Ciemna strona Indii

Wstrząsający reportaż Beaty Zajączkowskiej o ludziach chorych na trąd w głębi Indii

Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

“Największą chorobą naszych czasów nie jest rak, czy trąd, ale obojętność”

poprzednie
następne

Nie patrz na okaleczone ręce i twarze, spójrz w oczy, w nich nie ma trądu”. Te słowa towarzyszyły mi w drodze do Indii, kraju w którym mieszka 70 proc. wszystkich trędowatych na świecie.

poprzednie
następne

W ostatnią niedzielę stycznia obchodzimy Światowy Dzień Chorych na Trąd.

Ciemna strona Indii

Na świecie żyją 3 mln trędowatych. Trąd wcześnie zdiagnozowany można zupełnie wyleczyć i nie daje żadnych powikłań, kiedy jest zaniedbany mamy do czynienia z poważnymi okaleczeniami. Trąd to choroba zakaźna, bakteryjna. Skuteczne leczenie trwa od kilku miesięcy do dwóch lat. Wciąż niestety nie wykryto jeszcze szczepionki przeciwko trądowi. Chorzy na trąd spychani są na margines społeczeństwa: żyją w koloniach na obrzeżach miast, mają własne studnie, a ich podstawowym zajęciem jest żebranina.

poprzednie
następne
poprzednie
następne

Trędowatych ze społeczeństwem praktycznie nie łączy nic. Nawet jeśli przed zachorowaniem należałeś do najwyższej kasty braminów, to trąd zrzuca cię na samo dno hierarchii społecznej. – Trąd we współczesnym świecie nie jest problemem medycznym, ale społecznym – mówi kierująca od prawie ćwierć wieku ośrodkiem rehabilitacji trędowatych Jeevodaya doktor Helena Pyz.

poprzednie
następne

Nie wystarczy tylko wyleczyć chorego, trzeba pomóc mu zdobyć wykształcenie, a potem pracę. Problem jest tym większy, że nie dotyka tylko samych chorych ale i ich najbliższych. Dzieci nawet jeśli są zdrowe na zawsze będą „dziećmi trędowatych”. W szkolnej ławce z nimi nikt nie będzie chciał usiąść, dyrektor nie zapisze do szkoły, by inne dzieci nie odeszły. Tak samo jest z leczeniem. Lekarz nie dotknie trędowatego, nie w obawie, że się zarazi, ale z obawy że inni pacjenci przestaną do niego przychodzić.

poprzednie
następne

Dzieci trafiające do ośrodka Jeevodaya żyły ze swymi rodzicami na ulicy, na co dzień doświadczając odrzucenia. Często edukacja zaczyna się od oduczenia ich grzebania po śmietnikach, potem dopiero przychodzi czas na uczenie dbania o czystość i normalne kształcenie.

poprzednie
następne

Dzięki ofiarności wielu Polaków wyrażającej się m.in. poprzez Adopcję Serca w Jeevodaya uczy się aktualnie ponad 500 dzieci, a ponad 40 absolwentów szkoły studiuje na wyższych uczelniach. Podobnie jest w szkole integracyjnej w Purii, założonej  przez polskiego werbistę, o. Mariana Żelazka.

poprzednie
następne

Rehabilitacja społeczna w naznaczonym systemem kastowym społeczeństwie Indii jest najtrudniejsza. Bycie żebrakiem to „karma” i nieprzynoszący ujmy zawód, jak każdy inny. „Łatwiej jest żebrać, niż zarabiać pieniądze ciężką pracą” –  podkreśla Manoj Bastia. Już jego babcia była trędowatą, tak samo rodzice. On dzięki solidnemu wykształceniu zdobytemu w Jeevodaya zaczyna właśnie prestiżowe studia magisterskie. Ma nadzieję, że w jego ślady pójdzie rodzeństwo i przyjaciele. Edukacja zmywa stygmat trądu i otwiera szansę na godne życie.

Matka Teresa mawiała:

„Największą chorobą naszych czasów nie jest rak, czy trąd, ale obojętność”.

Ciemna strona Indii

Osoby które pragną wesprzeć działalność centrum wspierającego trędowatych w Indiach mogą przesłać ofiarę na adres:

Instytut Prymasa Wyszyńskiego

Sekretariat Misyjny Jeevodaya

ul. Młodnicka 34, 04-239 Warszawa

PLN 16 1020 1097 0000 7102 0004 8736

EUR 74 1020 1097 0000 7302 0124 1082


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Beata Zajączkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Donosiciel czy profesjonalista?

Intrygujący case z piłkarskiej szatni

Jakub Kuza
Jakub
Kuza
zobacz artykuly tego autora >

Poranny trening mistrzów Polski – Śląska Wrocław. Słowacki obrońca Patryk Mraz jest wyraźnie wczorajszy. To nie podoba się napastnikowi Łukaszowi Gikiewiczowi, który krzyczy głośno w kierunku trenera Z pijakami nie gram! Drugi trener Śląska wzywa Słowaka do siebie i nakazuje mu opuszczenie treningu. Kapitan drużyny Sebastian Mila wyzywa publicznie Gikewicza od konfidentów, w obronie Łukasza staje tylko jego brat – Rafał. Dochodzi do ostrej wymiany zdań, zdaniem niektórych świadków także szarpaniny.

Dalej wydarzenia toczą się błyskawicznie – zarząd klubu rozwiązuje za porozumieniem stron kontrakt z Patrykiem Mrazem. Drużyna staje jednak murem za Słowakiem, Łukasza Gikiewicza dotyka ostracyzm – koledzy nie podają mu ani ręki na przywitanie, ani piłek na treningu. Sebastian Mila w wywiadzie telewizyjnym podkreśla, że atmosfera w szatni jest dobra, a jeśli ktoś się wyłamuje – musi zostać wyeliminowany. Trener wrocławian nie zabiera Łukasza Gikiewicza na kolejny mecz do Poznania, a Cristian Diaz celebruje zdobycie bramki prezentując kibicom koszulkę z napisem Mraz Dziękujemy!

Donosiciel czy profesjonalista?

Sam incydent byłby prawdopodobnie interesujący wyłącznie dla zagorzałych fanów drużyny Śląska, gdyby nie niezwykle ciekawa dyskusja jaka rozgorzała wokół niego w Internecie. Kilka wypowiedzi pozwolę sobie przytoczyć:

– Konfidentom mówimy stanowcze NIE. Zdarzyć się może każdemu.

– A jakby pijany lekarz miał odebrać poród twojej żony? Też twierdził byś że zdarzyć się może każdemu? Czy zostałbyś konfidentem?

– Mraz zachował się nieprofesjonalnie, ale Gikiewicz frajersko. W ekipie powinny być pewne zasady. Wolę pijaków od kapusiów.

– Konfident to donosił władzy za komuny, a ktoś kto informuje o patologiach spełnia swój obywatelski obowiązek. Brawo Gikiewicz!

– Brawo Sebastian. Drużyna to drużyna i tego typu sprawy powinno sie załatwiać w swoim gronie, w szatni. Czy ktoś z Was szanowałby kolegę z pracy, który donosi szefowi? Toż to największe frajerstwo.

– No i brawo, teraz gość, który pochlał jest prawie bohaterem, a ci, którym nie pasowało, że piłkarz przychodzi na trening pijany są odsądzani od czci i wiary.

Co jeszcze jest obywatelskim obowiązkiem, a co godnym potępienia donosicielstwem? Każdy zareaguje gdy pijany jest lekarz, dróżnik, albo kierowca mający zawieźć dzieci. Ale już złożenie donosu na sąsiada wyrzucającego śmieci w lesie czy nielegalnie podłączonego do prądu nie zawsze jest takie oczywiste. A nikt raczej nie ma wątpliwości, że donoszącego na ściągających na egzaminie kolegów, powinno spotkać towarzyskie wykluczenie, chociaż w amerykańskiej kulturze taki donos byłby elementarnym odruchem.

Stosunek Polaków do donoszenia jest zauważalnie inny niż w krajach zachodnich. Ale też był zawsze (podobnie jak np. stosunek do własności społecznej) pochodną stosunku do władzy. A ta, w ciągu ostatnich dwustu lat – zazwyczaj była obca, narzucona, okupacyjna. Solidarność wspólnoty – nas, w opozycji do nich – władzy, była zawsze wartością najwyższą. Taki stosunek, często w postaci karykaturalnej, wciąż mocno w nas tkwi.

Donosiciel czy profesjonalista?

Czy opisana wyżej sytuacja świadczy o tym, że mentalność Polaków powoli się zmienia? Piłkarze Śląska Wrocław, tworzący grupę, stanęli murem za nadużywającym alkoholu kolegą. Wśród kibiców zdania pozostały jednak mocno podzielone – wielu z nich podkreślało, że sowicie opłacany piłkarz, który stawia się w stanie nietrzeźwym na trening, hańbi swój klub i lekceważy fanów, którzy kupując bilety mają prawo domagać się, aby traktował swoje obowiązki poważnie. Ktoś słusznie, zauważył, że w klubie na Zachodzie Europy taka sytuacja byłaby po prostu nie do pomyślenia.

Warto pokreślić, że po kilku dniach zreflektowali się sami piłkarze Śląska, którzy wydali oświadczenie potępiające wszelkie przejawy niesportowego trybu życia, dodając, że w profesjonalnym sporcie nie ma miejsca na nieprofesjonalne zachowania, uderzające w kibiców, klub, kolegów z drużyny, a przede wszystkim w samego siebie. Zarazem jednak, jak czytamy dalej: Chęć wyjaśniania bolących nas kwestii we własnym gronie wynika nie z faktu, że chcemy je tuszować lub zamiatać pod dywan. Każdy, kto kiedykolwiek uprawiał sport zespołowy, wie, jak ważną rolę odgrywa w nim jedność drużyny. W ostatnich latach wszystkie kłopoty rozwiązywaliśmy sami, a nie na forum publicznym. Dotyczy to oczywiście sytuacji, gdy całą sprawą zajęły się media, co jednak nie było przecież zamierzoną intencją Gikiewicza. Notabene na zajęcie się libacjami Patryka Mraza we własnym gronie koledzy z drużyny mieli sporo czasu, bo jego alkoholowe problemy od wielu miesięcy były we Wrocławiu tajemnicą poliszynela.

Zakończenie całej afery łatwo przewidzieć – najprawdopodobniej bracia Gikiewiczowie, tak samo jak Patryk Mraz, jeszcze tej zimy opuszczą Wrocław. W szatni Śląska, delikatnie mówiąc, nie są już mile widziani. A włodarze mistrza Polski zacierają ręce, bo za jednym zamachem pozbędą się z drużyny zarówno pijaka jak i konfidenta…


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Jakub Kuza

Jakub Kuza

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jakub Kuza
Jakub
Kuza
zobacz artykuly tego autora >