Święta Marta. Patronka zapracowanych

Postać św. Marty znana jest nam z ewangelicznej opowieści o licznych odwiedzinach Jezusa w Betanii. Jeśli spojrzeć na wszystkie te spotkania, Marta wydaje się być osobą dość pretensjonalną, ale też bardzo gościnną i zatroskaną o wiele spraw

Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Święta Marta. Patronka zapracowanych
Postać św. Marty znana jest nam z ewangelicznej opowieści o licznych odwiedzinach Jezusa w Betanii. Jeśli spojrzeć na wszystkie te spotkania, Marta wydaje się być osobą dość pretensjonalną, ale też bardzo gościnną i zatroskaną o wiele spraw

Betania położona jest na wschodnim zboczu Góry Oliwnej, niedaleko Betfage, odległego od Jerozolimy o ok. 3 km. Św. Marta mieszkała tam ze swoim rodzeństwem – Marią i Łazarzem. Chrystus darzył ich szczególną przyjaźnią – często przychodził do nich w odwiedziny. Św. Łukasz opisuje, jak podczas jednego ze spotkań Marta starała się jak najlepiej ugościć Jezusa, kręcąc się w kuchni. Maria w tym czasie siedziała u Jego stóp, przysłuchując się słowom Nauczyciela. Dlaczego Marta poskarżyła się Jezusowi? Być może chciała również uczestniczyć w rozmowie z Panem, a zarazem mieć wszystko pod kontrolą.

Jezus nie gani Marty – wręcz przeciwnie, pokazuje jej Siebie – Słowo – jako drogę do uwolnienia się od konieczności zabiegania o wszystko. Nierzadko w siostrach z Betanii odczytuje się obraz Kościoła, w którym jest miejsce nie tylko na czyn i słowo, ale też na słuchanie i milczenie.

Marta jest również pierwszą z sióstr, która wybiega na spotkanie Jezusowi, gdy ten przybył do Betanii dowiedziawszy się o śmierci Łazarza. Ponownie czyni mu wyrzuty – „gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”. Znów Jezus daje Marcie do zrozumienia, że wiara w Niego jest ważniejsza od wszystkiego, co wydaje się istotne. Właśnie w tej scenie opisanej przez św. Jana Marta wyznaje swoją wiarę w Jezusa jako Mesjasza, Syna Bożego. W tym wydarzeniu warto zauważyć jeszcze jedną, bardzo ciekawą rzecz – skąd Marta wiedziała, że chce się On spotkać również z Marią? Intuicyjnie niejako Marta poszła zawołać siostrę, choć Jezus  nie prosił jej o to.

Chrystus pojawia się w Betanii jeszcze raz, przed świętem Paschy – to stamtąd na osiołku wyruszył do Jerozolimy. I tym razem to Marta była gospodynią na wieczerzy, Maria zaś namaściła Jezusowi nogi olejkami – spotkanie to opisuje św. Marek.

Święta Marta. Patronka zapracowanych

We wszystkich tych wydarzeniach dostrzegamy, jak poważaną postacią musiała być Marta – była prawdziwą panią domu. Możemy również przypuszczać, że Marta była również osobą ważną dla Jezusa – św. Jan pisze, że miłował On „Martę, jej siostrę i brata”. Rodzeństwo pojawia się tylko w relacji do Marty. Niewątpliwie także Jezus był dla Marty Kimś bardzo ważnym – jej postawa to idealne zobrazowanie przysłowia „Gość w dom – Bóg w dom”.

W ikonografii przedstawia się św. Martę w skromnej szacie z pękiem kluczy za pasem lub we wspaniałej sukni z koroną na głowie. Na niektórych obrazach pojawia się również z Marią. Jej atrybutami są: drewniana łyżka, sztućce, księga, naczynie, różaniec. Są również prezentacje, w których Marta prowadzi na pasku smoka lub kropi go kropidłem. Jedna z legend opowiada bowiem jakoby Marta przybyła z Marią i Łazarzem do Prowansji, gdzie pokonała smoka Taraska.

Czczona jest jako patronka gospodyń domowych, hotelarzy, kucharek, sprzątaczek i właścicieli zajazdów. Może być też patronką dla wszystkich ludzi zapracowanych, może szczególnie dla tych, którzy swoją pracą są pochłonięci nawet w wakacje.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Otylia Sałek

Otylia Sałek

Z wykształcenia psycholog, z zamiłowania śpiewaczka, z Bożego (jak ufa) zamierzenia redaktor portalu Stacja7.pl. Wielbicielka muzyki liturgicznej, kawy i "Przyjaciół" oraz żywy dowód na to, że da się lubić Warszawę i Kraków jednocześnie.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >

Dziadkowie, którzy nie rozpieszczali

W całym Piśmie świętym nie znajdziemy o nich ani jednego słowa. Dziwne, bo przecież gdyby nie oni, historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. Anna i Joachim – o nich mowa – to rodzice Maryi i dziadkowie Jezusa

Marta Arbatowska
Marta
Arbatowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dziadkowie, którzy nie rozpieszczali
W całym Piśmie świętym nie znajdziemy o nich ani jednego słowa. Dziwne, bo przecież gdyby nie oni, historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. Anna i Joachim – o nich mowa – to rodzice Maryi i dziadkowie Jezusa
Dziadkowie, którzy nie rozpieszczali

Apokryficzni-niekanoniczni

Joachim i Anna nie mogli pozostać anonimowi. Tradycja okazała się w tej kwestii mniej powściągliwa niż natchnieni autorzy Ewangelii. Zamiłowanie do genealogii i chęć poznania ludzkich korzeni chrześcijaństwa inspirowały pisarzy początku średniowiecza do tworzenia dzieł znanych dziś jako Ewangelia Pseudo-Mateusza czy Księga o narodzeniu świętej Maryi, które powstawały w zaciszach benedyktyńskich klasztorów. Dziadkowie Jezusa ukryli się więc na stronach apokryfów. Nieautentycznych i tajemniczych? To chyba sprawka złego PR-u, bo księgi, które nie weszły w skład oficjalnego kanonu Pisma Świętego również zawierają wiele cennych dla tradycji przekazów. Dzięki nim rodzice Maryi zagościli w sztuce, która bardzo chętnie o nich opowiadała. Przykładów można znaleźć wiele, choćby św. Anna Samotrzecia autorstwa Leonarda da Vinici, która trzyma na kolanach Maryję i małego Jezusa czy wschodnia Ikona, a na niej przykuwające uwagę siwe włosy Joachima, które miały zapewne podkreślić powagę dziadka Zbawiciela. Znany również jest obraz przedstawiający serdeczny uścisk Joachima i Anny na tle złotej bramy. Ponadto barwnie historię dziadków pokazują ludowa beletrystyka i poważne wizje mistyków, wśród których znalazła się Maria z Agredy, hiszpańska franciszkanka żyjącą w XVII wieku, autorka traktatu Mistyczne Miasto Boże. Jak widać, ludzka wyobraźnia nie pozwoliła Joachimowi i Annie pozostać w cieniu. Czy tego chcieli czy nie, obrośli legendą.

Dziadkowie Jezusa nie mieli łatwego życia

Z rodziną najładniej wychodzi się na zdjęciach – można powiedzieć, oglądając obrazy z Joachimem i Anną, ale piękne obrazy i wzniosłe narracje legend to tylko jedna strona medalu. Dziadkowie Jezusa nie nie mieli łatwo. Co musiał czuć Joachim, kiedy przebadał genealogię swojego rodu i stwierdził, że jest jedynym mężczyzną, który nie ma dzieci? Czasy wyzwolonych singli i modnej bezdzietności jeszcze nie nadeszły, więc nie mógł znaleźć łatwego usprawiedliwienia. W myśleniu Żydów sprawa była jasna: Bóg mu nie pobłogosławił i tyle. Kapłan Isachar, z którym Joachim spotkał się w Świątyni Jerozolimskiej wyraził to jeszcze bardziej dosadnie: „Jesteś przeklęty. Skoro nie możesz dać Izraelowi potomka, to co robisz w Świątyni z innymi, lepszymi od ciebie, płodnymi mężczyznami?”. Dla bogobojnego Izraelity nie było większego wstydu, więc uciekł na pustynię i postanowił do końca życia paść owce. Jak miał pokazać się Annie na oczy po takim incydencie?

A Anna? 20 lat czekała na dziecko! Wszystkie kobiety dawno wychowały już swoje potomstwo, a ona jedyna – tak bardzo wierna Bogu – nie doczekała się poczęcia. Jakby tego było mało, Joachim nie wracał z Jerozolimy. Przepadł bez śladu. Opłakiwać bezpłodność i wdowieństwo – czy to aby nie przekracza granic wytrzymałości kobiecego serca? Jednak i Anna, i Joachim nadal wierzyli, że Bóg odmieni ich los. „Nadzieja wbrew nadziei” była szalona, a zaufanie Bogu, który może chcieć inaczej, bardzo bolało. Oboje zgodnie przysięgli, że jeśli Bóg obdarzy ich upragnionym potomstwem, oddadzą swoje dziecko na wyłączną służbę Panu.

Dziadkowie, którzy nie rozpieszczali

Cuda zdarzają się najczęściej wtedy, gdy nic na to nie wskazuje.

Pewnego dnia – według przekazów apokryficznych – przyszedł Archanioł i oznajmił, że Bóg wysłuchał ich prośby. Znakiem wiarygodności anielskich słów miało być to słynne spotkanie w złotej bramie miasta, tak często malowane na obrazach. Tam spotkali się – cudownym zbiegiem nieprzypadkowych okoliczności – po długiej rozłące i podzielili nowiną, że oto czas rozpaczy dobiega końca. JAHWE nie da im syna. Ale ma zamiar wynagrodzić długie oczekiwanie narodzinami córeczki, która zostanie matką Zbawiciela, na którego Izrael czekał już zbyt długo. 

Icons courtesy of www.eikonografos.com used with permission

Czy Jezus znał swoich dziadków?

Szczęśliwe zakończenie historii Joachima i Anny okazało się początkiem chrześcijaństwa. Tak jak obiecali, oddali Maryję – apokryficzną Dziewicę Pańską – na wyłączną służbę Bogu już w wieku trzech lat. Młodziutka Miriam miała odtąd przebywać w Świątyni wraz z innymi dziewczętami, modlić się, wzrastać w cnocie, poznawać Pisma i w końcu zostać żoną Józefa. Dalszy ciąg doskonale znamy z Ewangelii, choć i do tej części historii apokryfy dodają nieco smaku. Opisują, jak mały Pan Jezus podczas swoich dziecięcych zabaw lepił i ożywiał ptaszki z gliny. Niestety Joachim i Anna, z momentem wejścia Maryi na świątynne stopnie, znikają również z apokryfów.

Czy Pan Jezus znał swoich dziadków? Najprawdopodobniej nie zdążył ich poznać, bo oboje zmarli, kiedy Maryja przebywała jeszcze w Świątyni. Niektóre legendy dają nadzieję, że mały Jezus poznał chociaż babcię, bo po śmierci Joachima Anna miała zamieszkać wraz ze Świętą Rodziną w Nazarecie. Pozostajemy więc w królestwie hipotez. Nie należy spodziewać się archeologicznych nowinek mówiących o tym, w jaki sposób Anna rozpieszczała swojego wyjątkowego wnuka. I trzeba raczej pogodzić się z tym, że nigdy nie będziemy wiedzieli, jak wyglądały te międzypokoleniowe relacje w świętej Rodzinie. Trochę szkoda. Ale nie ulega wątpliwości, że Miriam mogła wiele opowiedzieć Jezusowi o Jego dziadkach. Jak na dziadków przystało, pozostawili na pewno w spadku życiowe mądrości: o tym, że trzeba nauczyć się cierpliwości w czekaniu, bo dla Pana Boga nie istnieje kategoria „za późno”, o zaufaniu Panu Bogu, nawet wtedy, kiedy wszystko przeczy nadziei, o tym, że największe cuda dzieją się tam, gdzie nikt się ich nie spodziewa i o przewrotnej logice stokroć wynagrodzonego braku. Na koniec mogę chyba postawić własną hipotezę, że dla Jezusa, Anna i Joachim na pewno nie byli bohaterami legend.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Marta Arbatowska

Marta Arbatowska

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Marta Arbatowska
Marta
Arbatowska
zobacz artykuly tego autora >