Nasze projekty
Reklama
fot. Archiwum s. Avili Grycman

“Takiego scenariusza na życie bym sama nie wymyśliła”. S. Avila Grycman o misjach w Japonii

10 tys. kilometrów od Polski, w Japonii, siostra Avila (Teresa Grycman) pracowała jako misjonarka 33 lata. Większość tego czasu poświęciła pracy z dziećmi, prowadząc przedszkola. W wywiadzie dla Stacji7 opowiada o tym niesamowitym doświadczeniu i o tym, jak Pan Bóg spełnia marzenia.

Jak długo była siostra na misjach?

33 lata. Miałam niespełna 30, kiedy wyjechałam do Kraju Kwitnącej Wiśni i Wschodzącego Słońca, jak pięknie się mówi o Japonii. Był to rok 1985. Wyjechałyśmy z dwoma współsiostrami 4 grudnia – jest to dzień wspomnienia św. Barbary, patronki górników, a ja jestem córką górnika, więc był to dla mnie piękny dzień.

Dobrze siostra pamięta ten moment?

Reklama

Tak, tego nie da się zapomnieć. Leciałyśmy Aeroflotem, były to czasy komuny w Polsce. Czasy trudne już pod względem przygotowania się do wyjazdu. Trudno było zdobyć chociażby trochę informacji o Japonii, zebrać wszystkie potrzebne dokumenty, długo też czekałyśmy na wizy. 

Miałyśmy kilkugodzinną przerwę na przesiadkę w Moskwie, skąd bezpośrednio doleciałyśmy do Narity – jest to największe lotnisko ok. 65 km od centrum Tokio. Był to grudzień, czasy kiedy w Polsce o tej porze było bardzo dużo śniegu, tam natomiast pięknie świeciło słoneczko, było bardzo zielono. Kiedy dolatywałyśmy powiedziałam do sióstr, że bardzo chciałabym zobaczyć pola ryżowe. Rzeczywiście było widać miejsca do uprawy ryżu, choć było to już po żniwach. “Siostry, uszczypnijcie mnie, ja naprawdę jestem w Japonii!” powiedziałam wtedy. Trzeba naprawdę wziąć pod uwagę, że lot do Japonii w tamtych czasach był nie lada wyzwaniem. Łącznie, z przesiadką, zajął nam 18 godzin. Dziś do Tokio leci się bezpośrednio z Warszawy 11 godzin.

CZYTAJ: Ks. Maciej Będziński: Najpierw musisz pokochać swoją wspólnotę, parafię, żeby tą miłością dzielić się aż po krańce świata

Reklama

Jak to się stało, że siostra trafiła właśnie do Japonii? Mogła to siostra zasugerować przełożonej?

Nie do końca. Nasze zgromadzenie zostało założone na terenie dzisiejszej Ukrainy, w Rodatyczach, w obwodzie lwowskim, a we Lwowie był nasz dom główny. Kiedy jeszcze nie było wojny, bardzo często się tam wybierałyśmy, mamy misję na Ukrainie. 

Japonia wyłoniła się w dość ciekawej sytuacji. Nasza Matka przełożona miała brata salezjanina, który powiedział, że potrzebują sióstr do współpracy w Japonii. Wszyscy się zastanawiali, jak to ma wyglądać, przecież to bardzo daleko, nie znamy języka. Ale ksiądz powiedział, że zaopiekują się nami. I tak w roku 1976 pierwsze siostry z naszego zgromadzenia stanęły na ziemi japońskiej. Jedna z tych sióstr do dziś tam pracuje – za 3 lata będziemy świętować więc 50-lecie jej pracy na misjach!

Reklama

Warto tu też podkreślić, że nasze zgromadzenie to jedyne polskie zgromadzenie żeńskie, które pracuje w Japonii – Zgromadzenie Sióstr Opatrzności Bożej.

fot. Archiwum s. Avili Grycman

Słyszałam, że dużo czasu poświęciła siostra na misjach pracy z dziećmi. 

Zgadza się. Z wykształcenia jestem nauczycielką przedszkola i rzeczywiście z dziećmi pracowałam najwięcej. Były też momenty pracy z młodzieżą, a pod koniec misji byłam też posyłana do osób starszych. Natomiast większość tych 30 lat stanowiła rzeczywiście praca z dziećmi w przedszkolach katolickich.

Na początku kilka lat uczyłyśmy się języka japońskiego. Było to wyzwanie, bo nie było – tak jak dziś – internetu, komputerów, telefonów. Materiałów do nauki w Polsce też było niewiele. A język japoński jest jednym z najtrudniejszych języków świata. Nie jest niemożliwy do nauczenia się, bo da się go nauczyć, tak jak każdego. Ale jest to język, który ma dwa alfabety, hiragana i katakana, ale też dużo znaków czyli kanji. Trudne jest budowanie zdań, gramatyka, ale zadziwiająco łatwa jest dla nas, Polaków, wymowa języka japońskiego. Jest to bardzo przyjemny język do mówienia, bardzo go lubię, choć nie ukrywam, że do nauki naprawdę trudny.

Po jej zakończeniu praktycznie od razu zostałam posłana na misję 650 km na południowy-zachód od Tokio, do miejscowości Aboshi, niedaleko miasta Himeji – jest w tym mieście piękny zamek. Z Aboshi mieliśmy właściwie bliżej do Hiroszimy niż do Tokio. Nawet nie wiedziałam, gdy usłyszałam tę nazwę, gdzie to właściwie jest. Było to miasteczko w diecezji Osaka. 

Kiedy przyjechałam do mojej pierwszej placówki misyjnej, od razu rzucono mnie na głęboką wodę. Dyrektor przedszkola zapytał mnie, jaką grupę dzieci najchętniej chciałabym wziąć pod opiekę. Nie wiedziałam, co powiedzieć, bałam się, bo ja tak krótko – jak na poziom trudności języka – uczyłam się japońskiego. Dyrektor powiedział, że 4-latki najbardziej będą dla mnie pomocne na początek i dość łatwe w opiekowaniu się nimi. Rok później dyrektorką przedszkola została siostra z naszego zgromadzenia.

ZOBACZ: Abp Ryś: Kościół jest dla misji, a nie dla siebie

Jak wspomina siostra ten czas?

Przepiękne doświadczenie. Dla mnie właściwie było to spełnienie moich wszelkich marzeń. Później zostałam dyrektorką przedszkola w oddalonej od Aboshi o 20 km miejscowości Aioi. Bardzo dobrze czułam się wśród dzieci – do tej pory tak jest. Dzieci mnie wszystkiego uczyły, poprawiały mnie. Każde spotkanie z nimi było pełne ciepła. One też czuły się kochane.

Warto też przypomnieć, że były to dzieci różnych wyznań, głównie był to buddyzm i szintoizm, które znacznie różnią się od religii chrześcijańskiej. Dzieci natomiast doskonale wyczuwały sercem, co jest dobre, co złe i mimo tych różnic religijnych bardzo dobrze się nam tam pracowało. W pierwszym przedszkolu, w którym pracowałam, było 320 dzieci.

To ciekawe, że do katolickiego przedszkola tak chętnie przychodzili rodzice zupełnie innych wyznań.

Kiedy zaczynał się rok szkolny, bywało, że rodzice stali w kolejce do przedszkola 2-3 godziny, by móc do nas zapisać swoje dziecko. I to nie tak, że nie ma tam innych placówek. Wybór przedszkoli jest ogromny. Ale oni przychodzili do nas mówiąc “wiemy, że tutaj dzieci nauczą się dużo dobrych rzeczy i że nie będziemy mieli z nimi kłopotu, gdy skończą przedszkole, będą świetnie radzić sobie w życiu”. Podkreślali nie raz, że dla nich chrześcijaństwo jest religią naprawdę wiarygodną.

Wielu z nas mogłoby się zdziwić taką otwartością.

I dla nas była to dodatkowa mobilizacja do pracy. Pamiętam, że bywały lata, kiedy sama prowadziłam 38-osobową grupę przedszkolaków. Ja w ogóle nie czułam trudu! Rodzice byli wspaniali, a dzieci jeszcze bardziej kochające i uśmiechnięte.

fot. Archiwum s. Avili Grycman

Kiedy słucham, z jak ogromną radością siostra wspomina ten czas misji, mam wrażenie, że miała siostra doświadczenia bycia w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu.

Właściwie można powiedzieć, że było to spełnienie moich marzeń. Mając zaledwie 8, może 9 lat, postanowiłam, że będę nauczycielką przedszkola. W dodatku bardzo chciałam wyjechać do Japonii, po tym, jak usłyszałam w szkole historie o Hiroszimie i Nagasaki – miałam ogromne pragnienie zobaczyć te miejsca, pomodlić się tam. Wtedy było to w ogóle nie do wyobrażenia, żeby było to możliwe. A trzecim moim marzeniem było zostać siostrą zakonną. Nawet nie wiem, czy to były marzenia, może te pragnienia były już znakiem od Pana Boga. Wobec tego doświadczenia, że On mnie prowadził, żadne trudności nie były zbyt duże, by je znieść.

ZOBACZ:Cud uzdrowienia nastoletniej Rose i siła modlitwy różańcowej. Niezwykła opowieść z misji

A co było dla siostry najtrudniejsze?

Zetknęłam się z kulturą, która była niesamowicie różna od naszej. Nie byłabym sobie w stanie wyobrazić, że może istnieć kraj tak zupełnie inny niż nasz. Zupełnie inni ludzie, było ich bardzo dużo – Tokio liczyło wtedy 12 mln mieszkańców – wszyscy bardzo do siebie podobni, trudny język, problemy w korzystaniu z komunikacji miejskiej. Także Japończycy nie byli chętni do takiej otwartej komunikacji w innym języku niż swój własny, raczej są narodem perfekcyjnym, boją się pomyłki. Ja czułam, że skoro Pan Bóg mnie tutaj posłał, to nie muszę się bać o to, że powiem coś niepoprawnie, kiedyś w końcu się nauczę. Im więcej się mówi, tym szybciej można załapać nawet trudny język.

Jakie wydarzenia z pracy w przedszkolu zapamięta siostra na długo?

Chociażby to, jak dzieci pięknie się modliły i śpiewały. Moim zdaniem najpiękniej brzmiały ich śpiewy oczywiście po polsku – choć uczyłyśmy je tekstów w różnych językach. Mimo tej różnicy kultur i wyznań udawało nam się robić wspólnie wspaniałe rzeczy. Dziś, gdy jestem w Polsce już od 3 lat, wciąż dostaję od moich wychowanków listy. Niektórzy z moich pierwszych podopiecznych zostali rodzicami i nawet zdążyli przyprowadzić swoje dzieci do przedszkola, w którym jeszcze pracowałam pod koniec misji. Wszystkie te dzieci widziałam jako dzieci Boże – bo jesteśmy przecież dziećmi jednego Boga, choć, jak ja to mówię, prowadzą nas do Niego różne drogi. 

Jedna rzecz była trochę nie do przeskoczenia. Japończycy nie uznają monoteizmu, oni uważają, że jest wielu bogów. Natomiast dzieci w jakiś sposób sercem rozumiały, że jest jeden Bóg, który stworzył wszystkich ludzi i cały świat i że trzeba postępować tak, jak On nam nakazuje, trzeba czynić dobro. Stąd też starałam się, by dzieci zapamiętały dobrze te słowa “Zło dobrem zwyciężaj”. Po japońsku te trzy słowa to długie i trudne zdanie: “Aku ni makieru koto naku dzen o motte aku ni kacinasai”. Ale dzieci potrafiły je zapamiętać.

fot. Archiwum s. Avili Grycman

A o czym my powinniśmy pamiętać? Pytam siostrę o to w kontekście zbliżającej się kolejnej niedzieli misyjnej. 

Jest taka rzecz, którą chciałabym się podzielić. Ja uświadamiam sobie, że wiara, którą otrzymaliśmy od Pana Boga jest darem i łaską. Pierwsza grupa sióstr, która wyjeżdżała na misje w Japonii, spotkała się przed wyjazdem z kard. Wyszyńskim. On powiedział im wtedy: “Kochane siostry. Jedziecie w daleki świat. Jedziecie do pogan. Macie im przekazać wiarę, ale pamiętajcie, żeby własnej wiary nie stracić”. Te słowa często do mnie wracają. Kiedy tracę wiarę, tracę wszystko. Tę wiarę trzeba pielęgnować, to wielki dar i skarb.

Druga sprawa – w życiu naprawdę każdego człowieka, czy to kapłana, czy siostry zakonnej, potrzebna jest autentyczność i przykład życia. Nasza wiara ma się objawiać czynem. Nie może być tutaj żadnego rozdźwięku. 

Do tego – cierpliwość, której uczyłam się od Japończyków. Ja jestem dosyć żywiołowa, więc trochę udało mi się tej cierpliwości od niej zaczerpnąć. I jeszcze przebaczenie. Nie warto się dąsać. Tego też nauczyłam się na misjach, ale tak naprawdę – najpierw wyniosłam to wszystko z mojego rodzinnego domu. 

Moi rodzice pobrali się bardzo młodo. Swoim prostym życiem pokazywali nam, jak być prawdziwym, cierpliwym, kochającym. Nigdy nie musiałam czekać, żeby cokolwiek mi wybaczyli. I to, czego doświadczyłam w mojej rodzinie, owocowało potem na misjach.

ZOBACZ: Bentiu – wyspa pośród lądu. List z misji

Wspomnienia o Japonii są wciąż żywe. Uda się siostrze wrócić jeszcze do Japonii?

Gdy wróciłam do Polski, martwiłam się, że szybko zapomnę języka, skoro nie będę go na co dzień używać. Ale tego nie da się zapomnieć. Modlę się po japońsku, czytam Pismo Święte po japońsku. Miałam marzenie, by jakąś grupę z Japonii zaprosić tutaj do Polski. Raz się udało, ale niestety późniejsze plany, by odwiedziły nas kolejne osoby, przerwała epidemia. Natomiast teraz mam trochę inne zadania, zostałam referentką misyjną, zajmujemy się misjami w Japonii, ale także w Kamerunie, gdzie mamy obecnie bardzo dużo powołań.

fot. Archiwum s. Avili Grycman

Siostro, na koniec bardzo chcę zapytać o siostry imiona – chrzcielne Teresa i zakonne Avila. To chyba nie przypadek? Widzi siostra obecność św. Teresy z Avila w swojej historii powołania?

Tak, nie jest to przypadek. W naszym zgromadzeniu otrzymuje się nowe imię na obłóczynach. Zawsze chodziło mi po głowie imię Patrycja, ale Matka Przełożona powiedziała, że nie i że będę mieć na imię Avila. Pomyślałam sobie “Avila? Przecież to nie imię, tylko miasto w Hiszpanii!”. Dopiero później skojarzyłam to ze św. Teresą z Avili. 

Czy w siostry zgromadzeniu imiona zakonne mogą się powtarzać? Avila brzmi niezwykle wyjątkowo.

Jest rzeczywiście taka tradycja, że wśród żyjących sióstr imiona nie powtarzają się. Gdy siostra o danym imieniu umiera – wtedy jej imię znów można nadać kolejnej z nas. I nie spotkałam się z tym, żeby w jakimś innym polskim zgromadzeniu zakonnym, gdzie nadaje się imiona, była jakaś siostra Avila.

Moje imię z chrztu to właśnie Teresa. Kiedyś wspomnienie Małej Tereski, św. Teresy z Lisieux, obchodzone było 3 października. Ja urodziłam się 4 października i dostałam imię Teresa – choć prawdę mówiąc tata nalegał, by w dokumenty wpisać 5 października.

Właściwie mogę więc powiedzieć, że obie święte Teresy są mi w jakiś sposób bliskie. Przedszkole w miasteczku Aioi, gdzie także pracowałam, jest to przedszkole właśnie pod wezwaniem właśnie św. Teresy od Dzieciątka Jezus! Ktoś mógłby powiedzieć, że to niezwykły zbieg okoliczności. Ale to, jak potoczyło się moje życie, nie miało żadnych znamion przypadkowości. Jestem pewna, że Bóg mnie tak poprowadził, ja bym nigdy w życiu takiego scenariusza nawet nie wymyśliła!

Św. Teresa z Avila z kolei zanotowała też takie słowa: “Kto ma w Jezusie przyjaciela i przewodnika – może znieść wszystko”. I to jest coś, czego ja osobiście doświadczam. Czego mam się bać, jeśli Jezus jest przy mnie? Jezus sam przychodzi z pomocą i jeśli idziemy Jego drogą, nie powinniśmy się lękać, bo jesteśmy bezpieczni. Otrzymujemy od Jezusa ogrom dobra i mamy w Nim wzór do naśladowania. To On nam pokazał, jak żyć, jak kochać, jak przebaczać. A miłość domaga się miłości – mamy kochać Jego i przez Niego także innych.


Światowy Dzień Misyjny (Niedziela Misyjna) został ustanowiony 14 kwietnia 1926 r. przez papieża Piusa XI i każdego roku we wszystkich diecezjach i parafiach na świecie jest obchodzony w przedostatnią niedzielę października. Dzień ten jest również świętem patronalnym Papieskich Dzieł Misyjnych, a szczególnie Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary. W Polsce Światowy Dzień Misyjny, zwany również Niedzielą Misyjną, przedłuża się na cały tydzień.

CZYTAJ WIĘCEJ>>>


Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę