video-jav.net

Dziewczyny z ośrodka dla trędowatych

Jak dbają o piękno, jak żyją, czym są obdarowywane, jakie są ich największe troski a jakie radości. Kobiety z ośrodka Jeevodaya. Prawdziwe kobiety - matki

Helena Pyz
Helena
Pyz
zobacz artykuly tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z dr Heleną Pyz – Polską lekarką i misjonarką świecka, od 25. lat posługującą trędowatym w Indiach, rozmawia Aneta Liberacka

 

Indie kojarzą się między innymi z pięknymi, kolorowo ubranymi kobietami. Czy w ośrodku dla trędowatych jest miejsce na myślenie o kobiecości?

Kolorowe sari to atrybut indyjskiej kobiety i to niezależnie czy stać ją na strój z jedwabiu wyszywanego złotem, czy to zwykła bawełna. Nawet bardzo ubogie kobiety, które mają na zmianę dwie takie szaty noszą się elegancko idąc do ciężkiej pracy w polu czy przy budowie drogi. Młoda dziewczyna oczekuje na moment otrzymania swojego pierwszego sari – aby móc poczuć się kobietą i początkowo nosi je wyłącznie na uroczystości.

 

750

Doktor Helena Pyz z pacjentką w ośrodku Jeevodaya | fot. Beata Zajączkowska

 

To piękne, możemy się uczyć i kobiecości i tego by doceniać bardziej to co mamy…

Tak ale to obraz zewnętrzny i nie zawsze życie kobiet jest tak kolorowe… Kobieta zawdzięcza swoją „wartość” urodzonym dzieciom, szczególnie synom. W tradycyjnym społeczeństwie nie podejmuje decyzji samodzielnie, jest zależna od ojca, lub gdy go zabraknie najstarszego brata, później od męża, a ostatecznie od syna. Gdy rodzina działa prawidłowo to ten system się sprawdza, ale wiemy też, że jest on powodem wielu tragedii…  Nasz ośrodek jest małą cząstką tej wielkiej społeczności jaką są z Indie, choć rządzi się też własnymi prawami. Także wśród ludzi dotkniętych trądem są np. problemy doboru współmałżonka z odpowiedniej kasty, na którego zgodzi się nie tylko rodzina, ale społeczność jej wioski.

 

Na czym dokładnie ten problem polega?

Opowiem może o dziewczynie (dziś matce trójki pięknych i zdolnych dzieci), która trafiła do nas z powodu trądu. Ona nie jest okaleczona, ale jak ktoś wie coś więcej o tej chorobie to może poznać, że była jej ofiarą. Otóż jej ojciec chciał ją wydać za mąż, ale w wiosce nie mógł znaleźć odpowiedniego kandydata. Wiedziałam, że inne rodziny nie zechcą oddać jej zdrowego, dobrego syna i że ojciec może wybierać albo wdowca albo kogoś niepełnosprawnego, więc zapytałam, czy jeśli znajdzie się odpowiedni człowiek, to możemy go wskazać. Okazało się, że Sita sama wybrała naszego ogrodnika, człowieka bardzo okaleczonego przez trąd, ale dobrego, serdecznego. I wtedy zaczął się problem, bo Goutam podobnie jak Sita wyznawca hinduizmu, należał do tej samej kasty, ale był z jakiejś jej nieco innej podgrupy. Rodzina, która zaakceptowała ten wybór nie mogła nie tylko urządzić im uroczystości ślubnych, ale nawet przyjechać na ślub, który odbył się w Jeevodaya, bo zostaliby przez wioskę ukarani. Przyjechali dopiero po urodzeniu pierwszego dziecka na tzw. czatti – czyli uroczystość nadania imienia. To było ponad dwadzieścia lat temu i dotyczyło osób „niepiśmiennych”.

 

1 (14)

Dziewczyny mieszkające w ośrodku Jeevodaya | fot. Beata Zajączkowska

 

To piękna i zarazem trudna historia…

W ostatnim czasie mamy inne doświadczenie: dwoje młodych wykształconych, pracujących już, katolików, postanowili się pobrać. Rodzina dziewczyny z sąsiedniego stanu przeciągała dzień ślubu z coraz to innych powodów, a dopiero po pewnym czasie młodzi zrozumieli, że to rodzina wywiera wpływ na rodziców ponieważ chłopak jest z innej, wyższej kasty… ale odeszłam trochę od tematu…

 

To niesamowicie ciekawe, może będzie okazja, żeby kiedyś o tym też szerzej porozmawiać, a wracając do kobiet: jak żyją kobiety w ośrodku? Co jest ich główną troską, a co radością?

Codzienne życie kobiet w Ośrodku Jeevodaya jest podobne do tego, jakie prowadzą miliony kobiet w Indiach. Przede wszystkim troszczą się o rodziny, nawet jeśli nie mieszkają razem. Trzeba tu powiedzieć, że w Ośrodku mieszka około 20 rodzin i zadanie matek to przede wszystkim troską o własne dzieci i o męża. Jak dzieci są większe panie pracują zgodnie ze swoim wykształceniem, te bez wykształcenia przy prostych pracach w polu, inne opiekują się dziećmi, inne – zgodnie z kompetencjami w szkole jako nauczycielki. Mamy też grupę starszych kobiet, często mocno okaleczonych przez trąd, które kiedyś zostawiły swoje rodziny lub zostały przez nie odesłane – ale także one, mieszkając w tzw. domu kobiet – utrzymują kontakt z rodzinami naturalnymi. Kilka młodych kobiet okresowo pracuje w kuchni, w przychodni lub opiekuje się dziećmi w internacie – ale także one nie mieszkają same, a właśnie w internatach z dziećmi.

 

To oznacza, że nikt nie czuje się samotny…

W Indiach nie występuje takie pojęcie jak kobieta samotna, każda ma jakiegoś brata, wujka, kuzyna i ta przynależność jest dla nich bardzo ważna.

Z drugiej strony warto dodać, że mimo, iż mieszkańcy ośrodka to zarówno katolicy jak i hinduiści to staramy się wdrażać model miłości i szacunku dla kobiety należny każdej osobie ludzkiej. Nie akceptujemy sytuacji w której np. indyjski mąż uznaje, że może w określony, fizyczny, brutalny sposób ukarać swoja żonę – co niestety jest powszechne w społeczeństwie. Wychowujemy też młode dziewczęta uczęszczające do naszej szkoły, które  przybywają przecież  z bardzo różnych środowisk, z innych stanów o różnych zwyczajach do tego, żeby same rozumiały swoją godność. Staram się o tym z nimi rozmawiać, a być może fakt, że widzą one moją pozycję w Ośrodku ma też dla nich znaczenie. Pamiętam jak mnie zdziwiło, gdy jedna z wolontariuszek, która do Jeevodaya przyjechała z młodym mężem (nie mieli jeszcze wówczas dzieci) usłyszała od starszych dziewcząt pytanie „czy Mariusz Cię bije?” Jak powszechne musi być to zjawisko w ich świecie, że przyszło im do głowy takie pytanie…

 

Foto 2a

fot. Beata Zajączkowska

 

To prawda, w innych kulturach niestety często się to zdarza. Mam koleżankę z Etiopii, która też zadała mi to pytanie, tak mimochodem, pomiędzy innymi pytaniami, jakby to była zwykła, codzienna sprawa… A czy w ośrodku zdarza się, że np. jakiś mężczyzna podaruje kobiecie kwiaty?

W Indiach nie ma zwyczaju dawania kwiatów. Mąż, czy brat obdarowuje kobietę raczej materiałem, z którego upina się sari. Tu nie ma znaczenia czy jest ona trędowata. W naszej społeczności są też osoby zdrowe, które zdecydowałaby się na życie w takim ośrodku, aby służyć innym potrzebującym; są też dorosłe dzieci ludzi, którzy doświadczyli odrzucenia przez trąd, ale ona same są całkowicie zdrowe, a chcą z nami być – i nie ma żadnych podziałów spowodowanych chorobą. My po prostu stanowimy wielką rodzinę.

Co do obdarowywania to jest piękny zwyczaj duchowego braterstwa. Dziewczyna może wybrać sobie opiekuna powiedzielibyśmy takiego „przyszywanego brata” , któremu w specjalnym dniu roku zawiązuje na ręce symboliczną bransoletkę „rakhi”. Chłopak ma wówczas obowiązki wobec niej jak wobec własnej siostry, opiekuje się nią jeśli tego potrzebuje, obdarowuje ją też drobnymi prezentami, ubraniami lub ozdobami jak bransoletki, kolczyki itp.

 

Wiele kobiet u nas, pewnie też by tak chciało, o tym marzy. A o czym marzą kobiety w ośrodku?

Myślę, że wiele marzeń indyjskich kobiet jest związanych z rodziną, miłością męża, posiadaniem zdrowych dzieci, które wyrosną na dobrych ludzi. Kariera osobista nie jest dla nich tak istotna. Nawet jak zdobywają dobry zawód i pracę, po zamążpójściu najpierw myślą o dzieciach. Potrafią stawiać się na drugim miejscu, aby innym było z nimi dobrze. Wspaniale organizują to, co nazwalibyśmy ogniskiem rodzinnym i rzeczywiście potrafią swoją cierpliwością i troską zażegnywać wiele problemów, które w społeczeństwie zachodu mogłyby łatwo prowadzić do rozpadu związku.

 

kobiety (6)

fot. Beata Zajączkowska

 

Skąd czerpią siłę? Skąd Pani czerpie siłę?

Czy ja wiem? Dobro świadczone przez człowieka wraca. Ja mogę powiedzieć, że na mnie się sprawdza słowo Ewangelii, że jeśli porzucimy dom […] otrzymany stokroć tyle. W ogóle to w trudnych sytuacjach człowiek czerpie siły od kogoś Większego, któremu ufa, bo jak np. bez wiary w Boga zrozumieć śmierć maleńkiego dziecka, któremu po ludzku już się poprawiało… Myślę, że też dla Induskich kobiet wiara w boga – takiego jak go rozumieją – jest bardzo ważna. Wiele kobiet w ośrodku, nawet hinduistek przychodzi na nabożeństwa do kościoła i wiem, że szczerze modlą się do cierpiącego Jezusa czy do Matki Boskiej o pomoc w swoich sprawach.

 

Jakie są obecnie największe problemy w Indiach? O co kobiety tam walczą? Jakie mają największe potrzeby? Czy można nas jakoś porównać?

Porównanie życia i sytuacji kobiet w Indiach i w Polsce jest pewnie bardziej wielowymiarowe niż tylko odniesienie do problemu trądu, który stygmatyzuje zarówno mężczyzn jak i kobiety. Największym problemem dziewczynek i kobiet w Indiach jest fakt, że często są one nieżądanym potomstwem. Mimo oficjalnego zakazu podawania informacji o płci  dziecka przy badaniu USG zjawiskiem powszechnym jest selektywna aborcja i wiemy, że w społeczeństwie Indyjskim zachwiana jest z tego powodu równowaga płci. Dla prostej rodziny ze wsi prawdziwą tragedią jest urodzenie się np. 3 dziewczynki, bo żeby wydać je za mąż trzeba będzie fortuny – a potem wszystkie córki pójdą mieszkać, służyć do domu teściów. Syn to zabezpieczenie na starość.

 

Jakie Pani widzi problemy u nas? Co z Pani perspektywy jest największą bolączką nas Polek?

Z tego co widzę, słyszę, czytam, to został w Polsce zaprzepaszczony etos kobiety – matki. Mam kilka znajomych rodzin, które zdecydowały się na posiadanie dużej ilości dzieci i słyszę, jak często zamiast wsparcia i podziwu doświadczają ludzkiej nieżyczliwości, czy wręcz pogardy.

 

Wiem coś o tym, mimo, że mam tylko czworo dzieci…

Właśnie.

Z drugiej strony młode dziewczęta wstydzą się przyznać, że dar aktu miłości chcą zachować dla mężczyzny, z którym pragną spędzić całe życie, bo dziewictwo jest dziś niemodne – to chyba coś się z naszym wartościowaniem stało niedobrego. Myślę, że trudno jest też być dzisiaj wiernym, pomimo jakichś przeciwności z drugiej strony, bo świat mówi: jak ci się ten związek nie udał to wyrzuć go do kosza i szukaj nowego. A właśnie kobieta jest tą, która może i powinna ognisko domowe ochraniać.

 

Jaka rada dla nas na koniec?

Spotkałam się niedawno z dr Wandą Półtawską, która całe swoje życie poświęciła dla pokazania piękna rodziny jako daru Bożego, ale żeby takie piękne rodziny tworzyć kobieta musi dostrzec swoje piękno i także mężczyzna musi je uszanować i podjąć jako dar.

 

Piękna puenta. Dziękuję.

Dziękuję

 

Przeczytaj więcej o doktor Helenie Pyz i ośrodku Jeevodaya w artykułach:


Mama z Jeevodaya


Ciemna strona Indii


Naznaczeni


Nasze czyny muszą mówić o wierze


Młodzież z Jeevodaya na ŚDM


 

wklejka_kapłankiczykury

Helena Pyz

Helena Pyz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl "Rozmowy z Janem Pawłem II" oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Helena Pyz
Helena
Pyz
zobacz artykuly tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >
ROZMOWY

Abp Adam Szal o swoich priorytetach

Dużo troski chciałbym poświęcić jedności małżeńskiej oraz sprawie trzeźwości – zapowiada w rozmowie z KAI nowy metropolita przemyski abp Adam Szal. Wśród priorytetów swojej posługi 62-letni hierarcha wymienia też sprawy migracji, pomoc potrzebującym oraz wychowanie dzieci i młodzieży.

Polub nas na Facebooku!

Dziś papież Franciszek mianował dotychczasowego biskupa pomocniczego archidiecezji przemyskiej bp Adama Szala nowym metropolitą przemyskim, podnosząc go do godności arcybiskupa. Jednocześnie przyjął rezygnację z urzędu abp. Józefa Michalika, który z racji ukończenia 75. roku życia przeszedł na emeryturę.

 

Publikujmy rozmowę z abp. Adamem Szalem:

 

ks. Maciej Fląder (KAI): Jakie były pierwsze odczucia Księdza Arcybiskupa na wieść o tej nominacji?

– Każda nominacja którą otrzymuje duchowny jest szczególnym wezwaniem i jest jakby kredytem zaufania które Pan Bóg nam przekazuje. Takim kredytem zaufania jest każdy sakrament święty począwszy od chrztu świętego, który wspominamy w tym roku. Szczególnym darem od Pana Boga jest sakrament kapłaństwa, a 16 lat temu otrzymałem niezwykły kredyt zaufania jakim były święcenia biskupie w charakterze biskupa pomocniczego.

Teraz otrzymuję nowe wyzwanie i zadanie. W pewnym sensie czuję się onieśmielony ale i zaskoczony zdając sobie sprawę z moich słabości. Wiedząc także o tym, jak absorbujące jest zadanie kogoś, kto stoi na czele archidiecezji przemyskiej. Jest ona miłą mojemu sercu cząstką Kościoła, bo w niej dorastałem, rozwijałem się i w niej pracowałem jako biskup pomocniczy. Pocieszam się tym, że miałem tak wielkich poprzedników jak św. bp Józef Sebastian Pelczar, bp Anatol Nowak, bp Franciszek Barda, abp Ignacy Tokarczuk czy obecny abp Józef Michalik. Wszyscy oni budowali tę rzeczywistość, którą teraz z woli Pana Boga mam podjąć. Mam podjąć tę ich pracę i starać się to rozwijać.

 

KAI: Czy ma Ksiądz Arcybiskup obawy przed podjęciem tak odpowiedzialnej funkcji?

– Obaw jest dużo, bo żyjemy w określonym kontekście: ogólnoświatowym, ale także w naszej ojczyźnie i na Podkarpaciu. Problemów, które będą stały i stoją przed archidiecezją jest wiele. Wśród nich trzeba wymienić sprawy dotyczące rodziny, jej jedności, sprawy migracji, pomocy potrzebującym, wychowania dzieci i młodzieży, duszpasterstwa, które by zainteresowało młode pokolenie i wciągnęło ich do odpowiedzialności za wiarę i do odpowiedzialności za Kościół. Jest także sprawa bardzo ważna jak budzenie i formacja powołań.

 

KAI: Archidiecezja przemyska należy do jednych z najstarszych diecezji w Polsce. Przejmuje Ksiądz Arcybiskup bogate duchowe dziedzictwo…

– W perspektywie 1050. rocznicy chrztu Polski trzeba powiedzieć, że archidiecezja przemyska jest jedną ze starszych. Korzenie chrześcijaństwa, tutaj na Podkarpaciu, sięgają także 1000 lat. W Przemyślu na zamku i pod bazyliką katedralną są rotundy czyli budowle chrześcijańskie sięgające XI czy XII wieku. Sama diecezja przemyska powstała około 1340 roku, formalnie została włączona do metropolii Halickiej 1375 roku a więc widzimy jak wielkie jest to dziedzictwo historyczne.

Jaki jest obecny stan? Myślę, że warto wymienić kilka cyfr Na terenie diecezji mieszka ok. 770 tys. katolików obrządku rzymsko-katolickiego. Bardzo dużo mamy imigrantów – ponad 80 tysięcy. Bardzo pocieszająca jest obecność ponad tysiąca księży: 980 księży należących do diecezji ale także 170 duchownych zakonnych. Jest ponad 1000 sióstr zakonnych z różnych zgromadzeń. Wierni odznaczają się przywiązaniem do Kościoła katolickiego: około 60 proc. wiernych uczęszcza na niedzielną Eucharystię wielu z nich przystępuje do komunii świętej. Bardzo pocieszająca jest praca grup duszpasterskich.

Chciałbym wspomnieć o pięknej inicjatywie dotyczące uaktywnienia laikatu, którą podejmował i prowadził abp Józef Michalik, szczególnie przez działalność Akcji Katolickiej. Myślę ze jednym z moich zadań będzie podjęcie jego zamierzenia, by Akcja Katolicka była obecna w każdej parafii.

Myślę, że warto wspomnieć o świętych naszej diecezji – to jest chluba i probierz skuteczności prowadzonego duszpasterstwa. Jest także pięknie rozwijający się ruch Światło–Życie, kręgi domowego Kościoła, wspólnoty dziecięce i młodzieżowe. Na terenie archidiecezji jest również bardzo dobrze działający Ruch Apostolstwa Młodzieży czy Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży. Myślę, że będzie dużo możliwości, gdy chodzi o szkolne koła Caritas i o jeszcze inne formy duszpasterstwa.

W mojej pasterskiej posłudze chciałbym dużo troski poświęcić jedności małżeńskiej oraz sprawie trzeźwości. Myślę, że bardzo ważna jest także troska o duszpasterstwo młodzieży. Chciałbym objąć opieką duszpasterską również tych, którzy wyjeżdżają na emigrację , żeby odnaleźli się w nowej rzeczywistości. Szczególnie bliski mojemu sercu jest także ruch pielgrzymkowy.

 

KAI: Kiedy odbędzie ingres do przemyskiej archikatedry?

– Ingres odbędzie się 21 maja o godz. 10.00. Zapraszam serdecznie do udziału w tej uroczystości, także do pokazania jedności Kościoła. Zapraszam także do modlitwy w intencji archidiecezji przemyskiej.

 

***

 

Biskup Adam Szal, mianowany dziś przez papieża Franciszka arcybiskupem metropolitą przemyskim ma 62 lata. Urodził się 24 grudnia 1953 r. Po ukończeniu Szkoły Podstawowej w Wysokiej odbył naukę w zakresie szkoły średniej w Technikum Rachunkowości Rolnej w Wysokiej. Po egzaminie maturalnym złożonym w maju 1972 r., wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu.
Święcenia kapłańskie przyjął 31 maja 1979 r. W 1980 r. ukończył magisterskie studia teologiczne na KUL, zaś w 1990 obronił na tej uczelni doktorat.Był m.in. wykładowcą historii Kościoła w Instytucie Teologicznym w Przemyślu, prefektem a następnie rektorem Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu. 16 listopada 2000 Jan Paweł II mianował go biskupem pomocniczym archidiecezji przemyskiej. W ramach KEP jest członkiem Komisji Misyjnej oraz delegatem ds. Ruchu Światło Życie. W latach 2008-2014 był członkiem Komisji ds. Młodzieży. Interesuje się historią Kościoła katolickiego i dziejami archidiecezji przemyskiej. Od wielu lat pielgrzymuje pieszo na Jasną Górę i sanktuariów maryjnych na Podkarpaciu.


rozmawiał ks. Maciej Fląder / Przemyśl

 

wklejkaNIEZBEDNIK