Nasze projekty
Zdjęcie pochodzi z książki "To my wychowamy Kościół", Wydawnictwo eSPe

Magdalena Korzekwa-Kaliszuk: Kwestia aborcji nie jest oderwana od innych sfer życia człowieka

Dlaczego niektóre młode kobiety odrzucają wartości takie jak miłość? Dlaczego nie stają po stronie życia? Co oznacza tzw. "wybór", o który walczą? Wyjaśnia Magdalena Korzekwa-Kaliszuk w rozmowie z Magdalena Kędzierską-Zaporowską opublikowaną w książce "To my wychowamy Kościół".

Reklama

Magdalena Kędzierska-Zaporowska: Świat zupełnie inaczej rozumie dziś na przykład takie pojęcia jak miłość. Czy jako psycholog – a także prawnik – masz jakąś hipotezę, a być może nawet popartą dowodami diagnozę, dlaczego młode kobiety tak gremialnie odrzucają wartości chodzi tu nie tylko o ochronę życia, ale właśnie także o miłość rozumianą jako postawę trwania przy sobie „w zdrowiu i w chorobie, dopóki śmierć nas nie rozłączy”.

Magdalena Korzekwa-Kaliszuk: Zacznę od tej pierwszej części, a więc odpowiedzi na pytanie, dlaczego niektóre młode kobiety nie stają po stronie życia, bo tym na co dzień się zajmuję. Myślę, że powodów jest kilka. Przede wszystkim musimy uświadomić sobie, że przez dziesiątki lat funkcjonowało w Polsce prawo, które umożliwiało aborcję właściwie bez ograniczeń. Dopiero w 1993 roku zakazano aborcji na życzenie, ale i tak przez niemal trzydzieści lat kolejne pokolenia kobiet żyły ze świadomością, że można zgodnie z prawem zabić człowieka, jeśli podejrzewa się, że ma na przykład zespół Downa. Co więcej, takie prawo nazywano kompromisem, co sugerowało, że ten stan prawny wynika z jakiegoś powszechnego porozumienia w sprawie tego, co jest dopuszczalne, a co nie. Prawo zaś kształtuje przekonania ludzi. Jeśli przez lata prawo czegoś nie zakazuje, ludzie dochodzą do przekonania, że to coś nie jest złe. I przez lata Polki i Polacy przekonywali – zgodnie z ówczesnym prawem – samych siebie, że można zabić człowieka przed urodzeniem, dlatego że jest chory. Innymi słowy, prawo wpływa na postawy społeczne. Mechanizm ten działa także w drugą stronę – jeśli prawo czegoś zakazuje, to z biegiem czasu w powszechnej świadomości dane zachowanie uznane zostaje za niedopuszczalne.

Drugim powodem, dla którego niektóre młode kobiety nie opowiadają się za życiem, jest powszechnie panująca kultura promowana w mediach. Dziś w programach czy serialach nie znajdujemy bohaterów, którzy miłość traktują jako postawę związaną z odpowiedzialnością, jak wspomniałaś „w zdrowiu i w chorobie, aż do śmierci”. Współżycie seksualne pokazywane jest nie jako wyraz miłości między żoną i mężem, ale jako chwilowa przyjemność i ujście popędu. Nie mówi się o tym, że seksualność ze swej natury – poza zaspokajaniem naszych potrzeb – wiąże się przede wszystkim z możliwością pojawienia się na świecie dziecka. Aborcyjna lewica mówi o tzw. „wyborze”, nie wspominając o tym, że wyboru dokonuje się przed podjęciem aktywności seksualnej, a nie po niej. Niestety, część młodych kobiet prawdopodobnie jeszcze nie uświadomiła sobie, co ten „wybór” oznacza. „Wybór” oznacza możliwość zabicia konkretnego człowieka.

Reklama
Reklama

Część młodych kobiet prawdopodobnie jeszcze nie uświadomiła sobie, co ten „wybór” oznacza. „Wybór” oznacza możliwość zabicia konkretnego człowieka.

Trzecim powodem, dla którego niektóre młode kobiety opowiadają się przeciwko ochronie życia dziecka przed urodzeniem, jest język, który zdominował debatę publiczną. Mówiąc o aborcji, mówimy o zabiciu człowieka. W języku lewicowych aktywistek proaborcyjnych takie słowa się nie pojawiają. Mamy atrakcyjnie brzmiące hasła o wolności wyboru, o prawach kobiet, o możliwości decydowania o własnym ciele. To piękne słowa. Obawiam się jednak, że bardzo wiele kobiet – mężczyzn też – zatrzymało się tylko na hasłach, w ogóle nie zastanowiwszy się, co ten wybór czy prawo kobiet do decydowania o własnym ciele oznaczają w praktyce. Bo pozytywne określenie „możliwość wyboru” tak naprawdę oznacza „możliwość dokonania zabójstwa”. Gdyby Polacy wiedzieli, że niekonstytucyjna ustawa, która przez prawie trzydzieści lat pozwalała na zabijanie z powodów eugenicznych, dopuszczała możliwość zabicia dziecka nawet w szóstym miesiącu ciąży, to jeszcze większa grupa z nich, w tym młode kobiety, sprzeciwiałaby się aborcji.

Od kilku lat publikuję dużo w mediach społecznościowych na takie tematy. I dzięki tej działalności wiem, że gdy ktoś odważy się pomyśleć i dowiedzieć, o co tak naprawdę toczy się gra, jest w stanie zmienić swoje poglądy. Na szczęście są ludzie, którzy krytycznie podchodzą do informacji, które do nich docierają. Wiem, że pod wpływem rzetelnej wiedzy wiele osób zdecydowało się na zmianę swoich przekonań. Sama poznałam takie osoby. Wciąż jednak w przestrzeni publicznej tej rzetelnej wiedzy jest za mało. Znam wykształconą, młodą kobietę, która wzięła udział w protestach aborcyjnych, bo uwierzyła, że ktoś planuje zamykać do więzienia kobiety, które poroniły. To wydaje się absurdalne, że można w ogóle tak pomyśleć, bo przecież nikt nie wyszedł z tak niedorzeczną propozycją, ale, jak widać, poziom manipulacji jest już tak duży, że nawet ludziom inteligentnym da się wmówić naprawdę wszystko i oni za tym idą. Na szczęście ta kobieta zrozumiała swój błąd, a nawet zaangażowała się w działalność pro-life.

Reklama
Reklama

Czy masz jakiś pomysł, jak przebić się przez ten mur manipulacji?

Cierpliwie pokazywać fakty, edukować, zwyciężać to zło dobrem. Nie znam lepszego sposobu… Mam świadomość, że wiele kobiet nie rozumie, do jakiej zmiany doprowadziło orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z października 2020 roku. Wiele kobiet tę decyzję wiąże z szeregiem różnych rzekomych ograniczeń dla siebie, a nie widzi w niej szansy na to, że w końcu jakaś grupa obywateli przestanie być dyskryminowana. Nie można już zabić dziecka w szóstym miesiącu ciąży z powodu na przykład podejrzenia u niego zespołu Downa. Jestem spokojna, że także w świadomości społecznej nastąpi pozytywna zmiana, jeśli nowe prawo będzie długo obowiązywać.

Jak już mówiłam, prawo kształtuje świadomość społeczną. Gdy obowiązywało w Polsce prawo umożliwiające aborcję na życzenie, powszechna była akceptacja dla takiej praktyki. Dziś, po trzydziestu latach funkcjonowania prawa, które nie pozwala „na życzenie” zabijać dzieci przed urodzeniem, odsetek osób, które taką aborcję popierają, jest już znacznie niższy niż wtedy. Zmiana mentalności wymaga czasu, wymaga właściwej edukacji, ale jest możliwa. To jest naturalna konsekwencja wprowadzenia określonego prawa. Większość społeczeństwa popiera prawo, które obowiązuje – tak to po prostu działa. Trzeba się uzbroić w cierpliwość i skupić na takich działaniach, które ułatwią tym nieprzekonanym Polakom zmianę myślenia o dziecku przed urodzeniem.

Reklama

Jakie działania masz na myśli?

Przede wszystkim edukację, pokazywanie faktów, świadków odkłamywanie rzeczywistości po tym, jak lewica manipulowała ludźmi. Pamiętajmy, że w przestrzeni publicznej pojawiło się bardzo dużo nieprawdziwych informacji i manipulacji. To wszystko trzeba powoli odkręcać, chociażby tłumacząc kobietom, że wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 roku nie oznacza, że zakazano badań prenatalnych, czy tego, że od teraz kobieta będzie karana za poronienie. Podobnie, wyrok nic nie zmienia w kwestii ratowania życia matki, która jest w ciąży i której leczenie może spowodować śmierć jej dziecka. Mimo dramatu sytuacji z etycznego punktu widzenia jest oczywiste, że jeśli nie da się uratować dwóch osób, to ratuje się jedną i do matki należy tragiczny wybór, kogo ratować. Potrzebujemy też pozytywnej edukacji o tym, że dziecko jest człowiekiem od momentu poczęcia, że już dwudziestego pierwszego dnia życia można usłyszeć bicie jego serca.

Wreszcie, nie można zapominać, że kwestia aborcji nie jest oderwana od innych sfer życia człowieka. Najmniej zagrożone aborcją są dzieci małżonków, którzy się kochają. Mogą oni począć dziecko nieplanowane, ale zazwyczaj są gotowi, by je pokochać. Im lepiej dzieci i młodzież zrozumieją potrzebę odpowiedzialnego kierowania swoją seksualnością i wartość czystości przedmałżeńskiej, tym mniej dzieci będzie zagrożonych zabiciem w aborcji. I oczywiście potrzeba bardzo dużo modlitwy. Pan Bóg potrafi zmieniać losy świata, modlitwa to początek Bożych cudów. Znani aborterzy się nawracają. Po ludzku to trudne do zrozumienia. Pan Bóg ma naprawdę dużo do zrobienia i wiele osób do nawrócenia, ale musimy działać razem z Nim.

Fragment rozmowy pochodzi z książki „To my wychowamy Kościół”


Magdalena Korzekwa-Kaliszuk – absolwentka prawa i psychologii, przygotowuje rozprawę doktorską w zakresie praw podstawowych. W latach 2013–2018 była pierwszym menedżerem i dyrektorem kampanii dla organizacji CitizenGO w Polsce. Brała udział w konsultacjach społecznych na forach organizacji międzynarodowych, m.in. w ONZ w Nowym Jorku i Genewie czy instytucjach Unii Europejskiej. W 2017 r. współorganizowała obywatelską inicjatywę ustawodawczą „Zatrzymaj aborcję”, pod którą podpisało się blisko milion Polaków. Żona i mama.


„To my wychowamy Kościół”

Inspirujące rozmowy o Kościele, który wychowuje i jest wychowywany. Wśród pytań na temat przyszłości Kościoła coraz częściej pojawia się pytanie o rolę kobiet we wspólnocie ludzi wierzących. Stosunkowo rzadko jednak pyta się kobiety o ich osobiste doświadczenie wiary i wątpliwości oraz wyzwania, które się z wiarą łączą. Kim jest dla kobiet Jezus Chrystus i gdzie się z Nim spotykają? Jaką wiarę chcą przekazać swoim dzieciom? Czego oczekują od Kościoła, a co chciałyby Kościołowi dać? Jak opowiadają o Bogu innym kobietom? Takie pytania odważyła się zadać swoim rozmówczyniom Magdalena Kędzierska-Zaporowska. W ich bardzo osobistych rozmowach padło wiele różnych i nieoczywistych odpowiedzi, które mogą stanowić inspirację dla wszystkich wierzących – zarówno kobiet, jak i mężczyzn.
KUP KSIĄŻKĘ>>>

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę