamy śpiewać werset kolędy, na przykład „Bóg się rodzi, moc truchleje”. Wielokrotnie go powtarzamy. Maryja i Józef nic nie mówią. Maryja wyjmuje z szat ukryte Dzieciątko. Na koniec każdy losuje przygotowane przeze mnie cytaty z Pisma Świętego.

 

 

Dzisiaj też śpiewacie kolędy na głosy?

 

Czasami. Kiedyś  – myślę tu o mamie i ciociach – było łatwiej, bo dużo się śpiewało. Jak moje dzieci były małe, też śpiewaliśmy na głosy, ale potem życie szybko poleciało. Dzisiaj czasem podczas śpiewu dochodzi drugi głos, ale niestety tylko tyle. Ale nie zmienia się na szczęście to, że lubimy śpiewać. I śpiewamy!

Patrycja Michońska-Dynek

Patrycja Michońska-Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >

“Noc, która zmieniła wszystko”. Nasz pierwszy minibook!

Minibook „Noc, która zmieniła wszystko” zawiera wybrane teksty, które ukazały się na portalu stacja7.pl w ciągu dwóch lat jego działalności. To idealna lektura na czas Bożego Narodzenia oraz wejścia w nowy rok.

Polub nas na Facebooku!

To wydarzenie wstrząsnęło losami świata. Wyjątkowa noc, która zmieniła wszystko. Wyznaczyła nową epokę w dziejach ludzkości, a na samą myśl o niej moce ciemności do teraz trzęsą się ze strachu i wiją w nienawistnych konwulsjach. W niepozornej mieścinie Betlejem Syn Boga, Chrystus Zbawiciel przyjął ludzką postać, by ostatecznie rozprawić się ze śmiercią i grzechem.

 

Dziś, ponad XX wieków później, ten sam Chrystus z wszechpotężną mocą Króla Wszechświata chce wkroczyć do twojego życia. By zetrzeć w pył wszelkie dzieła Szatana i wprowadzić cię do swojego Królestwa, w którym czeka cię wieczne szczęście. Nie daj się zwieść sielankowemu obrazkowi betlejemskiej stajenki. Boże Narodzenie to noc, która zmieniła wszystko.

 

>>> PIERWSZEGO MINIBOOKA STACJI 7 MOŻESZ NABYĆ TUTAJ <<<

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Copy link
Powered by Social Snap