STYL ŻYCIA

Ferie na kwarantannie. Jak zorganizować czas dzieciom?

Ferie inne niż zawsze. Nie ma się co oszukiwać, że to jest wyjątkowy i wymagający czas, niekoniecznie szyty na ambitne plany rodem z idealnego Instagrama czy starannie wystylizowanego Pinteresta. W prostych i małych rzeczach ukryty jest wielki potencjał.

Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Czas wypoczynku od szkoły nie zaczął się razem z przerwą feryjną, ponieważ faktycznie większość rodzin w domu jest razem od świąt. Być może wyczuwa się już pewne zmęczenie tym odpoczywaniem, a świadomość pozostania w jednym miejscu przez najbliższe dni może podcinać skrzydła najbardziej kreatywnym rodzicom.

 

Kiedy twój plan nie zdaje egzaminu

Na początku pandemii zrobiłam multum założeń, dosłownie cały plan rodzicielskiego działania. Nasze dzieci napisały swoje pomysły, każdy dzień był związany z innym tematem. W pewnym momencie zauważyłam, że się zaczynam wypalać – mówi Anna Chwolik, mama czwórki dzieci w wieku 1,5-9 lat. Wieczorem, po całym dniu z dziećmi, siadałam i przygotowywałam rzeczy na następny dzień, bo jutro zaplanowany był dzień dżungli – wspomina.

Okazało się, że choć plan na początku był mobilizujący i pozwalał na zrytmizowanie nowej rzeczywistości, na dłuższą metę może nie zdawać egzaminu. Zwłaszcza z gromadką małych dzieci. I choć Ania zapewnia, że dni tematyczne mają swoje ogromne zalety, to na chwilę obecną nie ma na taki sposób spędzania czasu przestrzeni. I to też jest w porządku.

Stąd wziął się pomysł na proste zabawy. Proste, bo bez specjalnych przygotowań, a z wykorzystaniem rzeczy, które w większości mamy w domu – mówi i wylicza: mąka, chusteczki, szampon, słomki… Jest pedagogiem wczesnoszkolnym i 10 lat z przerwami na urodzenie Franka, Anastazji, Pawła i Marii pracowała w przedszkolu. Dzieli nas ponad 300 kilometrów, których nie czuć podczas rozmowy telefonicznej. Przekonuje mnie, matkę tylko (sic!) dwójki, że potrzeba chwili i podążanie za dziećmi nie musi zawsze i od razu oznaczać skomplikowanych elementów. Brzmi obiecująco. Ostatnio zauważyłam, że któreś z dzieci wymaga wsparcia w zakresie integracji sensorycznej wymieszaliśmy mąkę ziemniaczana z resztką szamponu. Okazało się, że to świetny przepis na mokry śnieg – tłumaczy.

 

Jeden na jeden

Mimo zachęt do spontanicznych zabaw z wykorzystaniem przedmiotów codziennego użytku, nieustępliwie dopytuję o konkretne zasady. Są też tacy rodzice jak ja, że potrzebują pewnego wsparcia, po to, aby czas kreatywnej zabawy z dziećmi był dla wszystkich czasem wzmacniania więzi. Nawet jeśli wypaliła się już potrzeba planowania i organizowania każdego dnia, to pewne rodzinne ramy mogą sprawić, że znajdziemy sporo przestrzeni na potrzeby każdego. Nasze rodzinne postanowienie na ten czas to zadbanie o czas indywidualny z każdym dzieckiem. To dla nas jeden z pierwszych filarów na teraz.

O korzyściach takiego czasu jeden na jeden (dziecko-rodzic) pedagodzy i eksperci mówią coraz częściej, więc rodziców nie trzeba przekonywać do takiego postępowania. Tu wyzwaniem będzie organizacja. Dzieci wtedy faktycznie czują się kochane, zauważone, wysłuchane. Mają w końcu rodzica na wyłączność, a to buduje i wzmacnia relacje. Drugim filarem są rodzinne obowiązki.

Mamy plan obowiązków i je losujemy. To uczy dzieci, że działanie wspólne się opłaca. Posprzątamy razem, wtedy szybciej przyjdzie czas wspólnego odpoczynku. Pieczenie prostego ciasta razem także organizuje nam rodzinny czas i wzmacnia relację dziecka  z rodzicem – mówi.

 

 

Zorganizuj przestrzeń

Trzeci filar, czyli to co dla mnie jest wyzwaniem z czwórką małych dzieci to przestrzeń. Jeśli jest tylko możliwość to wychodzimy na dwór, a kiedy nie możemy, to pokój dziecięcy zamienia się w salę gimnastyczną, z zajęciami ruchowymi, zdrową szamotaniną czy torem przeszkód. Takie proste zabawy ruchowe fajnie zajmują dzieci – mówi Ania.

Kiedy dopytuję o konkretne pomysły na zabawy, cierpliwie tłumaczy, że w proponowaniu dzieciom aktywności trzeba mieć… dystans. Jeśli one nie będą chciały w to wejść, a rodzic się naprawdę przygotował i zaopatrzył w różne pomoce, to tylko krok do frustracji i poczucia straconego czasu. Dobrą propozycją jest np. zabawa w salon kosmetyczny, do tego wystarczy tylko ogórek i jogurt.

Większość rzeczy wychodzi na bieżąco. Czasami ja coś proponuję, a oni to modyfikują – starsi mają swoje zabawy, ścieżki i nie potrzebują dużej ingerencji. Dla nich będzie ważniejsze co innego. Czymś, co angażuje dzieci, a przy okazji wzbogaca ich słownictwo, wyobraźnię i wpływa pozytywnie na emocje to audiobooki, jeśli zostaną dostosowane do wieku i zainteresowania dziecka.

 

Nie jesteśmy superbohaterami, którzy się nie męczą

Czwartym filarem jest codzienny rytm – rodzinne obowiązki do południa, po obiedzie czas razem, min. wspólna aktywność fizyczna. Jak dzieci radzą sobie z wyznaczonymi obowiązkami? Kiedyś posadziliśmy ich w rządku i pytamy się czy chcą, żeby w naszym domu mile się żyło. Tylko najmłodsza Marysia pokiwała na „nie” – mówi ze śmiechem. Rytm jest ważny.

Trzeba odkryć w sobie to, co lubi się robić z dziećmi, żeby być w zgodzie ze sobą. Czasami mówię do dzieci, że nie we wszystko lubię się bawić, jak i ty nie we wszystko lubisz się bawić. Nie musimy lubić tego samego. Żeby się nie męczyć w byciu z dziećmi, nie ma co się zmuszać np. do brudzących zabaw, jeśli za nimi nie przepadamy – mówi. Szukamy rzeczy, na które się wspólnie zgadzamy. Zewsząd płynące inspiracje mogą wpędzać w wyrzuty sumienia. Na nic jednak zdadzą się najlepsze nawet pomysły, kiedy wieczorem jestem po prostu zmęczona po całym dniu i nie mam ochoty na zabawę, ale czekam z utęsknieniem na ich sen – przyznaje. Ja też jako rodzic jestem ważna i potrzebuję czasu dla siebie. Żeby naładować swoje baterie, żeby mieć dla nich siłę. Czy umiem powiedzieć, że chcę teraz wyjść i wrócić do niech wypoczęta? – pyta.  Dla dzieci to dobre, żeby wiedzieli, że nie jesteśmy superbohaterami, którzy się nie męczą…

 

Małżeński kwadrans

Czasami zdarzają się przecież dni bez atrakcji i fajerwerków. Niektórych rodziców taki dzień naprawdę wpędza w poczucie winy… Dziecięca nuda też jest potrzebna i bywa stymulująca. I co wtedy?

Pytanie jest takie, co jest potrzebne dziecku, żeby się prawidłowo rozwijało. Potrzebna jest rodzina, mama i tata, którzy się kochają i którzy sobie miłość okazują – mówi. Ale potrzebny jest też czas dla małżonków. Trudne, ale koniecznie jest znalezienie czasu na małżeński kwadrans: czas kawy, czas wieczornej rozmowy, kiedy najstarsze z dzieci jeszcze chwilę z nami jest, ale zaraz położy się spać, bo mama i tata cały dzień ze sobą nie rozmawiali i mają teraz czas dla siebie. Dla dzieci to dobre doświadczenie, że nie są pępkami świata – przekonuje.

Dobrym punktem wyjścia jest rodzinna burza mózgów. To czas na wspólne zastanowienie się i wypowiedzenie tego, co kto lubi robić. Każdy może wtedy zaproponować swój pomysł. Dziennie realizujemy jedną karteczkę. Dzieci, kiedy czują się zaopiekowane i wysłuchane, są szczęśliwe. My możemy to wzbogacać, dając im propozycje i robiąc z nimi rzeczy budujące ekstra wspomnienia. Ale dzieci często zapamiętają czas wspólny i drobiazgi. Jakość, nie ilość. Ten aktualny czas jest wyjątkowy i wymagający, niekoniecznie najlepszy na ambitne plany. Będzie może trudno, bo nie będziemy się przecież cały czas obsypywać brokatem. Kto to będzie potem sprzątał? – kończy ze śmiechem Ania.

 


Anna Chwolik – żona i mama czwórki dzieci. Nauczycielka wychowania przedszkolnego na “urlopie wychowawczym”. Zafascynowana pedagogiką Montessori. Założyła fundację Rodzina-Naturalnie, gdzie min. dzieli się prostymi sposobami na wartościowe spędzanie czasu z dziećmi.


 

Anna Koźlik

Anna Koźlik

Mgr teologii, doradca rodzinny, nauczyciel Instytutu Naturalnego Planowania Rodziny, założycielka strony Płodna.pl. Lubi mówić i pisać o małżeństwie, seksualności i teologii ciała.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >
STYL ŻYCIA

Wdzięczności trzeba się nauczyć

Skoro wdzięczność to naturalna postawa życiowa chrześcijanina, to co robić, gdy wcale nie przychodzi sama? Potrzebujemy wdzięczności w relacji z Bogiem, żeby czuć się przy Nim bezpiecznie, żeby z nadzieją patrzeć w przyszłość… ale gdzie ją znaleźć?

Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Gdy kolędy już pośpiewaliśmy, a spotkania jeszcze nie chciało się kończyć (każdy kontakt z drugim człowiekiem jest obecnie na wagę złota), Asia rzuciła propozycję: „Niech teraz każdy opowie, co najlepszego spotkało go w tym roku”. Pierwszą odpowiedzią była cisza.

 

Bez wdzięczności nie ma przyszłości

Dużo łatwiej byłoby opowiedzieć, w czym najbardziej koronawirus pokrzyżował nam plany. Czego nie udało się zrobić przez tą epidemię. Znaleźć stos argumentów, dlaczego ten rok był taki beznadziejny. Tak już jest nasza natura, że z łatwością mówimy o tym, co jest złe, jakbyśmy mieli w sobie radar, filtrujący tylko negatywne wiadomości. A może po prostu mówiąc o tym, co dobre, boimy się reakcji słuchaczy? Sytuacje, w których nie potrafimy z wdzięcznością popatrzeć w przeszłość, mogą zwiastować problemy ze świadomym przyjęciem dobra w teraźniejszości i przyszłości. Bardzo łatwo miejsce wdzięczności w sercu zajmuje narzekanie, szemranie, brak nadziei. Św. Paweł pisząc do Filipian o trudnościach związanych z osiągnięciem zbawienia obok wezwania „Czyńcie wszystko bez szemrań i powątpiewań” wyraźnie stawia radość, która towarzyszy mu mimo trudności i wzywa – „także i wy się cieszcie i dzielcie radość ze mną” (por. Flp 2, 12-18), a w liście do Kolosan jako zwieńczenie szeregu cnót zadanych uczniom Chrystusa dopisuje krótkie: „I bądźcie wdzięczni!” (Kol 3, 15b).

 

To, co złe, dużo bardziej rzuca się w oczy. Konieczne jest podejmowanie świadomej walki z kontemplowaniem zła, które przejawia się w notorycznym narzekaniu, wytykaniu błędów innym, wskazywaniu na negatywne strony wszystkiego.

To trzeba wytrenować

Skoro wdzięczność to naturalna postawa życiowa chrześcijanina, to co robić, gdy wcale nie przychodzi sama? Potrzebujemy wdzięczności w relacji z Bogiem, żeby czuć się przy Nim bezpiecznie, żeby z nadzieją patrzeć w przyszłość… ale gdzie ją znaleźć?

Często podczas modlitwy prosimy Boga o wiele rzeczy, ale niekoniecznie zauważamy te, które już dostaliśmy. A gdy opowiadamy innym o swoim dniu, to dużo częściej skupiamy się na jednej przykrości, która nas spotkała, niż wielu innych sprawach, które doszły pomyślnie. Dlaczego? To, co złe, dużo bardziej rzuca się w oczy. Konieczne jest podejmowanie świadomej walki z kontemplowaniem zła, które przejawia się w notorycznym narzekaniu, wytykaniu błędów innym, wskazywaniu na negatywne strony wszystkiego. Nie ma na to lepszego sposobu niż nauczyć się (tak, trzeba się nauczyć) krok po kroku zauważać i mówić o tym, co dobre. Najlepszą szkołą takiej postawy jest modlitwa dziękczynienia. Nazywanie po imieniu dobra, którego doświadczamy od Boga, dobra, którego doświadczamy od innych… i tego, które wychodzi z nas samych (są osoby, które właśnie z tym mają największy problem). Im więcej w naszej modlitwy pojawi się dziękczynienia, tym więcej w codziennych sytuacjach zaczniemy odnajdywać w sobie wdzięczności.

 

On działa we wszystkim

A jak modlitwa wdzięczności ma się do relacji międzyludzkich? Wierzymy w Boga, który zgodnie ze słowami św. Pawła „jest i działa ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich” (Ef 4, 6). Od Niego zatem pochodzi ludzka zdolność czynienia dobra innym. Ona jest naturalną pochodną miłości, którą mamy zapisaną w sercu przez Niego. Dziękując na modlitwie Bogu za dobro, które nas spotkało, naturalnie podziękujemy więc za ludzi, którymi się posłużył. I odwrotnie – dziękując za ludzi, dostrzeżemy w nich Boże działanie.

I jeszcze ostatni, bardzo ważny element – wdzięczność do siebie. Przyznanie się przed samym sobą, że jest we mnie coś wartościowego, coś, co zasługuje na uznanie. Spojrzenie na siebie z miłością – w taki sposób, jak patrzy Bóg. Duch Święty jako Paraklet jest tym, który szuka dobra w człowieku i pragnie go bronić. Stanowisko oskarżyciela należy zawsze do zła, dlatego patrząc na siebie też zobowiązani jesteśmy do rozwijania w sobie postawy wdzięczności.

„Niech teraz każdy opowie, co najlepszego spotkało go w tym roku”. Po chwili nieśmiało pojawiła się pierwsza opowieść. Za nią kolejne. Odkryliśmy nie tylko masę wspólnych wspomnień, ale też każdy z zaskoczeniem stwierdził, jak dobry to był rok. Jak wiele przeżyliśmy radości, którymi możemy się dzielić. Jak wiele mamy powodów do tego, żeby wychwalać Boga za wielkie rzeczy. Dzięki temu dużo łatwiej zacząć nowy rok. Nie wiemy, w jakich warunkach spotkamy się za rok. Wiemy za to na pewno, że będzie o czym opowiadać.

 

Ks. Marcin Filar

Ks. Marcin Filar

Kapłan Archidiecezji Krakowskiej, pochodzi z Rabki-Zdroju,
od lat związany z Ruchem Apostolstwa Młodzieży.
Obecnie duszpasterz w Sanktuarium Matki Bożej Myślenickiej
oraz katecheta w technikum i szkołach zawodowych.
Pomysłodawca i koordynator akcji modlitewnej #panamska10 i #portM10,
pracuje w Duszpasterstwie Młodzieży Archidiecezji Krakowskiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap