Nasze projekty
Fot.Marcin Zieliński/YouTube.com (print screen)

Mateusz Ziółko: Śpiewam dla Boga, nie dla ludzi

“Uczę się uwielbiać Boga. On do niczego mnie nie zmusza, kompletnie! Chce, żebym po prostu był i się cieszył, był wdzięczny. A ja - jestem. I to mnie tak bardzo uwalnia” - mówi Mateusz Ziółko.

Reklama

O doświadczeniu modlitwy uwielbienia z udziałem 25 tysięcy osób podczas „Chwała Mu” na stadionie we Wrocławiu, nawróceniu i zaproszeniu Boga do show biznesu opowiada w rozmowie ze Stacją7 Mateusz Ziółko.

Aleksandra Pawlikowska: Jak się czuje artysta, który na co dzień śpiewa swoje kawałki, a teraz wychodzi na scenę i razem z 25 tysiącami wielbi Boga?

Mateusz Ziółko: Odpowiem na to pytanie troszeczkę z innej strony, kiedy śpiewam swoje kawałki, to wielbię Boga, nie wszyscy o tym wiedzą, ja wiem! (śmiech) Przede wszystkim chodzi o postawę serca! Wierzę, że swoją drugą płytę napisałem i wydałem wraz z producentami z Bożej inspiracji. Tam są bardzo osobiste teksty, bardzo osobiste historie. Znajduje się również historia mojej osobistej relacji z Bogiem. Te teksty mówią bezpośrednio o Nim i przygodach, jakich dzięki Niemu doświadczyłem. Chciałem tę relację z Bogiem podać ludziom w przystępny sposób. Nie ubierając tego w słowa pod tytułem: „Alleluja” i „Wychwalam Pana” itd. Ludziom, którzy może się jeszcze z Nim nie spotkali i nie zetknęli się ze swobodą wypowiadania się na Jego temat i mówienia o Nim, ale wierzę w to, że w sercu to do nich trafi. 

Gdzie się spełniasz bardziej, śpiewając do szerokiej publiczności własne utwory, a może śpiewając pieśni uwielbieniowe, dając świadectwo o Bogu?

Nie ukrywam tego, że nigdy tak naprawdę nie znałem modlitwy uwielbienia. Przez lata, nawet będąc i żyjąc w Kościele, nie czułem i nie znałem tej przestrzeni, jaką jest uwielbienie – dopiero się tego uczę i czuję się tutaj wspaniale. Dzisiaj wyszedłem na tę scenę i uwielbiam to uczucie wolności, uczucie pod tytułem: „Nic nie musisz”. Bóg do niczego mnie nie zmusza, kompletnie! On chce, żebym po prostu był i się cieszył, był wdzięczny. A ja – jestem. I to mnie tak bardzo uwalnia. Ta atmosfera tutaj, na „ChwałaMu„, właśnie taka jest i to mnie spełnia. 

Reklama

Zadałaś mi pytanie, gdzie się bardziej spełniam. Głęboko w sercu noszę takie coś od lat, że to nie ma znaczenia gdzie jesteśmy. Nie mam takiego oddzielenia sfery sacrum i profanum. Uważam, że jeżeli pozwalamy, żeby Bóg w nas mieszkał i w nas żył – bez względu na to, czy znajdujemy się na Tarczyńskim Arena, podczas wydarzenia ChwałaMu, czy jesteśmy na deskach Teatru Polskiego, czy w Sopocie, czy występujemy w innej telewizji – Bóg i tak w nas jest i w nas działa. Tam też można Nim “świecić” i o Nim opowiadać. Dla Niego i o Nim śpiewać. 

CZYTAJ: „Oddałam życie Jezusowi i wszystko się zmieniło!”. Historia Irminy

Czy trudno jest dzisiaj wierzyć. Masz na pewno doświadczenie w show biznesie, który bywa brutalny. Jak to jest być wierzącym artystą?

Zastanawiam się, czy kiedykolwiek było łatwo wierzyć… Kiedy czytamy biblijne historie, to czy tym ludziom było łatwo? Dzisiaj czytamy to trochę jak powieść historyczną, takie “fantasy”, bo to się działo dwa, trzy tysiące lat temu. Czy w czasach Jezusa łatwo było wierzyć? Wydaje mi się, że było jeszcze trudniej, bo ci ludzie autentycznie kładli na szali swoje życie. Fizycznie cierpieli za wiarę. Wielu ludzi cierpi za wiarę. Nawet w dzisiejszych czasach słyszymy co rusz jakieś historie, że ludzie są więzieni za to, że wierzą w Chrystusa. Są mordowani! W Korei przecież ile jest historii? Mógłbym takich sytuacji mnóstwo wymieniać. Myślę, że to wszystko znowu zależy od naszej postawy serca. Tego, co uznamy za problem i co dla nas jest ważniejsze.

Reklama

Jak wyglądała Twoja kariera zanim poznałeś miłość Boga?

Kiedyś śpiewałem dla ludzi, żeby im zaimponować, tym samym uzależniłem swoje poczucie wartości od ich reakcji, od tego, w jaki sposób mnie odbierają, na tym budowałem siebie. Za każdym razem, jak pokładasz nadzieję w człowieku, kiedy opierasz swoją wartość na człowieku, jest pewne, że się potkniesz. Tak wyrżniesz, że będziesz miał – przepraszam – zdarty pysk. Mówię brutalnie, bo człowiek jest niestały, po prostu. Mamy swoje słabości w swojej ludzkiej, grzesznej naturze, w której się urodziliśmy. Za sprawą grzechu pierworodnego jesteśmy niestali. Prawdziwą siłę mamy tylko w Chrystusie, tylko w Bogu. Jezus powiedział, że bez Niego nic nie możemy zrobić. Kiedy swoją wartość pokładasz w Nim, masz pewność, że zawsze będziesz tak samo kochany, tak samo doceniany. Kiedy przestałem śpiewać dla ludzi, zacząłem śpiewać dla Boga, tym samym zacząłem śpiewać do ludzi. To jest zasadnicza różnica. Ja nie śpiewam dla nich, tylko do nich, dlatego, że wiem, że mam coś do przekazania, bo odbieram to od Niego. On jest nieskończonym źródłem: miłości, pokoju, nadziei. To jest Miłość, której nie jesteśmy w stanie objąć i wytłumaczyć. Dopadnie cię w najmniej oczekiwanym momencie i rąbnie cię o ziemię i będziesz płakać ze szczęścia, nie mogąc tego ogarnąć. I to masz zawsze, kiedy i ile chcesz. Kompletnie zmienia optykę, zmienia patrzenie na siebie jako artystę. Przestajesz brać z ludzi energię, wysysać z nich jak wampir energetyczny, tylko wychodzisz i dajesz, ale tak naprawdę dajesz!

Kiedy przestałem śpiewać dla ludzi, zacząłem śpiewać dla Boga, tym samym zacząłem śpiewać do ludzi. To jest zasadnicza różnica.

A to nie jest tak, że każdy artysta ma coś z wampira energetycznego?

Totalnie, bo my karmimy swoją pychę. Jest bardzo łatwo się zagubić. 

Reklama

ZOBACZ: Ida Nowakowska: W postaci Wiktorii Ulmy inspiruje mnie to, że zaufała Bogu

Bez Pana Boga jest się marnym pyłkiem…

To jest droga w najgłębsze czeluście. Bardzo szybko można wejść na szczyt. Tak w pewnym momencie było też ze mną – kilka baniek na YouTubie, koncerty, góra zarobionych pieniędzy… po czym nie jesteś w stanie tego przyjąć. Przyjąć odpowiedzialności za „szczęście” wszystkich ludzi, którzy zaczynają cię otaczać… Czujesz się tym wszystkim przytłoczony i uciekasz. Chowasz się jak taki mały piesek w kąt i jesteś w tym sam. To jest najgorsze z możliwych uczuć, kiedy czujesz się samotny w tłumie. W jaki sposób to odreagować? Najprościej w tej branży – narkotyki… alkohol… lecisz w dół i to jest zawsze początek końca. Jak nie masz Boga przy sobie, zawsze tak skończysz w tej robocie, niestety… 

To jest najgorsze z możliwych uczuć, kiedy czujesz się samotny w tłumie. W jaki sposób to odreagować? Najprościej w tej branży – narkotyki… alkohol… lecisz w dół i to jest zawsze początek końca. Jak nie masz Boga przy sobie, zawsze tak skończysz w tej robocie, niestety… 

Jednak Ty wybrałeś inną drogę, drogę wiary. Ona też przynosi wiele trudności… Jak sobie z nimi radzisz?

Dla mnie problemem nie jest to, że ktoś będzie się śmiał, że wierzę w Boga. Powiem więcej, że wierzę Bogu! Wiarę buduje się poprzez doświadczenie. Oczywiście wiara jest decyzją. Ja podjąłem w pewnym momencie tę decyzję, że tak, zaufam i uwierzę. Potem działy się cuda. Im więcej tych cudów się doświadcza, tym mniejsze znaczenie dla ciebie ma to, co świat o tobie pomyśli. Co ludzie o tobie mówią i myślą. Dzisiaj tak naprawdę – powiem wprost – mam to gdzieś. Mam to kompletnie gdzieś, czy ludzie się ze mnie śmieją, czy nie. Wiem, czego doświadczyłem w życiu, wiem jaki jest Bóg, ponieważ Go poznałem. Wiem, jak zmienił moje życie, jak zmienił życie mojej rodziny, jak zmienia życie moich bliskich, których mam wokół siebie i nie mam zamiaru się od tego odwrócić. Tak, czasem po ludzku nie jest łatwo. Chcielibyśmy, żeby to wszystko było takie fajne, nie? Żeby to chrześcijaństwo było takie: „wow, super w ogóle, wierzę w Boga, ale czad i jest w ogóle rock and roll i wszyscy cię lubią, bo jesteś w ogóle super gościem”.

Okazuje się jednak, że jest jakiś zonk. Nagle traktują cię jak jakiegoś dziwaka. Zaczynasz być wykluczony z różnych miejsc, z różnych społeczności…

Dla mnie problemem nie jest to, że ktoś będzie się śmiał, że wierzę w Boga. Powiem więcej, że wierzę Bogu! Wiarę buduje się poprzez doświadczenie. Oczywiście wiara jest decyzją. Ja podjąłem w pewnym momencie tę decyzję, że tak, zaufam i uwierzę. Potem działy się cuda.

CZYTAJ: Żona Toma Hanksa: „Bóg jest częścią naszego życia”

Doświadczyłeś czegoś takiego?

W bardzo małym stopniu. Myślę, że też dlatego, że Bóg bardzo szybko poradził sobie z moją pychą. Muszę się przyznać do tego, że kiedy doświadczyłem ramion obecności Boga w moim życiu, to wpadłem trochę w taką pychę. Wydawało mi się, że jestem taki super, że On mnie znalazł, że teraz trzeba się starać, żeby na to wszystko zasłużyć i żeby świadczyć o Nim, i że trzeba się troszkę oddzielić się od tego świata… nic bardziej mylnego! To najgorsze, co mogłem zrobić. Przez to tak naprawdę byłem – oczywiście powtarzam to, że w lekkim stopniu – wykluczony. Te relacje gdzieś tam zaczęły cierpieć, dlatego że zacząłem oceniać ludzi. Ale przecież Jezus nie oceniał nikogo. Przychodził z miłością do najgorszych grzeszników, celników, do prostytutek, do każdego tak samo. Kiedy zacząłem tak patrzeć na ludzi, kiedy spojrzałem na wszystkich po prostu z miłością, to okazało się, że ci ludzie nie mają powodu, by cię wykluczać. Jest w tym wolność!

Jezus nie oceniał nikogo. Przychodził z miłością do najgorszych grzeszników, celników, do prostytutek, do każdego tak samo. Kiedy zacząłem tak patrzeć na ludzi, kiedy spojrzałem na wszystkich po prostu z miłością, to okazało się, że ci ludzie nie mają powodu, by cię wykluczać.

Co pomaga Ci wytrwać na tej drodze wiary?

To, na czym się opieram cały czas, to słowa, które kiedyś powiedziała mi moja żona. Jechała samochodem i po prostu Bóg jej to wrzucił w serce. Powiedziała mi: „Wiesz, przecież Bóg nam nie obiecał, że będzie łatwo, ale obiecał nam, że zawsze będzie wszystko dobrze.” Więc to nie ma znaczenia, czy coś nas atakuje, że mamy problem, że mamy wpadki, że ktoś nas obraża, że się odsuwa – i tak będzie dobrze, wszystko będzie dobrze na końcu i tego się trzymam!

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę