Nasze projekty
Marcelina Metera

Jak wrócić do codzienności po urlopie?

W luźnych rozmowach powakacyjnych często pojawia się stwierdzenie “a teraz przydałby się urlop, żeby odpocząć po wyjeździe”.

Reklama

Coś w tym jest, przeskok z plaży prosto w służbowe krawaty (prawdziwe albo metaforyczne) bywa morderczy. Dzieci, mam wrażenie, adaptują się łatwiej – fakt, że nasze w ogóle mają duże zdolności przystosowawcze – i szybko łapią, że niektóre zasady zmieniają się w zależności od miejsca i sytuacji.

Bardzo lubię różnorodność wyjazdów: podróże dalekie i bliskie, leżenie do góry podwoziem nad wodą i obozy wędrowne, miasto i głusza, dni zapełnione szczegółowym planem albo zupełnie luźne – ogólny pomysł jest taki, żeby każdy miał szansę porobić coś ulubionego, a po drugie – żebyśmy my, dorośli, mogli pobyć więcej – z dziećmi i sobą. To jest ogromnie ważne – nareszcie mieć czas, nadgonić te wszystkie niedoczytane im książki, niezdobyte wcześniej góry i nieodwiedzone miejsca. Ale też – przypomniałam sobie podczas idyllicznego tygodnia na głębokiej mazowieckiej wsi – cudownie jest nie mieć imperatywu nadgonienia czegokolwiek. Bo nic nie ma, tylko miedza, wrotycz i jaskółki. I po prostu się spaceruje albo leży na kocyku, pogadując leniwie. 

No i nieuchronnie trzeba wracać, chociaż uroda miejsca, w którym mieszkamy, daje wrażenie ciągłego urlopu. Ale jednak leżenia na kocyku jakby mniej, a więcej spotkań, szkoleń, żmudnego układania grafików, kompletowania jesiennej garderoby i tak dalej. Część składu idzie do szkoły i przedszkola, niektórzy debiutują – nowe kapcie, szczoteczki do zębów, nieodzowne w leśnej klasie gumowe spodnie, lista dla pięciu sztuk jest spora.

Reklama
Reklama

Mimo to – nie mogę powiedzieć, że czas początku roku jest dla naszej rodziny jakoś szczególnie trudny. Najgorzej idzie oczywiście z porannym wstawaniem, bo większość dziatek nie raczyła być po tatusiu skowronkami. Z upodobaniem buszują wieczorami i najchętniej wstają po dziewiątej, dlatego konieczne jest wymuszanie wcześniejszego kładzenia się i budzenia. Staramy się przeprowadzać to stopniowo, prawie niezauważenie – w ostatnim tygodniu wakacji ogłaszamy ciszę nocną codziennie o kwadrans wcześniej, a rano hałasujemy od ósmej albo wyjeżdżamy do miasta na przedpołudniowe zakupy, żeby przypomnieć sobie o idei zbierania się na określoną (a wczesną) godzinę. Cierpię w tym samym stopniu co nieletni, tylko oni jeszcze nie piją kawy, więc zrzędzą okrutnie. 

Staramy się też zawczasu przygotować wytworne ciuchy na rozpoczęcie roku, żeby się nie miotać z żelazkiem na pięć minut przed wyjściem. I rozmawiamy o celach i nadziejach, z którymi idziemy w nowy etap. Od-poczęliśmy, czyli możemy zacząć od-początku, spojrzeć świeżym okiem na te niewątpliwie korzystne okoliczności, w których przyszło nam żyć na co dzień. 

Poranne wstawanie i popołudniowy truchcik między pracą, szkołą, treningami też mają sens.

Reklama
Reklama

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite