Kobieca solidarność. Jak ją stworzyć?

Jak kobiety mogą wspierać się nawzajem? Dlaczego tak łatwo wpadamy w postawę narzekania? O szczerej rozmowie, skutecznym wsparciu i mądrym używaniu języka opowiada Małgorzata Dąbrowska, trener, coach i doradca, pomysłodawczyni Boskiego Biznesu.

Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Czy mamy szansę na mówienie o czymś w stylu kobiecej solidarności? Męska jest bardzo zauważalna. Jak wspierają się kobiety?

Przede wszystkim kobiety, żeby się wspierały, potrzebują się najpierw zaprzyjaźnić, więc na pewno jest to proces trochę dłuższy niż u mężczyzn. Mężczyźni jakoś z założenia jak już się gdzieś spotkają, to jakoś szybciej nawiązują kontakty. Widzę jednak, że kobiety, które przychodzą na spotkania Boskiego Biznesu o wiele szybciej się zaprzyjaźniają, niż w innych miejscach w codziennym życiu.

 

To kwestia podobnego światopoglądu?

Tak i od razu mogę powiedzieć, że byłam świadkiem, jak przyszły na nasze spotkanie kobiety nie ze względu na światopogląd, na wartości, ale bardziej ze względu na biznes. I kiedy nie do końca czuły, że to jest ich środowisko, ich wartości, to bardzo szybko same się dystansowały, było widać rozdźwięk. My mówimy jasno, że wierzymy w Boga i budujemy na Nim nasze firmy. Jeśli ktoś przyszedł nastawiony tylko na biznes, widać było, że nie do końca to rozumie – od razu na pierwszym spotkaniu widać taką różnicę. Najczęściej takie osoby już się nie pojawiały. Chyba że miały w sobie naprawdę głębokie pragnienie wejścia w tę relację, nawet jeśli na co dzień nie były z Panem Bogiem blisko.

 

Czyli mężczyźni wspierają się trochę niezależnie od systemu wartości, a kobiety potrzebują najpierw być w relacji. Jak powinnyśmy się wspierać?

Kiedy kobiety się poznają, to pierwszym etapem jest rozmowa. Szczególnie proponujemy Boskie Kawy. Trzeba zdobyć się na odwagę i do siebie zadzwonić i ze sobą rozmawiać – o biznesie i wszystkich innych sprawach. To postawa, która pokazuje “wiem, że masz te same wartości, wiem, że też robisz biznes, spotkajmy się”. Wtedy dziewczyny rzeczywiście zaczynają ze sobą rozmawiać, słuchać się, wspierać i szukać nawzajem rozwiązań problemów, przez które przechodzą. Każda z nas gdzieś tam z czymś się zmaga, więc dla kobiety wspierający jest już ten pierwszy etap, kiedy widzi inną kobietę i wie “ona mnie zrozumie, wysłucha…

 

… ona już przez to przeszła, ma to za sobą…

Dokładnie tak. To już w zasadzie kolejny poziom, po rozmowie – chcą się inspirować, uczyć od siebie, jak przez to przejść – może trochę łatwiej, może szybciej. A jeszcze kolejny etap wsparcia to wzajemne wspieranie się w działaniach. To bardzo widać właśnie w Boskim Biznesie. Niektóre z dziewczyn są dopiero na początku swojej biznesowej drogi, inne już dalej. Tutaj jest szansa, by nawzajem dla siebie być klientami, wspierać się przez kupowanie swoich produktów. Do tego dochodzi informacja zwrotna – podoba mi się, lub nie, rób to dalej, zostawiam lajki przy Twoich działaniach, komentuję, polecam. To naprawdę dodaje skrzydeł, a tego nam, kobietom najbardziej potrzeba.

 

I trzeba przyznać, że kobiety w tym względzie mają w sobie naprawdę duże pokłady szczerości, choć też trzeba ją umiejętnie wykorzystać. Można przecież powiedzieć komuś krytyczną uwagę i go nią zniechęcić albo zachęcić. Tak samo pochwały – można komuś dać pozytywny komunikat, ale w takiej formie, że nie będzie to wcale wspierające. Jak to zrobić mądrze?

Trzeba dodać do tego emocje. One są niesamowicie istotne dla kobiet. Na Boskim Biznesie każda kobieta może przedstawić swój pomysł i od razu dostaje emocje w odpowiedzi. Jeśli się to innym dziewczynom podoba, to zachęcają “rób to dalej, pokaż się w mediach społecznościowych”. A jeśli jesteśmy niepewne, to nie mówimy nic, nie obrażamy się nawzajem. Milczenie też jest komunikatem. Kobieta od razu je zrozumie i domyśli się, że coś jest nie w porządku. Czasem to tylko kwestia przekazu, ale to też ważna informacja.

 

 

Łatwo zauważyć też, że nie do końca umiemy dawać wsparcie, ukierunkowane na konkretną osobę. W momencie jakiejś trudności chcemy napisać dobre słowo, jakąś otuchę, ale piszemy o sobie – “nie martw się, u mnie było gorzej”. To domena kobiet?

Nie wiem, czy to domena kobiet, czy w ogóle Polaków. Mamy taką przywarę, że nie zwracamy uwagi na drugą osobę, jej historię, tylko licytujemy się, kto z nas ma gorzej. Jesteśmy przyzwyczajeni do narzekania, nasz język jest często językiem porażki, nie sukcesu. “- Ładną masz sukienkę. – No co Ty, taka stara już. – Tak, tak, ja też w takich starociach już chodzę…”. To już wrosło w naszą kulturę. Nauczyliśmy się ględzić.

 

To pokazuje, że mamy nad czym pracować.

Ja na co dzień dużo pracuję ze słowem i uważam, że od sposobu mówienia zależy całe życie i sukces. Bardzo to widać zwłaszcza w środowisku kobiet. Czy my narzekamy, ględzimy, czy szukamy rozwiązań. Czy wchodzimy w postawę ofiary i licytujemy się, kto ma gorzej – a kulturowo tak się dzieje – czy robimy wszystko, by nie nawarstwiać problemu.

Jedną sprawą jest historyczno-kulturowe przyzwyczajenie do narzekania i pławienia się w cierpieniu, a drugą sprawą – trudne doświadczenia w domach rodzinnych, gdzie nierzadko nie dostawaliśmy wsparcia, a tylko demotywujące “do niczego się nie nadajesz”. Po latach kobiety zdają sobie z tego sprawę i opowiadają o tych doświadczeniach i wielu lękach i zahamowaniach. Widac to także w biznesie. Niepewność, niewiara często wynika z wbijanego im od małego przekonania, że się nie nadają, że są niewystarczające. Musimy zmienić język, którym do siebie mówimy.

 

Potem trudno jest też dawać komuś skuteczne wsparcie, jeśli samemu takiego wsparcia się nie dostało.

Tak. Mamy z tym duży problem. Z językiem. Z proszeniem. W języku angielskim to jest takie naturalne, “give me sugar, please”, albo “sugar, please”, a u nas “podaj mi cukier”, “daj mi cukier”. To drobna różnica, ale u nich to “please” jest cały czas. Można go aż mieć dość. Ale u nas tego brakuje, nasz język już przez to staje się sztywniejszy i chłodniejszy. Słowo ma ogromną moc.

Pamiętam, jak sama szukałam pomocy, kiedy byłam w kryzysie. I była jedna grupa, która zajmowała się tylko ględzeniem, nie chciałam się z tym utożsamiać. Pytałam Pana Boga, gdzie znaleźć pomoc, gdzie znajdę środowisko, w którym otrzymam wsparcie. Kiedy już przeszłam przez ten kryzys, poczułam się wezwana, by takie środowisko stworzyć. By było miejsce, w którym kobieta w kryzysie usłyszy “Spokojnie, głowa do góry, bierzemy się do pracy. Teraz będziesz stawać się tą wersją siebie, jaką Cię stworzył Pan Bóg”. I zmieniamy siebie, zmieniamy swoje rodziny, swoje biznesy. I stajemy się “boskie”.

 

Jak jeszcze, poza pracą nad językiem możemy okazywać sobie wsparcie?

Myślę, żę to, co wyróżnia kobiety na spotkaniach Boskiego Biznesu – to wsparcie poprzez modlitwę. Poza wsparciem czysto biznesowym dzielimy się modlitwą. Ten duchowy aspekt nierzadko okazuje się na spotkaniu ważniejszy, bardziej się przebija. Prosimy się nawzajem o modlitwę, bo wierzymy w jej siłę, wierzymy w siłę słowa. Takiego wsparcia bardzo potrzebujemy. Nie boimy się proponować modlitwy, a wiem, że dla wielu kobiet jest to szok, że ktoś chce się za nie modlić. Na co dzień nie mają doświadczenia dzielenia się wiarą, modlitwą – dopiero we wspólnocie tak jest. A dla nas to powinna być codzienność. Osobiście staram się mówić o tym na naszych spotkaniach wprost: Boska Liderka to kobieta, która dąży do doskonałości czyli do świętości, to jest nasze powołanie. Z tego też wynika fakt, że się nawzajem nie obrażamy, nie hejtujemy, ale wspieramy. Staramy się, by nie było między nami niedopowiedzeń, niewyjaśnionych sytuacji. Jeśli dążę do świętości, to pragnę i decyduję się być dobra dla innych, a to dobro do mnie wraca.


Małgorzata Dąbrowska – Prezes Fundacji Boskie Skrzydła, Trener Biznesu i Relacji, chrześcijański coach, mentor, mówca motywacyjny. Prowadzi Boski Biznes – spotkania edukacyjno-networkingowe dla kobiet w całej Polsce. Organizuje także Forum Kobiet Przedsiębiorczych Powiatu Dębickiego, jest organizatorką projektu “Kobiety są siłą – Sukienka Sukcesu”. Od lat zaangażowana jest w działalność Duszpasterstwa Przedsiębiorców Talent, Dębickiego Klubu Biznesu, Stowarzyszenia Rodzin Katolickich, Stowarzyszenia Nostra Res. Prywatnie żona i mama czwórki dzieci: Niny, Przemka, Radka i Milenki. Wolny czas spędza z rodziną i przyjaciółmi, lubi taniec, muzykę oraz tenis i jazdę na nartach.


WEŹ UDZIAŁ W SPOTKANIACH KOBIECEGO BIZNESU

<<< WIĘCEJ INFORMACJI >>>


 

Otylia Sałek

Otylia Sałek

Z wykształcenia psycholog, z zamiłowania śpiewaczka, z Bożego (jak ufa) zamierzenia redaktor portalu Stacja7.pl. Wielbicielka muzyki liturgicznej, kawy i “Przyjaciół” oraz żywy dowód na to, że da się lubić Warszawę i Kraków jednocześnie.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >
KSIĄŻKI

„Ewangeliczny foch”. Co Biblia mówi o emocjach?

Czy Biblia może stać się dla nas odpowiedzią na pytanie jak radzić sobie z trudnymi emocjami?

Anna Maria Pudełko
Anna Maria
Pudełko
zobacz artykuly tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ilona Kisiel: Czy Biblia może nas nauczyć przeżywania emocji? Jak Jezus radzi sobie z emocjonalnością kobiet?

S. Anna Maria Pudełko: Jezus jest niesamowity w relacji z kobietami. Ja mogę godzinami nad tym myśleć. Bardzo mnie to zachwyca i inspiruje. Przede wszystkim ma do kobiet ogromny szacunek. Do kobiet, które przez innych były traktowane z pogardą, uważane za grzesznice czy jawnogrzesznice, Jezus nigdy nie odniósł się z brakiem szacunku. Faryzeusz widzi prostytutkę, a Jezus mówi do niego: „Widzisz tę kobietę?” (Łk 7, 44). On nie widział w niej grzesznicy, On widział kobietę. Albo kiedy zwraca się „córko” do kobiety nieczystej, chorej na krwotok. Nie mówi: „To przez ciebie straciłem czystość rytualną”, kiedy ona Go dotknęła. On do niej mówi najczulej: „Córko, twoja wiara cię uzdrowiła” (Mk 5, 34). Czy kiedy Maria namaszcza mu stopy, a Judasz mówi: „Można było ten olejek spieniężyć” (por. Mt 26, 9). Jezus jest rewelacyjny, kiedy ucina krótko: „Zostaw ją. Uczyniła to dla Mnie” (Mt 26, 10). Broni, stawia granice, nie pozwala, aby Judasz dalej ją ranił.

Aneta Liberacka: Kolejny przykład to Samarytanka przy studni. „Ty, Panie, ze mną rozmawiasz, przecież wiesz, że jestem Samarytanką” (por. J 4, 7-9). Ona jest zdziwiona, z jakiej racji Żyd rozmawia z Samarytanką. A potem jeszcze się okazuje, że On wie o niej wszystko. Wie, że miała pięciu mężów, ale jej nie potępia, tylko rozmawia z nią, żeby móc jej dać wodę życia. Jezus w ten sposób pokazuje, że wszyscy zasługujemy na szacunek, bez względu na to, kim jesteśmy i co robimy.

s. Anna Maria: Jezus ma ogromny takt, szacunek. Widzi w kobiecie piękno, widzi jej godność. Wchodzi w bliskie relacje, nie boi się bliskości. Co robi, kiedy Marta, która też wyraża swoją złość i zniecierpliwienie, mówi: „Panie, powiedz coś, bo moja siostra mnie zostawiła samą”. A Jezus jej tak pięknie tłumaczy: „Marto, Marto, niepokoisz się o wiele, ale nie trzeba” (por. Łk 10, 40-42). To jest taka fochnięta siostra. Mamy tu ewangeliczny foch!

Jezus pokazuje nam inne spojrzenie, że nie zawsze to, co nam się wydaje najważniejsze na pierwszy rzut oka, jest naprawdę najważniejsze czy najlepsze. Dojrzałość, której Jezus uczy nas w tej scenie, mówi: Weź się zastanów, co jest twoją najważniejszą cząstką.

Aneta: Ewangeliczny foch – to brzmi bardzo ładnie. Marta nawet nie była pokorna… Ona była zawiedziona i zła. Przyznam, że sama też bym się wkurzyła na jej miejscu. Zapewne większość kobiet jest po stronie Marty w tej scenie. Ja sama jestem po stronie Marty, dopóki nie zacznę się zastanawiać nad tym, co mówi Jezus. No bo jak to? Ja tutaj biegam, wszystko organizuję, a ona sobie siedzi, uśmiecha się i nic nie robi. Skądś taki obrazek znamy… Tylko w tej scenie Jezus pokazuje nam inne spojrzenie, że nie zawsze to, co nam się wydaje najważniejsze na pierwszy rzut oka, jest naprawdę najważniejsze czy najlepsze. Dojrzałość, której Jezus uczy nas w tej scenie, mówi: Weź się zastanów, co jest twoją najważniejszą cząstką. Czy rzeczywiście ta bieganina? Czy nie jest ważniejsze, żebyś uporządkowała siebie i żebyś się cieszyła z tego, że jestem, żebyś umiała też wybrać i wziąć to, co najlepsze? Marta to dla nas ważna postać, właśnie dlatego, że wiele z nas identyfikuje się z jej fochem. Tym bardziej warto usiąść i dłużej się nad tym zastanowić, czym ja się zajmuję, a co jest dla mnie ważniejsze. Dojrzałość to także umiejętność zrezygnowania z pewnych rzeczy. Dojrzałość to może nawet pogodzenie się z tym, że okno będzie trochę niedomyte, ale za to wszyscy u nas w domu będą czuli się dobrze, mile widziani, wysłuchani.

s. Anna Maria: Przy czym Jezus absolutnie nie potępia krzątaniny Marty. On jest zafascynowany jej gościnnością. Tutaj musimy też spojrzeć jeszcze szerzej na postać Marty. Czytamy, że Marta „przyjęła Jezusa w swoim domu” (Łk 10, 38). Czyli jest gościnna, pełni honory pani domu. To jest coś najpiękniejszego w kobiecie – ta przestrzeń przyjmująca. Oczywiście, w pewnym momencie tak się nakręciła, że zgubiła w tym Jezusa. I dopiero w tym momencie Jezus ją zatrzymał. Nie zlekceważył ani tym bardziej nie potępił jej gościnności, jej otwartości na przyjęcie drugiego człowieka, tylko powiedział jej: „Nie o to chodzi, żeby robota była zrobiona na medal, tylko żebyś ty zasmakowała w tym, że to robisz dla Mnie”. I to też jest ważna kwestia dla nas do przemyśleń.

Aneta: To są bardzo bliskie nam obrazki. Jestem w stanie wymienić takie koleżanki czy znajome, które przez cały wieczór krzątają się w kuchni i efekt jest taki, że pani domu nie ma wśród nas. Ja bym wolała często nie zjeść, żeby ona po prostu usiadła i z nami porozmawiała. My kobiety często tak się zapędzamy.

 

Czy są jakieś modlitwy, które nam pomogą w sytuacji, kiedy nie jesteśmy w stanie poradzić sobie z własnymi emocjami?

s. Anna Maria: Nie wiem, czy jednoznacznie możemy coś doradzić, bo różnym osobom różne rzeczy pomagają. Na przykład kogoś może bardzo wyciszyć i ukoić modlitwa różańcowa, ponieważ ona jest rytmiczna i powtarzalna.

 

Wystarczająco długa, żeby się opanować i żeby minął wielki foch…

s. Anna Maria: Z pewnością może zadziałać tak, żeby minął wielki foch. Samo przeniesienie uwagi na inną rzeczywistość niż ta, która powoduje w nas złość, już działa leczniczo. Jeżeli to, z czym sobie nie radzimy, przeniesiemy na przykład na jakąś tajemnicę z życia Jezusa czy Maryi i włożymy tam całą tę złość: „Panie, oddaję Ci to, co przeżywam w tym momencie”, a potem powtarzamy w powolnym rytmie Zdrowaś Maryjo, to jest spora szansa, że ukoimy swoje serce. Skierowanie uwagi na Pana Boga już jest kojące.

 

Fragment pochodzi z książki “Wielki foch. O (nie)dojrzałości kobiet” s. Anny Marii Pudełko i Anety Liberackiej

 

Anna Maria Pudełko

Anna Maria Pudełko

Zobacz inne artykuły tego autora >

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl “Rozmowy z Janem Pawłem II” oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Anna Maria Pudełko
Anna Maria
Pudełko
zobacz artykuly tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap