кредиты онлайн в Казахстане кредит на карту онлайн кредит наличными

Specjalista od życia pod górkę

Miał w życiu ciągle pod górkę, a mimo to nie ustawał w dążeniu do tego, do czego czuł że Pan Bóg go wzywa. Dziś, dzięki modlitwie u jego grobu, mnóstwo ludzi odzyskuje pokój ducha. O różnych znanych i nieznanych specjalnościach św. Stanisława Papczyńskiego rozmawiamy z ks. Janem M. Rokoszem MIC, kustoszem grobu tego świętego.

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

 

Czym może zainspirować współczesnych młodych ludzi o. Stanisław Papczyński? Od czego można go polecić?

Przede wszystkim poprzez to co mówił, przez to jak żył ukazuje nam coś bardzo uniwersalnego dla wszystkich na wszystkie czasy: piękno nowego życia które daje Bóg. Czasy w których on żył – czyli XVII wiek były niezwykle trudne, pełne wojen i konfliktów. A on dowodzi, że świętym można być w każdym czasie. A im trudniejsze czasy, im trudniejsze wyzwania tym trzeba większej wiary i wielu świętych. Widzimy, że skoro on osiągnął świętość w swoim czasie, tak i dla nas to jest możliwe.

 

Większość świętych wydaje nam się “pomnikowa” – niemal chodzące ideały. Dopiero bliższe poznanie czasem nam pokazuje, że byli zwyczajnymi ludźmi. Jak moglibyśmy odpomnikować św. Stanisława? Z czym możemy u niego się utożsamić?

Na pewno nie był “cukierkowatym” świętym, raczej był niepokorny i nieposłuszny – o ile tak można wyrazić się o świętym. Kiedy jednak przyjrzymy się głębiej jego postawom zobaczymy, że owo nieposłuszeństwo było w cudzysłowie, że ono było w rzeczywistości istotą posłuszeństwa Bogu. Potrafił sprzeciwić się ludziom ponieważ był przekonany, że pełni wolę Boga. I potrafił się upomnieć o prawdę, o wierność, nawet jeśli to narażało go na wiele strat i ludzkich porażek.

 

Powiedzmy o tym więcej…

Jako zakonnik najpierw był pijarem, już jako kleryk był wykładowcą retoryki, robił tam karierę. Był tak znakomitym mówcą, że nawet dominikanie zaprosili go do siebie, a oni przecież zapraszali do siebie tylko wybitnych. Spowiadał przyszłego króla (Jana III Sobieskiego), spowiadał nuncjusza, który potem został papieżem Innocentym XI, była to więc osoba coraz bardziej znacząca. Ale właśnie w takim momencie zaczął głośno mówić o tym, że Pan Bóg zaprasza go do życia zakonnego w sposób bardziej radykalny i do życia wiernego regule zakonnej zapraszał innych. Przełożeni zaś traktowali te jego upomnienia jako wyraz nieposłuszeństwa i nazwali go wichrzycielem prowincji, oskarżyli go przed generałem. Musiał do niego iść pieszo do Rzymu jako oskarżony! Potem generał zabronił mu powrotu do Polski. Gdy już wrócił – wtrącili go do więzienia właśnie za nieposłuszeństwo. A on uparcie uważał, że jest posłuszny – Ewangelii i regułom zakonu.

Można go więc nazwać patronem w takich sytuacjach konfliktowych gdy nie wiadomo co robić.

 

W jakich jeszcze sytuacjach możemy przyzywać jego wstawiennictwa? Kogo jeszcze mógłby być patronem?

Na przykład dzieci mających trudności w nauce, ze względu na jego początki edukacji. Zawsze mnie porusza ta historia. Gdy poszedł do szkoły okazał się nieukiem, nie był nawet w stanie nauczyć się alfabetu. Jego dość surowy ojciec zabrał go ze szkoły i posłał do pasienia owiec. Ale św. Stanisław był wewnętrznie przekonany, że ma się uczyć. Poprosił więc Boga o pomoc w nauce. I kolejnego dnia ku zdziwieniu nauczycieli i kolegów poszedł do szkoły i nie tylko nauczył się w jeden dzień alfabetu, ale też dał radę uzupełnić całą dotychczasową wiedzę. Z nieuka stał się wzorowym uczniem.

 

Kto jeszcze mógłby się identyfikować z jego historią?

Myślę, że ludzie doświadczający nieustannych porażek i mający w życiu “pod górkę”. Świetnie pokazuje to dalsza historia jego edukacji. Po pierwszej szkole z własnej inicjatywy i za zgodą rodziców pojechał do Lwowa do kolegium jezuitów. Ale ci go nie przyjęli, bo szkoła, którą skończył miała zbyt słaby poziom nauczania. Aby jakoś uzupełnić wiedzę zdecydował się udzielać korepetycji dzieciom mieszczan. Niestety zachorował na świerzb. Rodziny u których mieszkał jedna po drugiej rezygnowały z jego usług i wylądował na ulicy jako żebrak, “psy lizały jego rany”. Nie miał co jeść, był umierający. Prosi Boga o pomoc – i ją dostaje! Zaopiekowuje się nim jakiś człowiek, który zabiera go do siebie, dzięki czemu Stanisław  wychodzi z choroby. Wraca do domu ale dalej się nie poddaje. Próbuje znów dostać się do kolegium, tym razem pijarów w Podolińcu. Rozpoczyna tam naukę, ale akurat przychodzi zaraza z Węgier i szkołę zamykają. Wraca z powrotem do Lwowa, ale tam z kolei napadają Kozacy i też szkołę zamykają. Wraca znów do domu. W końcu udaje mu się dokończyć edukację w Rawie Mazowieckiej. Cały czas ma jednak pod górkę.

 

Późniejszy konflikt z pijarami także nie można zaliczyć do sukcesów…

Wtedy zawalił mu się świat, bardzo to przeżył. Przecież pobyt u pijarów był jego największym marzeniem. Bóg daje mu jednak od razu wizję nowego zgromadzenia. Jej realizacja również jednak nie będzie łatwa.

 

Znów pod górkę?

Znów, ponieważ gdy zakłada pierwszą wspólnotę okazuje się, że ci bracia nie bardzo mają ochotę na prowadzenie życia duchowego i umartwienie. Odchodzą. Wtedy on znów przeżywa kryzys – czy na pewno to było Boże wezwanie? Waha się czy nie wrócić do pijarów. Na to też nałożył się formalny problem z zakładaniem zakonu. Wiedział, że tylko zatwierdzenie papieskie może mu dać gwarancję istnienia nowego zgromadzenia, ale był “tylko” chłopem, nie miał dobrego pochodzenia, co w XVII w.  skazywało go na porażkę. Stanisław się jednak nie poddaje. Idzie do Rzymu prosić papieża o zatwierdzenie zakonu. I właśnie wtedy umiera papież. Stanisław postanawia zaczekać. Ale okazuje się, że musi czekać długo, bo właśnie wtedy było najdłuższe sede vacante (czas bez papieża – przyp. red.) w historii Kościoła. Stanisławowi kończą się tam pieniądze, choruje, postanawia wrócić do Polski. I niedługo po jego wyruszeniu z powrotem do domu – papież zostaje wybrany! Do tego jego dawny penitent, o czym on się dopiero dowiedział gdy wrócił do Polski. Wyobraźmy sobie, co czuł, jak uświadomił sobie że był o krok od sukcesu.

 

Co robi dalej?

Nie ma sił sam wracać do Rzymu, wysyła kogoś w zastępstwie. Dostają zatwierdzenie papieskie dla nowego zgromadzenia, ale nie na tej regule, którą napisał. Wtedy był jeszcze przepis, że nowy zakon musi działać na już istniejącej regule narzuconej przez Stolicę Apostolską. Św. Stanisław umiera więc w poczuciu porażki.

 

Znam kilka osób, które mogłyby odnaleźć siebie w jego historii…

Rzeczywiście, wiele osób przyjeżdża do nas i mówi: mnie się też nie udaje. Przychodzę więc prosić św. Stanisława o siłę żebym potrafił znieść te przeciwności tak jak on znosił.

 

Znajdują pomoc?

Znajdują. I to dla mnie mocne doświadczenie, że ci, którzy przyjeżdżają modlić się do jego grobu odzyskują pokój serca i radość życia. Dla przykładu opowiem o pierwszym wpisie, którzy przeczytałem w Księdze Łask św. Stanisława po tym jak przyszedłem na Marianki. Anonimowy pielgrzym napisał: “Św Stanisławie, nie wiem kim jesteś, znalazłem się tutaj przypadkowo, ale kiedy kiedy wszedłem do tego kościoła poczułem Twoją kochającą dłoń na moim ramieniu i odzyskałem pokój serca, za którym tęskniłem od wielu lat”.

 

Rzeczywiście, mocne! Ale nie brakuje również świadectw od małżonków, którym św. Stanisław pomógł modlitwą w pojawieniu się wyczekiwanych dzieci albo w uratowaniu dzieci zagrożonych przed urodzeniem. Skąd ta jego specjalizacja akurat w tej dziedzinie? Miał z tym związaną jakąś historię?

Miał, ponieważ jeszcze w łonie matki jego życie również było zagrożone. Jego mama się topiła. Po wezwaniu Bożej pomocy została uratowana, św. Stanisław także. Ale myślę, że sedno jego zaangażowania w ratowanie modlitwą zagrożonego życia wiąże się z jego kultem Niepokalanego Poczęcia Maryi.

 

Jak to wyjaśnić?

Dla wielu osób dogmaty są teoretyczne. Misterium Niepokalanego Poczęcia niewiele im mówi. A św. Stanisław odkrył to jako serce duchowości chrześcijańskiej. Na długo przed ogłoszeniem dogmatu nie tylko opowiedział się za tą prawdą – za nią opowiadało się wielu  ale też wydarzenie Niepokalanego Poczęcia uczynił drogą do Boga, drogę interpretacji chrześcijaństwa. To jest coś wyjątkowego w Kościele. Podkreślał, że wszystko, czego Trójca Święta dokonała w życiu Maryi bez żadnej jej zasługi, dar darmowy, tak samo Bóg dokonuje w nas, nie musimy na to zasługiwać. Z tego wydarzenia – daru miłosierdzia Bożego w najczystszej postaci dla Maryi, wypływa prawda piękna nowego życia z Bogiem. Dar pełnej łaski. Stąd jesteśmy przekonani, że z tej tajemnicy wypływa też zaangażowanie św. Stanisława w pomoc ludziom starającym się o potomstwo lub rodzicom ciąż zagrożonych. Z jego zachwytu nad Niepokalanym Poczęciem płynie szczególna opieka nad poczętymi dziećmi i małżonkami, które pragną mieć dzieci a nie mają.

 

Czy jest jakaś modlitwa do św. Stanisława, którą można im polecić?

Od 1 września w każdą drugą sobotę miesiąca o godz. 17 odbywa się specjalna Msza dla małżeństw pragnących mieć dzieci, wraz z modlitwą wstawienniczą i o uzdrowienie. Zaś w każdą 3 sobotę miesiąca – spotkanie modlitewne dla małżonków oczekujących potomstwa.

mamy też modlitwę o dar potomstwa, taką ogólną, ale którą polecamy.

 

Czy oprócz udokumentowanego cudu ożywienia martwego dziecka w łonie mamy, który stał się pomocą w kanonizacji św. Stanisława, są jakieś inne tego typu wydarzenia?

Bardzo wiele. Historii podobnych do tamtej było kilka też za granicą: w USA, Brazylii i innych krajach. Ale przez jego wstawiennictwo Pan Bóg ocala nie tylko martwe dzieci, ale też uzdrawia ciąże zagrożone. Ja sam przez jedynie 7 miesięcy mojej funkcji kustosza grobu św. Stanisława ochrzciłem pięcioro dzieci, które poczęły się lub urodziły się dzięki wstawiennictwu tego świętego. Wydaje się nawet, że Pan Bóg przypomniał o św. Stanisławie i Polsce i światu poprzez spektakularne cuda które zaczęły się dziać właśnie w dziedzinie ratowania życia dzieci przed ich narodzeniem.

 

Ale są też cuda związane z końcem życia…

Tak, uzdrowienie kobiety w stanie agonalnym było cudem oficjalnie uznanym do kanonizacji. Z tym się też wiąże jego jeszcze za życia sformułowana prośba o modlitwę za zmarłych, miał bowiem doświadczenia wizji dusz w czyśćcu. Bardzo prosił, by przygotowywać ludzi do momentu śmierci. Zatem kluczowe cuda, które przypomniały światu o św. Stanisławie dotyczyły jednocześnie początku i końca życia. To nam się wydaje ważne przesłanie dla dzisiejszych czasów, również w kontekście naszej obrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci – jak to ujmujemy. Według duchowości św. Stanisława powiedzielibyśmy: od wieczności, do wieczności.

Rozmawiała Anna Druś

 

Stanisław Papczyński – właściwie Stanisław od Jezusa i Maryi Papczyński, urodził się 18 maja 1631 w Podegrodziu, a zmarł  17 września 1701 w Górze Kalwarii. Początkowo członek zakonu pijarów, a następnie założyciel i pierwszy przełożony generalny Zgromadzenia Księży Marianów Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Ogłoszony błogosławionym 16 września 2007 r., zaś świętym 5 czerwca 2016 r.  



Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Sw-Rita-modlitewnik
Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Kobieta niepodległa: Urszula Ledóchowska

Była wybitnym piarowcem, potrafiącym docierać do serc i rozumu słuchaczy. A dzięki genialnym zdolnościom lingwistycznym, przemawiała do słuchaczy po fińsku, szwedzku, duńsku, norwesku. Oddziaływała na emocje, ale potrafiła też solidnie umotywować tezę, że naród o takich dziejach i kulturze jak Polska ma być niepodległy. Taka była Urszula Ledóchowska.

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Urodziła się w Austrii, jej matka była Szwajcarką, w jej żyłach płynęła krew kilku europejskich narodów, a jednak za swoją najukochańszą ojczyznę uznała Polskę. Osiedliła się w niej jako osiemnastoletnia dziewczyna i do końca życia nie wyzbyła się obcego akcentu. Dlatego, gdy pojawiła się szansa odzyskania niepodległości, bez wahania i wytchnienia poświęciła kilka lat swojego życia na promocję rodzimej kultury i zbieranie funduszy dla rodaków cierpiących biedę w skutek wojny prowadzonej przez obce, zaborcze mocarstwa.

 

Konsekwentna i uparta

W chwili wybuchu I wojny światowej Urszula Ledóchowska zbliżała się do pięćdziesiątki i miała już za sobą kawał pracowitego życia. Jej matka, Józefina Salis-Zizers była Szwajcarką z bogatym wielonarodowym rodowodem, ojciec Antoni był potomkiem uczestników wyprawy wiedeńskiej, Sejmu Czteroletniego, Powstania Listopadowego. Rodzice wraz z kilkorgiem rodzeństwa Julii (takie imię otrzymała na chrzcie) osiedlili się na ziemiach polskich gdy panna była już dorosła. Niedługo była w domu, trzy lata po osiedleniu się w Lipnicy Murowanej wstąpiła do klasztoru urszulanek krakowskich i ponad dwie dekady poświęciła na kształcenie dzieci i młodych kobiet. Do Petersburga wyjechała by objąć kierownictwo w placówce, prowadzonej przez jej Zgromadzenie przy kościele św. Katarzyny – Polonia w Rosji była bardzo liczna i bez wyjątku pragnęła, by polskie dzieci były wychowywane w duchu katolickim i patriotycznym.

Wybuch wojny uniemożliwił Urszuli pracę w Rosji, bo jako obywatelka austriacka, czyli wrogiego państwa, musiała opuścić imperium carów. Pierwszym punktem pobytu była Finlandia, gdzie miała zakupiony dom dla swej wspólnoty zakonnej, ale po usunięciu jej przez rosyjskie władze także i z tego miejsca zaczęła się jej skandynawska saga i wielkie zaangażowanie w walkę o niepodległą Polskę.

„Straszne położenie, w jakim znalazła się wielomilionowa ludność polska na terytorium płomieniem wojny objętym, skłoniło grono przedstawicieli inteligencji polskiej, przebywających z powodu wojny za granicą, do podjęcia starań o założenie instytucji, która by rozwinęła na najszerszą skalę wszechświatową akcję ratunkową i ześrodkowała działalność wszystkich innych instytucji pomocy w Europie i Ameryce. Po zbadaniu sprawy i porozumieniu się organizacji krajowych utworzony został Komitet Generalny Pomocy dla Ofiar Wojny w Polsce. Na miejsce urzędowania Komitetu wybrana została Szwajcaria zarówno ze względu na swą neutralność, jak i swe położenie geograficzne. Siedzibą Komitetu jest Lozanna. Komitet ma charakter wyłącznie filantropijny. Przy rozdzielaniu zapomóg nie będzie miała znaczenie ani przynależność państwowa, ani wyznanie, ani przynależność polityczna ofiar potrzebujących pomocy” – pisał noblista Henryk Sienkiewicz do Marii Skłodowskiej-Curie. Autor „Trylogii”, współzałożyciel Komitetu, zapraszał tak wpływowych rodaków prosząc o włączenie się w jego prace.

 

Kobieta w skromnych sukniach

Dla Urszuli Ledóchowskiej zaangażowanie się w prace Komitetu w Vevey (to była jego potoczna nazwa) była oczywistością. Ale nie ograniczyła się do zbierania pieniędzy, a „dorzuciła” własne cenne inicjatywy – w ciągu trzech lat przeprowadziła brawurową akcję informacyjno-promocyjną na rzecz ojczyzny, jej kultury i dorobku cywilizacyjnego. Dziś powiedzielibyśmy, że była wybitnym piarowcem, potrafiącym docierać do serc i rozumu słuchaczy. A dzięki genialnym zdolnościom lingwistycznym (potrafiła nauczyć się obcego języka w kilka miesięcy), przemawiała do słuchaczy po fińsku, szwedzku, duńsku, norwesku. Oddziaływała na emocje, ale potrafiła też solidnie umotywować tezę, że naród o takich dziejach i kulturze ma być niepodległy.

W czasie skandynawskich wędrówek zrealizowała trzy serie odczytów, poświęconych Polsce, dzięki niej w latach 1914-1920 w czasopismach ukazało się 180 życzliwych ojczyźnie publikacji, gdyż doceniała potęgę mediów i obok docierania do wybitnych i wpływowych osobistości, kontakty z dziennikarzami były jej priorytetem. „Miałam 27 X odczyt po szwedzku w Sztokholmie, 2 XI będę miała w Uppsali, 5 XI w Falköping, 9 XI w Göteborgu, 12 w Malmö, 13 spodziewam się w Lund, a 16 i 18 w Kopenhadze, potem muszę śpieszyć do mej szkoły. (…) W styczniu urządzę w Sztokholmie żywe obrazy z naszej historii…” – pisała „jałmużnica, prosząca za Polską” – jak sama siebie określała, kobieta w ciemnych, skromnych sukniach podróżująca z dwiema niewielkimi sakwojażami. Po jej odczytach ustawiały się długie kolejki ofiarodawców, do kraju płynęły pieniądze i transporty żywności.

 

Międzynarodowy rozmach i batalia o wolność

Nie miała obiekcji, by w sprawę zaangażować obok biskupa katolickiego Johennesa von Eucha naczelnego biskupa ewangelickiego Haralda Ostenfelda, kopenhaskiego nadrabina, feministkę Ellen Key. W kilku językach wydała zbiór „Polonica” z artykułami poświęconymi Matejce, Szopenowi, królowej Jadwidze, a także Władysławowi Reymonotowi, co miało mu utorować drogę do nagrody Nobla.

Jeżdżąc po Skandynawii pozostawiała trwałe ślady swojej obecności, m.in. otworzyła pod Sztokholmem szkołę języków obcych dla dziewcząt, przeniesioną później do Danii, pismo „Solglimtar”, adresowane do szwedzkich katolików, świetlicę dla ubogich i zaniedbanych wychowawczo duńskich dzieci, dom dla polskich sierot i inne.

Pieniądze z ostatniej zbiórki, jaką przeprowadziła, przeznaczyła na kupno domu w Pniewach niedaleko Poznania. W ciągu lat kształtowała się w niej wizja nowego zgromadzenia – Serca Jezusa Konającego, które założyła i którego członkinie potocznie nazywane są urszulankami szarymi. Celem sióstr miało być i jest po dziś dzień poświęcenie się edukowaniu na różnych szczeblach.

 

Narody jak pułki żołnierzy

Do Polski matka Ledóchowska wróciła w 1920 roku. Być może rycerski rodowód podpowiadał jej metafory, jakimi opisywała świat. Narody porównywała do pułków i koniecznie chciała służyć i służyła w pułku polskim. Swoje zgromadzenie widziała jako lekką kawalerię, wysyłaną do potyczek w różne wymagające miejsca. Sama przypuściła szarżę w krajach Europy północnej, walcząc o pomoc materialną i wydobycie ze 123-letniego niebytu ojczyzny. Ale jej walka na rzecz niepodległości nie skończyła się w Skandynawii. Po powrocie do kraju rozpoczęła inną batalię, którą określała jako cichą pracę – kształcenia i formacja dojrzałych, odpowiedzialnych obywateli Rzeczpospolitej.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Sw-Rita-modlitewnik
Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >