ROZMOWY

Nie ma rodziny bez Boga

Szatan musi mieć swoich katechetów, świadków, żeby ludzie mówili: Nie wierzą, a są dobrzy. Nie wierzą, a lepiej im wychodzi życie. Nie wierzą, a są zdrowi… To jest katecheza szatana dla świata. Odejdziecie od Boga, będziecie szczęśliwi - tylko proszę zobaczyć, czy w całej rozciągłości życia ateiści są szczęśliwi?

Augustyn Pelanowski OSPPE
Augustyn
Pelanowski OSPPE
zobacz artykuly tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

O tym, że nie da się tworzyć rodziny w oderwaniu od życia religijnego, że życie z Bogiem jest łatwiejsze z o. Augustynem Pelanowskim, paulinem, rozmawia Judyta Syrek

 

Ojcze, zacznijmy od ideału…

Nie ma ideału…

 

Jeden znalazłam, w ostatniej książce, którą Ojciec napisał o św. Józefie*. Choć jego rola, jako opiekuna Jezusa, nie jest za bardzo wymowna: niczego nie uczy, nic nie mówi, tylko po prostu jest.

To nie było do końca tak, że Józef niczego nie uczył Jezusa. Musiał Go czegoś uczyć. W sensie społecznym człowiek musi mieć drugiego, musi mieć odniesienie do „Ty”, żeby tworzyć społeczeństwo, żeby się rozwijać. Syn Boży, by stać się człowiekiem, przez fakt wcielenia, musiał się czegoś uczyć. Musiał mieć rodzinę, bo taka jest zresztą misja Boga w świecie ludzkim – tworzyć rodzinę. Jezus uczył się więc być człowiekiem w rodzinie. Od kogo? Od ludzi i to nie byle jakich.

Sposób bycia Jezusa, który widzimy już w życiu dorosłym, jest nie tylko czuły i delikatny jak u Matki Bożej, ale też męski i zdecydowany – tego Jezus uczył się na pewno od Józefa. Natomiast obecność jest tutaj bardzo istotna, bo sięga aż do wartości, którą objawia sam Bóg. My nie przeżywamy Boga jako nieobecność lecz jako obecność i to najczęściej milczącą. Bóg jest, nawet kiedy milczy. Można więc powiedzieć, że w przypadku Józefa, role się odwróciły. Człowiek stał się obecny w życiu Syna Bożego, milcząc.

 

Kadr z filmu “Narodzenie”

 

Mężczyzna milczący to, mówiąc kolokwialnie, taka ciapa.

Wydaje się, że ciapa. Ale na przykład, kiedy przypominam sobie swojego ojca, to widzę, że o wiele mocniej przemawiało do mnie jego spojrzenie i powściągliwość, niż słowa. Jego ruch był dla mnie mową. A sam fakt jego obecności w domu dawał mi poczucie bezpieczeństwa, nawet jeżeli nie rozmawialiśmy ze sobą. Obecność, nawet milcząca, jest bardzo wymowna.

 

Jakim ojcem był więc Józef? Delikatnym? Zdecydowanym?

I delikatnym, i zdecydowanym. Proszę pomyśleć, że w tamtych czasach, drogi, które prowadziły do Betlejem i Judei, były bardzo niebezpieczne. O czym mówi na przykład choćby opowieść o Miłosiernym Samarytaninie, który wyszedł za mury Jerozolimy i od razu napadli go zbóje. Józef szedł ze swoją Małżonką, która była w ciąży i nikt go nie napadł. Myślę, że musiał mieć bardzo męską posturę. Był mężczyzną w pełnym tego słowa znaczeniu, nie był ciapą. Wystarczyło, że spojrzał i droga była bezpieczna. Ciekawi mnie, dlaczego odmawiano mu miejsca w gospodzie – o czym pisze św. Mateusz – czy dlatego, że małżonka była w ciąży, czy dlatego, że wyglądał dość niebezpiecznie? (śmiech) Proszę pamiętać, że Józef jest człowiekiem, który pracuje w kamieniach, przy drewnie. Fizycznie musiał być bardzo silny.

 

Czyli był raczej twardy jako ojciec.

To zależy co rozumiemy przez słowo twardość. Można być twardym i delikatnym. Na pewno Józef nie był kimś, kto tłumił Jezusa i Maryję swoją osobowością, jakimś autorytatywnym zachowaniem czy nadmiernym kontrolowaniem rodziny. Widzimy, że Maryja bardzo spokojnie się zachowuje przy nim. Józef uchodzi za człowieka sprawiedliwego – był cadykiem. Dla nas to pojęcie nieznane, hebrajski rdzeń tego wyrażenia, oznacza człowieka, który patrzy w jedną stronę, jest na strażnicy, wypatruje na horyzoncie ścieżek i nie rozgląda się na boki, nie rozprasza się. Cadyk domyśla się, czego Bóg pragnie od niego. I tą domyślność serca widać u Józefa, szczególnie wtedy, gdy nie rozmawia z Maryją o ciąży, tylko myśli, co zrobić, żeby tę Kobietę obronić. Maryja też się nie usprawiedliwia a to znaczy, że się nie boi.

I proszę zwrócić uwagę, że Józef był bardzo delikatny, nie wydaje szybko wyroku. Jest człowiekiem opanowanym. A jeśli jest opanowany w gniewie to znaczy, że jest też opanowany w pożądliwości, bo to dwa końce tego samego kija. Nie jest na pewno damskim bokserem – przepraszam za to wyrażenie. Jest człowiekiem, przed którym można milczeć.

 

Nie był damskim bokserem – ciekawe, nawet mi to przez myśl nigdy nie przeszło, że mógłby być. Jakie jeszcze miał cechy?

Przede wszystkim, to co rzuca się w oczy, i tak go sobie rekonstruuje w wyobraźni, Józef jest człowiekiem, który nie mówi nic złego o innych. Nie jest też stary – jak wyobraża to sobie Kościół wschodni. Miał około 20 lat, na pewno był przed 30-tką.

 

Kadr z filmu “Narodzenie”

 

Pochodził z dobrej rodziny. Miał dobre wzorce?

Tak można myśleć. Bo w tamtym czasie stolarze, budowniczowie byli ludźmi bardzo światłymi, oczytanymi, musieli znać prawa geometrii, żeby budować domy. Józef musiał znać też dobrze Pismo, bo doskonale tłumaczył sobie Biblię bez kontaktu z rabinem. Nie chodził pytać rabina, jak ma rozwiązać problem, sam rozstrzygał. Jest człowiekiem na tamte czasy dobrze wykształconym. Pochodzi z dobrego rodu Dawidowego.

 

Jeżeli Pan Bóg potrzebował rodziny, bo zakładamy, że potrzebował?…

Tak, potrzebował żeby Jego Syn mógł stać się człowiekiem.

 

…to znaczy, że Józef i Maryja byli idealną rodziną. Od nich dzisiaj możemy się uczyć. Ale to ideał niedościgniony.

Powiedziałbym, że to ideał niewymuskany. To są ludzie, którzy żyli na co dzień z Bogiem nie dlatego, że byli doskonali i zasłużyli na to lecz odwrotnie. Dlatego, że Bóg był z nimi, oni byli doskonali. Józef bardzo się zmienił w relacji z Maryją i z Synem Bożym. Mimo, że był człowiekiem sprawiedliwym, to kiedy zrozumiał, że ma do czynienia z Matką Boga, nie miał opcji, żeby pozostać takim samym, jakim był dotychczas. Proszę mi powiedzieć, jak on miał nie stawać się doskonałym, jeżeli na co dzień przebywał w jego domu Syn Boga? Gdyby w Pani domu zamieszkał Syn Boży, to co by Pani robiła? Sprzątała nie tylko w soboty, ale non stop.

 

Rozumiem, że jeżeli dzisiaj chcemy stworzyć dobrą rodzinę i szukamy wzoru, to patrzenie na Maryję i Józefa jako ideały nie ma sensu? Co więc trzeba robić, żeby nasze rodziny były dobre?

Trzeba Boga postawić w centrum. Tutaj dotykamy istoty chrześcijaństwa: sprawy łaski i uczynków. Sięgnijmy do historii Abrahama. Dlaczego Bóg go wybrał? Dlatego, że był ideałem wśród ludzi? Nie. Abraham był koczownikiem, bałwochwalcą, wyparł się własnej żony bojąc się o własne życie, nie mówiąc już o tym, że miał dziecko z inną. Był człowiekiem grzesznym. Ale uwierzył, że jeśli pójdzie za Słowem, to Bóg go zmieni. Oczywiście historia Abrahama jest inną historią niż historia Świętej Rodziny. Ale to nie my się zmieniamy, to Bóg nas zmienia.

 

 

Czyli zanim zaczniemy coś budować, musimy pozwolić działać Bogu a nie robić wszystko o własnych siłach?

To po pierwsze. Po drugie konieczna jest jak najczęstsza obecność Pana. Maryja i Józef mieli tę obecność cielesną codziennie. Syn Boga był w ich domu – nie da się być grzesznym w takiej sytuacji.

 

Rozumiem do czego Ojciec zmierza, jeżeli chcemy mieć dobrą rodzinę, musimy jak najczęściej uczestniczyć we Mszy. Ale trudno sobie tak na co dzień pozwolić na chodzenie do kościoła.

Minimum sześć do siedmiu dni da się wytrzymać bez eucharystycznej obecności Boga, dłużej grozi grzechem. Bóg poprzez swoją historię mówi nam wyraźnie: Przyjmijcie mnie przynajmniej w niedzielę, raz na tydzień. Nie musicie się sami neurotycznie zmieniać, żeby satysfakcjonować Freuda. Ja Was zmienię. Łaska działa w ten sposób, że przyjmujemy moc Ducha świętego w Komunii świętej. I zachowujemy się jak Maryja. Święty Augustyn powie: Wszyscy jesteśmy Matkami Bożymi, bo przyjmujemy Ciało do ciała. Święty Paweł mówi w jednym z listów, że Bóg z góry przygotował dobre czyny, jeżeli mu tylko nie przeszkodzimy, to On będzie działał (Ef 2,10). Jeżeli nie będziemy gonić do przodu ze swoimi projektami, On wszystko w nas zmieni. Bylebyśmy tylko byli podatni. Bądź wola Twoja. Niech mi się stanie według słowa Twego. Oto cała tajemnica życia.

 

Ok, Ojcze, wiele rodzin odkrywa tę tajemnicę. Staramy się nią żyć, ale mimo tego dzisiaj idealna rodzina to rzadkość, to trudna sprawa.

A ja myślę, że sprawa nie jest taka trudna. Bo o wiele trudniej jest samemu siłować się z życiem i z losem. Łatwiej byłoby przyjąć Boga i powiedzieć: Oddaję ci kierownicę, kieruj. Ja się nie znam na tym samochodzie czyli na życiu.

 

No tak. Ale dzisiaj bardziej się wyklucza Boga z życia rodzinnego niż zaprasza.

Dlatego, że z Bogiem jest łatwiej żyć.

 

Łatwiej?…

Oczywiście, że łatwiej. Kto powiedział, że nie? Diabeł.

 

I słuchamy bardziej diabła niż Boga?

Katechizm nazywa to pożądliwością czyli spaczaniem pierwotnym. To znaczy, że mamy skłonność raczej uwierzyć złu niż dobru, zrobić coś złego niż dobrego. Jesteśmy tak przetrąceni po grzechu pierworodnym, że dryfujemy w lewą stronę. A Bóg nas bez przerwy korektuje. Przez św. Jana Chrzciciela powiedział: Prostujcie ścieżki Pana. Krążymy w kółko w swojej ludzkiej historii, nie możemy się zdecydować, czy chcemy żyć z Bogiem czy nie. Z Bogiem jest o wiele łatwiej. Nie mówię tak dlatego, że przeczytałem jakąś mądrą książkę, czy dlatego, że ktoś mi tak kazał, mówię o tym, bo codziennie rano, od lat, rzucam się na twarz przed Tą, do której przyszedł Syn Boży i mówię: Niech będzie dzisiaj wszystko tak, jak Ty chcesz. Sześćdziesiąt procent problemów odpada. Przyjmuję wszystko co się dzieje w ciągu dnia za Jej projekt. Czyli w sumie za projekt Boga.

 

Sporo się ostatnio mówiło a nawet dalej mówi o potrzebie zmiany modelu rodziny. To też podszepty diabła?

(Cisza). Wszyscy chcą dobrze, ale po swojemu. Duplikuje się w tej sytuacji grzech pierworodny. Diabeł mówi: Będziecie jak bogowie, możecie sami decydować o swoim życiu. Ale wystarczy spojrzeć na człowieka i już widzimy, że nie jesteśmy gotowi. Człowiek to dzieło, które się staje. My się tutaj dopiero rozwijamy. To, co widzimy w duszy i w ciele, nie jest gotowym produktem – przepraszam za przedmiotowe określenie – tym bardziej, że wiemy, że Bóg daje nam obietnicę w jeszcze innej postaci istnienia.

Nam się wydaje, że potrafimy stworzyć tutaj coś idealnego. Wiele razy słyszę od ludzi, którzy przychodzą do mnie, że będą mieli idealną rodzinę, że ich dzieci będą genialne, na pewno nie będą narkomanami alkoholikami. Przepraszam, to skąd się biorą tamci ludzie?

 

 

No właśnie? Skąd?

Z ideałów. Bo w życiu nie chodzi o to, żeby być idealnym, chodzi o to, żeby być poddanym Bogu. A Bóg z nas zrobi to, co najlepsze.

 

Czyli dobra rodzina nie może istnieć bez Boga? Nie da się wykreślić Boga z życia rodzinnego?

Absolutnie. Nawet przy najlepszych chęciach. Dobra rodzina bez Boga nie jest możliwa.

 

Ale mówi się o tym, że są dobre rodziny ateistyczne….

Tak. Szatan musi mieć swoich katechetów, świadków, żeby ludzie mówili: Nie wierzą, a są dobrzy. Nie wierzą, a lepiej im wychodzi życie. Nie wierzą, a są zdrowi…. To jest katecheza szatana dla świata. Odejdziecie od Boga, będziecie szczęśliwi – tylko proszę zobaczyć, czy w całej rozciągłości życia ateiści są szczęśliwi?… Zważywszy na los Freuda czy Nietzschego, ostatecznie koniec ich życia nie był taki szczęśliwy. Ostatni etap tego drugiego był dość śmierdzący, bo koprofagia to śmierdzące zajęcie. A Freud? Dostał raka języka. Proszę nie myśleć, że się z tego cieszę, albo że źle życzę tym, którzy odrzucają Boga. Nie. Ale bez Boga naprawdę życie się nie udaje.

 

Kiedy Ojciec widzi się z młodymi ludźmi, którzy chcą wziąć ślub, to co im Ojciec mówi na początek?

Spowiadam ich przede wszystkim.

 

I co Ojciec mówi w konfesjonale?

Żeby swoje życie zaczęli tak samo jak Józef i Maryja, od relacji, od poznania siebie, od próby wytrzymywania ze sobą, od milczenia, domyślania się. Mówię im, żeby zaczęli od budowania zaufania, dania sobie przestrzeni. Józef i Maryja nie byli cały czas ze sobą. Ona poszła na 3 miesiące do Elżbiety i Józef nie gonił za nią, nie zmuszał ją, żeby wróciła do domu, nie wysyłał szpiega, nie śledził jej. Tylko ufał.

 

 

Zaufanie to chyba nasz największy problem.

Tak, bo mamy w sobie wiele lęku. Brak zaufania wypływa z lęku. A żeby ten lęk uśmierzyć bardzo szybko wchodzi się w napięcie. Chcąc go rozładować wchodzimy w seks. Nie rozwija się głębszych uczuć, tylko sprowadza człowieka do ciała.  W takim układzie 5 lat to maksymalna gwarancja bycia razem. Potem przychodzi znużenie i trzeba się rozglądnąć za efektem świeżości, czyli za innym człowiekiem. Czasem ludzie zostają ze sobą i żyją obok. Tragedia. Najgorzej wtedy cierpią dzieci.

Brak zaufania w rodzinach i brak relacji pociągają za sobą rosnące wciąż zjawiska autoagresji, prób samobójczych, depresji. Oczywiście, kiedyś też to było obecne w rodzinach, ale dziwnie się teraz zbiegł wysiew tych spraw z możliwością rozwodów. Z promocją zdrad małżeńskich. Seks stał się wszechobecny, ale to nie znaczy, że tak ma być. Argument za wszechobecnością nie jest argumentem za prawdą. Jeżeli w miasteczku, mieszka 99 ludzi, którzy kradną, czy to znaczy, że ten setny też ma kraść? Nie, ten setny będzie tym bardziej cenny właśnie przez to, że nie kradnie.

 

Ale nie jest łatwo kogoś, kto nie ma dobrego punktu odniesienia, przekonać, że rodzina to jednak dobra rzeczywistość. Co Ojciec mówi tym, którzy mieli złe rodzinne doświadczenia? Co Ojciec im proponuje?

Pierwszą rzeczą, której nie robię na pewno, to nie wysyłam ich na terapię, bo nie zaczyna się budowy od pierwszego piętra, tylko od fundamentu. A fundamentem jest Jezus Chrystus. Czyli najpierw zapraszam do spowiedzi. Kiedy wyznajemy wszystkie winy, dusza jest czysta i dopiero wtedy możemy posłuchać Jezusa. A Bóg sobie lepiej poradzi z cierpiącym człowiekiem niż najlepszy terapeuta.

 

Ale spowiedź jest wymagająca. Ci, których Ojciec zapraszam, nie poznali Boga w rodzinie.

To nie jest tak, że pomocy potrzebują tylko ludzie z ateistycznych rodzin. Religijna rodzina też może być bardzo patologiczna, bo religia może służyć jako element kontroli drugiego człowieka, może być elementem manipulacji, wymuszania. Bardzo dużo ateistów pochodzi ze szkół katolickich.

 

Ok. Zgadzam się. Ale Ojciec też zgodzi się z tym, że człowiek przystępuje do spowiedzi a sakrament go nie przemienia.

Przemienia. Jeśli ktoś jest uczciwy to przemienia. A uczciwym można się stać przez praktykowanie. Nikt nie może sobie powiedzieć, że wykąpię się raz na całe życie i będzie czysty. Tak samo jest ze spowiedzią. Cały czas się brudzimy i cały czas wracam pod prysznic i nie można powiedzieć, że to jest bez sensu. Dokładnie tak samo jest ze spowiedzią. Nie możemy powiedzieć, że ciągłe powracanie do konfesjonału nie ma sensu.  Właśnie to ma sens. Jeszcze raz, jeszcze raz… jeżeli wiele razy chodzę do spowiedzi i niewiele się zmienia, ale mam wiarę, że się zmieni, to już jest duża zmiana. Moja wiara się zmienia. Spowiedź to nie jest zupka instant.

 

o. Augustyn Pelanowski OSPPE

 

Czyli pierwszy krok do zbudowania dobrej rodziny, to regularna spowiedź? A nie miłość, przynoszenie kwiatów?….

(śmiech). Znowu wrócę do Józefa. Trzeba tak jak on sięgać też do Biblii. Świetnie ją znał i radził sobie z zagrożeniami. My też powinniśmy zaczynać wszystko od Biblii. Czytamy w życiu bardzo wiele instrukcji, które nie zmieniają naszego życia, a Biblię odkładamy na bok. Kiedy kupujemy jakikolwiek mechanizm, czytamy instrukcję, jak go obsługiwać. A życie? Ono też potrzebuje instrukcji. Instrukcja jest w Biblii. Ktoś powie, ale to jest niezrozumiałe. Kiedy kupuję telefon i czytam instrukcję, to też nic z niej nie rozumiem. Dopiero jak ktoś mi pokaże różne funkcjonalności, zaczynam rozumieć. Żeby zrozumieć Biblię, trzeba wejść do Kościoła, tutaj też nam ktoś pokazuje, jak rozumieć instrukcję życia. Przynajmniej powinien nam pokazywać. Kapłan powinien wyjaśniać Biblię a nie mówić o sprawach polityki czy hodowania drzewek. Dokumenty Kościoła jasno określają rolę księży, w pierwszej kolejności jesteśmy głosicielami, musimy wyjaśniać co jest napisane w Piśmie. A dzięki temu dajemy sakrament Eucharystii.

Kiedy rozumiemy Pismo inaczej przyjmujemy Eucharystię. Dokumenty nazywają kapłanów debitores – debet w banku to jest dług, więc jesteśmy dłużnikami kościelnymi i poprzez homilię spłacamy dług Kościołowi, za to co otrzymujemy na tacy. Zaraz po homilii jest co? Taca.

 

Ciekawa interpretacja tacy. Zapamiętam i powtórzę księżom.

Tak, nie ma tacy za darmo. Wracając do Józefa, on znał dobrze Pismo i wystarczy jeden tekst, żebyśmy się zorientowali, że to jest nie tylko znawca kamieni i drewna, ale także Biblii. Choć św. Bernard mówił, że więcej dało mu wycinanie drzew w niż czytanie książek, to św. Józef i jedno i drugie traktował na równi.

 

Czyli Biblia jest instrukcją życia rodzinnego?

Jest instrukcją życia Bożego i życia rodzinnego. Nie ma życia rodzinnego bez Boga. Wszystko się rozpada bez Boga. Zresztą, Pan Bóg rozpoczyna historię zbawienia człowieka od rodzin –  może to jest nadinterpretacja – ale czytając Biblię, widzimy, że wiele tych rodzin, które przyjęły Boga, to były też rodziny patologiczne. Abraham, Dawid – zdrada, lęk – tak wyglądało ich życie bez obecności Boga.

 

 

Kiedy myślimy o zmianie modelu rodziny, to wina jest bardziej po stronie mężczyzn czy kobiet?

Jedno i drugie. To jest wina tej osoby – bez względu na płeć, która doprowadziła do tego, że Bóg przestał istnieć w rodzinie. Tu płeć nie jest istotna, tylko decyzja. Czasem żona nawraca męża albo odwrotnie. Ale gorzej jeżeli żona przewraca męża albo mąż odwraca żonę od Boga.

 

Czasem dzieje się tak, dla świętego spokoju, że jedna strona rezygnuje z chodzenia do Kościoła.

To prawda, ale odwrotnie też bywa.

 

A co jest ważne, przed samym ślubem poza sakramentami.

Jeśli ktoś przyjmuje sakramenty nie jest możliwe, żeby w stosunku do swojego sumienia był zakłamany. Musi być przejrzysty. A przejrzystość wobec Boga od razu przenosi się na najbliższą osobę. Na męża żonę i dzieci. Jeśli nie jestem przejrzysty wobec Boga, czyli jeśli w kontakcie ze swoim sumieniem nie jestem w stanie przyznać się do swoich świństw i nieprawości, to jaka jest gwarancja, że będę przejrzysty wobec żony i męża? Żadna.

 

A kiedy już życie rodzinne nabiera rozpędu.

Trzeba nieustannie podtrzymywać kontakt z Jezusem, ze wspólnotą. Rodzina sama się nie utrzyma, ona musi mieć odniesienie do innych rodzin. Kościół jest rodziną a nie instytucją, jak mówią nawet niektórzy księża. Może ksiądz Boniecki chciałby, żeby tak było. Dla mnie Kościół to rodzina, w której dobrze się czuję. Mam dzieci duchowe, jestem kochany i kocham.

 

Jest takie powiedzenie, jaki Ojciec taka córka, jaka Matka, taki syn. Jak Ojciec patrzy na swoje duchowe dzieci, a są wśród nich bardzo znane osobowości, choćby Tomasz Budzyński, to co Ojciec o nich myśli?

Jest dużo prawdy w tym powiedzeniu, ale nie absolutnej. Bo ja też po swoich duchowych dzieciach widzę, że kształt ducha, który we mnie się objawił, czyli kształt, który jest nakierowany przede wszystkim na adorację, Maryję i Biblię, odbija się w nich. Taką duchowość przekazuję. Linie papilarne zostają.

Jednak w przypadku biologicznych układów, czasem to działa odmiennie. Rodzina może być kpiąca wobec Boga, a dziecko stanie się wyjątkowo pobożne. I odwrotnie też bywa. Są rodzice zaangażowani we wspólnoty, a dzieci stają się agnostykami, nienawidzą Boga.

 

Od czego to zależy?

Wiele czynników na to wpływa. Ja na pewno nie jestem zwolennikiem teorii o dziedziczeniu cech. Ale obserwując społeczeństwo od strony konfesjonału, a przewija się codziennie tutaj w centrum Wrocławia bardzo wiele osób, choć to i tak skala mikroskopijna w porównaniu ze światem, myślę, że jednym z tych czynników jest zamiana ról. Kiedy dziecko staje się rodzicem swoich rodziców. To jest bardzo częste zjawisko w tej chwili. Jak mówiłem już wcześniej, skala rozwodów rośnie. To wypływa z arogancji wobec Słowa Bożego, w tym sensie, że człowiek przypisuje sobie boskie cechy, których nie ma. Jest fantastą. Próbuje zacząć życie rodzinne od innej strony. A Bóg pokazał jak zaczynać budowanie rodziny już tyle wieków temu. Poprzez zmianę tego modelu dochodzimy do presji emocjonalnej, seksualnej czy przemocowej.

 

 

Zaznacza Ojciec, że jest coraz więcej rozwodów. Myśli Ojciec że uda się jeszcze dzisiaj uratować rodzinę?

W skali globalnej jest to niemożliwe, bo chyba nigdy tak nawet nie było, że wszystkie rodziny były dobre. Obserwując Biblię, myślę, że Pan Bóg bez przerwy filtruje ludzką populację i wyciąga, podobnie jak poszukiwacz złota, z błota niewielkie skarby. Bóg trzęsie sitem historii, niestety większość z nas odpada bo się nie mieści w kategoriach przykazań Bożych. Ale kto się zatrzyma, czyli posłucha Słowa Bożego, to nagle może się okazać, że nie jest błotem lecz złotem właśnie. Zawsze była jakaś garstka. Z całego Izraela Bóg wybrał sobie Abrahama, potem Jakuba, Józefa, z dwunastu wybrał sobie najgorszego Judę, z niego wyprowadził pokolenie mesjańskie i tak bez przerwy dokonywał selekcji, wybierając najlepsze tworzywo w populacji ludzkiej, na którym budował obietnice, doprowadzające w końcu do Mesjasza. Jednak, mimo tego, że nawarstwiło się dużo łaski w Izraelu, to w chwili, gdy pojawił się Mesjasz i tak go ukrzyżowano. Proszę pomyśleć, jak bardzo jest z nami źle, skoro otrzymując wiele nic nie rozumiemy? My tylko o sobie dobrze myślimy, ale jest z nami bardzo źle, jeżeli nie umiemy przyjmować łaski.

Przy tych siedmiu miliardach ludzi Pan Bóg wybiera tych, którzy słuchają. Kto chce ten słucha. I tak będzie, aż do przemiany katastroficznej, która zredukuje ludzkość do grupy ludzi, którzy jeszcze raz spróbują żyć zgodnie ze Słowem Boga.

 

Czyli tym, co nas ratuje, to wybrańcy?

Tak. Już Judaizm przewidywał, że bez cadyków świat nie miałby racji bytu. Żeby ocalić świat wystarczy 36 albo tylko jednego.

 

Wystarczy kilka dobrych rodzin, żeby ocalić świat przed zagładą?

Tak.

 

Widzi Ojciec takie dobre rodziny dzisiaj?

Tak. Mam takie rodziny, którym Bóg złożył obietnicę a oni uwierzyli, mimo, iż nie mieli żadnych podstaw społecznych do tego, żeby stworzyć zdrową i dobrą rodzinę. Ale oni chcieli uwierzyć w obietnicę i nigdy nie zdezerterowali z wiary Bogu, bez względu na to co się dzieje w świecie. Niewielu ich jest, ale cóż. Rarytas to rzadki okaz, ale jakże cenny.

 

Ale ślubów kościelnych jest wiele.

Widzę, że coraz mniej. Bo ludzie boją się coraz bardziej ślubować sobie, boją się, że wszystko się rozpadnie. Tak zwane życie w konkubinacie jest dowodem, że lęk już sięgnął dna. Ludzie nie chcą już sobie nawet przysięgać. Co to znaczy? Jesteśmy pewni, że się rozpadniemy. Przerażające, prawda.

 

Jak Ojciec patrzy na naszą polską rzeczywistość, to rodzina ma się dobrze?

Nie, ale jest lepiej niż gdzie indziej. Są rodziny wspaniałe i ze względu na te niektóre rodziny w Polsce jest inaczej. Są ludzie w kościele, w konfesjonale, jest różaniec na granicach, są pielgrzymki, ludzie żywo reagują na obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. W mojej świątyni jest dzień w dzień adoracja. Ludzie przychodzą i nie boją się. Czują się jak u siebie w domu. Nie ma tutaj zamkniętych krat przed nosem. Każdy może sobie przed tym Bogiem posiedzieć, ile chce. Nasycić się nim.


* Tytuł wspomnianej książki: “Dom Józefa”, Augustyn Pelanowski OSPPE, Paulinianum, 2017 r.

 


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Augustyn Pelanowski OSPPE

Augustyn Pelanowski OSPPE

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek

Judyta Syrek

PR Manager i z-ca dyrektora portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Ma głowę pełną pomysłów i... anegdotek z zakonnikami w tle. Niekiedy mamy wrażenie, że za jej plecami widać cień śp. o. Joachima Badeniego OP, który nawet po śmierci wspiera ją w zmaganiach zawodowych i prywatnych.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Augustyn Pelanowski OSPPE
Augustyn
Pelanowski OSPPE
zobacz artykuly tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Ks. Makuła: Głosimy Chrystusa w nowoczesny sposób [WYWIAD]

- Celem Redakcji Audycji Katolickich TVP jest ewangelizacja. Tylko wtedy ma sens tworzenie programów katolickich. Głoszenie Dobrej Nowiny o Chrystusie w nowoczesny sposób to nasze najważniejsze zadanie – podkreśla w rozmowie z KAI ks. Maciej Makuła SDB, kierownik Redakcji Audycji Katolickich TVP

Dorota Abdelmoula (KAI): Jak każdego roku po wakacjach, Telewizja Polska proponuje nową jesienną ramówkę. Jakie nowości przygotowała dla swoich widzów Redakcja Audycji Katolickich?

Ks. Maciej Makuła SDB: Oprócz trzech nowych programów, w jesiennej ramówce powracają znane już audycje Redakcji Katolickiej TVP i od ich przypomnienia chciałbym zacząć. Pierwszą jest program „Ziarno” – emitowany w niedziele o godz. 8.30 rano w telewizyjnej „Jedynce”. W powakacyjnej edycji pojawiają się nowi prowadzący, a wkrótce zaprosimy dzieci na casting do tego programu. Młodzi uczestnicy, którzy obecnie biorą w nim udział są wspaniali, ale rosną, więc potrzebujemy kilkoro młodszych bohaterów.

10 września rozpoczęliśmy emisję drugiej serii „Sekretów Mnichów” z o. Leonem Knabitem OSB, która emitowana jest w niedzielę o godz. 11.40. Poprzednia edycja okazała się sukcesem. W rozmowach z Judytą Syrek o. Leon pięknie mówił często o sprawach trudnych, związanych z życiem chrześcijańskim.

Kontynuujemy też emisję niedzielnego programu TVP 1 „Między Ziemią a Niebem”, połączonego z południową modlitwą Anioł Pański. Od października do Pauliny Guzik, która jest autorką i gospodynią programu, dołączy także drugi prowadzący.

Powraca też program „Coś dla Ciebie” – który od jesieni możemy oglądać w TVP 2 w piątki o godz. 14.20. Jest to magazyn, mówiący m.in. o działaniach ludzi Kościoła, wspólnot, o inicjatywach charytatywnych, działalności zakonów. W „Dwójce”, w soboty o godz. 17.45 można oglądać „Słowo na niedzielę”, które od Adwentu zmieni swoją formułę, a program poprowadzi ojciec Mateusz Stachowski.

Godne polecenia są też transmisje niedzielnej Mszy św. z Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. To perełka w skali światowej: mogę się mylić, ale nie znam w Europie, ani na świecie kraju w którym tyle osób oglądałoby Mszę Świętą za pośrednictwem telewizji. W niedzielę o godz. 13.00 także na antenie TVP Polonia transmitowana jest Msza św. – każdego tygodnia z innego miejsca w Polsce. Chcemy w ten sposób pokazać także piękno polskich świątyń w całym kraju.

 

KAI: Na widzów czekają też nowe audycje Redakcji Katolickiej TVP. Co to za programy?

– Pierwszą z nich jest „Studio Raban” – katolicki program dla młodzieży, którego nie było przez pewien czas w telewizyjnej ramówce. W tej audycji pokładamy duże nadzieje. Młodzież nie ogląda zbyt wielu programów telewizyjnych. A to niezwykle ważna dla telewizji grupa odbiorców. Również dla nas – formacja młodych ludzi jest szczególnie istotna. Spodziewamy się, że „Studio Raban” będą oglądali również ci, którzy z młodzieżą pracują. Mocno wchodzimy w przestrzeń mediów społecznościowych, gdzie kolejne wydania i tzw. „ making-offy” będą szeroko udostępniane. Znaczna liczba młodych ludzi zagląda do Internetu za pomocą smartfonów i do tych osób chcemy dotrzeć z odpowiednio sformatowanym materiałem.

 

KAI: Czy nazwa „Studio Raban”, to sugestia, że program jest inspirowany ŚDM i nauczaniem papieża Franciszka?

– O rabanie papież Franciszek mówił już podczas ŚDM w Rio de Janeiro. To papieskie wyzwanie dla młodych: zróbmy raban, czyli w imię Jezusa Chrystusa zachęcajmy młodzież, by Go poszukiwała. Chcemy tym programem narobić trochę rabanu dla Jezusa na różne sposoby.

 

KAI: Do tych poszukiwań mają też zachęcać pozostałe nowości na antenie TVP?

– Tak, jedną z nich jest „Rodzinny ekspres”, program, który będzie emitowany w piątek o godz. 9.40. Będzie on skierowany do rodzin: chcemy mówić o sprawach związanych m.in. z katolickim wychowaniem dzieci, z małżeństwem. Część programu będzie realizowana wyjazdowo – będą to np. wizyty w sanktuariach, zachęcające rodziny do wspólnego pielgrzymowania. Z kolei w studiu, przypominającym dom rodzinny, będziemy rozmawiać z gośćmi: ekspertami, rodzinami, znanymi osobami, które starają się żyć po chrześcijańsku. Znajdzie się w nim także miejsce na zabawy dla dzieci.

 

KAI: Te propozycje, to owoc intensywnej pracy, a także zmian w Redakcji. Jaka jest, w Księdza opinii, główna rola Redakcji Audycji Katolickich i szerzej: tych mediów, które chcą działać zgodnie z wartościami chrześcijańskimi?

– Ewangelizacja, profesjonalizacja i współpraca – to trzy słowa, które towarzyszą mi od samego początku: Celem Redakcji Audycji Katolickich TVP jest ewangelizacja. Tylko wtedy ma sens tworzenie programów katolickich. Głoszenie Dobrej Nowiny o Chrystusie w nowoczesny sposób to nasze najważniejsze zadanie. Abp Konrad Krajewski, papieski jałmużnik, radził mi w październiku 2017 roku: Pamiętajcie, by w waszych programach jak najczęściej padało Imię Jezus. Bo, jak mówi Pismo Święte: na to Imię zegnie się każde kolano. My służymy Chrystusowi i nasze programy są po to, żeby ludzi zachęcać do spotkania z żywym Chrystusem w Kościele. Bezpośrednio za pośrednictwem transmisji Mszy św. lub zaskakująco w „Studiu Raban”.

Profesjonalizacja to podnoszenie jakości programów od strony technicznej, ale również dbanie o intensywną obecność w mediach społecznościowych. Trzecim słowem jest współpraca: szukamy ludzi, którzy chcą razem pracować, mają wspólny cel i bardzo wysokie kompetencje komunikacyjne i pracy w grupie. Przy każdym programie pracuje wiele osób, które nieustannie ze sobą rozmawiają i dobrze czują Kościół, znają go – to pomaga tworzyć dobre programy.

 

KAI: Zapytam Księdza jako misjonarza: jak z treściami ukazującymi piękno chrześcijaństwa i Ewangelii docierać poprzez media do tych, którzy są – jak mówi Franciszek – na peryferiach?

– Ktoś ze znajomych nazwał mnie: ” misjonarz-teoretyk”, bo na misje jeździłem przez lata przede wszystkim z kamerą, by robić dokumenty (śmiech). Ale przez dłuższy czas na misjach nie pracowałem. Kilka miesięcy temu pojechałem do Zambii, gdzie spędziłem kilka tygodni w slumsach, wśród dzieci bezdomnych, wychowywanych często na ulicy, chorych na AIDS – to są właśnie peryferia.

Ludzie potrzebują Chrystusa, a ja, jako kapłan wciąż odkrywam piękno modlitwy kapłańskiej, przede wszystkim modlitwy wstawienniczej z nałożeniem rąk. To nie moja zasługa, że jestem kapłanem, ale łaska od Boga. Widzę, że On działa cuda przez moje kapłańskie ręce – słabe i grzeszne, ale dane przez Niego. Więc modlę się nad ludźmi: dziećmi i dorosłymi, aby moc Boża się w nich objawiła.

Przez media odbywa się to podobnie: zawsze i wszędzie powinniśmy mówić o Chrystusie i Jego Ewangelii. A sposoby są różne. W Afryce salezjanie używają np. bardzo popularnej tam aplikacji Whatsapp, nazywanej nawet „wirtualną parafią”, gdzie księża przekazują treści, ogłoszenia, nagrywają krótkie komentarze do Ewangelii, odsłuchiwane przez wiele tysięcy osób. Z kolei Konferencja Episkopatu Zambii uruchamia katolicką telewizję.

Mamy różne narzędzia ewangelizacji przez media, jak choćby livestreaming w portalach społecznościowych – w tym przoduje Ameryka Południowa, gdzie transmitowane są modlitwy o uzdrowienie, liturgie, uroczystości z udziałem hierarchów. W Europie mamy w tym zakresie jeszcze wiele do zrobienia. A może Jezus coraz częściej będzie chciał uzdrawiać przez Internet? To jest novum dla Kościoła, choć pamiętajmy, że i Jezus uzdrawiał na odległość.

Jeśli naszym wspólnym celem będzie ewangelizacja, także poprzez media, to Duch Święty podpowie nam nowatorskie metody.

 

KAI: A jak radzić sobie z tzw. „szumem informacyjnym”, który jest nieunikniony także w mediach katolickich i wprawia odbiorców w zakłopotanie?

– Metoda, którą stosujemy w naszej Redakcji, znana jest w Kościele od 500 lat: to rozeznawanie duchowe, indywidualne i wspólnotowe. To znaczy szukanie odpowiedzi na pytanie: czy ten temat, ten program, te osoby, które zatrudniam, ten gość, ten pomysł – pochodzą od Boga i służą dobru ludzi. Być może podpowiada mi to zły duch, by wprowadzić zamieszanie, niezgodę i kontrowersje. Pytamy o to, które działania pochodzą od Ducha Świętego, a które od złego ducha. Bo musimy pamiętać, że także zły duch chce działać przez media, choć Duch Święty jest nieskończenie mocniejszy.

Rady św. Jana Bosko dotyczące nowych wyzwań oraz wskazówki św. Ignacego Loyoli związane z rozeznawaniem duchowym, ale przede wszystkim zgięte kolana w modlitwie i stała łączność z Chrystusem, to najlepsze podpowiedzi na ewangelizację w mediach.

 

KAI: Dziękuję za rozmowę.


Dorota Abdelmoula / Warszawa

Katolicka Agencja Informacyjna


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Show comments