Nasze projekty

Wykorzystanie seksualne trzeba nazwać zbrodnią

- Wykorzystanie seksualne dziecka zawsze jest dewastacją psychiki, czymś, co rujnuje psychikę na długie lata i zostawia ślad na całe życie - mówi prof. Krzysztof Siuda-Krajewski, który poprowadzi w Krakowie grupę wsparcia dla osób skrzywdzonych seksualnie.

Reklama

Agnieszka Huf: Czy zdarza się, że pacjent, przychodzący do Pana gabinetu, mówi wprost, że w dzieciństwie został wykorzystany seksualnie?

prof. Krzysztof Krajewski-Siuda: Tak, zdarzają się takie sytuacje. To oczywiście nie jest tak, że ktoś przychodzi, siada i od razu mówi o traumie – osoba, która doświadczyła wykorzystania w dzieciństwie, dopiero w chwili gdy poczuje się bezpiecznie, ujawnia okoliczności tego zdarzenia.

A czy bywa odwrotnie – sytuacja jest przez kogoś tak wyparta, że zupełnie nie pamięta swojego zranienia?

Reklama
Reklama

Tak, tak też bywa, ponieważ psychika dziecka w różny sposób próbuje sobie poradzić z traumą – jednym ze sposobów jest wyparcie, wymazanie takiego doświadczenia. Nie zawsze się to udaje. Często osoby skrzywdzone muszą wkładać dużo energii psychicznej, którą mogłyby spożytkować w inny sposób, żeby nieść ten sekret i nie ujawniać go. Natomiast zdarza się, że coś, co było pokryte niepamięcią, w szczególnych okolicznościach wraca, zostaje odgrzebane – psychika zaczyna bardziej szczegółowo przetwarzać to doświadczenie.

Dramat tej zbrodni – bo wykorzystanie trzeba nazwać zbrodnią – polega na tym, że dziecko z reguły przeżywa to doświadczenie z poczuciem winy. To poczucie winy jest oczywiście absolutnie nieadekwatne, ale wynika z tego, że sytuacja wykorzystania wiąże się z różnymi emocjami.

Często zdarza się, że osoby, które ukrywały swoją krzywdę i dopiero po latach decydują się mówić, są oskarżane o kłamstwo. Wiele osób nie potrafi zrozumieć, czemu ofiary decydują się ujawnić prawdę po latach od doznanej traumy. Czy może Pan wyjaśnić, co kieruje ludźmi, którzy po wielu latach decydują się przyznać, że zostały skrzywdzone w dzieciństwie?

Przyczyny mogą być bardzo różne, ale wyobraźmy sobie dziecko, które doświadcza wykorzystania seksualnego – komu ono ma opowiedzieć o tej historii? Rodzicom? – to często jest obarczone lękiem, że rodzice nie zrozumieją, nie uwierzą. Szczególnie, jeśli mamy do czynienia z rodziną niedojrzałą religijnie, dla której ksiądz jest półbogiem. Bywa też tak, że ksiądz-sprawca próbuje się zaprzyjaźnić z rodziną, wybiera ofiarę i staje się przyjacielem jej domu. W ten sposób zyskuje dostęp do dziecka, któremu wtedy jest jeszcze trudniej powiedzieć rodzicom, że ich przyjaciel je wykorzystuje. Poza tym dramat tej zbrodni – bo wykorzystanie trzeba nazwać zbrodnią – polega na tym, że dziecko z reguły przeżywa to doświadczenie z poczuciem winy. To poczucie winy jest oczywiście absolutnie nieadekwatne, ale wynika z tego, że sytuacja wykorzystania wiąże się z różnymi emocjami, także z doświadczeniem przyjemności. Wtedy dziecko, które nie rozumie, co się z nim dzieje, próbuje uniknąć tego poczucia winy i poczucia wstydu, ukrywa to, co się stało. A komu, oprócz rodziców, dziecko mogłoby ujawnić ten dramat – innemu księdzu? Kiedy to zaufanie do ludzi Kościoła zostało tak zmiażdżone? Rówieśnikom? Jak oni mieliby pomóc? Więc dziecko z reguły zostaje samo z tym doświadczeniem. A kiedy już osiąga dorosłość, to próbuje zapomnieć, ułożyć swoje życie, zakłada rodzinę – ujawnienie traumy wiąże się z lękiem, że mogłoby to zniszczyć szczęście, które udało się z takim trudem zbudować.

Reklama
Reklama

Trzeba jeszcze powiedzieć o lęku przed samym sprawcą, który jest osobą często już wysoko postawioną – pojawia się lęk przed zemstą. Jest jeszcze zjawisko, o którym w Polsce się nie mówi, nie mamy ujawnionych przypadków, ale na Zachodzie bywają sytuacje, w których mamy do czynienia ze zbrodnią wykorzystania seksualnego dziecka przez grupę księży, więc jest lęk przed grupą przestępczą. To wszystko sprawia, że o swojej krzywdzie mówią tylko osoby silne, dzielne, a robią to dopiero wtedy, kiedy poczują się już bezpiecznie.

Do tego dochodzi pewnie lęk przed ostracyzmem społecznym, szczególnie silny w małych społecznościach…

Reklama

Część duchownych buduje strategię komunikacji wskazującą, że wszystko, co ich dotyka, jest atakiem na wiarę, na Boga, na Kościół. Ten rodzaj myślenia, który jest propagowany – a tak naprawdę jest obroną przed lękiem – często wiąże się z ostracyzmem wobec kogoś, kto chce pokazać jakąś nieprawidłowość w systemie. Szczególnie dzieje się to w małych społecznościach – sąsiedzi wytykają ofiarę palcami, nazywając wrogiem Kościoła. To przerażające zjawisko i warto o tym mówić, żeby wychodzić z tego mechanizmu, uświadamiając sobie, jaka jest głębsza istota tego ostracyzmu. A za tym wytykaniem palcami kryje się ogromny lęk. A przecież chrześcijaństwo nie jest o lęku – jest o przezwyciężaniu lęku! W Biblii mamy 365 razy powiedziane „nie lękaj się”.

Co może być czynnikiem, który sprawi, że ofiara zacznie walczyć o sprawiedliwość względem siebie?

Na pewno fakt, że mówi się o tym zjawisku – przecież 10 lat temu to był temat tabu, dziś mówi się o tym więcej. Po filmach Sekielskich miałem bardzo dużo pracy, bo mówienie o wykorzystaniu seksualnym powoduje, że osoby skrzywdzone ośmielają się ujawniać te traumę, co – jeśli dokonuje się w bezpiecznych warunkach – przynosi katharsis, ulgę, że w końcu mogą komuś o tym powiedzieć.

Czy są jakieś cechy charakterystyczne osobowości ofiar?

Nie powinniśmy używać słowa „ofiara”, bo ono nie pomaga. Ja mówię „osoby zranione”, ponieważ słowo „ofiara” obsadza tę osobę w konkretnej pozycji. W procesie terapeutycznym chcemy, żeby osoba skrzywdzona skonfrontowała się z tym doświadczeniem i pomyślała o sobie jako o ofierze, celu agresji seksualnej, ale robimy to po to, żeby mogła wyjść z tej pozycji.

Wykorzystanie seksualne dziecka zawsze jest dewastacją psychiki, czymś, co rujnuje psychikę na długie lata i zostawia ślad na całe życie

Czy zatem osoby zranione mają jakieś cechy wspólne? Czy zbrodnia wykorzystania na każdego wpływa inaczej?

Trudno o generalizację, każdy przypadek jest inny a trauma może mieć różny zakres. Każdy z nas ma inną konstrukcję psychiczną i inaczej reaguje na zdarzenia, nie tylko na krzywdę seksualną. Dla jednej osoby trauma – i nie mówię tylko o traumie wykorzystywania – może być tak obrobiona przez psychikę, że ta sobie dobrze radzi. Zdarza się, że osoby pochodzące z rodzin bardzo zaburzonych są emocjonalnie dojrzałe i świetnie funkcjonują. A inni, doświadczeni – wydawałoby się – prostą traumą (do których nie zalicza się oczywiście wykorzystanie!), mając słabszą konstrukcję psychiczną, będą mieli duże trudności. Ale wykorzystanie seksualne dziecka zawsze jest dewastacją psychiki, czymś, co rujnuje psychikę na długie lata i zostawia ślad na całe życie. Oczywiście dzięki terapii taka osoba może to zranienie jakoś w sobie opracować, nauczyć się z tym żyć, ale nie jest tak, że to nie pozostawia śladu. A czasem zranienie jest na tyle głębokie, że wpływa na całe życie – znam z praktyki wiele osób, które nie są w stanie zbudować relacji z drugą osobą, założyć rodziny, choć bardzo tego pragną.

Często bywa tak, że przychodzi do mnie ktoś po czterdziestce, mówi o traumie i o swoim nieudanym życiu. Ten wiek to czas pewnego bilansu życia – patrzmy w tył, zastanawiamy się, co nam się udało a co nie. I taka osoba widzi, że nie ułożyła sobie życia i cierpi z tego powodu ogromnie. A nawet, jeśli ktoś zbuduje rodzinę, to często przeżywa bardzo poważne trudności w relacjach. Trudno o generalizację, bo każdy przypadek jest inny, ale może chodzić na przykład o niemożność przeżywania przyjemności seksualnej, problem z otwarciem się na drugiego człowieka, zaufania, wejścia w zależność emocjonalną. Boją się, bo jako dzieci zaufali i zostali zranieni.

Zdarza się, że osoby skrzywdzone dużo myślą o sprawach seksualnych, odbierają to jako obsesję seksualną – zwłaszcza, jeśli ta seksualność nie jest realizowana, osoba nie jest w związku. Bywa, że mają problem z tożsamością – kim jestem, co mam w życiu robić, są emocjonalnie chwiejne. Czasem pojawia się autoagresja, nienawiść wobec siebie, zaburzenia depresyjne, myśli samobójcze – duże spektrum konsekwencji, które wymagają pomocy terapeutycznej czy psychiatrycznej. Trauma wykorzystania wiąże się z dewastacją psychiki, dlatego mówimy, że to jest zbrodnia. Jeśli ktoś próbuje bagatelizować to wydarzenie, to sam się do tej zbrodni przyczynia. Co ważne – wszystko, o czym mówię, tyczy się osób skrzywdzonych seksualnie niezależnie od  tego, czy sprawcą jest osoba duchowna, czy ktoś z otoczenia, nauczyciel, krewny.

Zmierzenie się z traumą jest ważne, żeby jej dalej nie przekazywać.

A czy zdarza się tak, że ktoś ma świadomość, że jest ofiarą wykorzystania, ale nie widzi potrzeby skorzystania z pomocy? Czy warto wtedy mimo wszystko skonsultować się ze specjalistą, czy zaufać swoim odczuciom?

Bywa, że osoba, która doświadczyła traumy, żyje w zaprzeczeniu i nie umie się skonfrontować z krzywdą, broni się przed doświadczeniem trudnych emocji. Ale to zaprzeczenie jest zniekształceniem rzeczywistości, lepiej się skonfrontować z tym doświadczeniem, żeby wyjść z pozycji bycia ofiarą i zacząć żyć. Bo jeśli ktoś zaprzecza swojej krzywdzie, to nie leczy tej rany. A skonfrontować się z tym doświadczeniem trzeba z jednego względu. Richard Rohr, franciszkanin, jest autorem stwierdzenia, że cierpienie, które nie podlega transformacji, ulega transmisji. I to dotyczy każdego bolesnego wydarzenia, nie tylko wykorzystania seksualnego: jeśli nie zmierzymy się ze swoimi trudnymi doświadczeniami, to będziemy je przenosić – być może nieświadomie – dalej, na przykład następnym pokoleniom czy komuś w otoczeniu. W przypadku wykorzystania to zjawisko w najgorszym wydaniu polega na tym, że ofiara wykorzystania może sama stać się sprawcą wykorzystania. W środowisku duchowieństwa ma to czasem taki wymiar, że osoba, która została wykorzystana przez księdza, po latach, na skutek psychologicznego mechanizmu identyfikacji z agresorem, sama zostaje księdzem i jako kapłan wykorzystuje inne osoby. Tak samo dzieje się z klerykami –  znamy przypadek abp. Paetza, który wykorzystywał kleryków, ale sam wcześniej był ofiarą wykorzystania w seminarium duchowym. Zmierzenie się z traumą jest ważne, żeby jej dalej nie przekazywać.

W Krakowie w lutym rozpoczyna swoje działanie grupa wsparcia dla osób skrzywdzonych seksualnie – na czym będzie polegało jej działanie?

Ściślej mówiąc to będą dwie grupy – osobna dla kobiet i dla mężczyzn, ze względu na różną seksualność. Grupa kobieca jest częściowo ukonstytuowana, choć są jeszcze miejsca, ale w grupie męskiej jest mało chętnych – mężczyźni się nie zgłaszają.

Z czego to wynika?

Ja myślę, że przyczyn jest kilka – z tego, że mężczyznom jest trudniej mówić o swoich przeżyciach, mają inny sposób przeżywania seksualności A w przypadku wykorzystania chłopca przez kapłana mężczyzna jest agresorem wobec innego mężczyzny, co wiąże się z dużym upokorzeniem.

Jak będzie funkcjonowała ta grupa?

To będzie grupa wsparcia, a nie grupa terapeutyczna – wymiar godzin i setting, czyli warunki pracy nie spełniają warunków grupy terapeutycznej. W planie jest 10 spotkań – raz w miesiącu przez 3 godziny, spotkania w obecności terapeuty – lub terapeutki w przypadku grupy kobiecej. Uczestnicy będą mieli możliwość wypowiedzenia swojego bólu, cierpienia, jak i podzielenia się tym, jak sobie radzą z tą traumą i doświadczenia, że nie są sami z tym strasznym przeżyciem. Przystąpienie do grupy będzie się wiązało z jedną lub dwiema konsultacjami z osobą prowadzącą grupę, w moim przypadku będą to też konsultacje psychiatryczne, bo osoba, która doświadczyła krzywdy seksualnej może się borykać z depresją, zaburzeniami snu czy innymi problemami, które mogą wymagać wsparcia farmakologicznego, aby poprawić jakość życia tej osoby. Oprócz tego mamy w programie zapewnioną pomoc prawną – jeśli okaże się, że jakiś przypadek nie został zgłoszony, to będziemy mogli to skonsultować, osoba zraniona będzie mogła się poradzić, co może zrobić. Budżet projektu przewiduje też superwizję dla prowadzących, czyli relacja terapeutów z uczestnikami będzie nadzorowana przez doświadczonego, certyfikowanego psychoterapeutę – seksuologa, co zapewnia bezpieczeństwo uczestnikom.

Projekt powstał z inicjatywy Fundacji Towarzyszenia Rodzinie, udział w nim jest bezpłatny dla uczestnika a projekt jest otwarty dla osób z całego kraju. Jest finansowany z ramach grantu Fundacji Świętego Józefa. W naszym działaniu ważne jest, że osoba zraniona przez duchownego nie będzie miała kontaktu z księdzem, w projekt zaangażowani są wyłącznie świeccy. Bo choć w diecezjach powołani są delegaci do spraw ochrony, to są najczęściej księża – jeśli ofiara skrzywdzenia ze strony duchownego ma się zgłosić do księdza, który kojarzy się ze sprawcą, to nie jest to dla niej najlepsze rozwiązanie. Natomiast u nas osoba zraniona trafia do świeckich którzy są profesjonalistami, psychoterapeutami.

Grupa wsparcia nie zastąpi terapii. Konsultacje wstępne są po to, aby można było z osobą zranioną zastanowić się, jaka forma pomocy byłaby dla niej najlepsza.

Czy spotkania w grupie mają większą wartość niż terapia indywidualna?

Sam program traktujemy jako punkt wyjścia do terapii albo przeciwnie – coś uzupełniającego. Grupa wsparcia nie zastąpi terapii! Konsultacje wstępne są po to, aby można było z osobą zranioną zastanowić się, jaka forma pomocy byłaby dla niej najlepsza. Bo zakładamy, że do tej grupy wsparcia będą się zgłaszały osoby na różnych etapach, niektórzy przeszli już terapię i starają się jakoś funkcjonować, a bywa, że trafiają osoby całkiem na początku drogi uzdrowienia. Sam model grupy będzie korygowany – jeśli okaże się, że 10 spotkań nie wystarcza, to będziemy aplikować o nowy grant i modyfikować projekt. W zależności od tego, jakie będą potrzeby osób zranionych, będziemy dostosowywać oferowaną im pomoc. Ale od czegoś trzeba zacząć. Chcemy zauważyć człowieka – nie samą ranę, ale całego człowieka z jego potrzebami.

Co trzeba zrobić, żeby dołączyć do grupy?

Najlepiej wejść na stronę kuuzdrowieniu.pl, na której znajdują się dane kontaktowe i formularz zgłoszeniowy.


Krzysztof Krajewski-Siuda – lekarz, specjalista psychiatra, psychoterapeuta, profesor nadzwyczajny w Katedrze Psychologii Instytutu Nauk o Rodzinie Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie. Pracuje jako lekarz w ambulatorium Oddziału Klinicznego Psychiatrii Dorosłych, Dzieci i Młodzieży Szpitala Uniwersyteckiego Collegium Medicum UJ w Krakowie.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę