Jak wrócić do codzienności po urlopie?

W luźnych rozmowach powakacyjnych często pojawia się stwierdzenie “a teraz przydałby się urlop, żeby odpocząć po wyjeździe”.

Marcelina Metera
Marcelina
Metera
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jak wrócić do codzienności po urlopie?
W luźnych rozmowach powakacyjnych często pojawia się stwierdzenie “a teraz przydałby się urlop, żeby odpocząć po wyjeździe”.

Coś w tym jest, przeskok z plaży prosto w służbowe krawaty (prawdziwe albo metaforyczne) bywa morderczy. Dzieci, mam wrażenie, adaptują się łatwiej – fakt, że nasze w ogóle mają duże zdolności przystosowawcze – i szybko łapią, że niektóre zasady zmieniają się w zależności od miejsca i sytuacji.

Bardzo lubię różnorodność wyjazdów: podróże dalekie i bliskie, leżenie do góry podwoziem nad wodą i obozy wędrowne, miasto i głusza, dni zapełnione szczegółowym planem albo zupełnie luźne – ogólny pomysł jest taki, żeby każdy miał szansę porobić coś ulubionego, a po drugie – żebyśmy my, dorośli, mogli pobyć więcej – z dziećmi i sobą. To jest ogromnie ważne – nareszcie mieć czas, nadgonić te wszystkie niedoczytane im książki, niezdobyte wcześniej góry i nieodwiedzone miejsca. Ale też – przypomniałam sobie podczas idyllicznego tygodnia na głębokiej mazowieckiej wsi – cudownie jest nie mieć imperatywu nadgonienia czegokolwiek. Bo nic nie ma, tylko miedza, wrotycz i jaskółki. I po prostu się spaceruje albo leży na kocyku, pogadując leniwie. 

No i nieuchronnie trzeba wracać, chociaż uroda miejsca, w którym mieszkamy, daje wrażenie ciągłego urlopu. Ale jednak leżenia na kocyku jakby mniej, a więcej spotkań, szkoleń, żmudnego układania grafików, kompletowania jesiennej garderoby i tak dalej. Część składu idzie do szkoły i przedszkola, niektórzy debiutują – nowe kapcie, szczoteczki do zębów, nieodzowne w leśnej klasie gumowe spodnie, lista dla pięciu sztuk jest spora.

Mimo to – nie mogę powiedzieć, że czas początku roku jest dla naszej rodziny jakoś szczególnie trudny. Najgorzej idzie oczywiście z porannym wstawaniem, bo większość dziatek nie raczyła być po tatusiu skowronkami. Z upodobaniem buszują wieczorami i najchętniej wstają po dziewiątej, dlatego konieczne jest wymuszanie wcześniejszego kładzenia się i budzenia. Staramy się przeprowadzać to stopniowo, prawie niezauważenie – w ostatnim tygodniu wakacji ogłaszamy ciszę nocną codziennie o kwadrans wcześniej, a rano hałasujemy od ósmej albo wyjeżdżamy do miasta na przedpołudniowe zakupy, żeby przypomnieć sobie o idei zbierania się na określoną (a wczesną) godzinę. Cierpię w tym samym stopniu co nieletni, tylko oni jeszcze nie piją kawy, więc zrzędzą okrutnie. 

Staramy się też zawczasu przygotować wytworne ciuchy na rozpoczęcie roku, żeby się nie miotać z żelazkiem na pięć minut przed wyjściem. I rozmawiamy o celach i nadziejach, z którymi idziemy w nowy etap. Od-poczęliśmy, czyli możemy zacząć od-początku, spojrzeć świeżym okiem na te niewątpliwie korzystne okoliczności, w których przyszło nam żyć na co dzień. 

Poranne wstawanie i popołudniowy truchcik między pracą, szkołą, treningami też mają sens.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Marcelina Metera

Marcelina Metera

Żona, matka pięciorga, po godzinach tłumaczka i redaktorka. Nieuleczalna entuzjastka pracy społecznej, dużo gada i szybko czyta

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcelina Metera
Marcelina
Metera
zobacz artykuly tego autora >
STYL ŻYCIA

95-letnia Emma Morosini pielgrzymuje pieszo z Włoch do Częstochowy

Licząca 95 lat Emma Morosini idzie w indywidualnej pielgrzymce liczącej 1 000 kilometrów ze swego rodzinnego miasta Castiglione della Stiviere nad jeziorem Garda na Jasną Górę do Częstochowy.

Polub nas na Facebooku!

95-letnia Emma Morosini pielgrzymuje pieszo z Włoch do Częstochowy
Licząca 95 lat Emma Morosini idzie w indywidualnej pielgrzymce liczącej 1 000 kilometrów ze swego rodzinnego miasta Castiglione della Stiviere nad jeziorem Garda na Jasną Górę do Częstochowy.

Była pielęgniarka powiedziała włoskiej gazecie „La Stampa” z 1 sierpnia, że w ten sposób realizuje swoje ślubowanie, które złożyła przed 28 laty w związku z poważną operacją. Poza tym wierzy, że „trzeba zawsze dziękować Matce Bożej”.

Na razie Emma Morosini przeszła już ok. 250 kilometrów i jest nieopodal Pordenone. Na noclegi zatrzymuje się w domach parafialnych albo w pensjonatach. „Idę przed siebie dokąd się nie zmęczę, patrzę i podziwiam. A nocleg zawsze gdzieś znajdę”- powiedziała 95-latka. W swoim wyposażeniu ma ciepłą kamizelkę, różaniec i wózek na zakupy. Idzie nie spiesząc się. „Przecież jestem sama, nikt na mnie nie czeka” – stwierdziła z uśmiechem.

 

fot. Facebok / giovanidipadova

 

Nie jest to pierwsza pielgrzymka pani Morosini do sanktuarium. Wcześniej odwiedziła m.in. Santiago, Jerozolimę, Lourdes, Fatimę, Aparecida w Brazylii i argentyńskie sanktuarium maryjne Lujan. W swoich pielgrzymkach przeszła ogółem 30 000 kilometrów. „Będę chodziła, dokąd będą mnie niosły nogi” – stwierdziła w rozmowie ze „Stampą”.

 

KAI

 

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



🔷 Jej bajka urzekła o. Adama Szustaka. Obejrzyj odcinek "Piernikowych Bajek"! ⤵️